www.DobraDieta.pl
Forum dyskusyjne serwisu www.DobraDieta.pl

Publikacje - Nasze człowieczeństwo nie z tego świata jest

Witold Jarmolowicz - Śro Wrz 30, 2015 09:09
Temat postu: Nasze człowieczeństwo nie z tego świata jest
Rozmyślania przy goleniu
Nasze człowieczeństwo nie z tego świata jest

Bezimiennym twórcom
techniki poświęcam.
JW


Tym razem Czytelniku, zanim się obruszysz, przeczytaj do końca. Bowiem na kanwie opowieści o produkcji banalnego nocnika, rzecz jest o istocie człowieczeństwa, o tym czymś wyjątkowym, co nas odróżnia od reszty Kosmosu. Rzecz jest o tej jednej, jedynej naszej właściwości, która udowadnia, że królestwo nasze nie z tego widzialnego świata jest.
Skrajny materializm, wojujący ateizm, są rodzajem wiary, takim samym, jak wiara innych ludzi w zaświaty. Nie ma żadnego bezapelacyjnego dowodu, że nasz mózg otrzymuje impulsy ze zmysłów, które obserwują świat istniejący materialnie, tak, jak nam się wydaje, że naocznie widzimy.
Jedynym realnym bytem dla nas samych jest tylko nasza niematerialna świadomość. Wszystko inne, włącznie z atlasami anatomicznymi i biochemią może istnieje realnie, a może nie. Nie mamy nawet żadnego dowodu na to, że świadomość mieści się w czymś, co fizjolodzy opisują jako mózg. Co więcej, nie mamy sposobu, żeby taki dowód uzyskać.
To jest solipsyzm, jako takie ćwiczenie intelektualne.
Sofista Gorgiasz, który przypuszczalnie stworzył ten kierunek kilkaset lat p.n.e., tworzył wówczas czystą abstrakcję. Dziś, w czasach komputerów i neurochirurgii pojawiły się teoretyczne możliwości skonstruowania takiej hybrydy mózgowo-komputerowej. Praktycznie jeszcze nie teraz, ale teoretycznie są odpowiednie środki techniczne, na razie niedoskonałe, które umożliwią zrealizowanie takiego eksperymentu. Będzie można wziąć sam mózg, bez oczu, uszu, węchu i dostarczać mu pełną iluzję świata zewnętrznego w taki sposób, że nie będzie miał żadnego sposobu, żeby się przekonać, czy spaceruje po łące, czy też pływa w słoju z odżywką, a tylko zakończenia receptorów ma podłączone do wyjść komputerów. Tak, jak to przedstawiają autorzy powieści science fiction.
***
Weźmy do ręki jakąś książkę. Konkretna książka jest materialnym wytworem fabryki, takim samym, jak kostka masła albo nocnik. O istocie nocnika stanowi jego kształt, poręczny, żeby maluch mógł zasiąść wygodnie i nie musiał paskudzić po kątach. Ważna jest jego wytrzymałość, żeby się nie rozpadł pod ciężarem 20 kg, niewywrotność oraz szczelność, żeby nie wyciekało z niego to, co maluch nasiusia. Ponieważ maluch proporcjonalnie do wzrostu wydala niewiele ekskrementów, więc nocnik ma tylko jedno ucho, za które mama z łatwością może to naczynie podnieść jedną ręką. Współczesne nocniki są wykonane z plastiku nie ziębiącego pupy malucha i mają żywe kolory, a czasem wzorki, żeby maluch się nie stresował. Nocnik upowszechnił się w ostatnich kilku pokoleniach człowieka, wcześniej był przywilejem królów i magnaterii. Przeważająca większość pokoleń naszych przodków znała ten sprzęt co najwyżej z opowiadań, jako zbędny luksus. Można było wówczas załatwiać swoje potrzeby bez komplikacji, odszedłszy trzy kroki w bok od ścieżki lub szałasu. Ze względu na rozwój cywilizacji i technologii mieszkaniowej, jest obecnie niezbędny w każdym domu, gdzie są dzieci albo ludzie chorzy.
W przeciwieństwie do zastawy stołowej, którą projektują często artyści, naczynie nocne rzadko jest obiektem zainteresowania twórców sztuki. Jeżeli już, to jako prowokacja artystyczna. Ślady nocnika można by znaleźć u Johna Steinbecka, Henry Millera, u Salvadora Dali, który twórczo kultywował analne obsesje oraz u turpistów.
