Strona główna Fakty żywieniowe Jak się żywić? Przepisy Historia diety Forum  

  Forum dyskusyjne serwisu www.DobraDieta.pl  FAQ    Szukaj    Użytkownicy    Czat      Statystyki  
  · Zaloguj Rejestracja · Profil · Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości · Grupy  

Poprzedni temat «» Następny temat
Otwarty przez: Molka
Pon Gru 24, 2012 13:38
Nowe sukcesy wiedzowej-nieodpustowej medycyny
Autor Wiadomość
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Wto Kwi 07, 2009 10:13   Nowe sukcesy wiedzowej-nieodpustowej medycyny

http://www.tvn24.pl/0,159...,wiadomosc.html

Cytat:
Przed sądem w Toruniu stanęli trzej lekarze i sześć pielęgniarek z prywatnej przychodni w Grudziądzu, którzy mieli testować szczepionki przeciw ptasiej grypie na nieświadomych tego bezdomnych. Rozprawa została jednak odroczona, ponieważ ich obrońca "rozchorował się i muszą znaleźć nowego".

Na liście zarzutów wobec oskarżonych widnieje: wykonywanie zabiegów bez zgody pacjentów, poświadczanie nieprawdy, przywłaszczenie 16 tysięcy złotych, a także wyłudzenie od firmy farmaceutycznej 260 tys. zł. Tylko jedna z oskarżonych osób przyznaje się do winy. Wszystkim grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności.Odpowiedzą za testy na bezdomnych?
Prokuratura rozważa oskarżenie o narażenie zdrowia i życia pacjentów trzech... czytaj więcej »

- Ja jako pielęgniarka szczepiłam właśnie. Miałam polecenia z góry. I jako jedyna mogę powiedzieć, że przyznałam się do winy. Opowiedziałam całą historię, jak było - tłumaczyła pielęgniarka, która jako jedyna zdecydowała się na zeznania.

Myśleli, że to lek przeciwko "zwykłej" grypie

Sprawa dotyczy około 350 poszkodowanych z Grudziądza i okolic. Większą część osób uczestniczących w badaniach stanowili bezdomni, którzy dostawali za to pieniądze (5-10 zł). Personel przychodni nie poinformował pacjentów, że chodzi o testowanie szczepionki przeciwko wirusowi ptasiej grypy H5N1. Bezdomni byli przekonani, że przyjmują lek przeciwko "zwykłej" grypie.

Pokłócili się o pieniądze

Nielegalne szczepienia wyszły na jaw, gdy po przyjęciu szczepionek bezdomni pokłócili się o wypłacone pieniądze. Wezwana na miejsce kłótni policja postanowiła wyjaśnić tę sprawę. Wtedy okazało się, że niektórzy bezdomni, by więcej "zarobić", poddawali się kilkakrotnie szczepieniom, podając nieprawdziwe dane. Zrobili z bezdomnych króliki doświadczalne
Wstrząsająca praktyka w jednej z grudziądzkich przychodni. Na nieświadomych... czytaj więcej »

- Za każde szczepienie płacono 10 złotych, a jak się przyszło po tygodniu zmierzyć gorączkę, to 5. A w naszych warunkach takie 10 złotych zawsze się przyda - opowiada Piotr Rąckowski, bezdomny z Grudziądza.

Bezdomni twierdzą, że gdyby wiedzieli, że to ryzykowne szczepienie przeciw ptasiej grypie, nigdy by się nie zgodzili. - No bo jak można takich bezdomnych, jak my wykorzystać na takie sprawy - dodaje Rąckowski.

Lekarze: lek jest bezpieczny

Kierownictwo przychodni - które na poniedziałkowej rozprawie ukrywało się pod perukami i okularami słonecznymi - tłumaczyło, że po pierwsze pacjenci mieli świadomość udziału w badaniach, a po drugie - lek, stosowany powszechnie w USA, jest całkowicie bezpieczny dla zdrowia i życia pacjentów.

W wyniku śledztwa także prokurator nie stwierdził zagrożenia życia i zdrowia. Jakiej kary zażąda okaże się 25 maja - wtedy sprawa wróci na wokandę.

nsz, mon/tr/mlas
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
Ostatnio zmieniony przez Molka Nie Wrz 25, 2011 15:16, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Wto Kwi 07, 2009 10:15   

http://www.tvn24.pl/12690...,wiadomosc.html

Cytat:
Wstrząsająca praktyka w jednej z grudziądzkich przychodni. Na nieświadomych niczego bezdomnych testowano szczepionkę przeciwko ptasiej grypie, mówiąc im, że to szczepienie przeciw "zwyczajnej" grypie. Kilkanaście osób niedługo potem zmarło, pokrzywdzonych może być nawet 350. Czy ich śmierć miała związek z testami? Do bulwersujących faktów w tej sprawie dotarł reporter "Faktów" TVN. Zachowanie lekarzy w programie "Fakty po Faktach" potępiła minister zdrowia Ewa Kopacz.

Ewa Kopacz: ci lekarze nie powinni wracać do zawoduNie wiadomo, czy testowanie szczepionki było przyczyną śmierci bezdomnych. Wielu z nich to osoby schorowane i wycieńczone trybem życia, dla których takie eksperymenty mogą być niebezpieczne.

Statystyka daje jednak wiele do myślenia. - W 2004 roku zmarło czterech bezdomnych z naszego ośrodka - przyznaje w rozmowie z "Faktami" Mieczysław Wacławski, kierownik schroniska im św. Brata Alberta w Grudziądzu. Jednak w 2005 i 2006 roku zmarło łącznie 16 osób, w 2007 roku - roku, w którym testowano szczepionkę - aż 21.

Za szczepionki bezdomni dostawali pieniądze - 5-10 zł. Niektórzy zaszczepili się po kilkanaście razy.

W całej sprawie pokrzywdzonych może być nawet 350 osób. Około 150 z nich - to bezdomni. Reszta to zwyczajni mieszkańcy, zwabieni zarobkiem.

"Dobra praktyka" na bezdomnych

Bezdomni twierdzą, że nie wiedzieli, iż szczepią ich przeciwko ptasiej grypie. W kwietniu 2007 roku grudziądzka przychodnia "Dobra Praktyka" wysłała do nich zapytanie, w którym była mowa o nieodpłatnym przekazaniu szczepionki przeciw zwykłej grypie o nazwie VAXIGRIP. Teraz bezdomni otrzymują listy od producenta leku, mówiące że otrzymali dwie dawki szczepionki FLUAD- H5N1, która była ocenianą w tym badaniu szczepionką przeciwko pandemicznemu wirusowi grypy H5N1.

Kierownictwo przychodni twierdzi, że wszyscy pacjenci podpisali zgodę na szczepienie i wiedzieli, przeciwko czemu się szczepią.

Sprawa w sądzie

We wtorek do Sądu Okręgowego w Toruniu wpłynął akt oskarżenia przeciwko trojgu lekarzom i sześciu pielęgniarkom. Jak wykazało śledztwo, oszukali oni nie tylko pacjentów, ale i firmę farmaceutyczną, która zleciła szczepienia. Prokuratura zarzuca im fałszowanie dokumentacji, nakłanianie świadków do składania fałszywych zeznań i poświadczanie nieprawdy, a także przywłaszczenia mienia. Zarzut narażenia zdrowia i życia bezdomnych jednak w akcie oskarżenia nie pada.

Minister zdrowia: dla tych lekarzy nie powinno być miejsca w zawodzie

- Lekarze, którzy prowadzili te badania, nie powinni wracać do zawodu – tak oskarżonych lekarzy oceniła w programie „Fakty po Faktach” minister zdrowia Ewa Kopacz. Jej zdaniem, robią oni wielką krzywdę grupie zawodowej, która powinna cieszyć się zaufaniem społecznym. – Dla nich nie powinno być miejsca w zawodzie – stwierdziła minister. – W interesie wszystkich lekarzy leży, by ci, którzy zawinili, ponieśli karę – dodała.

jk/pra
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
 
grizzly
[Usunięty]

Wysłany: Wto Kwi 07, 2009 12:55   

Waldek B napisał/a:
...Bezdomni twierdzą, że nie wiedzieli, iż szczepią ich przeciwko ptasiej grypie...


Tak twierdza, ale czy to prawda?
Czy oni konkretnie cos "wiedza"?

Wiadomo, ze "wiedzacych" jest malo! :roll:
Ludzie faktycznie dziela sie na "wiedzacych i niewiedzacych" :roll:

Teraz sad bedzie mial trudne zadanie! :roll:
.
 
 
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Wto Kwi 07, 2009 15:08   

Oczywiste autodestrukcyjne skłonności przydennego planktonu to jedno a nieszarlatańskie pomysły wiedzowej-nieodpustowej medycyny to drugie. :|
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
 
Użytkownik

Pomógł: 4 razy
Dołączył: 31 Lip 2012
Posty: 529
  Wysłany: Pon Paź 29, 2012 15:17   doctors putting patients on 'death lists'

http://www.dailymail.co.u...llowed-die.html napisał/a:
Thousands of patients have already been placed on 'death registers' which single them out to be allowed to die in comfort rather than be given life-saving treatment in hospital, it emerged last night.

Nearly 3,000 doctors have promised to draw up a list of patients they believe are likely to die within a year, Department of Health figures showed yesterday.

As part of an unpublicised campaign endorsed by ministers, GPs have been encouraged to make lists – officially known as End of Life Care Registers – of people they believe are going to die soon and should be helped to do so in comfort.

They have been asked to earmark elderly patients who show signs of frailty or deterioration during routine consultations at their surgeries.

Although more than 7,000 patients nationwide have already been put on the list, there appears to be no obligation for doctors to inform them.

Some medical professionals went public with their worries yesterday following the Daily Mail's disclosure of the NHS request to doctors to put one in every 100 of their patients on death lists.
Ostatnio zmieniony przez Użytkownik Pon Paź 29, 2012 15:27, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 49
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Sob Mar 30, 2013 04:21   


Może tak, a może nie, może lekarz się zawaha
i nie rozerwie pacjenta kroplówkami,
oczywiście zgodnie z procedurami.

Ktoś jeszcze spotkał się z
40% wzrostem masy ciała
(od wagi należnej do +40%)
po 10 dniach kroplówek w szpitalu,
szybko potem w domu ustępującym,
ale skóra kurczy się jakieś 180dni.

Dziwne, że coś takiego można przeżyć,
jak zdrowym trzeba być by przeżyć,
oczywiście czasowe nadciśnienie
i anemia i transfuzja gratis.

Co nie zabije to wzmocni.
:faint:
Ostatnio zmieniony przez vvv Sob Mar 30, 2013 04:27, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 43 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 8033
Wysłany: Wto Kwi 30, 2013 14:14   

Amerykanizujemy się. Naiwne rodziny myślą, że jak lekarz nie popełni błędu w sztuce, to krewniak przeżyje. Tymczasem błąd w sztuce lekarskiej polega na działaniu niezgodnie z ustalonymi odgórnie przez władze procedurami i schematem diagnozowania oraz leczenia. Ponieważ tego typu postawa, wymuszana obecnie przez samych naiwnych pacjentów, jest zaprzeczeniem zdrowego rozsądku w leczeniu, więc będziemy mieli coraz więcej sytuacji, gdzie pacjent zmarł dokładnie zgodnie ze sztuką lekarską. Na uciechę farmacji.
I ZUS-u, bo przez 30 lat nieboszczyk wpłacił co najmniej 300 tys. i już nic z tego nie trzeba będzie oddawać. Można co najwyżej dodać, że eksperci ustalający reguły tej medycznej gry są pod szczególnie czułą opieką producentów chemikaliów zwanych lekami.
JW
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 49
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Pią Maj 10, 2013 19:00   

Osiągnięcia w psychiatrii:
(czyli o przywracaniu równowagi chemicznej mózgu)
Cytat:
Prof. Thomas Szasz to autor wielu bardzo znanych publikacji dotyczących prawa pacjenta do pełnej informacji o działaniu terapii, a także o prawie wyboru pacjenta co do sposobu leczenia. Jest ekspertem w dziedzinie psychiatrii, znanym jako współtwórca organizacji o nazwie Obywatelska Komisja ds. Praw Człowieka, której celem jest przywrócenie etyki w dziedzinie zdrowia psychicznego.

trzy minuty, 40 sekund, polskie napisy

https://www.youtube.com/watch?v=ht54Pb1IXRI
Ostatnio zmieniony przez vvv Pią Maj 10, 2013 19:05, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 43 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 8033
Wysłany: Sob Maj 11, 2013 13:49   

https://www.youtube.com/watch?v=XH0V_z6v4QE

https://www.youtube.com/watch?v=Rt9QJM7Cpks
i dla bardzo wytrwałych:
https://www.youtube.com/watch?v=f4YM1OBQZ58
JW
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 49
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Sob Maj 11, 2013 19:32   

http://www.parentdish.co.uk/2010/08/27/miracle-baby-declared-dead-by-doctors-revived-by-mum-cuddles/
http://www.parentdish.co....by-mum-cuddles/
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 43 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 8033
Wysłany: Nie Maj 12, 2013 18:58   

grizzly napisał/a:
Waldek B napisał/a:
...Bezdomni twierdzą, że nie wiedzieli, iż szczepią ich przeciwko ptasiej grypie...
Wiadomo, ze "wiedzacych" jest malo! :roll: Ludzie faktycznie dziela sie na "wiedzacych i niewiedzacych" :roll:
Teraz sad bedzie mial trudne zadanie! :roll:
.
Nie czepiajmy się. Na jakichś ludziach trzeba wykonać końcowe testy nowego leku. Przecież producenci nie będą tego robić na swoich dzieciach albo na dzieciach Obamy. Nie?
JW
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 49
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Nie Maj 12, 2013 19:17   

>> Nowe sukcesy wiedzowej-nieodpustowej medycyny:
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 49
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
  Wysłany: Wto Maj 14, 2013 12:26   prewencyjnie usunięto jej obie piersi

http://tiny.pl/h8848 (wyborcza.pl) napisał/a:
- Nie chciałam czekać, postanowiłam działać. Mam nadzieję, że inne kobiety skorzystają z mojego doświadczenia - napisała w "New York Timesie" aktorka Angelina Jolie, ujawniając, że przed trzema miesiącami prewencyjnie usunięto jej obie piersi , bo lekarze stwierdzili, że istnieje duże ryzyko, że zachoruje na raka.

List jest bardzo osobisty, aktorka szczegółowo opisuje, na czym polega trwająca osiem godzin operacja, jak czuje się kobieta po obudzeniu.

Zachęca kobiety, które mają w rodzinie przypadki raka piersi lub jajnika, do szukania informacji na temat opcji, jakie mają. Przypomina, że według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) rak piersi zabija rocznie 458 tys. kobiet. Zwraca uwagę, że badanie wykrywające genetyczne skłonności do choroby kosztuje w USA ponad 3 tys. dolarów, co jest przeszkodą dla wielu kobiet.


Rozmowa z Aleksandrem Sacherem, chirurgiem onkologiem z gliwickiego Centrum Onkologii

Marta Urzędowska: Angelina Jolie przyznała się właśnie, że poddała się podwójnej mastektomii, bo bała się, że zachoruje na raka. Dobrze zrobiła?

Aleksander Sacher: Nie można powiedzieć, czy zrobiła dobrze czy źle. Fakty są takie, że jeżeli wykryto u niej mutację genu BRCA1, to istnieje blisko 90-proc. prawdopodobieństwo, że zachoruje na raka piersi i niewiele mniejsze zachorowania na raka jajnika.

To nie jest jakaś sensacyjna decyzja, takie operacje prewencyjne wykonuje się od wielu lat, także w Polsce. Jednak zwykle łączy się mastektomię z usunięciem jajników, samo usunięcie piersi zwykle nie wystarcza.


wiki napisał/a:
On 14 May 2013, The New York Times published an op-ed written by Jolie in which she announced she had undergone a preventive double mastectomy after learning she had an 87% risk of developing breast cancer. Jolie has a defective BRCA1 gene resulting in an increased risk of breast cancer and ovarian cancer. She said she decided to go public about it to encourage other women to make informed medical choices.
Ostatnio zmieniony przez vvv Wto Maj 14, 2013 12:36, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 49
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Wto Maj 14, 2013 12:45   

A, ci wstrętni spiskowcy twierdzą, że to był tylko pretekst by zastąpić naturalne piersi, sztucznymi o bardziej przewidywalnym kształcie. :razz:
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 43 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 8033
Wysłany: Sob Cze 01, 2013 10:47   

Przykład stworzenia triady fikcyjnych chorób: nadciśnienie, miażdżyca, cukrzyca pokazuje, że menadżerowie nie cofają się przed niczym. Teraz rozpropagują naciągane schematy diagnozowania ryzyka raka i stworzą sobie ogromny rynek zbytu na silikon. Trzeba przyznać, że menadżerstwo mają łby nie od parady. Zamiast wstawiać jedną pierś nieszczęśliwej chorej na raka, podwoili stawkę i będą teraz wstawiać zdrowym kobietom oba cycki. Pewnie ubolewają, że ewolucja ograniczyła tę liczbę tylko do dwóch sutków.
JW
 
     
gea

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 23 Sty 2006
Posty: 1354
Wysłany: Sob Cze 01, 2013 20:18   

vvv napisał/a:
Obrazek
Może tak, a może nie, może lekarz się zawaha
i nie rozerwie pacjenta kroplówkami,
oczywiście zgodnie z procedurami.

Ktoś jeszcze spotkał się z
40% wzrostem masy ciała
(od wagi należnej do +40%)
po 10 dniach kroplówek w szpitalu,
szybko potem w domu ustępującym,
ale skóra kurczy się jakieś 180dni.

Dziwne, że coś takiego można przeżyć,
jak zdrowym trzeba być by przeżyć,
oczywiście czasowe nadciśnienie
i anemia i transfuzja gratis.

Co nie zabije to wzmocni.
:faint:

Tydzień temu zabraliśmy moją 94 letnią teściową ze szpitala ( po tygodniu pobytu- zapalenie oskrzeli) Gdybym mogła ją napoić, nie zdecydowalibyśmy się jej dać do szpitala. Niestety, kaszlała i krztusiła się cały dzień, baliśmy się odwodnienia. Tlen, kroplówka i nebulizacja ją podreperowały ale wróciła z ręką opuchniętą i w czarnym kolorze od łokcia do końca palców. Najprawdopodobniej kroplówka się tam wylała, bo niechlujnie założyli wenflon. Nie wierzyłam, że przeżyje, ale siły żywotne ma. Codziennie ją karmiłam i poiłam w szpitalu - była głodna i jadła. Przy masowaniu ręki spędziłam kilka godzin. Ale jest efekt, ręka wraca do normy. Nie dała sobie założyć cewnika - tak usztywniła nogi, że chyba bali się ją połamać i dali spokój. Mimo głębokiej demencji, nie dała się.
_________________
gea
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 49
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Sob Cze 01, 2013 22:19   

Trzeba by się dokopać do książki źródłowej.

https://www.google.ie/sea...wodnienie"

Jakiś dziwny szpital - taki słabo zorganizowany
i niezdecydowany w poczynaniach,
ale to akurat szczęśliwy traf.

Wypadałoby oswoić lekarza ostatniego kontaktu by wypisał stosowne bezterminowe zlecenie założenia kroplówki dla pielęgniarki środowiskowej i receptę na kilka zestawów kroplówek i oswoić pielęgniarkę środowiskową by w razie czego odebrała telefon i założyła kroplówkę. Na gorączkę ponoć panadol w czopkach, ale słyszałem, że można po prostu tak odkrywać, przykrywać pacjenta lekkim kocykiem by temperatura nie przekraczała 38.5, ale do temperatury to chyba trzeba mieć zapalenie, a do zapaleń pro-nietolerancyjny jadłospis.

Trzymaj się nie daj się, rób co się da, ale spokojnie i rozważnie, najgorzej jest dać się systemowi zwariować.

Pozdrawiam serdecznie.
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 43 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 8033
Wysłany: Sob Cze 01, 2013 23:10   

vvv napisał/a:
Na gorączkę ponoć panadol w czopkach, ale słyszałem, że można po prostu tak odkrywać, przykrywać pacjenta lekkim kocykiem by temperatura nie przekraczała 38.5,
Zgodnie z oficjalnymi zaleceniami medyków w przypadku gorączki trzeba zanurzyć w wannie z chłodną wodą. Rozumiem, że o temperaturze 32-36*C, ale tego mi nigdy nie wyjaśnili, więc może chodziło im o wodę z kranu. W końcu kiedyś myli noworodki pod kranem, bo jakiś dureń uroił sobie, że noworodki mają niewykształcone receptory i nie czują zimna.
JW
 
     
gea

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 23 Sty 2006
Posty: 1354
Wysłany: Pon Cze 03, 2013 13:27   

:hah: Babunia gorączki nie miała, widać organizm nie walczył - nadal kaszle "mokro" ale nie ma siły należycie odkrztusić. Dziś się okazało, że ma uszkodzony bark i zostało to wpisane w karcie wypisowej ze szpitala, jakoby miała taki przy przyjęciu ( a nie miała). Widać efekt uboczny " hop- siup" siostrzyczek przy toalecie.W karcie wypisowej było jeszcze zdanie : pacjenta poinformowano o należytej diecie i trybie życia ( tuż po uwadze o demencji starczej) :hah: .
Jeśli chodzi o moje doświadczenia dot. redukcji gorączki( 30 lat temu wypraktykowane na moich dzieciach) - sprawa jest prosta. Temperatura wody taka jak dla zdrowego- dla siebie. Ja uważam, że nie ma co kombinować, trzymać za długo w wodzie też nie. Wg. tego sposobu był traktowany wnusio ( infekcja wirusowa) Jednak rodzice " pękli " i na końcu dali czopek, bo syn twierdził, że kąpiel działała za krótko i temperatura znów rosła szybko.
Gorączkujące dzieci z rodziny znajomej w szpitalu w Anglii były pozostawiane bez okrycia w celu jej redukcji. Wydaje mi się to ryzykowne w szpitalnych warunkach, że taki stan musi być stale monitorowany, bo wahania temperatury u dzieci są szybkie.
_________________
gea
 
     
gea

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 23 Sty 2006
Posty: 1354
Wysłany: Pon Cze 03, 2013 13:39   hop -siup w szpitalu

Babunia gorączki nie miała, widać organizm nie walczył - nadal kaszle "mokro" ale nie ma siły należycie odkrztusić. Dziś się okazało, że ma uszkodzony bark i zostało to wpisane w karcie wypisowej ze szpitala, jakoby miała taki przy przyjęciu (a nie miała). Widać efekt uboczny
" hop- siup" siostrzyczek przy toalecie pacjentki lat 94 z garbem osteoporozowym. W karcie wypisowej było jeszcze zdanie : pacjenta poinformowano o należytej diecie i trybie życia ( tuż po uwadze o demencji starczej) :hah: .
Jeśli chodzi o moje doświadczenia dot. redukcji gorączki( 30 lat temu wypraktykowane na moich dzieciach) - sprawa jest prosta. Temperatura wody taka jak dla zdrowego- dla siebie. Ja uważam, że nie ma co kombinować, trzymać za długo w wodzie też nie. Wg. tego sposobu był traktowany wnusio ( infekcja wirusowa) Jednak rodzice " pękli " i na końcu dali czopek, bo syn twierdził, że kąpiel działała za krótko i temperatura znów rosła szybko.
Gorączkujące dzieci z rodziny znajomej były w szpitalu w Anglii pozostawiane bez okrycia w celu jej redukcji. Wydaje mi się to ryzykowne w szpitalnych warunkach, taki stan musi być stale monitorowany, bo wahania temperatury u dzieci są szybkie.
_________________
gea
 
     
Rossignol

Pomógł: 4 razy
Dołączył: 20 Lut 2008
Posty: 303
Wysłany: Wto Cze 04, 2013 18:14   

Cytat:
Najprawdopodobniej kroplówka się tam wylała, bo niechlujnie założyli wenflon.


O tym czy ktoś poprawnie zakłada wenflony proszę się wypowiadać po skaniulowaniu około 1000 żył i tętnic obowodowych, tymbardziej u osób w wieku 90+.

Co do Anżeliny Żoli, troche jestem przerażony tym całym spiskowaniem wokól jej decyzji. Chyba za mało w życiu widzieliście, może rzeczywiście jakbyśmy mieli XIV wiek bez monsanto, oparów silników deasla, całej chemii przemysłowej to można było by pomyśleć o życiu z bombą zegarową we własnym organizmie i liczyć na to, że akurat nasz układ immunologiczny nie przeoczy tej jednej komórki ...
 
     
gea

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 23 Sty 2006
Posty: 1354
Wysłany: Wto Cze 04, 2013 18:53   

Upieram się, że osoba wykonująca założenie wenflonu nie zrobiła tego dobrze. Być może nie była to niechlujność a brak " ręki". Widziałam jak zgrabnie zrobił to pielęgniarz z pogotowia- młody chłopak, bardzo się starał. Uważam,że do prac manualnych , jak zresztą do wszystkiego , trzeba mieć dar boży. Mnie np, nie pomogłoby skaniulowanie nawet 2000 żył.
Nie mogę mieć pretensji do personelu, bo taki pacjent jak moja teściowa wymaga wiele więcej nakładów czasowych, a tego w szpitalu brakuje. Muszę się cieszyć,że wróciła żywa, podczas gdy pacjentka 10 lat młodsza z łóżka vis a vis zmarła w nocy.
_________________
gea
Ostatnio zmieniony przez gea Wto Cze 04, 2013 18:53, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Rossignol

Pomógł: 4 razy
Dołączył: 20 Lut 2008
Posty: 303
Wysłany: Wto Cze 04, 2013 19:05   

Nie chodziło mi o predyspozycje manualne tylko o praktykę kłucia. UWAGA oświece panią, żyła może pęknąć nie tylko z winy kłującego ale także uwaga z "winy" chorego. Cudzysłów dlatego, że chodzi o wiek pani teściowej i stan naczyń które są kruche, zapadnięte i mają pewnie w cholerę zrostów. Ale do takiej wiedzy dochodzi się w praktyce. Pozdrawiam.



Cytat:
Muszę się cieszyć,że wróciła żywa, podczas gdy pacjentka 10 lat młodsza z łóżka vis a vis zmarła w nocy.


No tak bo pacjentka 10 lat młodsza trafiła zupełnie zdrowa do szpitala a ci niedobrzy lekarze w trupiej farmie odebrali życie zupełnie zdrowej kobiecie. Ręce opadają.
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 43 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 8033
Wysłany: Czw Cze 06, 2013 11:40   

Rossignol napisał/a:
Co do Anżeliny Żoli, troche jestem przerażony tym całym spiskowaniem wokól jej decyzji. Chyba za mało w życiu widzieliście,
A to Pana nie przeraża?
http://www.dobradieta.pl/...pic.php?t=22662
TO dotyka nas wszystkich przymusowo, nawet, jak nie chcemy.
JW
 
     
gea

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 23 Sty 2006
Posty: 1354
Wysłany: Czw Cze 06, 2013 12:23   

Nadal trwam przy swoim przekonaniu. To prawda, że cyt. "żyła może pęknąć nie tylko z winy kłującego ale także z "winy" chorego oraz wiek teściowej i stan naczyń które są kruche, zapadnięte i mają pewnie w cholerę zrostów." Niemniej, już była przedtem w szpitalu a także i teraz ale takiego stanu kończyny nigdy nie miała, choć krwiaków było sporo. Jeśli wiadomo, że jest taki stan pacjenta, to trzeba więcej uwagi. Jak na swój wiek, to uważam , że te żyły nie są w najgorszym stanie. Moja teściowa nie ma żylaków na nogach, chciałabym mieć takie nóżki.
Z mojego doświadczenia życiowego wynika, że nie wszystkim Bozia dała manualne zdolności.
Mieliśmy do czynienia z kilku fachowcami od glazury. Najmłodszy, z najkrótszym stosunkowo doświadczeniem , był najlepszy.
Nie napadam na szpital ( trupia farma ? ;D )Pacjentka vis a vis miała zapalenie płuc, była w ciężkim stanie, śmiertelnie blada.
Ja tylko podziwiam siły żywotne mojej teściowej. Szczęśliwie ( :/ ) upośledzenie umysłowe wyprzedziło fizyczne i zdążyłam w pewnym momencie wyrzucić wszystkie lekarstwa ( a był tam osławiony Vioxx, leki obniżające ciśnienie - całe życie ma niskie oraz psychotropy).
_________________
gea
 
     
Rossignol

Pomógł: 4 razy
Dołączył: 20 Lut 2008
Posty: 303
Wysłany: Czw Cze 06, 2013 14:19   

"i zdążyłam w pewnym momencie wyrzucić wszystkie lekarstwa "

Skoro wie pani lepiej od lekarzy to trzeba było zostawić teściową w domu i leczyć wg własnej wiedzy.
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 49
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Czw Cze 06, 2013 17:02   

Rossignol napisał/a:
Skoro wie pani lepiej od lekarzy
Skojarzył mi się autentyk.

Znajomy doczekał się po kilku miesiącach audiencji u specjalisty diabetologa, jest jeszcze w fazie leczenia bez insuliny, poskarżył się, że rano ma dobry poziom cukru, a wieczorem za wysoki.

Specjalista diabetolog znalazł salomonowe rozwiązanie problemu w mgnieniu oka:

" - Niech pan zażywa rano te leki co pan do tej pory zażywał wieczorem, a wieczorem te leki co pan do tej pory zażywał rano, proszę poprosić następnego pacjenta i umówić się na wizytę za pół roku, do widzenia. "

:faint:

Kiedyś krążył żart:

SALOMONOWE ROZWIĄZANIE
napisał/a:
Spierają się dwie panie w pociągu: jedna chciała okno otworzyć, druga nie chciała na to pozwolić.

Zawołano konduktora.

- Umrę na zapalenie płuc, jeśli okno będzie otwarte - woła jedna.
- Uduszę się przy tym zamkniętym oknie - woła druga.
Konduktor nie wie, co robić. Wtedy jeden z podróżnych podsuwa rozwiązanie:
- Niech pan najpierw otworzy okno - to umrze pierwsza, a potem pan okno zamknie - to umrze druga i wreszcie będzie cicho.

:viva:
Ostatnio zmieniony przez vvv Czw Cze 06, 2013 17:13, w całości zmieniany 7 razy  
 
     
gea

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 23 Sty 2006
Posty: 1354
Wysłany: Nie Cze 09, 2013 15:43   

Rossignol napisał/a:
"i zdążyłam w pewnym momencie wyrzucić wszystkie lekarstwa "

Skoro wie pani lepiej od lekarzy to trzeba było zostawić teściową w domu i leczyć wg własnej wiedzy.

Wszystkie lekarstwa ( a był tam osławiony Vioxx, leki obniżające ciśnienie - całe życie ma niskie oraz psychotropy).

W komentarzu wyczuwam podtekst : " durna baba, bez wykształcenia medycznego, pożarła wszystkie rozumy. pisze idiotyzmy"

Wszystko się zgadza, czasem nawet chodzę w moherowym berecie. Zanim przeczytałam wszystkie ulotki w/ wym lekarstw minęły ze dwa lata. Przez ten czas skrupulatnie podawałam je teściowej zgodnie z wypisanymi na kartce zaleceniami ( z którymi ją przywieziono). Moja wiara w autorytety medyczne oraz dziecięca naiwność i ufność , że światem nie rządzą kanalie długo była nadwyrężana aż w końcu z hukiem prysła.
Tak więc w końcu przeczytałam ulotki w/ wym lekarstw i stwierdziłam, że permanentnie trułam biedna kobiecinę z demencją. Bo przy jej niskim ciśnieniu i niskim poziomie żelaza podawanie leku obniżającego ciśnienie musiało jej mózg degradować. O Vioxxie można przeczytać a psychotropy miały zastąpić jej towarzystwo po śmierci męża. Zmieniłam również dietę, m. in.ograniczając słodycze sklepowe.
Moja teściowa była kilkadziesiąt lat biernym palaczem- skutki wychodzą. Poza tym jej organizm pracuje wzorowo. Trawienie, gojenie ran*, słuch, wzrok - w tej chwili nie wiem jaka ostrość ale w 90 roku nawlekała igłę. Wyniki badań też w normie.
*Już 3 tydzień ręka dochodzi do normy, zwykle siniaki znikały po tygodniu. No i bark też w szpitalu uszkodzili, mam kłopot z przemieszczaniem.

Rosigniolu. tyś młody jest, zapewne pracujesz w służbie zdrowia i czujesz, że ją krzywdzę swoimi tekstami. Ale ja 7 lat opiekuję się teściową ( 5 lat pampersy) i wyciągałam ją już z niejednego uszczerbku i 2 razy ze szpitala. ( też oskrzela). Moje doświadczenia oraz moich bliskich związane ze szpitalem są bardzo negatywne, choć z wyjątkami potwierdzającymi regułę. Opieka nad pacjentem w szpitalu zależy od wielu czynników, w tym od wielu osób i ten czynnik jest najbardziej niestabilny.

Trudno sobie to uporządkować w głowie. Z jednej strony medycyna zrobiła ogromne postępy -m. in. w diagnostyce, czy chirurgii, z drugiej ...
_________________
gea
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 43 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 8033
Wysłany: Pon Cze 10, 2013 19:17   

Zamęt jest, bo wszyscy uparcie mieszają w jednym worku animozji choroby ostre, zagrażające życiu z nieostrymi. W chorobach ostrych medycyna spełnia swą rolę znakomicie. W chorobach nieostrych, do których należy zaliczyć np. i SM i usmarkane dziecko i demencję itd., medycyna nie radzi sobie kompletnie i topi 80% przyznanych środków bez sensu i żadnego pożytku.
JW
 
     
Piotrx 

Pomógł: 6 razy
Dołączył: 14 Lut 2010
Posty: 1256
Wysłany: Pon Cze 10, 2013 21:21   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
W chorobach nieostrych, do których należy zaliczyć np. i SM i usmarkane dziecko i demencję itd., medycyna nie radzi sobie kompletnie i topi 80% przyznanych środków bez sensu i żadnego pożytku.
JW


A od kiedy usmarkane dziecko jest chorobą?
 
     
gea

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 23 Sty 2006
Posty: 1354
Wysłany: Wto Cze 11, 2013 13:45   

Nie czepiajmy się słówek, Dziecko czasami jest okropną chorobą.
_________________
gea
 
     
gea

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 23 Sty 2006
Posty: 1354
Wysłany: Wto Cze 11, 2013 14:07   Lekarstwo na raka ?

Witold Jarmolowicz napisał/a:
W chorobach nieostrych, do których należy zaliczyć np. i SM i usmarkane dziecko i demencję itd., medycyna nie radzi sobie kompletnie i topi 80% przyznanych środków bez sensu i żadnego pożytku.



http://portal.bioslone.pl/lekarstwo_na_raka


Diagnoza: rak, czyli nowotwór złośliwy, od zawsze oznaczała wyrok śmieci. Jedyne, co mógł w tym wypadku zrobić lekarz, to przewidzieć, ile jeszcze życia choremu pozostało. W tej sytuacji duże wzięcie miały przeróżne cudowne specyfiki, produkowane przez rozmaitych znachorów, szarlatanów i hochsztaplerów. Z reguły były to nieszkodliwe nalewki, w skład których rzekomo wchodziły części roślin, zwierząt lub minerały – korzeń mandragory czy żeń-szenia, kwiat paproci, wilcza jagoda, czarcie ziele, koci pazur, język jaskółki, ogon ropuchy, śluz ślimaka, utarta grzechotka grzechotnika czy sproszkowany róg jednorożca. Nierzadko w ich skład wchodziło mumio1, a także sproszkowane kości jakiegoś świętego, mającego na swym koncie cudowne uzdrowienia.

Bez względu na skład, wszystkie cudowne eliksiry mają cztery charakterystyczne cechy:

Muszą pochodzić z dalekich egzotycznych krain, a więc powinny mieć specyficzne, najlepiej trudne do wymówienia nazwy, albo przynajmniej nazwy łacińskie.
Muszą mieć gorzki, cierpki albo przynajmniej nieprzyjemny smak, który po zażyciu ma być długo odczuwany.
Muszą zawierać długą listę świadectw uleczeń wielu chorób, w tym koniecznie raka.
Muszą być sprzedawane w niewielkich ilościach (jak na lekarstwo), ale za to powinny być drogie albo bardzo drogie. Jest bowiem coś takiego w pacjencie, że najbardziej pomagają mu leki, których jest najmniej, ale za to są najdroższe. Pod tym względem wszyscy pacjenci są tacy sami.
Seneca oil czyni cuda

W latach trzydziestych XIX wieku domokrążca2 William Rockefeller3 sprzedawał cudowny eliksir seneca oil – olej (Indian) Seneca4. Owym specyfikiem była popularna po dziś dzień w niekonwencjonalnym lecznictwie nafta organiczna, którą William sam filtrował z ropy naftowej. Lek należało stosować trzy razy dziennie po 5 kropli na łyżkę cukru. Seneca oil był reklamowany jako cudowny lek na wszystkie choroby, przede wszystkim na raka. Seneca oil nie był tani, gdyż jedna buteleczka kosztowała 15 dolarów (co odpowiada dzisiejszemu tysiącowi dolarów), mimo to specyfik cieszył się dużą popularnością.



W roku 1835 William Rockefeller ożenił się z Elizą Davison. Małżonkowie zamieszkali w Richford w stanie Nowy Jork, gdzie urodziło im się sześcioro dzieci. Ich źródłem utrzymania była produkcja i sprzedaż seneca oil, na którym dorobili się niewielkiego majątku. Przez dwadzieścia lat wszystko szło gładko, ale w roku 1856 jakiś niezadowolony klient, któremu żona zmarła, mimo iż wydał sporo pieniędzy na seneca oil, doniósł do lokalnej gazety, że ten lek to zwyczajne oszustwo. Po ukazaniu się artykułu sprawą zainteresował się amerykański urząd podatkowy. Williamowi groziło więzienie, więc uciekł do Kanady, zmienił nazwisko na Levingston i tylko co jakiś czas odwiedzał Elizę i dzieci.