Podobnie jak nocnik, można opisywać książkę, jej kształt, barwę, fakturę, zapach, technologię wykonania. Można porównywać kieszonkowe wydanie w miękkiej okładce Kwiatów zła - Baudelaire'a z Kodeksem Hammurabiego w twardej skórzanej oprawie, można z pietyzmem oglądać pierwsze wydanie Ludzkiego rodu Staszica, tak wyblakłe i sczytane, że niewiele widać.
Można wreszcie dokonać materialnej komparacji manuskryptów Michała Anioła z nocnikiem, zauważyć, że mają zupełnie inny kształt i materiał, stwierdzić, że twarde manuskrypty artysty zupełnie się nie nadają do de... w przeciwieństwie do papieru toaletowego, który jest miękki, przyjazny i wielokrotnie tańszy.
Idąc dalej tą drogą materializmu, można dojść do wniosku, podobnie jak wielu innych mistrzów ateistycznej dialektyki, że jedna mleczna krowa jest więcej warta niż cały Luwr, bo meble zmagazynowane w Luwrze nawet na porządne ognisko się nie nadają, a krowa wyżywi mlekiem i ogrzeje nawozem. Swoją drogą coś w tej ideologii materialistycznej ciągle powracamy do kupy.
Oczywiście zazwyczaj mamy na myśli realną książkę, którą można wziąć do ręki i czytać z zapartym tchem albo plastikowy krążek, który można włożyć do odtwarzacza i wsłuchać się w przejmująco piękną muzykę.
Tylko, że to są wszystko wytwory niematerialne, królestwo ich nie z tego świata jest, a z krainy duchowej umysłu człowieka. Czysty materializm, to koza, która ze smakiem może zjeść manuskrypty Michała Anioła i wyprodukować z nich mleko dla głodujących. Czysty materializm, to bolszewik gotujący sobie zupę na ognisku z carskich mebli, w carskim naczyniu nocnym.

Nie mylmy życia duchowego z wiarą w życie po śmierci. I nie mieszajmy świadomości z inteligencją oraz inteligencji ze zdolnością do rozumowania abstrakcyjnego. A także emocji z intelektem, bo się pogubimy jak Andzia w parku albo Marks buńczucznie stwierdzający, że życie jest formą istnienia białka.
Z faktu, że wszystkie wytwory ludzkie muszą mieć nośnik materialny typu zadrukowana znakami pisarskimi książka lub występować w postaci kodu ASCII zapisanego w formie dziurek na taśmie perforowanej, przemagnesowań warstwy magnetycznej dysku komputerowego HDD, ładunków elektrycznych w Pendrive, plamek na krążku CD, z tego wszystkiego nie wynika, że istotą książki jest coś materialnego. Istotą książki jest całkowicie niematerialna treść, produkt niematerialnego ducha autora, czy jak zwał te jego struktury czynnościowe w tkance mózgowej, które treść książki wyprodukowały. Ta treść porusza nasze struktury czynnościowe w naszej mózgownicy i wyzwala pozytywne emocje ciekawości i chęci zapoznania się z wynikiem depolaryzacji neuronów twórcy książki, czyli skłania nas do przeczytania tego, co autor spłodził.
Po co nam to jest potrzebne, do dzisiaj nie wiadomo, ale tak to działa. Lubimy synchronizowanie aktywności naszych neuronów z płodami aktywności neuronów twórcy książki.
Fakt, że tę samą treść tej samej książki możemy wiernie przenieść na tak różne nośniki jak zadrukowany papier i niewidoczne ładunki elektryczne w Pendrive dowodnie pokazuje, że nośnik materialny jest tylko depozytariuszem niematerialnej treści - produktu ducha artysty. Czy też inaczej mówiąc, tego czegoś niematerialnego, co twórca miał we łbie, a co krążyło w postaci materialnych impulsów elektrycznych w jego korze mózgowej.
W przeciwieństwie do książki, nocnik, to jest tylko czysto materialny nocnik. Chyba, że artysta wstawi go na piedestał. Tylko, że wtenczas nocnik nabiera szlachetnego, niematerialnego podtekstu artystycznej prowokacji. Ale to już nie jest ten sam nocnik. Zostaje uszlachcony wizją artysty, a właściwie wynikiem depolaryzacji jego neuronów.
Tak bym to widział pokrótce.
***
A jednak trywialny do bólu nocnik też nie całkiem materialny jest.
Spróbujmy znaleźć się nocą w hotelu, z małym człowieczkiem bez pieluchy i bez nocnika. Wg anegdoty, stepowanie wynalazł jeden rabin w Baku, który miał piętnaścioro dzieci i tylko jeden nocnik.
Podziwiamy Pietę Michała Anioła, słyszeliśmy o projektach maszyn latających Leonarda da Vici. Wiemy, że żarówkę i fonograf wynalazł Edison. Pamiętamy o balonie braci Montgolfier.
A kto wynalazł ten niezbędny do życia sprzęt, którym wszyscy posługujemy się wcześniej niż nauczymy się wiązać sznurowadła czy jeść widelcem i nożem? Sprzęt, który towarzyszy nam od najwcześniejszych lat i jest obecnie podstawowym elementem edukacji każdego człowieka, zasługuje chyba na swoje pięć minut uwagi?
W przeciwieństwie do żarówki, współczesny nocnik, to dzieło tysięcy bezimiennych wynalazców, konstruktorów, technologów, menadżerów organizujących masową produkcję. Ludzi, którzy poświęcili całe życie na doskonalenie i produkowanie sprzętów codziennego użytku, w tym również nocników. Ludzi mających ogromną wiedzę, którzy na zawsze pozostaną w cieniu i nigdy nie dowiemy się, komu zawdzięczamy to, że nasz maluszek może bezstresowo robić tę swoją kupkę.
Jak sama nazwa nocnika wskazuje, było to w zamyśle poręczne naczynie nocne, dzięki któremu nie trzeba było biegać za stodołę i marznąć tam w deszczową noc. Jako produkt masowy pierwotnie nocnik był wytwarzany ze stali, a dla ochrony przed korozją pokrywano go emalią. Zatem przed rewolucją przemysłową był elitarnym produktem wytwarzanym jednostkowo dla zamożnych klientów. Ale nie do końca. Zapomnieliśmy o starożytnej Grecji i Rzymie. Tam powszechnie funkcjonowały miejskie szalety dostępne dla każdego. Nie było tam co prawda nocników, ale były kamienne podesty z kamiennymi misami z otworem w środku. Były przerażająco duże, tak na oko z 90 cm średnicy, więc raczej chyba na nich kucali, coś tak jak obecnie tzw. muszla turecka, tylko, że tamte nie miały podestów na stopy. Pod spodem przepływała woda, więc były to autentyczne waterklozety. Ze względu na znaczny wkład pracy przy obróbce i duże zużycie kamienia były to kosztowne produkty. Średniowiecze, uwznioślone myślami o zaświatach zarzuciło tę kosztowną produkcję na całe tysiąclecia. Uznając, że wartościom duchowym smród i g... nie przeszkadzają, za potrzebą chodzili gdzie popadnie, byle niedaleko, wzorem przodków w szałasach.
Znający życie dworskie od podszewki Brantome w „Żywotach pań swawolnych” opisywał, jak to uczestnicy przyjęć królewskich załatwiali swoje potrzeby na schodach Wersalu. W niesprzyjających warunkach pogodowych wyznaczano w Wersalu jedną komnatę na zapaskudzenie, żeby diukom, baronom i hrabiom tyłki nie marzły w wersalskich ogrodach. Podłoga w takiej komnacie była zrobiona z nieszczelnych desek, przez które swawolni diukowie mogli dla rozrywki podglądać wypięte zady pań sławnych. Salvador Dali ze swoimi obsesjami nie był pierwszy.
No i proszę, jak obszerny może być temat zwykłego nocniczka.
***
Pierre de Bourdeille Brantôme zmarł w 1614 roku. W 200 lat później niewiele się zmieniło. Podobno Wiktor Hugo zapytany, czy czuje się sławny, odpowiedział, że ciężar swojej sławy odczuł pewnego wieczoru, gdy wracał z kolacji, dziś powiedzielibyśmy z imprezy. Nie mogąc się doczekać, aż rozespana służąca otworzy drzwi, dał upust pilnej potrzebie fizjologicznej na ulicy. Otrzymał wówczas od jakiegoś przechodnia reprymendę: „Ty stary świntuchu, musisz to robić pod domem Wiktora Hugo?”.