Także Eliza z szóstką dzieci musieli zmienić miejsce zamieszkania, ze względu na sensację, jaką była ucieczka Williama, którą odczytano jako przyznanie się do winy. Rodzina najpierw przeniosła się do Owego w stanie Nowy Jork, a następnie do Cleveland w tym samym stanie. Prawdopodobnie chodziło o to, że stan ten graniczy z Kanadą, a więc Williamowi łatwiej było odwiedzać rodzinę. Dlatego właśnie w Cleveland, które miało się stać jednym z centów przemysłu Stanów Zjednoczonych, pierwsze szlify w biznesie zdobywał przyszły twórca potęgi Standard Oil – John D. Rockefeller5.

Za radą ojca, John nie zamierzał studiować. Ukończył jedynie szkołę zawodową, w której poznał podstawy rachunkowości, prawa i bankowości. Jako szesnastolatek został zatrudniony w firmie Hewitt & Tuttle na stanowisku asystenta księgowego. Po roku rozpoznawania działalności firmy od strony finansowej John doszedł do wniosku, że sam może założyć własną działalność.

Siedemnastolatkowi żaden bank nie udzieliłby kredytu, ale były pieniądze zarobione na seneca oil. Ponoć matka wręczyła Johnowi pieniądze na założenie firmy z życzeniem: – „Niech ci służą, bo one mają służyć tobie, nie ty im.” Tą dewizą John kierował się przez resztę życia. Część pieniędzy pożyczył mu ojciec (ponoć na 10%) i do spółki z niewiele odeń starszym Anglikiem Mauricem Clarkiem założyli firmę Clark & Rockefeller, handlującą zbożem, nawozami, narzędziami rolniczymi i artykułami gospodarstwa domowego.

Clark & Rockefeller przynosiła dochody, ale nie takie, na jakie liczył John D. Rockefeller, toteż w roku 1862 sprzedał swoje udziały, zaś pieniądze zainwestował w budowę rafinerii, której pomysłodawca, chemik Samuel Andrews, opracował lepszy i tańszy sposób rafinacji ropy naftowej. Nowa firma przyjęła nazwę Standard Oil. Wspólnicy podzielili role – Andrews zajmował się technologią produkcji, zaś Rockefeller przysparzaniem zysków.

Zasadniczym obciążeniem, wpływającym na cenę zbytu, był wysoki koszt transportu samochodowego do rafinerii w Cleveland (40 centów za baryłkę) oraz rafinowanego oleju do Nowego Jorku (2 dolary za baryłkę). Rockefellerowi udało się wynegocjować z koleją umowę gwarantującą przewóz sześćdziesięciu samochodów dziennie, co zmniejszyło koszt transportu do 35 centów do rafinerii oraz 1,3 dolara do Nowego Jorku. Umowa zawierała klauzulę wyłączności, w związku z czym kolej nie mogła przewozić produktów innych firm, poza Standard Oil. Tym sposobem Standard Oil mógł zaproponować konkurencyjne ceny, zaś konkurenci mogli albo dać się przejąć przez Standard Oil, albo splajtować. Pierwsza rafineria przejęta przez Standard Oil należała do Williama Rockefellera – brata Johna, który biznesmenem został także dzięki pieniądzom zarobionym na seneca oil.

W roku 1870 John wykupił za milion dolarów udziały Andrewsa, któremu nie podobała się polityka firmy wykorzystująca monopolistyczną pozycję do zawierania korzystnych umów, dyktowania cen i przejmowania konkurencji. Firma zmieniła nazwę na Standard Oil Company i stała się firmą rodzinną Rockefellerów, na razie dwóch braci – Johna i Williama. Do roku 1873 firma przejęła 22 z 26 rafinerii w Cleveland i kontrolowała 10% przeróbki ropy naftowej Stanów Zjednoczonych. W wyniku dalszych przejęć do końca lat 70. pod kontrolą Standard Oil Company znalazło się 95% przemysłu rafineryjnego Stanów Zjednoczonych.

W latach 80. XIX wieku firma wkroczyła na rynki Azji i Europy Zachodniej, na których sprzedawała więcej ropy naftowej, niż w USA. Tym sposobem Standard Oil Company osiągnął rozmiary imperium dyktującego ceny ropy naftowej w skali światowej.

Pozycja Standard Oil Company była zagrożeniem dla bezpieczeństwa energetycznego USA, toteż rząd już od lat 90. XIX wieku czynił starania podzielenia molocha, skutecznie blokowane przez lobbystów firmy. Wreszcie w roku 1911, na mocy wyroku sądu najwyższego, Standard Oil Company został podzielony na 34 mniejsze firmy. John i William Rockefellerowie na takie rozwiązanie byli przygotowani i zdążyli w każdej z nowopowstałych firm wykupić udziały większościowe dla piątki dzieci Johna i czwórki Williama. Od tego czasu decyzje dotyczące cen ropy naftowej nie są podejmowane na posiedzeniach zarządu Standard Oil Company, lecz na rodzinnych spotkaniach w posiadłościach Rockefellerów.

Stres związany z prowadzeniem tak potężnej firmy odbił się na zdrowiu jej założyciela. Jako czterdziestolatek przeżył załamanie nerwowe i zaczął tracić włosy na całym ciele. Od roku 1895 był jedynie oficjalnym prezesem Standard Oil Company, natomiast firmą zarządzał jego brat – William. W roku 1910 John D. Rockefeller oficjalnie przeszedł na emeryturę. Majątek, jaki zdołał zgromadzić, ocenia się (w przeliczeniu na dzisiejszą walutę) na 318 miliardów dolarów, co stawia go na pierwszym miejscu wśród najbogatszych ludzi w historii.

Chemizacja medycyny

John D. Rockefeller był zniesmaczony, że medycyna nie potrafiła mu pomóc, gdy podupadł na zdrowiu. Nie mieściło mu się w głowie, że najznamienitsi specjaliści z całego świata nie potrafili odpowiedzieć na proste pytanie: – Co mi jest; jaka jest przyczyna mojej choroby? – Mimo to... brali się za leczenie.

Po przejściu na emeryturę Rockefeller postanowił część fortuny przeznaczyć na działalność filantropijną (by w oczach opinii publicznej poprawić swój wizerunek bezwzględnego kapitalisty-wyzyskiwacza). Był zbyt bogaty, by poprzestać na rozdawaniu zupek dla bezrobotnych. Postanowił zrobić coś dla ludzkości, a jednocześnie dla siebie, bowiem w planie miał dożycie 100 lat, a do tego potrzebna mu była medycyna znająca przyczynę chorób, a więc potrafiąca uchronić przed śmiercią wskutek jakiejś przypadkowej infekcji.

W roku 1901 John D. Rockefeller założył Instytut Rockefellera. Pracowników szczodrze wynagradzano, laboratoria wyposażono w najnowocześniejsze urządzenia badawcze, nie szczędzono pieniędzy na badania, toteż do instytutu garnęli się najzdolniejsi naukowcy z całego świata. Takie były początki instytucji rzutującej na obraz dzisiejszej medycyny. Do tej pory aż 24 laureatów Nagrody Nobla miało ścisłe powiązania z Instytutem Rockefellera.

Po kilku latach badań na zwierzętach zaistniała potrzeba prób na ludziach. Początkowo Instytut Rockefellera wykorzystywał oddziały w nowojorskich szpitalach jako poligony doświadczalne, ale okazało się to niewygodne i mało wydajne. W roku 1910 John D. Rockefeller ufundował nowy obiekt – The Rockefeller Institute for Medical Research – Instytut Badań Medycznych Rockefellera. Nowy obiekt składał się z nowoczesnej kliniki oraz świetnie wyposażonych laboratoriów. Zatrudnienie w nim znaleźli najlepsi naukowcy z całego świata – mikrobiolodzy, wirusolodzy, immunolodzy, neurolodzy oraz (nieprzypadkowo) chemicy.

W roku 1909 Paul Ehrlich6 oraz jego asystent Sahachiro Hata7 wynaleźli arsfenaminę8. Ten związek arsenu był pierwszym lekiem syntetycznym, czyli sztucznie wytworzonym w wyniku reakcji chemicznych. John D. Rockefeller szybko zdał sobie sprawę, że właśnie leki chemiczne są przyszłością medycyny. Od tej pory chemizacja lecznictwa jest głównym kierunkiem badań Instytutu Rockefellera.

Patenty na leki wynalezione i przetestowane w Instytucie Rockefellera leżały w sejfie. Nikt nie chciał podjąć się ich produkcji, ponieważ lekarze nie chcieli wprowadzić ich do swojej praktyki z obawy, że jeśli owe nieznane dotąd leki komuś zaszkodzą, to będą odpowiadać za tak zwany błąd w sztuce lekarskiej, czyli postępowanie niezgodne z tym, czego ich uczono, a w tamtych czasach żadna uczelnia medyczna nie uczyła stosowania leków syntetycznych. Nie było nawet takich podręczników. Sytuacja wymagała rewolucyjnych zmian, więc perswazje nie wchodziły w rachubę. Rockefeller nie miał cierpliwości Pasteura, by 40 lat czekać, aż się w medycynie coś zmieni. Potrzebny był mu jakiś mechanizm nacisku, najlepiej finansowy, bo w tym czuł się najlepiej, toteż w roku 1913 zainwestował 250 milionów dolarów w Fundację Rockefellera9, której zadaniem, pod płaszczykiem bezinteresownej działalności dobroczynnej, było i po dziś jest wywieranie ekonomicznego nacisku na uczelnie medyczne, szpitale, wreszcie rządy państw, słowem kluczowe instytucje decydujące o kierunku rozwoju farmaceutyczno-medycznego przemysłu. Chciał, nie chciał – John D. Rockefeller budował kolejne światowe imperium, o wiele potężniejsze od Standard Oil.

Na pierwszy ogień poszły uczelnie medyczne, w których zaczęto uczyć z podręczników podyktowanych przez fachowców z Instytutu Rockefellera. Uczelnie, które przyjęły nowy kierunek, otrzymały nowy sprzęt badawczy, zaś uczelniom stawiającym opór, dzięki naciskom Fundacji Rockefellera, wstrzymano wszelkie dotacje, bez których szybko uległy likwidacji. Ten sam mechanizm kija i marchewki zastosowano w szpitalach, w których promowano lekarzy „nowoczesnych”, tj. niemających oporów przed wypisywaniem recept na leki syntetyczne, zaś lekarzy „starej daty”, mających opory przed serwowaniem leków chemicznych – mających większe skutki uboczne od chorób, przeciwko którym miały być stosowane – zwolniono.

John D. Rockefeller zmarł w roku 1937. Wprawdzie nie udało mu się dożyć zaplanowanej setki, ale i tak żył imponująco długo, bo 98 lat. Nie wiadomo, w jakim stopniu przyczyniły się do tego leki chemiczne, ani czy w ogóle je zażywał.

Schedę po ojcu przejął syn – John D. Rockefeller, Jr10, który główny nacisk postawił na kształcenie kadry medycznej. W tym celu przy Instytucie Rockefellera utworzył podyplomową prywatną uczelnię medyczną kształcącą przyszłych profesorów uczelni medycznych. W roku 1954 Instytut Rockefellera rozpoczął nadawanie stopnia doktoranta, zaś w roku 1965 zmienił nazwę na The Rockefeller University (Uniwersytet Rockefellera)11.

Powoli i systematycznie na wszystkich uczelniach medycznych świata zaczęto studentom wkładać do głów tę samą wiedzę. Poznikały stare, konkurujące ze sobą szkoły medyczne, zaś ich miejsce zastąpił monopol medyczny, nastawiony na sprzedaż chemicznych leków. Jednym słowem: tworzono farmaceutyczno-medyczne kartele, w których lekarze jako funkcjonariusze służby zdrowia pełnią rolę wykształconych sprzedawców leków na receptę.

Monopolizacji uległy także wszelkie normy medyczne. Dla przykładu, według tak zwanej starej szkoły przyjmowano dość luźno, że skurczowe ciśnienie krwi mieszące się poniżej 100 + wiek badanego nie wymaga leczenia. Natomiast według obecnie obowiązujących norm rockefellerowskich przekroczenie 140 mmHg ciśnienia skurczowego uznano jako patologię wymagającą leczenia. Ale to jeszcze nie było to, więc w roku 2003 obniżono graniczną wartość ciśnienia tętniczego do 120 mmHg. Tym sposobem osoby osiągające wiek emerytalny, niejako rutynowo, przechodzą na leki nadciśnieniowe, oczywiście te najnowszej generacji, a więc chemiczne. Żeby sprawa na tym się kończyła, ale gdzież tam – to jest jedynie preludium totalnego uzależnienia emerytów od leków.

Nomenklatura medyczna pierwszy lek nadciśnieniowy podany pacjentowi nazywa lekiem pierwszego rzutu, co by sugerowało, że mają nastąpić kolejne "rzuty". I tak jest w istocie, bowiem stosowane długotrwale leki chemiczne rozregulowują inne rockefellerowskie parametry krwi, to zaś tworzy konieczność wdrożenia kolejnych leków, oczywiście chemicznych – na rozrzedzenie krwi, na poziom hemoglobiny, płytek krwi, bilirubiny, żelaza, potasu, czy innych pierwiastków transportowanych we krwi. Tak więc owe zapowiedziane kolejne „rzuty” to leki chemiczne leczące szkody wyrządzone przez leki chemiczne, wśród których najpopularniejsze są leki na żołądek, dwunastnicę, nerki, wątrobę, trzustkę.



Poważne skutki uboczne serwowanych leków syntetycznych, często groźniejsze od chorób, przeciwko którym były przepisywane, okazały się poważnym problemem dla lekarzy świadomie narażających zdrowie swoich pacjentów na szwank. Coraz częściej bowiem spotykali się z pretensjami pacjentów, którzy po leczeniu nabawili się nowych chorób, o wiele poważniejszych od tych, z którymi zgłosili się do lekarza, licząc na jego pomoc. Odżyło wówczas zapomniane już pojęcie konował12, niegdyś określające lekarza niezbyt rozgarniętego, przepisującego każdemu choremu te same zalecenia, np. lewatywy, ciepłą kąpiel i upuszczanie krwi.

W tej sytuacji lekarze woleli raczej ograniczać ilość przepisywanych leków, co hamowało rozwój medycyny; jedna apteka wystarczała na zaspokojenie popytu na leki dla ludności małego miasta, zaś w dużych miastach w zupełności wystarczało kilka aptek. Ale i na to rockefellerowscy spece znaleźli sposób i rozmyli odpowiedzialność lekarzy na tak zwane specjalizacje, co oznacza, że na przykład kardiolog nie musi wysłuchiwać pretensji pacjenta skarżącego się na wrzody żołądka, których nabawił się zażywając leki na serce, czy mającego problemy z nerkami. Kardiolog po prostu zrzuca odpowiedzialność, czyli kieruje delikwenta do gastrologa czy nefrologa, by ten przepisał mu kolejne chemiczne leki, mające również działania uboczne, o czym pacjent przekona się niebawem.

Ludzie starej daty ze sceptycyzmem patrzyli na leki chemiczne. Na domiar złego tym sceptycyzmem zarażali swoje dzieci – że chemiczne jest złe. Przyszedł więc czas na głęboką edukację, wręcz indoktrynację społeczeństwa, począwszy od szkoły podstawowej. W tym celu, wśród wielu przedmiotów nauczania, często życiowo bezużytecznych, nie uczy się o zdrowiu. Za to uczy się dzieci, a faktycznie oszukuje, że przyczyną chorób są zarazki. Taka jest cena za to, że Fundacja Rockefellera od czasu do czasu zafunduje Ministerstwu Edukacji jakieś komputery dla szkół, w zamian za co program nauczania musi uwzględniać kierunek kształcenia13 wyznaczony przez Uniwersytet Rockefellera. Coś za coś.

Nie jest przypadkiem, że wśród licznych przedmiotów nauczania, w żadnej szkole nie ma takiego, który uczyłby hipokratejskiej profilaktyki zdrowotnej, której istotą jest zapobieganie chorobom poprzez utrwalanie prawidłowych wzorców zdrowego stylu życia. Czyż nie tego powinna uczyć szkoła? Ale gdzież tam. Szkoła wpaja dzieciom, że profilaktyka zdrowotna to... wczesne wykrycie i leczenie chorób. Jeśli do tego dodamy, że taką samą wiedzę o profilaktyce zdrowotnej mają rodzice, to otrzymujemy sztucznie wyhodowany gatunek człowieka – Homo patiens.

Taki właśnie człowiek jest medycynie potrzebny – niemyślący, owczym pędem podążający w kierunku narzuconym przez farmaceutyczno-medyczną propagandę, z pokorą przyjmujący fakt, że ulotki leków zawierają długą listę negatywnych skutków ubocznych. Zresztą „rasowi” Homo patiens w ogóle nie czytają ulotek. Jedni dlatego, że wygodniej jest nie wiedzieć, drudzy, bo zakazał lekarz (co nie należy do rzadkości). Lekarze po prostu nie lubią pacjentów niepokornych, próbujących dojść do sedna sprawy, a więc przyczyny choroby, której objawy każe im się zwalczać lekami wykazującymi o wiele groźniejsze skutki uboczne od tej choroby.

Historia chemioterapii onkologicznej

Edward Krumbhaar14 podczas I wojny światowej, razem z żoną Helen Dixon Krumbhaar, służyli w korpusie sanitarnym Amerykańskich Sił Ekspedycyjnych we Francji. Krumbhaar przeprowadzał sekcje ofiar iperytu siarkowego15, zaś jego żona leczyła żołnierzy poparzonych tym chemicznym środkiem bojowym. Helen bardzo zaciekawiły liczne doniesienia chorych, że wygoiły im się kontuzje, choroby skóry oraz inne choroby, w tym także rozmaite narośle i guzy, z których część zapewne miała charakter nowotworowy.

Po powrocie do kraju w 1919 roku Krumbhaarowie postanowili zbadać przydatność iperytu w leczeniu nowotworów. Badania na zwierzętach trwały 20 lat, czyli do wybuchu II wojny światowej. Nie kończą ich konkretne wnioski dotyczące zastosowania tej substancji do leczenia nowotworów u ludzi, ponieważ Krumbhaarowie nie mieli możliwości przeprowadzenia takich prób.

W latach 1942 - 1945 lekarze SS przeprowadzili szereg eksperymentów z użyciem iperytu siarkowego, a także innych trujących substancji chemicznych, na ludziach – więźniach niemieckich obozów koncentracyjnych. Eksperymenty te miały wykazać przydatność trujących substancji chemicznych w przyśpieszeniu gojenia się ran, a także w leczeniu nowotworów.

Badając skuteczność trucizn w przyśpieszeniu gojenia się ran łamano „badanym” kości i zadawano okrutne rany, które infekowano różnymi gatunkami bakterii, albo posypywano błotem, piaskiem, trocinami, prochem czy innymi substancjami, mającymi imitować warunki, w jakich odnoszone są rany na polu walki. Następnie wstrzykiwano im substancje chemiczne i obserwowano przebieg „leczenia”. Eksperymenty te miały pomóc dowództwu – jak to określono – w odzyskiwaniu personelu wojskowego.