Dopiero ostatnie sto lat, to stopniowe upowszechnianie się wodociągów i kanalizacji, czegoś co wcześniej mieli już starożytni Rzymianie. Przy czym powstały dwa standardy: amerykański fi75 oraz europejski fi100. Oszczędny amerykański fi75 przyjęli w ZSRR a także w Grecji, co dla turystów ze strefy 100 mm stanowi niemiły zgrzyt. Ze względu na oszczędne rury kanalizacyjne o średnicy 75 mm w tym systemie trzeba tolerować nieapetyczne wiadra na zużyty papier do de... Szczęśliwie w dziedzinie kanalizacji nasza rozrzutność wyszła nam na dobre. Przyjęliśmy standard 100 mm, dzięki czemu papier toaletowy rur nie zapycha i nie musimy celebrować tych wiaderek. Pierwotnie stosowano w domach rury żeliwne, a pod drogą kamienne lub betonowe. Rury żeliwne z kołnierzem wkładano jedną w drugą i w kołnierzu ubijano smołowany sznur a następnie zalepiano cementem, impregnat sznura cuchnął bowiem jak cała koksownia. Obecnie stosuje się podobnego kształtu i rozmiarów tańsze rury PCV oraz uszczelki gumowe, co wielokrotnie skraca czas montażu. Żeby rury się nie zapychały, musiały mieć, zależnie od średnicy odpowiedni spad. Dla fi100 nie mniej niż 1 cm na każdy metr długości oraz nie powinno być na trasie zmian kąta nachylenia.
Całe pokolenia żyjących, mających czucie, świadomość oraz inteligencję technologów i hydraulików w praktyce zweryfikowały słuszność bezosobowych praw przyrody dotyczących hydrauliki, sformułowanych 400 lat wcześniej przez syna poborcy podatków, Blaise Pascala.
Jednocześnie w tym samym XX wieku stuprocentowo nieżywe kalkulatory zweryfikowały i udowodniły niesłuszność definicji inteligencji autorstwa tegoż samego Pascala. A wydawałoby się, że inteligentny i świadomy siebie Pascal powinien więcej wiedzieć na temat inteligencji niż bezosobowych, obiektywnych praw fizyki.
Zaiste, różnymi drogami chadza rozum, inteligencja i świadomość. Aż się prosi, żeby te wszystkie tutaj wątki, parafrazując tytuł książki Jean-Paul Charles Aymard Sartre'a „Drogi wolności”, nazwać Drogi Świadomości.
Kontynuując temat.
Poziome rury dochodzą do pionów, które muszą być wyprowadzone ponad dach i otwarte, żeby wyrównywały się ciśnienia i spadająca woda nie wyciągała wody z dołączonych syfonów. Wszystkie podłączenia umywalek i muszli muszą być zasyfonowane, czyli mieć kolanka napełnione stale wodą, żeby się smród na mieszkanie nie rozchodził.
***
Wracając do nocnika. Jak można tanio wykonać metalowy nocnik?
Na tokarce wytoczyć byłoby to bardzo nieefektywne, aczkolwiek możliwe.
Trzeba wziąć arkusz gotowej blachy i wygiąć w kształt nocnika. Zwinąć nie można, bo trzeba by spawać na złączeniu krawędzi.
Można przetłoczyć na prasie. Tylko jak oni to robią? Jak z płaskiego krążka wyciskają głęboki równomierny kapelusz. A z czajnikiem to jeszcze trudniej. Może jednak toczą? Na garczkach są często ślady jak po toczeniu. Ciepło!
Dawno temu technolodzy wymyślili wyoblanie. Obracający się krążek blachy jest naciskany przez rolkę, stopniowo odkształcany i rolka stopniowo dociska arkusz do wewnętrznej formy. Mamy już stalowy kształt kapelusza. Teraz trzeba do niego przyczepić ucho. Można je przynitować nitami na zimno lub gorąco. Na zimno jest szybciej, na gorąco pewniej, ponieważ po zanitowaniu stygnący materiał się kurczy i dociąga blachy. Tak nitowano most Kierbedzia.
Można ucho przyspawać, najlepiej automatem w osłonie gazowej. Polega to na tym, że elektrodą jest drut rozwijany ze szpuli, a zamiast otuliny rutylowej, jak w elektrodach klasycznych, nadmuchiwany jest gaz chroniący przed utlenianiem, dwutlenek węgla, argon itp. Do tego potrzebny jest generator prądu, najlepiej stałego, bo to zapewnia równomierność łuku i spoiny.
Można ucho z nocnikiem zgrzać. Polega to na tym, że z obu stron zgrzewanych powierzchni silnie dociska się elektrody i na chwilę doprowadza prąd o dużym natężeniu, który lokalnie roztapia metal i łączy. Metoda najtańsza, często stosowana. Dla pewności dobrze jest zgrzać 3 punkty, wtenczas nawet jak jeden puści, to pozostałe trzymają. Metoda bardzo dobra dla drobnych detali, w tym również stosowana w lampach radiowych, jeżeli ktoś jeszcze pamięta, co to takiego. W zwykłych żarówkach stosowana również.
Mamy już nocnik z uchem. Trzeba go jeszcze pokryć emalią, ponieważ zwykła farba olejna zbyt łatwo się wyciera. Oczyszczony z nagaru nocnik pokrywamy kompozycją mineralną i wstawiamy do pieca, żeby się emalia zeszkliwiła w temp. 800* C. Po ostygnięciu trochę szlifujemy, polerujemy i gotowe. Można skierować do sprzedaży. Sprzedaż, historia transportu, marketingu, to cała następna opowieść. Zostańmy przy nocniczku i zakończmy nasz epos o tym niezbędnym sprzęcie.
Za każdym zdaniem naszego eposu kryje się ogrom wiedzy ludzkiej. Np. „do wyoblania bierzemy krążek blachy”. Jakiej blachy, skąd? Żeby tę blachę zrobić, znowu potrzebne jest tysiącletnie doświadczenie tysięcy hutników, metalurgów, specjalistów od obróbki plastycznej, walcowników. A nie zapominajmy o konstruktorach pras te krążki wykrawających i Michale Faradayu, który eksperymentując z solenoidem i magnesem, zapoczątkował erę silników elektrycznych w tych prasach stosowanych. Itd. itp.
***
Naukowe pojęcie entropia jest synonimem bałaganu, chaosu. Im większa entropia, tym większy chaos, im entropia mniejsza, tym bardziej coś jest uporządkowane.
Wysoki poziom uporządkowania kształtu nocnika, czyli jego entropia może być tak niska dlatego, że przez tysiąclecia tysiące konstruktorów i technologów doskonaliło swoje procesy myślowe. Gromadząc tę wiedzę rozpraszali energię i powiększali entropię, czyli całkowity bałagan w Kosmosie. Inaczej być nie mogło.
Pomimo, że procesy myślowe wymagają materialnego mózgu i materialnego przepływu jonów w neuronach, to sam proces i wiedza są całkowicie niematerialne. Obok albumów Michała Anioła wiedza ścisła, inżynierska, również pochodzi z niematerialnej krainy umysłu ludzkiego. Jest drugą nogą, na której wspiera się nasz rozum.
Dla zaangażowanych naukowców elegancja równań Jamesa Clarka Maxwella może być równie fascynująca, jak złota proporcja w sztuce dla artystów. Dla niezaangażowanych te równania zaowocowały współczesną TV, radiem, komórkami i GPS-em.
Tylko pasjonaci mogą się fascynować równaniami matematycznymi fraktali i stałej bifurkacji, ich wręcz metafizycznym wymiarem. Ale piękno regularnych obrazów stworzonych przy pomocy tych równań porusza jakąś strunę w umyśle każdego człowieka, podobnie jak fascynują nas obrazki z archaicznego kalejdoskopu.
Patrząc na banalny nocnik, niegodny, żeby nawet na chwilę przysłonić nim przed deszczem papirusy z Qumran, spróbujmy dostrzec w nim piękno i elegancję ludzkiej wiedzy, która jest w nim zaklęta.
Może to jest odpowiedź na definicję Pascala. Istota inteligentna to taka, która potrafi projektować i wytwarzać wyroby o entropii znacznie niższej niż występują w otoczeniu.
Nie tylko wytwarzać, bo to potrafią również zwierzęta budując gniazda, ale i projektować formy przedtem nieistniejące.
W porównaniu z wytworami przyrody nieożywionej nocnik jest tworem bardzo uporządkowanym, o niskiej entropii. Ma tak niską entropię, że gdybyśmy go znaleźli na Marsie, nie uwierzylibyśmy, że mógł powstać samorzutnie. Byłby dowodem na obecność tam jakiejś wysokorozwiniętej cywilizacji. Nie jednego zdolnego Kosmity, ale całej cywilizacji z jej nauką i technologią.
W tym sensie trywialny nocnik też pochodzi nie z tego świata, ale z niewidzialnego królestwa umysłu.

Witold Jarmołowicz
Październik 2010
Poradnik Dobrego Zdrowia


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group