Wyniki tych eksperymentów wyszły na jaw podczas procesu w Norymberdze16. Wykazały one, że z wszystkich przetestowanych trujących substancji chemicznych najskuteczniejsze w leczeniu zapaskudzonych ran są sulfomilamidy17.

Lekarzy SS bardzo interesowały osoby chore na raka, na których mogli wypróbować terapeutyczne działanie iperytu siarkowego oraz innych trujących substancji chemicznych. Eksperymentom poddawano także osoby zdrowe, na których ustalano dawkę przeżyciową, czyli maksymalną dawkę danej trucizny, jaką jest w stanie przeżyć człowiek. Taki bowiem jest postulat chemioterapii onkologicznej, by podać delikwentowi maksymalną dawkę trucizny, jaką tylko zdoła przeżyć, bo wtedy komórki rakowe – jako postulatywnie najsłabsze – „powinny” zginąć pierwsze.

Wyniki eksperymentów z trującymi substancjami chemicznymi w leczeniu nowotworów nigdy nie wyszły na jaw, więc nie ma żadnej pewności, czy zakończyły się sukcesem, ani co się z nimi stało. Istnieje duże prawdopodobieństwo, graniczące z pewnością, że przejęli je Amerykanie, którzy bardzo byli zainteresowani wszelkimi osiągnięciami naukowymi faszystowskich Niemiec, a także ich naukowcami. Jeśli tak rzeczywiście było, to Fundacja Rockefellera, która była bardzo aktywna w pokonanych Niemczech, miała w tym przejęciu największe możliwości, a także swój własny interes.

Jak by nie było, w USPTO (Urzędzie Patentowym USA) jeszcze przed rokiem 1950 złożono kilka wniosków o ochronę patentową leków cytostatycznych – trujących substancji chemicznych, mających mieć zastosowanie w leczeniu nowotworów – wynalezionych rzekomo w laboratoriach Uniwersytetu (wówczas jeszcze Instytutu) Rockefellera. Niemalże natychmiast, bo już w latach 50. XX wieku, chemioterapia zyskała status konwencjonalnej metody leczenia nowotworów we wszystkich szpitalach na wszystkich kontynentach. Gdzie by kiedyś w medycynie tak rewolucyjna zmiana była możliwa? Pasteur musiał poświęcić aż 40 lat, by wreszcie wbić lekarzom do głowy, że powinni myć ręce, zanim zabiorą się do operowania czy odebrania porodu. To daje obraz, jak skuteczny wpływ na oblicze medycyny dnia dzisiejszego wywarło i wciąż wywiera farmaceutyczno-medyczne imperium zbudowane przez Johna D. Rockefellera, obecnie zarządzane przez jego spadkobierców.

Współczesna chemioterapia onkologiczna

W składanej niegdyś przez lekarzy Przysiędze Hipokratesa były słowa: "Nikomu, nawet na żądanie, nie dam śmiercionośnej trucizny, ani nie będę jej doradzał..." Rozwijającemu się rockefellerowskiemu imperium tak jednoznacznie sprecyzowana deklaracja była nie w smak, toteż w roku 1948 na Konferencji Genewskiej zwolniono lekarzy ze składania Przysięgi Hipokratesa i zastąpiono ją Przyrzeczeniem Lekarskim, które nie zakazuje lekarzom stosowania trucizn. Przypadek?

Powszechnie stosowane w konwencjonalnej onkologii trujące substancje chemiczne eufemistycznie18 nazywane są lekami, co jest nieporozumieniem, wręcz nadużyciem. Kolejnym nadużyciem jest nazywanie ich cytostatykami, czyli lekami cytostatycznymi19, a więc jedynie hamującymi rozmnażanie się komórek. Takie substancje wywołałyby jedynie stagnację tkanki nowotworowej, nie zaś jej zniszczenie, co jest celem samym w sobie chemioterapii onkologicznej. W rzeczywistości stosuje się kombinację rozmaitych substancji cytotoksycznych, czyli ewidentne toksyny niszczące, a przynajmniej uszkadzające komórki. Oczywiście nie tylko komórki nowotworowe, lecz wszystkie komórki, a więc także zdrowe komórki „leczonego” organizmu. Inaczej być nie może!



Z powodu braku jakiejkolwiek cytotoksycznej wybiórczości chemioterapia onkologiczna wykazuje niezwykle szeroki zakres działań niepożądanych względem wielu układów, związanych z toksycznym wpływem na tkanki zdrowe. Szczególnie narażone na owe działania niepożądane są układy: krwiotwórczy, krwionośny, odpornościowy, pokarmowy, nerwowy i moczowy. Organy, które najczęściej ulegają toksycznemu wpływowi chemioterapii, to: wątroba, nerki, mięsień serca, płuca oraz gonady (jajniki, jądra). Ponadto leki przeciwnowotworowe wykazują właściwości embriotoksyczne (uszkadzające zarodek), teratogenne (uszkadzające płód), mutagenne (zmieniające materiał genetyczny), a także onkogenne (rakotwórcze). W obliczu rzeczywistych niepożądanych skutków ubocznych łysienie jako charakterystyczny objaw chemioterapii nowotworów wydaje się być niewiele znaczącą błahostką.

Nigdy nie przeprowadzono jakichkolwiek badań na próbie kontrolnej, której podano by placebo. Nie ma też żadnych dowodów, że okaleczani chemioterapią żyją cokolwiek dłużej od leczonych metodami niekonwencjonalnymi, nieuznawanymi przez rockefellerowskie władze medyczne, czy też nieleczonych w ogóle. Jedno jest pewne – jeśli umierają to godnie, bez tych strasznych tortur, jakich doznaliby poddając się konwencjonalnej chemioterapii. Mimo to chemioterapia od ponad pół wieku jest tak zwaną konwencjonalną metodą leczenia nowotworów. Dlaczego tak jest? Jedynym powodem wydają się być patenty, w zdecydowanej większości należące do spadkobierców Johna D. Rockefellera.

Patenty na leki, a więc także chemioterapeutyki onkologiczne, wygasają po 20 latach, toteż trzeba wynaleźć jakiś nowy specyfik, by zastąpić wycofany z produkcji. W lecznictwie używa się około 40 preparatów przeciwnowotworowych, co oznacza, że średnio co pół roku jakiś stary preparat zostaje wycofany z produkcji, zaś jego miejsce zastępuje nowy. Na ogół nowy preparat niewiele różni się od starego – ma inny kolor albo zmieniony jakiś składnik, czy też większe stężenie, na co by wskazywało rzeczywiste działanie, gdyż do prawdy dojść nie sposób, ponieważ technologia produkcji jest objęta (i owiana) największą tajemnicą.

Rzekome wielkie wydatki na wynalezienie nowego leku to oczywiście fikcja. Największe wydatki są przeznaczone na reklamę mającą przekonać, że nowy lek jest lekiem nowej generacji, a więc otwiera nowe perspektywy w trudnej walce z rakiem. Potem jest tak samo jak było, aż kolejny patent wygaśnie i jego miejsce zastąpi nowy lek. I tak co jakieś pół roku w środkach masowego przekazu pojawia się sensacyjna wiadomość o wynalezieniu nowego leku przeciwnowotworowego, oczywiście nowej generacji, dającego lepsze perspektywy pacjentom onkologii. Potem znów jest tak samo, aż za pół roku pojawia się sensacyjne doniesienie, że naukowcy wynaleźli... no co? Oczywiście kolejny cudowny lek przeciwnowotworowy; kolejny seneca oil – ropę leczącą raka, na której można nieźle się obłowić. Bo pieniądze to wiadomo – władza. Im większe pieniądze, tym większa władza, więc najkorzystniej jest skupić te atuty w jednym ręku.

Skutkiem ubocznym konieczności odnawiania patentów na leki jest wpojenie społeczeństwu przekonania o rzekomym stałym postępie w lecznictwie w ogóle, a w leczeniu raka szczególnie, więc każdy może sobie spać spokojnie, bo gdyby tak trafiło na niego, to coraz nowsze (no i oczywiście coraz lepsze) chemioterapeutyki będą już tak doskonałe, że wyleczenie raka okaże się po prostu błahostką.



Nowy lek (bo zastępujący stary) jest, rzecz jasna, lekiem nowej generacji (cokolwiek to znaczy) i jako taki nie może być tani. Toteż leki nowej generacji są drogie albo bardzo drogie, co jest o tyle nieuzasadnione, że są to leki chemiczne. Wszak ich produkcja niczym szczególnym nie różni się od produkcji proszku do prania, styropianu, kwasu do akumulatorów, nawozów sztucznych, czy innych produktów syntetycznych, otrzymywanych w procesie chemicznego przetwórstwa ropy naftowej. Skąd to uprzywilejowanie syntetyków sprzedawanych w aptekach? Najwyraźniej seneca oil – ropa lecząca raka – wciąż ma inne właściwości od zwykłej ropy.

Jedyny postęp, jaki się dokonał przez przeszło pół wieku konwencjonalnej terapii przeciwnowotworowej, to postęp w diagnostyce pozwalający wykryć zmiany nowotworowe jeszcze w niegroźnej fazie przedrakowej, które nie wiadomo kiedy ani czy w ogóle by się uzłośliwiły. Są one stosunkowo łatwe w leczeniu, więc podnoszą o kilka miesięcy statystyczną przeżywalność leczonych konwencjonalnymi metodami. Na tej kruchej podstawie wywierany jest na chorych olbrzymi nacisk – zarówno ze strony medycyny, jak i najbliższych Homo patiens. Jakoś nikomu nie przyjdzie do głowy, że z każdej sytuacji są co najmniej dwa wyjścia, więc nie ma najmniejszego sensu wybierać akurat to najbardziej szkodliwe. Społeczeństwo najwyraźniej zatraciło instynkt obronny. Jest to efekt wielopokoleniowej rockefellerowskiej indoktrynacji, w wyniku której ludzie nie są w stanie ocenić rzeczywistości – ocenić szans i zagrożeń – więc owczym pędem poddają się barbarzyńskim metodom, zwanym konwencjonalną chemioterapią przeciwnowotworową.

Dlaczego nie ma i nie będzie leku na raka

Jedyny w swoim rodzaju; niepowtarzalny; unikalny; unikatowy – taki właśnie jest nowotwór, czyli nowy twór powstały wskutek przypadkowych przeobrażeń równie unikatowego kodu genetycznego komórki. Wprawdzie medycyna po swojemu przypisuje je do określonych grup – nowotwory przełyku, oskrzeli, płuc, piersi, prostaty, żołądka, i tak dalej i dalej – ale to niczego nie zmienia, ponieważ bez względu na „najnaukowszą” nazwę, nawet łacińską, budowa każdego nowotworu jest bardziej niepowtarzalna niż linie papilarne. Jednym słowem: nowotwór nie jest gatunkiem patogenu (wirusa, bakterii czy pasożyta) posiadającym swoiste cechy genetyczne, bowiem każdy nowotwór posiada swoiste cechy genetyczne, czyli że każdy nowotwór jest niejako odrębnym gatunkiem. Wniosek stąd, że lek skuteczny w przypadku jakiegoś nowotworu będzie bezużyteczny we wszystkich pozostałych nowotworach, także u tego samego osobnika.

Powyższe argumenty wskazują na to, że jedynym potencjalnie skutecznym lekarstwem na raka może być tylko i wyłącznie sprawny system odpornościowy, który będzie potrafił rozpoznać i zlikwidować komórki nowotworowe. W tym właśnie kierunku zmierzają niekonwencjonalne metody leczenia nowotworów, by pozostawić organizmowi uporanie się z rakiem, dzięki racjonalnym działaniom prozdrowotnym.

Przypisy:

Mumio, zwane smołą górską, jest substancją o konsystencji smoły, ale smołą nie jest, ponieważ dobrze rozpuszcza się w wodzie. Zaskakujący jest skład tej substancji:  makroelementy – wapń, fosfor, sód, magnez, potas  mikroelementy – żelazo, miedź, kobalt, mangan, selen, cynk, molibden  aminokwasy egzogenne – treonina, walina, metionina, izoleucyna, fenyloalanina, lizyna  witamina B12 (która jest wytwarzana wyłącznie przez bakterie)  witamina P (bioflawanoid)  ergosterol (prowitamina D2)  olejki eteryczne  kwasy organiczne. Jest wiele hipotez próbujących wyjaśniających pochodzenie mumio. Najbardziej popularna zakłada, że powstawało ono przez tysiąclecia w wyniku reakcji chemicznych nieorganicznego materiału skalnego oraz organicznych pozostałości roślinnych (głównie pleśni, porostów oraz wysokogórskich roślin zielnych – mięty i macierzanki), a także skamieniałych ekskrementów zwierząt jaskiniowych. Miejscem występowania mumio są głębokie, suche jaskinie, położone wysoko w górach. Szczeliny skalne ścian najdalszych odcinków tych jaskiń wypełnione bywają rozmaitymi substancjami organicznymi, pod którymi może (ale nie musi) znajdować się cienka warstwa mumio. Powiedzieć o mumio, że jest trudno dostępne, to powiedzieć o wiele za mało. Jeśli w bajkach o cudownym leku, dla zdobycia którego bohater musi pokonać wiele przeszkód, jest ziarnko prawdy, to zapewne jest nim znane już od 4 tysięcy lat mumio. Żyjący na przełomie pierwszego i drugiego tysiąclecia naszej ery słynny perski uczony i lekarz Awicenna, autor „Kanonu medycyny”, w każdą podróż zabierał ze sobą mumio i stosował je jako doraźny lek na wszystkie choroby. Awicenna zalecał mumio przede wszystkim do leczenia złamań kości, zwichnięć, stłuczeń, opuchlizn, a także migren, zaparć. Mumio występuje w niewielkich ilościach, zaś proces jego tworzenia jest liczony w tysiącleciach, więc praktycznie jego zasoby są nieodnawialne. Z tego względu jest wysoce prawdopodobne, że dostępne na rynku mumio to zwyczajna podróbka.
Domokrążca – osoba obnosząca po domach różne towary na sprzedaż.
William Avery Rockefeller (1810 – 1906) zwany Big Bill (Duży Bill). W roku 1837 ożenił się Elizą Davison, z którą miał sześcioro dzieci. W roku 1855 porzucił rodzinę, zmienił nazwisko na William Levingston i, będąc wciąż żonatym, ożenił się z młodszą od siebie o 25 lat Margaret Allen.
Seneca to plemię Indian zamieszkujących dzisiejsze zachodnie terytoria stanu Nowy Jork oraz kanadyjskie prowincje Ontario i Quebek. Na terytorium Indian Seneca znajdowały się samoistne wycieki oleju skalnego, czyli ropy naftowej, które wiosną spływały do potoków, zanieczyszczając wodę. W XVII wieku pewien jezuicki misjonarz zanotował, że tubylcy używają wody zanieczyszczonej olejem skalnym jako lekarstwa. Obecnie liczne niegdyś plemię Indiana Seneca żyje w kilku rezerwatach na terenie Stanów Zjednoczonych (ok. 30.000) i Kanady (ok. 20.000).
John Davison Rockefeller (1839 - 1937) – amerykański potentat naftowy.
Paul Ehrlich (1854 - 1915) – niemiecki chemik i bakteriolog, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny za rok 1908. To właśnie Ehrlich wprowadził do medycyny pojęcie chemioterapii, oznaczające stosowanie syntetycznych związków chemicznych w celu zwalczania chorób wywołanych przez drobnoustroje i pasożyty, a także chorób nowotworowych.
Sahachiro Hata (1875 - 1928) – japoński bakteriolog. Studiował na wydziale immunologii Uniwersytetu Roberta Kocha w Berlinie. Przez trzy miesiące jako asystent Ehrlicha uczestniczył w badaniach nad zastosowaniem związków arsenu w lecznictwie i właśnie jemu przypadło zbadanie próbki nr 606, zawierającej związek nazwany arsfenaminą.
Arsfenamina (arsenoorganiczny związek chemiczny) pod nazwą handlową salwarsan (od łac. Salvator – Zbawiciel) stosowana była jako pierwszy syntetyczny lek w leczeniu kiły. W latach 40. XX wieku wyparta przez antybiotyki.
Fundacja Rockefellera (ang. Rockefeller Foundation) jest największą organizacją filantropijną na świecie. Głównym kierunkiem działania fundacji jest powszechna służba zdrowia i postęp medyczny. Ponadto fundacja zajmuje się wieloma innymi dziedzinami, m.in. walką z głodem poprzez wspieranie produkcji żywności, kulturą i sztuką. Na koniec roku 2001 wartość rynkowa Fundacji Rockefellera wynosiła przeszło 3 miliardy dolarów.
John Davison Rockefeller, Jr (1874 - 1960) – syn Johna D. Rockefellera, Sr, spadkobierca fortuny Rockefellerów.
Uniwersytet Rockefellera (ang. The Rockefeller University) jest prywatną uczelnią oferującą studia podyplomowe i przewody doktorskie. Studenci mają do dyspozycji 72 nowoczesne laboratoria naukowe. Wydział prasowy Uniwersytetu Rockefellera publikuje trzy czasopisma naukowe: Journal of Experimental Medicine, Journal of Cell Biology i Journal of General Physiology.
Konował – w średniowieczu pomocnik weterynarza, którego zadaniem było powalanie i unieruchamianie koni, w celu przeprowadzenia zabiegu weterynaryjnego.
Kształcenie, czyli kształtowanie umysłów, jest to rozmyślne działanie mające na celu homogenizację (gr. homogenes – jednorodny) społeczeństwa. Społeczeństwo wykształcone, a więc zhomogenizowane, powinno cenić te same wartości, opierać się o te same wzorce, mieć tę samą świadomość, przejawiać te same zachowania. Proces kształcenia ma na celu wyrugowanie z poddanej mu populacji jednostek indywidualnych, czyli zdolnych do samodzielnego myślenia i podejmowania decyzji.
Edward Bell Krumbhaar (1882 - 1966) – czołowy amerykański patolog.
Iperyt siarkowy jest bezbarwną oleistą cieczą o zapachu musztardy albo czosnku. Jako środek bojowy został on po raz pierwszy użyty 1917 roku w bitwie pod belgijskim miastem Ypres, kiedy to Niemcy ostrzelali pozycje angielskie pociskami wybuchowymi wypełnionymi iperytem. Temperatura eksplozji wywołuje parowanie iperytu, zamieniając go w mgłę o zapachu musztardy – gaz musztardowy.
Proces lekarzy (proces USA vs. Karl Brandt i inni) toczył się od 9 grudnia od 1946 do 20 sierpnia 1947 roku i dotyczył zbrodni popełnionych przez członków nazistowskich służb medycznych III Rzeszy.
Sulfomilamidy – jedne z pierwszych chemioterapeutyków przeciwbakteryjnych, wynalezione w 1935 roku w Instytucie Pasteura. Lek o nazwie sulfanilamidu elixir, wprowadzony w Stanach Zjednoczonych w roku 1937, spowodował masowe zatrucie oraz śmierć ponad 100 osób. Oburzenie opinii publicznej wymusiło na kongresie Stanów Zjednoczonych uchwalenie w roku 1938 ustawy zobowiązującej Urząd ds. Żywności i Leków (Food and Drug Administration – w skrócie FDA) do kontroli wyników badań na zwierzętach wszystkich nowych leków dopuszczanych na rynek amerykański. Firma farmaceutyczna Massengill, która ów lek wyprodukowała, zapłaciła tylko niewielką grzywnę za to, że bezpodstawnie sprzedawała swój produkt jako eliksir, mimo że eliksirem nie był, bowiem nie zawierał alkoholu. Obecnie Massengill wchodzi w skład międzynarodowego koncernu farmaceutycznego GlaxoSmithKline.
Eufemizm – zastępczy środek językowy (wyraz, wyrażenie lub zwrot), stosowany w celu uniknięcia wyrazu, wyrażenia, zwrotu, uważanego za dosadny, krępujący, nieprzyzwoity, np. kobieta lekkich obyczajów zamiast dziwka.
Leki cytostatyczne (gr. kytos – komórka, statyka – brak ruchu; stan równowagi) to substancje uniemożliwiające rozmnażanie się komórek; blokujące proces podziałów komórkowych.
Autor: Józef Słonecki

<
_________________
gea
 
     
Rossignol

Pomógł: 4 razy
Dołączył: 20 Lut 2008
Posty: 303
Wysłany: Śro Cze 12, 2013 16:58   

Wszystkie lekarstwa ( a był tam osławiony Vioxx, leki obniżające ciśnienie - całe życie ma niskie oraz psychotropy).

Co to są leki na nadciśnienie ? Bo jest ich około 6 grup i każdy działa inaczej nie tylko obnizajac cisnienie ale takze działając np inotropowo i chronotropowo ujemnie i są stosowane np u starszych ludzi z pobudzeniami nadkomorowymi, po udarach mózgu i z chorobą zatorowo zakrzepową. Dzieki temu wraz z heparyną czy warfaryną obnizają ryzyko udaru niedokrwiennego u starszych ludzi. Jeśli Pani teściowa ma ciezkie zylaki, niewydolnosc serca (a napewno ma), przebyła udar, czy ma zaburzenia rytmu serca to z całego serca życze aby kiedyś rano nie zastała jej pani z wykrzywioną twarzą w jedna strone i porażeniem połowiczym.

Co do medycyny i jej diabelskiej roli w truciu i powodowaniu chorób.

Na studiach uczą nas tego co można przeczytać na tym forum. Przeleciałem całą biochemie Harpera Bańkowskiego czy Strayera. Fizjologia tak samo. Doskonale wiem, że najlepszym lekarstwem jest regularny ruch, oczywiscie ćwiczenia wytrzymałościowe jak rower bieganie itp. Dodatkowo dieta bez smieciowego jedzenia i góry węglowodanów. Wszystko fajnie ale zycie jest inne.

Dostajecie na oddział kardiologii faceta 50 lat z wielkim brzuchem czerwoną twarzą z cygarem w ustach. Wszystkie objawy zawału, robicie EKG w którym ST wywaliło pod niebo. Wbijacie na sale zabiegową robicie koronarografie, przepływ w t. wieńcowych 15%. Mam teraz pytanie:
a) wszczepiamy stenty, podajemy ASA i Klopidogrel instruujemy faceta że ma rzucić fajeczki przejsc na diete wdrozyc cwiczenia. Rozpisujemy wszystko i po 3 dniach wychodzi z oddziału.
b) Wracamy na oddział nie podajemy leków mowimy o diecie LC o ruchu i ziołach i liczymy, że za pół roku nie staniemy przed sądem pozwani przez jego rodzine bo facet przekręcił się wchodząc na 3cie piętro.

Zycie w poradni szpitalnej w warunkach Polskich to koszmar. Ludzie są kompletnie nie świadomi swojego ciała, nie znają podstaw biologii, wymagają uzdrowienia tu i teraz najlepiej jedną tabletką która nic nie kosztuje. Myslicie ze pan opisany przezemnie wyżej po zainstalowaniu stentów spróbuje cokolwiek zrobić ze swoim życiem ? Naprawde nie sądze. W polsce kuleje edukacja na temat zdrowia, kuleje słóżba zdrowia, Szwedzcy lekarze przyjeżdżają zobaczyć raka szyjki macicy bo u nich ten problem nie występuje po wprowadzeniu przesiewowych wymazów z szyjki macicy. Dziewczyna w poradni diabetologii z cukrzycą typu I z glikemią 500, chowa do torebki czipsy i siada na krześle. Po sprawdzeniu przez lekarza zapisy z pompy stwierdza ze ona od 3 miesiecy kompletnie nie prowadzi zaleconego leczenia. Sama mówi ze jej sie nie chce stracic 3 minut dziennie np. na podanie sobie bolusa po obiedzie :) Właśnie przez takich ludzi medycyna roztrwania 80% pieniędzy na "durne" badania nad nowymi lekami, zabiegami terapią itp.
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 49
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Czw Cze 13, 2013 01:21   

Rossignol napisał/a:
Ludzie są kompletnie nie świadomi swojego ciała, nie znają podstaw biologii, wymagają uzdrowienia tu i teraz najlepiej jedną tabletką która nic nie kosztuje.

- przemysł spożywczy
- przemysł farmaceutyczny
- przemysł chemiczny
- przemysł reklamowy
- obowiązkowe ubezpieczenia zdrowotne
- żarłoczność stymulowana głodem wynikłym z brakiu wartości odżywczych w pożywieniu, uzależniaczami
- wielcy gracze i mali kombinatorzy grają by uzależnić sobie klientelę i zwiększać zyski i obszar władzy.

Dobra wiadomość jest taka, że punkt przegięcia zbliża się z prędkością rosnącą wykładniczo, autodestrukcja jest z natury autodekstruktywna, przetrwają wyspy zdrowego rozsądku, trzeba robić co się da, ale bez emocjonalnego zaangażowania, żeby nie zwariować, ciesząc się jednak z każdego małego sukcesu.
Ostatnio zmieniony przez vvv Czw Cze 13, 2013 01:23, w całości zmieniany 4 razy  
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 43 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 8033
Wysłany: Czw Cze 13, 2013 11:35   Re: Lekarstwo na raka ?

gea napisał/a:
Bez względu na skład, wszystkie cudowne eliksiry mają cztery charakterystyczne cechy:
Muszą pochodzić z dalekich egzotycznych krain, a więc powinny mieć specyficzne, najlepiej trudne do wymówienia nazwy, albo przynajmniej nazwy łacińskie.
Muszą mieć gorzki, cierpki albo przynajmniej nieprzyjemny smak, który po zażyciu ma być długo odczuwany.
Muszą zawierać długą listę świadectw uleczeń wielu chorób, w tym koniecznie raka.
Muszą być sprzedawane w niewielkich ilościach (jak na lekarstwo), ale za to powinny być drogie albo bardzo drogie. Jest bowiem coś takiego w pacjencie, że najbardziej pomagają mu leki, których jest najmniej, ale za to są najdroższe. Pod tym względem wszyscy pacjenci są tacy sami.<
Zauważmy, że wszystkie leki na receptę spełniają te kryteria. Szczególną estymą pacjentów cieszą się kroplówki. Pobyt w szpitalu bez kroplówki jest nieważny. Nikt z rodziny nie docieka, co w taka kroplówka zawierała, ważne, że szwagier DOSTAŁ KROPLÓWKĘ.
JW
 
     
Piotrx 

Pomógł: 6 razy
Dołączył: 14 Lut 2010
Posty: 1256
Wysłany: Czw Cze 13, 2013 14:51   

Rossignol napisał/a:


Na studiach uczą nas tego co można przeczytać na tym forum.itp.


Dlaczego lekarze kłamią? Dlaczego oszukują pacjentów? Każdy normalnie funkcjonujący organizm jest w stanie poradzić sobie z infekcjami, z zapaleniami gardła, krtani, anginą i tego typu chorobami. Po co przepisują leki, straszą rodziców chorych dzieci? Czy dlatego, że samodzielne przechorowanie choroby zwiększa odporność a wzięcie leków obniża i tworzy dozgonnego pacjenta?
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 43 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 8033
Wysłany: Pią Cze 14, 2013 10:08   

Dlatego, że tego domaga się 99% pacjentów.
Mówimy oczywiście o schorzeniach, a nie o chorobach ostrych.
JW
 
     
Rossignol

Pomógł: 4 razy
Dołączył: 20 Lut 2008
Posty: 303
Wysłany: Pią Cze 14, 2013 12:01   

Piotrx napisał/a:

Dlaczego lekarze kłamią? Dlaczego oszukują pacjentów? Każdy normalnie funkcjonujący organizm jest w stanie poradzić sobie z infekcjami, z zapaleniami gardła, krtani, anginą i tego typu chorobami. Po co przepisują leki, straszą rodziców chorych dzieci? Czy dlatego, że samodzielne przechorowanie choroby zwiększa odporność a wzięcie leków obniża i tworzy dozgonnego pacjenta?


Dokładnie Piotrze. Od lat nie używam NLPZtó Antybiotyków i innych lekarstw, chodz dokladnie wiem jak i kiedy je stosowac :) . Lekarze nie kłamią oni poprostu mówią to co muszą mówić. Teraz cała medycyna oparta jest na schematach leczenia, standardach i wytycznych. A fantastyczni panowie w białych kołnierzykach z kancelarii prawnych tylko czekają na powinięcie się nogi i np. pominięcie jakiegoś leku w terapii. Nie mówię nawet o radach lekarskich które były by świadomie głoszone o odstawieniu albo nie braniu danych leków. Generalnie kończy się to zwykle tysiącami zł. kary albo oglądania życia zza krat :) Ot dlaczego lekarze "kłamią".

Plus nasze fantastyczne społeczeństwo które na każdej okazji chce zarobić. Uwierz, że jest wiele historii opowiadanych przez moich asystentów gdzie omijając pewne procedury lecznicze szybciej przywrócili pacjenta do zdrowia a i tak na swoim biurku zobaczyli pozew sądowy ponieważ nie wypełnili konkretnego schematu leczenia.
Pierwsza zasada której nas uczą na studiach to ChSD - chroń swoją dupe.
Ostatnio zmieniony przez Rossignol Pią Cze 14, 2013 12:05, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 43 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 8033
Wysłany: Pią Cze 14, 2013 19:16   

Piotrx napisał/a:
Dlaczego lekarze kłamią? Dlaczego oszukują pacjentów? Każdy normalnie funkcjonujący organizm jest w stanie poradzić sobie z infekcjami, z zapaleniami gardła, krtani, anginą i tego typu chorobami. Po co przepisują leki, straszą rodziców chorych dzieci? Czy dlatego, że samodzielne przechorowanie choroby zwiększa odporność a wzięcie leków obniża i tworzy dozgonnego pacjenta?
Panie Piotrze,
Przeciętny człowiek zna około 500 osób. Ilu znajomych udało się Panu nakłonić trwale do żywienia niskowęglowodanowego, które jest łatwe, proste i bezkonkurencyjne w poprawie stanu zdrowia?
JW
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 49
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Pią Cze 14, 2013 21:14   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Ilu znajomych udało się Panu nakłonić trwale do żywienia niskowęglowodanowego, które jest łatwe, proste i bezkonkurencyjne w poprawie stanu zdrowia?
Ale po nakłonieniu to trzeba chyba jakieś aktualizacje zapewnić
bo w przeciwnym wypadku mamy ŻO vs Cooler.

Kto nie aktualizuje ten popełnia autobsolenizację.
8)
 
     
Piotrx 

Pomógł: 6 razy
Dołączył: 14 Lut 2010
Posty: 1256
Wysłany: Pią Cze 14, 2013 21:27   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Panie Piotrze,
Przeciętny człowiek zna około 500 osób. Ilu znajomych udało się Panu nakłonić trwale do żywienia niskowęglowodanowego, które jest łatwe, proste i bezkonkurencyjne w poprawie stanu zdrowia?
JW


Panie Witoldzie,
co to ma wspólnego z kłamstwami lekarzy?
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 49
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Pią Cze 14, 2013 21:32   

Piotrx napisał/a:
co to ma wspólnego z kłamstwami lekarzy?
By być konstruktywnym należy praktycznie przedstawić lepsze opcje.
vvv napisał/a:
przetrwają wyspy zdrowego rozsądku, trzeba robić co się da, ale bez emocjonalnego zaangażowania, żeby nie zwariować, ciesząc się jednak z każdego małego sukcesu.
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 43 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 8033
Wysłany: Pią Cze 14, 2013 23:01   

Piotrx napisał/a:
Panie Witoldzie,
co to ma wspólnego z kłamstwami lekarzy?
To, że miażdżąca większość ludzi nie ma najmniejszej ochoty troszczyć się o swoje zdrowie samodzielnie. Jak obcy lekarz może czegokolwiek nauczyć swoich pacjentów w kilka minut, skoro nie działa dobry przykład znajomych i wielogodzinne rozmowy. Pacjenci sami domagają się trujących leków i każdy, kto próbuje im to wyperswadować, staje się wrogiem.
To jest pierwotna irracjonalna wiara w omnipotentnego plemiennego szamana, a nie racjonalne podejście do leczenia.
JW
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 49
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Sob Cze 15, 2013 00:30   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
To jest pierwotna irracjonalna wiara w omnipotentnego plemiennego szamana
Szaman jest w lepszej sytuacji od lekarza, bo może podać specyfik wywołujący "wizję" mentora, który metodą tłumaczeń, próśb i gróźb odstraszy chorego od kontynuowania autodestrukcji dla dobra jego rodziny i społeczności.

Lekarz ma jakby nieco na opak gdyż długowieczny emeryt jest zagrożeniem zzusiałego budżetu społeczności, a rodzina w tradycji zachodniej jest także nastawiona raczej nie opiekuńczo, a eutanazyjnie.

Lekarz też ma rodzinę i chcę spokojnie zarabiać pieniądze, misje obalania systemu mu nie w głowie, zresztą jak się patrzy na pacjenta typu "wolałbym umrzeć niż nie zjeść tego na co mam ochotę, ja olewam moje zdrowie, a twoim psim obowiązkiem jest je naprawiać" to ja się nie dziwię.

Też miałem zostać lekarzem, ale od przedszkola samodzielnie oceniałem system i oceniłem, że lepiej zadawać się z logiczną elektroniką niż z nielogiczną psychiką wadliwych czynności CUN-ów jeszcze podkreślonych koniecznością samodzielnego wyboru - czyli wolną wolą.
:faint:
Ostatnio zmieniony przez vvv Sob Cze 15, 2013 00:33, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
gea

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 23 Sty 2006
Posty: 1354
Wysłany: Sob Cze 15, 2013 14:14   

Rossignol napisał/a:
Wszystkie lekarstwa ( a był tam osławiony Vioxx, leki obniżające ciśnienie - całe życie ma niskie oraz psychotropy).

Co to są leki na nadciśnienie ? Bo jest ich około 6 grup i każdy działa inaczej nie tylko obnizajac cisnienie ale takze działając np inotropowo i chronotropowo ujemnie i są stosowane np u starszych ludzi z pobudzeniami nadkomorowymi, po udarach mózgu i z chorobą zatorowo zakrzepową. Dzieki temu wraz z heparyną czy warfaryną obnizają ryzyko udaru niedokrwiennego u starszych ludzi. Jeśli Pani teściowa ma ciezkie zylaki, niewydolnosc serca (a napewno ma), przebyła udar, czy ma zaburzenia rytmu serca to z całego serca życze aby kiedyś rano nie zastała jej pani z wykrzywioną twarzą w jedna strone i porażeniem połowiczym.


Moja teściowa jest przypadkiem szczególnym- gdyby nie zatruwała się NIEPOTRZEBNIE lekarstwami, mogłaby się znaleźć w Księdze Guinnesa.
Jej organizm funkcjonuje doskonale- z pewnymi wyjątkami. Żadnych żylaków i - jak mi kiedyś powiedziała- nigdy nie spuchły jej nogi. Ma zaburzenia neurologiczne - monitoring pracy serca miała w szpitalu w wieku lat 90, po utracie kontaktu ( rano nie mogłam jej wyciągnąć z "letargu" i wtedy lekarz stwierdził, że tej utraty kontaktu nie spowodowało serce a mózg się wyłączył. I teraz uważam, że " odlot" był z mojej winy, ponieważ wieczorem poszła spać bez kolacji (duży obiad był późno) a rano b. późno wstałam. A że teściowa ma szybką przemianę materii, to nie było paliwa dla mózgu. I ( nie będąc lekarzem śmiem tak twierdzić) wiem to, bo za drugim takim incydentem utraciła zdolność mówienia - bełkocze ( choć czasem wypowiada zrozumiale parę słów, co jest zadziwiające) i spadła na "drabince czynności życiowych".
Ten medykament obniżający ciśnienie zaleciła odstawić lekarka ( ja odstawiłam go wcześniej ).
Naprawdę- w wieku 94 lat chyba nie warto pakować farmaceutyków. Gdy po szpitalu miała duszności daliśmy Atrovent ( zgodnie z zaleceniami) i wtedy mało się nie udusiła. Widać jakaś reakcja alergiczna była. No i pozostałam na moim syropie z igieł i z kwiatów bzu czarnego* I teraz mija 3 tydzień, ręka ok., duszności minęły, apetyt ma i jeszcze pożyje...

Serdecznie współczuję użerania się z bezrozumnymi pacjentami. Ale tak edukuje się społeczeństwo. Gdy oglądałam podręcznik do nauk przyrodniczych byłam przerażona, beznadziejny. Jeśli do tego nauczyciel kiepski -dzieci nie wyniosą podstawowej wiedzy. I potem nie dziwota, gdy pani redaktor w TV się zapytuje: "czy w chlebie jest dużo tłuszczu?" :D

* to jest rewelacyjny napój na upalne dni, przepisy są w sieci. Do syropu cytryna , Muszynianka z zielonym korkiem i ew. liść mięty.
_________________
gea
 
     
Rossignol

Pomógł: 4 razy
Dołączył: 20 Lut 2008
Posty: 303
Wysłany: Pon Cze 17, 2013 14:31   

gea napisał/a:



Jej organizm funkcjonuje doskonale- z pewnymi wyjątkami. Ma zaburzenia neurologiczne - monitoring pracy serca miała w szpitalu w wieku lat 90, po utracie kontaktu ( rano nie mogłam jej wyciągnąć z "letargu" i wtedy lekarz stwierdził, że tej utraty kontaktu nie spowodowało serce a mózg się wyłączył. I teraz uważam, że " odlot" był z mojej winy, ponieważ wieczorem poszła spać bez kolacji (duży obiad był późno) a rano b. późno wstałam. A że teściowa ma szybką przemianę materii, to nie było paliwa dla mózgu. I ( nie będąc lekarzem śmiem tak twierdzić) wiem to, bo za drugim takim incydentem utraciła zdolność mówienia - bełkocze ( choć czasem wypowiada zrozumiale parę słów, co jest zadziwiające) i spadła na "drabince czynności życiowych".
Ten medykament obniżający ciśnienie zaleciła odstawić lekarka ( ja odstawiłam go wcześniej ).



To Jej organizm funkcjonuje doskonale czy jednak nie do końca ?
Bo z tego co widzę Pani teściowa ma ewidentnie TIA i to nie z powodu tego ze nie zjadła kolacji !!! Afazja ruchowa nie powstaje od jednorazowego wieczornego postu a od niedokrwienia mózgu. Czy Pani tesciowa miała kiedykolwiek TK głowy z kontrastem albo chociaż dopplera tętnic szyjnych ?
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 43 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 8033
Wysłany: Wto Cze 18, 2013 11:59   

gea napisał/a:
Ten medykament obniżający ciśnienie zaleciła odstawić lekarka ( ja odstawiłam go wcześniej ).
Co by jednak nie mówić, przydałby się chociaż Notropil, a już na pewno Bilobil i Żeń-szeń. Z alternatywnych metod należałoby też wspomnieć o diecie ketogennej oraz przeciwmiażdżycowemu działaniu niacyny, wit. B15, kwasu alfaliponowego. Można też rozważyć minidawki Naltrexonu, który wpływa regenerująco na układ nerwowy.
Rossignol napisał/a:
Czy Pani tesciowa miała kiedykolwiek TK głowy z kontrastem albo chociaż dopplera tętnic szyjnych ?
Też jestem ciekaw. Ale to pytanie jakby do dyżurującego lekarza, który przyjmował chorą.
JW
 
     
gudrii 


Pomógł: 19 razy
Dołączył: 29 Lut 2008
Posty: 1953
Skąd: everywhere
Wysłany: Śro Cze 19, 2013 01:16   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
...To jest pierwotna irracjonalna wiara w omnipotentnego plemiennego szamana, a nie racjonalne podejście do leczenia.
JW

dziś to jest moc reklamy i marketingu. Ludzie widzą reklamę pastylek na ból głowy i momentalne przenoszą to na inne obszary... Weź tabletkę a poczujesz się lepiej :)

Chcą cudownych tabletek, natychmiastowej poprawy i w ogóle wszystko im się należy tylko dlatego że oddychają.

No i z drugiej strony są lekarze... oni też chcą cudownych tabletek, szybkiej poprawy i też im się wszystko należy tylko dlatego że dali się "przemielić" na studiach a rzeczywistość nie jest tak wspaniała jak by się chciało...

No i jednym i drugim z pomocą przychodzi wspaniała farmacja :) I wszyscy są szczęśliwi... interes się kręci.
_________________
"The object of war is not to die for your country but to make the other bastard die for his."
George S. Patton
 
     
Rossignol

Pomógł: 4 razy
Dołączył: 20 Lut 2008
Posty: 303
Wysłany: Śro Cze 19, 2013 10:21   

gudrii napisał/a:


No i z drugiej strony są lekarze... oni też chcą cudownych tabletek, szybkiej poprawy i też im się wszystko należy tylko dlatego że dali się "przemielić" na studiach a rzeczywistość nie jest tak wspaniała jak by się chciało...

No i jednym i drugim z pomocą przychodzi wspaniała farmacja :) I wszyscy są szczęśliwi... interes się kręci.
.

Lekarze, Profesorowie, Dr. nauk medycznych, przynajmniej Ci z wielkich osrodkow akademickich są bardzo swiadomi tego co robia. A to ze Wiesiek z Halina z Pcimia Dolnego nie maja swiadomosci swojego ciala I stanu zdrowia to juz nie ich wina. Takze Ty sadzac po wypowiedzi tez nie miales za duzo doczynienia z medycyna akademicka wiec nastepnym razem powstrzymaj się od komentarzy ktore nic nie wnosza do dyskusji.
Ostatnio zmieniony przez Rossignol Śro Cze 19, 2013 10:24, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 49
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Śro Cze 19, 2013 14:13   

Rossignol napisał/a:
bardzo świadomi tego co robią

Trzeba czytać aktualizacje i się dziwić,
pomyśleć, że ja uważałem 250mg ALA za niebotyczną ilość.

Normy Żywienia Nowelizacja IŻiŻ 2012 . pdf
http://mail.izz.waw.pl/~i...acjaIZZ2012.pdf


0,5% z 1500kcal to jakieś 800mg jest.
8)
 
     
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 37
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa
Wysłany: Czw Lip 04, 2013 11:07   

Rossignol napisał/a:
Lekarze nie kłamią oni poprostu mówią to co muszą mówić. Teraz cała medycyna oparta jest na schematach leczenia, standardach i wytycznych. A fantastyczni panowie w białych kołnierzykach z kancelarii prawnych tylko czekają na powinięcie się nogi i np. pominięcie jakiegoś leku w terapii. Nie mówię nawet o radach lekarskich które były by świadomie głoszone o odstawieniu albo nie braniu danych leków. Generalnie kończy się to zwykle tysiącami zł. kary albo oglądania życia zza krat :) Ot dlaczego lekarze "kłamią".

Plus nasze fantastyczne społeczeństwo które na każdej okazji chce zarobić. Uwierz, że jest wiele historii opowiadanych przez moich asystentów gdzie omijając pewne procedury lecznicze szybciej przywrócili pacjenta do zdrowia a i tak na swoim biurku zobaczyli pozew sądowy ponieważ nie wypełnili konkretnego schematu leczenia.
Pierwsza zasada której nas uczą na studiach to ChSD - chroń swoją dupe.

Rossi, chyba trochę poleciałeś po bandzie. ;)
Gdyby było tak jak piszesz to by nie było normalnie funkcjonujących lekarzy w Polsce czy poza nią, którzy nie zapisują co chwila antybiotyków i innych niepotrzebnych, szkodliwych leków. Bruford sam kiedyś przyznał, że antybiotyki dość rzadko przepisuje swoim pacjentom i daje je w naprawdę poważnych chorobach.
A tak w ogóle to jak chcesz ludziom pomagać jako lekarz jeśli uważasz, że jest tak fatalnie? :)
_________________
Don't buy into mono-dimensional training regimens. Exercising should reflect how rich and varied life is. #MovNat
 
     
gea

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 23 Sty 2006
Posty: 1354
Wysłany: Czw Lip 04, 2013 19:33   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
gea napisał/a:
Ten medykament obniżający ciśnienie zaleciła odstawić lekarka ( ja odstawiłam go wcześniej ).
Co by jednak nie mówić, przydałby się chociaż Notropil, a już na pewno Bilobil i Żeń-szeń. Z alternatywnych metod należałoby też wspomnieć o diecie ketogennej oraz przeciwmiażdżycowemu działaniu niacyny, wit. B15, kwasu alfaliponowego. Można też rozważyć minidawki Naltrexonu, który wpływa regenerująco na układ nerwowy.
Rossignol napisał/a:
Czy Pani tesciowa miała kiedykolwiek TK głowy z kontrastem albo chociaż dopplera tętnic szyjnych ?
Też jestem ciekaw. Ale to pytanie jakby do dyżurującego lekarza, który przyjmował chorą.
JW


Nie miała i się nawet dziwiłam, że lekarz zdecydował się zostawić tesciową w szpitalu aby zrobić ten monitoring serca. Bo rodzinny, gdy mówiłam o utracie kontaktu spytał o wiek ( 92 wtedy) i odp. cyt. " czy pani myśli, że lekarze sa cudotwórcami ?"
W chwili obecnej dieta to półpłynne papki, głównie zmiksowany ryż z dodatkami mięsa, jaj, warzyw i masła raz na słono raz na słodko ( banan, truskawki). Bez glutenu i mlecznych.
Jest problem z połykaniem, (kiepska synchronizacja lub zwiotczenie mięśni lub ...? ), to się nasila od 3 lat i czesto sie krztusi. Karmienie wyciska ze mnie resztki cierpliwości, bo nawet płyn jest mielony długo w ustach, do tego ust najczęściej nie otwiera lub tylko na szczelinę, że trudno wstawić łyżkę. Chyba, że słodkie jej smakuje i akurat ma ochotę otwierać usta jak należy. Nasilają sie problemy z odkrztuszaniem flegmy i duszności. Atroventu boję się dawać, bo nie pomagało to po wyjściu ze szpitala- duszności się nie zmniejszyły a wręcz przeciwnie. Theospirex musiałaby dostać w zastrzyku, bo retard i nie połknie. Mam wrażenie, żę po nim była niespokojna i pobudzona. Po piciu po kilku miutach zaczyna kapać z nosa - myślę, że to reakcja fizjolog. Kiedyś po prostu wycierała nos. Teraz ja wycieram ale nie " dmucha nosem" a czasem nawet wciąga do nosa wydzielinę. Wydzielina krąży w oskrzelach w tę i spowrotem, kaszel trwa nieraz godzinę ale nieefektywny.
Do picia rozpuszczam zelazo chelatowane, na wszelki wypadek i - odpukać- rano jest przytomna, a dawniej zdarzało się, że nie otwierała oczu.
Nie nawojuję już wiele, bo POchP sie posuwa ( kilkadziesiąt lat bycia biernym palaczem).
I tak ZUS wyrywa włosy z głowy.
_________________
gea
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 49
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Śro Lip 10, 2013 02:06   

Dziecko po radioterapii złośliwego raka mózgu nadal miało raka, następnie zostało poddane niestandardowemu leczeniu, które spowodowało wyleczenie z choroby nowotworowej, niestety mózg z opóźnieniem obumarł w wyniku radioterapii, sekcja wykazała brak zmian nowotworowych w mózgu. Jak można przypuszczać ojciec głęboko przeżywa swoją decyzje o zaufaniu polecanej przez lekarzy terapii. !!!
;(

https://www.youtube.com/watch?v=Uu_wZV7w-g8
napisał/a:
Sergeant Rick Schiff discusses how his daughter was affected by conventional treatment for cancer and how Dr Brzezinki's treatment nearly saved her.


Więcej szczegółów:
https://www.youtube.com/watch?v=f1eICflz_tY
Ostatnio zmieniony przez vvv Śro Lip 10, 2013 02:18, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 49
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Czw Lip 11, 2013 12:21   

http://www.vismaya-maitreya.pl/naturalne_leczenie_przyczyna_choroby_alzheimera.html
Cytat:
Przypuśćmy, że jesteście oficerem obcego wywiadu poszukującym doskonałej, niewykrywalnej trucizny, przy pomocy której chcecie zniszczyć wroga, tak aby nie padł na was choćby cień podejrzenia. Przypuśćmy, że wasi uczeni odkryli działającą na niskim poziomie, powolną truciznę - płynny metal, nieradioaktywny i najbardziej śmiercionośny pierwiastek w całym układzie okresowym. Toksyna ta ze szczególnym upodobaniem atakuje mózg oraz tkankę neurologiczną, a zwłaszcza otoczkę powlekającą neurony, poprzez które przekazywane są procesy myślowe w mózgu.

Początki klinicznych symptomów są tak zdradzieckie, że lekarze nie potrafią określić etiologii dolegliwości pacjenta. U jednej osoby może rozwinąć się schizofrenia, u innej drżenie lub Alzheimer, ponieważ trucizna zawsze atakuje najsłabszy organ i gen. (...)
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 49
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Śro Sie 14, 2013 13:13   

Tak wygląda efekt wycinania nowotworu.

Ostrzegam nie przy jedzeniu, drastyczne.
Ostrzegam nie przy jedzeniu, drastyczne.
https://www.youtube.com/w...y71hU-Sh0&t=115
Ostrzegam nie przy jedzeniu, drastyczne.
Ostrzegam nie przy jedzeniu, drastyczne.
Ostrzegam nie przy jedzeniu, drastyczne.
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 49
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Pon Sie 19, 2013 11:44   

en.wikipedia.org/wiki/PANDAS
PANDAS is an acronym for Pediatric Autoimmune Neuropsychiatric Disorders Associated with Streptococcal infections. :faint:
 
     
gea

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 23 Sty 2006
Posty: 1354
Wysłany: Pon Sie 19, 2013 23:30   newsy są szkodliwe ?

[quote="vvv"]Tak wygląda efekt wycinania nowotworu.

Ostrzegam nie przy jedzeniu, drastyczne.
Ostrzegam nie przy jedzeniu, drastyczne.
https://www.youtube.com/w...y71hU-Sh0&t=115

Dlaczego nie przy jedzeniu? Chyba, żeby jedzeniem nie zapaprać klawiatury, ale tego się zwykle powinno przestrzegać. A nie tak jak ja, muszę oddać laptop do czyszczenia, bo się grzeje.
Wyłowiony z sieci interesujący ( dla mnie) film jest optymistyczny w przesłaniu. Oto człowiek wyrwał się spod łopaty grabarza, wprawdzie nieco z lica zeszło mu urody, ale już z pomocą przyszli zdolni protetycy i wróci do grona wyglądających w miarę normalnie. A przy okazji oglądania nieszczęśnika można znaleźć odpowiedź na pytanie : pokaż kotku, co masz w środku. Widok jest tak surrealistyczny, że nie jest " obrzydliwy" ( dla mnie).
Trochę przypomina ilustracje w medycznej książce.
Drogi vvv, niepokoję się, czy aby nie popadłeś w nałóg wyławiania z sieci co bardziej dołujących treści. Wyczuwam, że masz wrażliwą naturę. Z niektórych twoich wypowiedzi wieje depresją.
A szkoda, bo masz potencjał i powinieneś przebiegunować się emocjonalnie. Osobiście także popadam często w stany depresyjne, wiem jakie to męczące.
:keep:
A tu jeszcze wklejam interesujące zdanie na temat tzw. newsów. Poczty Zdrowia "Newsletter Poczta Zdrowia" <newsletter@pocztazdrowia.pl>

Rolph Dobelli1 przedstawił interesującą tezę, zgodnie z którą informacje medialne o bieżących wydarzeniach, a mówiąc krócej – newsy, są szkodliwe dla zdrowia. Dlaczego? Otóż wywołują one poczucie strachu, budzą agresję, wpływają hamująco na kreatywność i zdolność myślenia. I są na to dowody. Bylibyśmy zatem szczęśliwsi, gdybyśmy... w ogóle ich nie poznawiali...

Newsy są dla Twojego mózgu tym, czym słodkości dla ciała. Łatwo je „przełknąć”, przynoszą odrobinę przyjemności, nie wymagają wysiłku, ale w ostatecznym rozrachunku sprawiają, że gnuśniejesz. Zamiast dostarczać informacji, tylko przepełniają Ci głowę faktami, które nie znajdują żadnego praktycznego ani teoretycznego zastosowania w życiu. Nie masz na nie żadnego wpływu ani w żaden sposób Cię nie dotyczą.

W przeciwieństwie do książek, możesz wchłonąć wiele takich bieżących doniesień wpływających na Twoje samopoczucie podobnie jak kolorowe cukierki.

Newsy są toksyczne

Wyobraź sobie taką informację: samochód przejeżdża po moście, który nagle łamie się wpół. Jak przekaże Ci to prasa? Jeżeli kierowca nadal żyje, z pewnością będziesz słyszał o tym wypadku jeszcze przez najbliższe kilkanaście godzin. Dlaczego? Ponieważ czytelnicy ekscytują się przeżywaniem takich emocji, chcą poznać jak najwięcej szczegółów od świadków zdarzenia (na przykład dokąd jechał kierowca, o czym myślał, co czuł), a także dlatego, że jest to prosta, krótka wiadomość, którą dziennikarzowi łatwo przygotować. Dotarcie do informacji, które mogłyby być w takim przypadku dla Ciebie przydatne (takie jak konstrukcja mostu i jego wytrzymałość oraz wskazanie wszystkich miejsc, w których istnieje ryzyko podobnego zdarzenia), byłoby zbyt skomplikowane i kłopotliwe.

Takie podejście do informacji wiąże się z ogromnym niebezpieczeństwem utraty lub zafałszowania naszej zdolności do oceny ryzyka. Bardzo boimy się ataku terrorystycznego, ale nie doceniamy ryzyka zgonu spowodowanego przewlekłym stresem. Przeceniamy szczęście wynikające z bycia bogatym. W zamian za to nie doceniamy tego, jak bardzo można zniszczyć sobie życie, wybierając nieodpowiednią osobę jako małżonka.

Nadmiar newsów jest więc toksyczny dla Twojego mózgu, a jedynym sposobem na ochronę przed nim jest całkowite zaprzestanie czytania, ogladania i słuchania newsów.

Poza tym ciągły kontakt z mediami sprawia, że przestajesz myśleć racjonalnie. Kiedy widzisz drastyczne zdjęcia katastrofy lotniczej, zaczynasz uporczywie myśleć tylko o tym, jakie jest prawdopodobieństwo, że takie nieszczęście może przydarzyć się Tobie.

Nawet ludzie, którzy inwestują duże pieniądze, nie są w stanie oprzeć się takiemu wpływowi newsów. Często reagują na różne informacje zbyt emocjonalnie, podejmując decyzje, które mają wpływ na ich życie.

Newsy są bezużyteczne

„Spróbuj wymienić jeden z 10 000 newsów, które przeczytałeś w ciągu ostatniego roku, który – tylko dlatego, że go przeczytałeś – pozwolił Ci podjąć lepszą decyzję dotyczącą jakiejś ważnej kwestii związanej z Twoim życiem, karierą zawodową czy firmą” – prowokuje do przemyśleń Rolph Dobelli2.

Wniosek jest taki, że konsumowanie informacji nie ma żadnego praktycznego zastosowania. Twój mózg musi dokonać ogromnego wysiłku, aby przyswoić sobie to, co może okazać się przydatne. A samo pochłanianie newsów nie wymaga wysiłku.

Wydaje Ci się, że gromadzenie tysięcy informacji pozwala Ci lepiej zrozumieć otaczający Cię świat. Tymczasem jest dokładnie na odwrót. To nie newsy są ważne, lecz głębokie przemyślenia i mądrość, która z nich wynika. Odnosi się to zarówno do Twojego życia osobistego, jak i zawodowego. Gdyby bycie na bieżąco było kluczowe dla kariery, dziennikarze znajdowaliby się na samym szczycie piramidy zawodowej. Jednak wcale tak nie jest.

Wynika to stąd, że dziennikarskie newsy nie pozwalają na refleksję, a tylko wzmagają obawy. Myślenie wymaga bowiem nieprzerwanej koncentracji. Tymczasem newsy przygotowane są dokładnie w taki sposób, aby Ci przeszkadzać.

A jeśli coś Ci ciągle przeszkadza w rozmyślaniach, to przedmiot tych rozważań pozostaje jedynie w Twojej pamięci krótkotrwałej. Oznacza to, że nie ma on najmniejszych szans na przedostanie się do pamięci długotrwałej, zarezerwowanej dla przemyśleń.

Co ciekawe, przeszkadzać w przemyśleniach mogą nawet… hiperłącza, czyli linki.

Artykuły publikowane w Internecie pełne są linków, więc za każdym razem, kiedy je otwierasz, odrywasz się od głównego wątku. Naukowcy kanadyjscy stwierdzili, że już sama ich obecność w tekście obniża zdolność do zrozumienia go, ponieważ mózg ciągle koncentruje się na tym, czy kliknąć którykolwiek z nich, co odwraca uwagę od treści artykułu3.

Wyjaśnia to wrażenie utraty zdolności koncentracji i zapamiętywania, którego doświadcza wielu młodych ludzi.

Newsy są trucizną dla ciała

Newsy wpływają na układ limbiczny Twojego mózgu. Pełne dramatycznych doniesień nagłówki gazet, przekazy radiowe i telewizyjne powodują gwałtowne uwalnianie glikokortykosterydów (czyli kortyzolu). Zaburza to działanie układu odpornościowego i hamuje wydzielanie hormonu wzrostu – hormonu pozwalającego na regenerację organizmu. Newsy są w stanie doprowadzić osobę wiodącą spokojne życie do stanu przewlekłego stresu. Wysokie stężenie glikokortykosterydów zaburza procesy trawienia, hamuje wzrost komórek skóry, włosów i kości oraz sprawia, że osoba taka jest podenerwowana i bardziej podatna na infekcje. Może również odczuwać strach, agresję, a także zaburzenia pola widzenia.

Newsy działają jak narkotyk. Śledzisz (świadomie lub nie) niezliczoną liczbę spraw, poczynając od skandali z życia celebrytów, a kończąc na problemach komunistycznej Korei. Media nieustannie zachęcają Cię do bycia „na bieżąco”.

Naukowcy uważali kiedyś, że w mózgu dorosłej osoby znajduje się 100 miliardów neuronów połączonych w trwały sposób. Obecnie wiemy, że to nieprawda. Komórki nerwowe nieustannie zrywają stare połączenia, zastępując je nowymi. Czym więcej newsów czytasz, tym więcej połączeń tworzy się na potrzeby banalnych informacji, a tym mniej wykorzystujesz na sprawy naprawdę potrzebne, na przemyślenia i skupienie podczas czytania.

Większość konsumentów newsów, w tym również tych, którzy wydają się czytać najwięcej, utraciła zdolność do czytania ze zrozumieniem książek i długich artykułów. Po pierwszych czterech czy pięciu stronach nie potrafią się dalej skupić, mają ochotę gdzieś wyjść albo... zasypiają. I nie wynika to z tego, że się zestarzeli lub że mają ważniejsze rzeczy do roboty. Wynika to ze zmian, które zaszły w strukturze ich mózgu.

Szczególnie bolesny jest fakt, że zalewają Cię informacje o tragicznych zdarzeniach, na które nie masz żadnego wpływu. Robisz się więc pasywny, odczuwasz negatywne emocje, nabierasz pesymistycznego podejścia do życia, stajesz się fatalistą. Może Cię to nawet doprowadzić do całkowitego zaniku: emocji czy współczucia dla bliźnich, jak również entuzjazmu i optymizmu w myśleniu o przyszłości. A pierwszą niezamierzoną ofiarą newsów stanie się... Twoja kreatywność.

„Nie znam ani jednej kreatywnej osoby, która namiętnie czyta newsy. Nie ma wśród nich pisarzy, kompozytorów, matematyków, fizyków, naukowców, muzyków, projektantów, architektów czy malarzy. Z drugiej strony, znam mnóstwo ludzi wyzbytych kreatywności, którzy konsumują newsy na ogromną skalę” – zauważył Rolph Dobelli.

Oczywiście to wszystko nie oznacza, że nie potrzebujemy dziennikarzy. Wręcz przeciwnie. Są nam potrzebni, aby informować nas o ważnych wydarzeniach, które dotyczą naszej wspólnej przyszłości na poziomie lokalnym czy światowym. Jednakże lepszym sposobem na zrozumienie otaczającego świata byłaby zamiast newsów lektura artykułów lub książek pisanych przez dziennikarzy śledczych.
_________________
gea
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 49
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Wto Sie 20, 2013 10:25   Re: newsy są szkodliwe ?

gea napisał/a:
Wyłowiony z sieci interesujący ( dla mnie) film jest optymistyczny w przesłaniu. (...) Widok jest tak surrealistyczny, że nie jest " obrzydliwy" ( dla mnie).
Trochę przypomina ilustracje w medycznej książce.
Podobało się to się cieszę.

vvv napisał/a:
Ostrzegam nie przy jedzeniu, drastyczne.
Przyjęta forma ostrzegania o żywych ilustracjach jak z książek medycznych, zwłaszcza typu przekrój twarzy.

gea napisał/a:
Drogi vvv, niepokoję się.

Pokoić - przebywać w pokojach.
Niepokoić - przebywać poza pokojami.
Niepokoić się - przebywać na wadze, przed lustrem lub innym źródłem informacji.

Dzięki za troskę, będzie jak ulał na piekielny chodniczek.

Gdy pełnia Księżyca wpływa na system nerwowy,
odpowiednią porcję minerałów może zapewnić:

;)
 
     
gea

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 23 Sty 2006
Posty: 1354
Wysłany: Pon Wrz 09, 2013 23:01   

Rossignol napisał/a:
O tym czy ktoś poprawnie zakłada wenflony proszę się wypowiadać po skaniulowaniu około 1000 żył i tętnic obowodowych, tymbardziej u osób w wieku 90+.

Po tym jak zostałam zgromiona i wdeptana niczym groszek w dywan przez Rossignola przyjęłam do wiadomości, że po skaniulowaniu x żył wykonuje się tę czynność perfekcyjnie. Syn przekazał mi wieści o pobieraniu krwi mojemu niespełna rocznemu wnusiowi : „ pielęgniarka miała trudności z pobraniem, mały był nieco skrwawiony, zanim się udało. Że u dzieci to trudno się pobiera.”
Pielęgniarka niemłoda ( pytałam).
Relację powtórzyłam przyjaciółce- babci dwojga wnucząt. Jej wypowiedź: nie opowiadaj głupot, wielokrotnie byłam świadkiem pobierania krwi u naszych niemowlaków, odbywało się to błyskawicznie, dzieci nie zdążyły pisnąć. Czyli, że jednak nie w każdym przypadku „ exercise makes masters”.
_________________
gea
 
     
gea

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 23 Sty 2006
Posty: 1354
Wysłany: Pon Wrz 09, 2013 23:32   a ja swoje

Rossignol napisał/a:
Jeśli Pani teściowa ma ciezkie zylaki, niewydolnosc serca (a napewno ma), przebyła udar, czy ma zaburzenia rytmu serca to z całego serca życze aby kiedyś rano nie zastała jej pani z wykrzywioną twarzą w jedna strone i porażeniem połowiczym.

Uwaga o zastaniu teściowej w stanie wskazującym na udar lub utratę życia, rozbroiła mnie a nawet rozśmieszyła. Nikomu nie życzę uwiązania przy osobie, która jest tak niepełnosprawna, mówiąc delikatnie. Od 7 lat jestem uwikłana w rodzaj syndromu sztokholmskiego, i to ja jestem ofiarą. Jestem więźniem sumienia, wychowania, poczucia obowiązku i innych uzależnień. Jednak nie mogę oddać jej do domu opieki, bo to byłoby skazanie jej na śmierć. Nie chciałabym mieć tego na sumieniu.
Nadal się upieram, że mojej teściowej 94 i pół zaszkodziła duża przerwa między posiłkami. Jak wynika z wielu badań, kardynalnym warunkiem długowieczności jest poziom insuliny i zdolność organizmu do radzenia sobie z przerobem węglowodanów. Moja teściowa nie miała i nie ma cukrzycy, jadła nie przejmując się kaloriami i dietami, korytkowo ale bez przesadnego używania cukru. Całe życie była dość szczupła i sprawna, mimo niezbyt aktywnego trybu życia. Być może jej doskonale funkcjonujący NIEZDEGRADOWANY SZCZEPIONKOWO organizm, (w czasie wojny spała w jednym łóżku z prątkującą i … nic) co w tej chwili mogę podziwiać, potrzebuje stałego dopływu energii, której 2 razy z mojej winy, zabrakło.
Bo gdyby było inaczej, jej stany „ absencji” porannej powtarzałyby się. A tu, mogę powiedzieć, od czasu gdy pilnuję regularnego „doładowywania” nie ma powtórek ( minął 2 rok). Rano jest zawsze przytomna. Dieta i pory posiłków muszą mieć znaczenie, bo przecież jest starsza a nie młodsza i jej choroba demencyjna się powolutku posuwa.
Paradoksalnie, ręka którą miała tak spuchniętą po nieudanym podaniu kroplówki całkowicie wydobrzała i jest sprawna. Masaż potrafi dużo zdziałać. Natomiast nie zauważyłam, że w drugiej zrobił się przykurcz palców, tylko kciuk się rusza i wskazujący, pozostałe zgięte i wbite w dłoń. Nie mogę już nic zrobić, bo płacze, gdy próbuję prostować. Niestety, nogi też dostają przykurczu. Wieczorem je masuję i staram się delikatnie naciskać aby wyprostować. To na razie się w miarę udaje. Ale to już 2 lata siedzenia i spaceru tylko kilka razy dziennie do wc, nogi słabną. Kilka dni temu nawet udało się sprowadzić ze schodów do ogrodu, łapać wit. D… Dobrze, że pan Witold zwrócił uwagę na rolę wit. D, o tym nie pamiętałam. Wiem, że objawem jej niedoboru u niemowląt było pocenie się główki. Zauważyłam, że teściowa b. się pociła, może z niedoboru D. W czasie upałów dawałam jeszcze aspargin. Co 2 dni też Fe chelatowane. No i tyle.
_________________
gea
 
     
gea

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 23 Sty 2006
Posty: 1354
Wysłany: Pon Wrz 09, 2013 23:47   

Muszę dodać, że napadów duszności już nie ma. Miała je tylko PO SZPITALU (sterydy?). Pozostał jednak mokry kaszel i zastanawiam się, czy nie podłapała jakiegoś paskudztwa na tym oddziale. Przecież tam większość pacjentów miało infekcje przenoszone kropelkowo a czy np. dezynfekują aplikator tlenu ( plastik) i czy jest to w ogóle możliwe. Pacjentce vis a vis sączyła się z ust zielona wydzielina ( tej co zmarła).
Jednak ten szpital to trupia farma była. :o
_________________
gea
Ostatnio zmieniony przez gea Pon Wrz 09, 2013 23:48, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 43 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 8033
Wysłany: Wto Wrz 10, 2013 00:32   

Powtarzają się informacje, że jednym z objawów niedoboru witaminy D jest pocenie się.
JW
 
     
maniek669

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 11 Lut 2012
Posty: 459
Wysłany: Wto Wrz 10, 2013 06:42   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Powtarzają się informacje, że jednym z objawów niedoboru witaminy D jest pocenie się.
JW


Dziwne, ja się pocę jak parowóz podczas wysiłku fizycznego (trzy razy bardziej od innych)... Ciekawe jak tam u mnie poziom wit.D? Tyle, że każdą wolną chwilę staram się przebywać na słońcu - co niby powinno zapobiec niedoborom witaminy D. Ale to chyba troszkę naciągana teoria.
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 43 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 8033
Wysłany: Wto Wrz 10, 2013 07:31   

Podczas wysiłku każdy człowiek się poci. Tylko psy się nie pocą. Ja mówię o poceniu się większym, niż przeciętnie. I oczywiście u zdrowego człowieka, bez otyłości, cukrzycy itd.
JW
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 43 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 8033
Wysłany: Wto Wrz 10, 2013 07:34   

maniek669 napisał/a:
Dziwne, ja się pocę jak parowóz podczas wysiłku fizycznego (trzy razy bardziej od innych)... Ciekawe jak tam u mnie poziom wit.D? Tyle, że każdą wolną chwilę staram się przebywać na słońcu - co niby powinno zapobiec niedoborom witaminy D. Ale to chyba troszkę naciągana teoria.
Może jednak należy poszukać przyczyny?
Co do witaminy D, niekoniecznie przebywanie na słońcu zapewnia każdemu wystarczający poziom.
JW
 
     
EAnna 

Pomogła: 22 razy
Dołączyła: 03 Sty 2009
Posty: 1219
Wysłany: Wto Wrz 10, 2013 08:11   

gea napisał/a:
W czasie upałów dawałam jeszcze aspargin.

Jeżeli ma przykurcze to podawaj jej nadal ten aspargin.
Dobrze byłoby też podawać jej do picia serwatkę. Nie codziennie, ale tak z dwa razy w tygodniu, dzień po dniu. Mam na myśli serwatkę z nie pasteryzowanego mleka.
Kiedyś na własnej skórze, w bolesny sposób przekonałam się o związku przykurczy z niedoborem magnezu, potasu i wapnia.
Życze Ci wytrwałości i rozumiem Twoją sytuację. Dobrze, że teściowa jeszcze chodzi do toalety. Podejrzewam jednak, że piekuchy są w użyciu :-x .
Opiekowałam się moją śp. Mamą w ostatnich latach jej życia. Zmarła z demencją w wieku 93 lat. I tak, mimo tego trudnego okresu nadal za nią płaczę.
_________________
Pozdrawiam
EAnna
 
     
maniek669

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 11 Lut 2012
Posty: 459
Wysłany: Wto Wrz 10, 2013 13:00   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
maniek669 napisał/a:
Dziwne, ja się pocę jak parowóz podczas wysiłku fizycznego (trzy razy bardziej od innych)... Ciekawe jak tam u mnie poziom wit.D? Tyle, że każdą wolną chwilę staram się przebywać na słońcu - co niby powinno zapobiec niedoborom witaminy D. Ale to chyba troszkę naciągana teoria.
Może jednak należy poszukać przyczyny?
Co do witaminy D, niekoniecznie przebywanie na słońcu zapewnia każdemu wystarczający poziom.
JW


A jak by Pan radził ją suplementować? Można spróbować dla eksperymentu. W jakiej formie można ją suplementować, tak aby była pożyteczna i przyswojona?

pozdrawiam
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 43 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 8033
Wysłany: Wto Wrz 10, 2013 15:39   

Dyskutowaliśmy już o tym. Albo tran, ale ostrożnie, bo tam dużo witaminy A, albo Vigantol w ilości 2000 iu dziennie. To mała ilość, tylko 50 mcg, w przeciwieństwie do wit A trudno przedawkować.
JW
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 49
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Wto Wrz 10, 2013 15:47   


Sobie chwalę, przedawkowanie jest prawie niemożliwe.

http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19949888 napisał/a:
Effect of a single 'megadose' intramuscular vitamin D (600,000 IU)

8)
 
     
maniek669

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 11 Lut 2012
Posty: 459
Wysłany: Wto Wrz 10, 2013 17:58   

dzięki za pomoc
 
     
gea

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 23 Sty 2006
Posty: 1354
Wysłany: Wto Wrz 10, 2013 22:53   

EAnna napisał/a:
gea napisał/a:
W czasie upałów dawałam jeszcze aspargin.

Jeżeli ma przykurcze to podawaj jej nadal ten aspargin.
Dobrze byłoby też podawać jej do picia serwatkę. Nie codziennie, ale tak z dwa razy w tygodniu, dzień po dniu. Mam na myśli serwatkę z nie pasteryzowanego mleka.
Kiedyś na własnej skórze, w bolesny sposób przekonałam się o związku przykurczy z niedoborem magnezu, potasu i wapnia.
Życze Ci wytrwałości i rozumiem Twoją sytuację. Dobrze, że teściowa jeszcze chodzi do toalety. Podejrzewam jednak, że piekuchy są w użyciu :-x .
Opiekowałam się moją śp. Mamą w ostatnich latach jej życia. Zmarła z demencją w wieku 93 lat. I tak, mimo tego trudnego okresu nadal za nią płaczę.


Tu muszę wtrącić, że osoby, które tracą wraz z potem skł. mineralne powinny uzupełniać potas. Mój mąż podczas pracy w upale ( uprawy ogrodnicze) bardzo się poci. W nocy miał straszne kurcze. Kupiłam magnez chelatowany i dalej to samo. Dopiero zwykły aspargin pomógł. Musi tego brać sporo, bo gdy zapomni, cierpi. To pocenie , moim zdaniem, jest nienaturalnie intensywne. Podejrzewam, że to z powodu osłabionego serca.
Ja się nie dziwię, że właśnie K ma znaczenie w fizjologii człowieka, bo jest jednym z trzech pierwiastków podstawowych niezbędnych dla roślin ( nawozy NPK) Jednakże w literaturze niespecjalnie jego rola jest zaznaczana. Być może ja nie znalazłam. Przed nim jest mowa o magnezie, cynku, siarce, sodzie, wapniu. Dopiero na forum sportowców zauważyłam, że zwraca się na to uwagę. W czasie upałów słuchałam audycji radiowej PR 1 na temat picia wody i uzupeł. minerałów. Pan profesor stwierdził, że nie ma potrzeby uzupełniać potasu, bo jego stężenie wzrasta w organizmie przy poceniu. No jednak chyba nie, przynajmniej u mojego męża.
Też zaczęłam podgryzać aspargin i się okazało, że męczące podrażnienie skóry dłoni zredukowało się. A ręce stale drapałam, świąd nieznośny, szczególnie rano. Męczyłam się z tym, smarowałam kremami, mazidłami, nie pomagały. Uczulenie- rzekła dermatolog. Nie dziwiłam się, bo pranie, dezynfekcja ( babcia 6 rok pampersy, nie sygnalizuje, sadzam na sedes co 3 godziny z pozytywnym skutkiem zwykle) Chodzi to jest za dużo powiedziane. Przebiera nogami a ja trzymam pod pachy. No i ogród.
Widać jednak K spełnia ważną rolę, skoro jest też w preparatach kardio. Z pewnością wpływa znacząco na utrzymanie ph krwi ( równowagi kwasowo- zasadowej)
W aptece trzeba uważać, bo wciskają preparat podobny ( asparginian bodaj) Ma on inny skład, wygląda jak sól potasowa - nawóz i jest słonawy. Ma mniej K i Mg i w innym związku niż w asparginie.
_________________
gea
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 49
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Śro Wrz 11, 2013 00:28   

gea napisał/a:
(...) Ja się nie dziwię, że właśnie K ma znaczenie w fizjologii człowieka, bo jest jednym z trzech pierwiastków podstawowych niezbędnych dla roślin ( nawozy NPK) Jednakże w literaturze niespecjalnie jego rola jest zaznaczana. Być może ja nie znalazłam. (...)

http://pl.wikipedia.org/wiki/Pompa_sodowo-potasowa
http://pl.wikipedia.org/wiki/Hipokaliemia

http://www.bio-kiosk.pl/sol-niskosodowa-magdisol-cat-53-id-395.aspx
http://www.bio-kiosk.pl/s...-53-id-395.aspx
Cytat:
Sól niskosodowa Magdisol 0,5kg
Sól o obniżonej zawartości sodu. Jodowana.
Składniki: chlorek sodu 74%, chlorek potasu 24,7%, węglan magnezu, jodek potasu
Cena: 6,15zł
Chyba w Kauflandzie kupiłem, solę fasolkę szparagową, wieprzowinę, kurczaka, cebulę, ale pół kilo to już chyba 2 lata mam i jeszcze połowa została.
8)
Ostatnio zmieniony przez vvv Śro Wrz 11, 2013 00:36, w całości zmieniany 9 razy  
 
     
gea

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 23 Sty 2006
Posty: 1354
Wysłany: Śro Wrz 11, 2013 18:19   

Kochanieńki vvv, dzięki za podanie taniego źródła K. Kaufland u mnie jest. Jakiś geriatryczny niedowład umysłowy sprawia, że inf. o K szukałam w niewłaściwych miejscach. Mam jeszcze stare pozycje prof. Aleksandrowicza, o potasie nic lub prawie nic.
Co ciekawego jeszcze - po asparginie ustąpiły nieznośne drętwienia ręki od palca do łokcia, w porze nadrannej. Zdiagnozowałam ( bez uprawnień) cieśń łokcia. Teraz rzadko to mam. Dostałam skierowanie na EMG, zobaczymy.
Z lektury działania pompy sodowo-potasowej wynika, że sód jest też niezbędny. Dlaczego zatem wysokociśnieniowcy tak bardzo starają się ograniczać NaCl. Jest wrogiem takim jak cukier w ich świadomości.
A gdzie i za ile ta "stężona" D3 występuje? Jak wiesz, budżetowi beneficjenci ZUSu nie należą do elity finansowej.
_________________
gea
 
     
dario_ronin
[Usunięty]

Wysłany: Śro Wrz 11, 2013 18:33   

gea napisał/a:
Kochanieńki vvv, dzięki za podanie taniego źródła K. Kaufland u mnie jest. Jakiś geriatryczny niedowład umysłowy sprawia, że inf. o K szukałam w niewłaściwych miejscach. Mam jeszcze stare pozycje prof. Aleksandrowicza, o potasie nic lub prawie nic.
Co ciekawego jeszcze - po asparginie ustąpiły nieznośne drętwienia ręki od palca do łokcia, w porze nadrannej. Zdiagnozowałam ( bez uprawnień) cieśń łokcia. Teraz rzadko to mam. Dostałam skierowanie na EMG, zobaczymy.
Z lektury działania pompy sodowo-potasowej wynika, że sód jest też niezbędny. Dlaczego zatem wysokociśnieniowcy tak bardzo starają się ograniczać NaCl. Jest wrogiem takim jak cukier w ich świadomości.
A gdzie i za ile ta "stężona" D3 występuje? Jak wiesz, budżetowi beneficjenci ZUSu nie należą do elity finansowej.
http://nowadebata.pl/2011...e-nadcisnienie/ :)
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 49
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Śro Wrz 11, 2013 21:01   

gea napisał/a:
A gdzie i za ile ta "stężona" D3 występuje?
http://allegro.pl/listing/listing.php?order=d&string=d3+5000
http://allegro.pl/listing...&string=d3+5000
 
     
gea

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 23 Sty 2006
Posty: 1354
Wysłany: Śro Wrz 11, 2013 22:45   

Dzięki, chłopcy. Widzę, że pomagacie staruszce przejść przez ulicę. ;)
_________________
gea
 
     
gudrii 


Pomógł: 19 razy
Dołączył: 29 Lut 2008
Posty: 1953
Skąd: everywhere
Wysłany: Czw Wrz 12, 2013 09:37   

maniek669 napisał/a:
Witold Jarmolowicz napisał/a:
Powtarzają się informacje, że jednym z objawów niedoboru witaminy D jest pocenie się.
JW


Dziwne, ja się pocę jak parowóz podczas wysiłku fizycznego (trzy razy bardziej od innych)... Ciekawe jak tam u mnie poziom wit.D? Tyle, że każdą wolną chwilę staram się przebywać na słońcu - co niby powinno zapobiec niedoborom witaminy D. Ale to chyba troszkę naciągana teoria.


Nie wiem jaki wysiłek masz na myśli ale ja także się pocę znacznie bardziej niż większość moich znajomych podczas ćwiczeń. I w ogóle zaczynam się pocić znacznie szybciej i dłużej stygnę. Z tym że z reguły utrzymywanie wysokiej intensywności przez dłuższy czas nie jest dla mnie problemem.

Moim zdaniem ilość potu adekwatna do wysiłku włożonego w trening.
_________________
"The object of war is not to die for your country but to make the other bastard die for his."
George S. Patton
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 43 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 8033
Wysłany: Czw Wrz 12, 2013 13:24   

gea napisał/a:

Z lektury działania pompy sodowo-potasowej wynika, że sód jest też niezbędny. Dlaczego zatem wysokociśnieniowcy tak bardzo starają się ograniczać NaCl. Jest wrogiem takim jak cukier w ich świadomości.
Jest wrogiem, ponieważ tradycyjne żywienie oparte o dużą ilość pieczywa dostarcza kilkakrotnie za dużo soli. Ponadto wysokowęglowodanowcy odczuwają nadmierne łaknienie soli i solą za dużo.
Ale to nie dotyczy niskowęglowodanowców. Na takim żywieniu osoba eliminująca skrupulatnie sól, może doprowadzić do niedoboru sodu.
Krucjata przeciwko soli wzięła się stąd, że sól jest tanim, nieistotnym w gospodarce światowej produktem i śmiało można z nią walczyć i wykazywać się troską o zdrowie obywateli.
Natomiast np. z kawą już się nie walczy, pomimo, że kilka szklanek dziennie ewidentnie podnosi ciśnienie. Podobnie alkohol pity regularnie w ilości zaledwie dwóch piw dziennie też ciśnienie podnosi. A ciągle pojawiają się prace naukowe udowadniające, że tak nie jest.
Ba, do niedawna udowadniano, że papierosy nie szkodzą.
JW
 
     
maniek669

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 11 Lut 2012
Posty: 459
Wysłany: Pią Wrz 13, 2013 12:17   

https://www.youtube.com/watch?v=Ovah8zFEfrA

Farmaceutyczne oszustwa
 
     
gea

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 23 Sty 2006
Posty: 1354
Wysłany: Pią Wrz 13, 2013 13:49   

https://www.youtube.com/watch?v=wuROxNiIGp4

Choroby na sprzedaż
_________________
gea
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 49
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Czw Gru 05, 2013 00:27   

I kto ma być zainteresowany reformą systemu?

http://m.rmf24.pl/tylko-w...ews,nId,1069085

Dyrektor dużego szpitala w Łodzi przyznaje, że regularnie wypłaca pensje po 30 tys. zł brutto miesięcznie. Około 20 tys. zarabia u mnie kilkudziesięciu lekarzy. Sam z 12 tys. ledwo łapię się w pierwszej setce na liście płac - przyznaje w rozmowie z gazetą. Z kolei prywatna klinika kardiologiczna z Trójmiasta wycenia weekendowy dyżur anestezjologa (od piątku po południu do poniedziałku rano) na ponad 7 tys. złotych. Ale uwaga - tak świetnie wynagradzani są tylko ci specjaliści, których praca jest dla szpitala opłacalna. Czyli wykonujący procedury najlepiej wyceniane przez NFZ.
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 43 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 8033
Wysłany: Pią Gru 06, 2013 00:11   

vvv napisał/a:
Ale uwaga - tak świetnie wynagradzani są tylko ci specjaliści, których praca jest dla szpitala opłacalna. Czyli wykonujący procedury najlepiej wyceniane przez NFZ.
I żadne inne. To jest sedno sprawy. Dlatego tłucze się masowo bypassy i stenty, czy potrzeba, czy nie. Oraz wykonuje się "darmowe" eksperymentalne terapie w ramach badań leków na zlecenie farmacji. A nawet rozdaje się "darmowe" szczepionki.
JW
 
     
xvk 

Pomogła: 20 razy
Dołączyła: 31 Sie 2009
Posty: 715
Skąd: Poznań
Wysłany: Sob Gru 14, 2013 10:01   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Ba, do niedawna udowadniano, że papierosy nie szkodzą.

Palić nie zacznę ;) ale takie doniesienia też są. Nie widziałam na żywo płuc palacza po sekcji zwłok.

http://www.sott.net/artic...nst-Lung-Cancer

tłumaczenie:
http://stopsyjonizmowi.wo...owotworem-pluc/
 
     
xvk 

Pomogła: 20 razy
Dołączyła: 31 Sie 2009
Posty: 715
Skąd: Poznań
Wysłany: Sob Gru 14, 2013 10:13   

Z mojej poczty. To też sukces medycyny konwencjonalnej. Ktoś te organy pobiera, ktoś przeszczepia biorcom za odpowiednim wynagrodzeniem. Skala procederu, bo to nie chodzi tylko o Chiny wskazuje, że wielu lekarzy macza w tym palce.

Centrum Informacyjne Falun Dafa
Oficjalne źródło na temat Falun Gong i łamania praw człowieka w Chinach


Parlament Europejski wzywa reżim chiński do zakończenia okrucieństw grabieży organów
Coraz więcej rządów na świecie domaga się zakończenia mordu dla pozyskania organów


W czwartek Parlament Europejski przyjął rezolucję potępiającą "systematyczne, usankcjonowane przez państwo pobieranie organów od ... więźniów sumienia w Chińskiej Republice Ludowej, w tym od wielu osób praktykujących Falun Gong". Rezolucja wzywa państwa członkowskie, aby publicznie potępiły makabryczne praktyki i upewniły się, że wszystkie osoby w nie zaangażowane będą pociągnięte do odpowiedzialności.

"Ta rezolucja jest mocnym przesłaniem dla chińskiego reżimu komunistycznego, mówiącym, że takie zbrodnie przeciwko ludzkości są nie do przyjęcia dla członków cywilizowanych społeczeństw", powiedział rzecznik Centrum Informacyjnego Falun Dafa Erping Zhang.

Pierwsze doniesienia wskazujące na bezpośredni nadzór chińskich urzędników nad systematycznym mordowaniem ludzi dla ich organów pojawiły się w marcu 2006r. kiedy była pracownica szpitala, żona jednego z lekarzy ujawniła, że aż 4000 praktykujących Falun Gong zostało zabitych w szpitalu, w którym pracowała w celu pozyskania ich organów. Tydzień później, chiński lekarz wojskowy nie tylko potwierdził informacje kobiety, ale stwierdził, że takie zbrodnie miały miejsce w 36 różnych obozach koncentracyjnych na terenie całych Chin.

W lipcu 2006r., były sekretarz stanu ds. Azji i Pacyfiku David Kilgour i znany obrońca praw człowieka David Matas, opublikowali 140 stronicowy raport z dochodzenia, w którym stwierdzili "doszliśmy do strasznego wniosku, że zarzuty są prawdziwe".

Opublikowano jeszcze dwie książki zajmujące się tym tematem: "Krwawe Żniwo: Grabież organów od praktykujących Falun Gong w Chinach" 2009r. i "Organy Państwowe: Nadużycia transplantacyjne w Chinach" 2012r. Publikacje te stwierdzają, że dziesiątki tysięcy praktykujących Falun Gong zostało zabitych dla pozyskania ich organów.

W 2008r. Izrael zakazał turystyki transplantacyjnej w dużej mierze w wyniku pojawiających się dowodów na temat grabieży organów w Chinach.

Dnia 6 grudnia 2013r. kanadyjski polityk Irving Cotler przygotował ustawę mającą na celu uniemożliwienie Kanadyjczykom otrzymanie organów, pobranych bez zgody dawcy.

Izba Reprezentantów USA pracuje obecnie nad rezolucją potępiającą grabież organów w Chinach i wzywającą do przeprowadzenia śledztwa.

"Pomimo różnych sposobów nacisku i zastraszania, których chińscy urzędnicy używali na arenie międzynarodowej by powstrzymać zachodnie rządy od wskazywania tego okrucieństwa, wiele, w tym Parlament Europejski, wzywa obecnie Pekin do zaprzestania tych przerażających praktyk", dodaje Pan Zhang. Śledczy mówią o 45 000 – 65 000 zamordowanych praktykujących Falun Gong, których organy mogły zostać sprzedane dla zysku. To trzeba zatrzymać. Uwłacza to całej ludzkości".
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 49
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Sob Gru 14, 2013 10:39   

https://www.google.ie/sea...n+gong+site:.cn
 
     
Grzegorz Rec 

Dołączył: 18 Lis 2013
Posty: 1852
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Sob Gru 14, 2013 10:52   

vvv bez obaw. Żaden z twoich organów nie nadaje się do przeszczepu więc potraktuj ten temat z dystansem.
_________________
Incurably Himself
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 49
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Sob Gru 14, 2013 10:59   

No tak, części z traktora nie pasują do samochodu, ale samochód może jeździć tylko po drogach więc jest taki delikatny i nieprzydatny. Taki Ursus z lat 70tych składa się wyłącznie z części zamiennych, nie ma takiego pojęcia jak złomowanie, wieczna rzecz.
8)
Ostatnio zmieniony przez vvv Sob Gru 14, 2013 11:08, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Grzegorz Rec 

Dołączył: 18 Lis 2013
Posty: 1852
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Sob Gru 14, 2013 11:07   

Twoje porównanie swojego ciała do traktora zgadzało by się z moimi odczuciami. Często mam wrażenie że to tego traktora podpięty jest rozrzutnik do nawozu.
_________________
Incurably Himself
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 49
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Sob Gru 14, 2013 11:13   

Grzegorz Rec napisał/a:
Twoje porównanie swojego ciała do traktora zgadzało by się z moimi odczuciami. Często mam wrażenie że to tego traktora podpięty jest rozrzutnik do nawozu.
Wrażenie komplementarne - Twoje chemiczne lotnicze naloty opryski bogacą nielicznych producentów chemikaliów kosztem zdrowia wszystkich ludzi. :(
Ostatnio zmieniony przez vvv Sob Gru 14, 2013 11:16, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Grzegorz Rec 

Dołączył: 18 Lis 2013
Posty: 1852
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Sob Gru 14, 2013 13:25   

Azotany szkodzą tylko tym których głównym pożywienien są warzywa i owoce. Vvv musisz do wszystkiego podchodzić tak asekuracyjnie ? Kiedy się kładziesz spać to przypinasz się do łóżka pasami bezpieczeństwa ?
_________________
Incurably Himself
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 49
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Sob Gru 14, 2013 13:32   

Grzegorz Rec napisał/a:
Azotany
Azotany to pikuś, bardziej zaawansowane chemikalia kumulują się bardziej w mięsie i robią bardziej podstępną demolkę zwłaszcza (auto)immunologiczną i nowotoworową. Asekuracyjnie to sobie można od razu wyciąć piersi czy prostatę ot tak idąc z duchem czasu. 8/
 
     
koffin

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 22 Sty 2013
Posty: 482
Wysłany: Sob Gru 14, 2013 23:16   hery

mięso z supermarketu? :)
Ostatnio zmieniony przez koffin Sob Gru 14, 2013 23:16, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 49
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Sob Gru 14, 2013 23:22   

koffin napisał/a:
mięso z supermarketu?
Nie, ze zwierząt. :roll:
 
     
xvk 

Pomogła: 20 razy
Dołączyła: 31 Sie 2009
Posty: 715
Skąd: Poznań
Wysłany: Czw Sty 09, 2014 14:38   

Sprawa dla reportera - Ząb śmierci

Jak sepsę uznano za nieleczoną białaczkę, czyli o histeryzujących pacjentach i polskich lekarzach :razz:

http://www.youtube.com/wa...sQa8#t=516&hd=1
 
     
gea

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 23 Sty 2006
Posty: 1354
Wysłany: Czw Sty 09, 2014 21:14   

Oglądamy i ubolewamy nad skutkami. Zawsze widzimy tylko skutki. Skutki zaczynają się przyczynami. A te są zależne od nas wszystkich. A najbardziej od nas samych.
I tyle.
_________________
gea
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 43 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 8033
Wysłany: Pią Sty 10, 2014 20:16   

vvv napisał/a:
Asekuracyjnie to sobie można od razu wyciąć piersi czy prostatę ot tak idąc z duchem czasu. 8/
To jest świetny pomysł wycinanie piersi facetom. Faceci też mogą mieć mlekotok i raka sutka, co daje dwa razy więcej pracy chirurgom. Ja bym jeszcze postulował wstawianie również facetom takich małych silikoników, żeby nie czuli się przygnębieni z powodu utraty tych swoich wyprysków. :)
JW
 
     
gea

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 23 Sty 2006
Posty: 1354
Wysłany: Pią Sty 10, 2014 21:48   

Ależ nie wycinamy i nie usuwamy. Mąż koleżanki dzwonił z sanatorium, żeby mu dosłała 1000 zł, bo mu przedłużyli. Koleżanka posłała mu 2000 zł z dopiskiem aby mu jeszcze przy okazji pogrubili.
_________________
gea
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 49
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Pią Mar 21, 2014 08:27   

GrR napisał/a:
A przebieg tych procesów sądowych będzie taki że koncerny farmaceutyczne wpompują ogromne pieniądze w prawników, którzy wrzucą do jednego worka Lutza, DO, Atkinsa oraz całą resztę i będzie to oznaczać koniec low carb. Nikt już nie będzie chciał słyszeć o tym że można się leczyć w taki sposób. Apteki będą rosły jak grzyby po deszczu, będzie coraz wiecej przypadków chorób cywilizacyjnych.

Brawo panowie i panie.

Brawo Panie Goździk,
proszę pozdrowić Goździkową.


Gdyby nie koncerny spożywcze, farmaceutyczne
i prawnicy i akwizytorzy
to ludzie kompletnie
nie wiedzieliby
co mogą myśleć,

co mogą jeść i na co
się mogą leczyć
:D
Ostatnio zmieniony przez vvv Pią Mar 21, 2014 08:34, w całości zmieniany 5 razy  
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 49
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Sob Kwi 05, 2014 16:14   

Kto nie zna angielskiego niech się cieszy bo treść jest mało budująca.

http://news.yahoo.com/man...-121140808.html
Cytat:
Morticians found the body face-down in the metal morgue compartment with bruises and cuts so severe that no amount of makeup could mask them, according to court documents.

The 80-year-old mother of eight, who was declared dead from cardiac arrest, also had a broken nose.

"Arroyo and his children sued the hospital for negligence, claiming staff "mishandled" his wife's remains. But a medical expert called to testify in the case had a different theory, according to court documents: Maria Arroyo had been "prematurely declared dead" and "frozen alive" in the hospital's freezer. She "eventually woke up" due to the extreme cold and "damaged her face and turned herself face down as she struggled unsuccessfully to escape her frozen tomb," the expert said.

:(
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 49
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Pon Sty 05, 2015 22:34   

http://thefreethoughtproject.com/17-year-old-girl-forcefully-parents-govt-agents-refusing-chemotherapy/
http://thefreethoughtproj...g-chemotherapy/

Cytat:
At that point she was physically apprehended by government agents and forced through chemotherapy. According to her family, she got into a physical altercation defending herself from doctors, until she was eventually subdued and strapped down to a table.

w komentarzach napisał/a:
I like that they can try you as an adult if you commit a crime as young as 12 but you can't decide whether or not you want chemotherapy at 17. What a fucking joke.

:/
 
     
gea

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 23 Sty 2006
Posty: 1354
Wysłany: Śro Sty 07, 2015 14:21   Ludożerstwo

http://www.medexpress.pl/...switcher=mobile

"Ostatnio pojawiły się głosy przeciwne przeszczepom: profesora Talara, który postawił tezę, że śmierć pnia mózgu nie istnieje i że pobieramy narządy od żyjących, i profesora Wolniewicza, który porównał przeszczepy do ludożerstwa. Co Pani sądzi o takich głosach?"

Urszula Jaworska ostatnio powiedziała, że należy KARAĆ kobiety, które się nie badają mammo i cyto.
Ponieważ nie zareagowałam na 4 krotne "zaproszenie" na "bezpłatne" mammo cieszę się, że nie dożyję penalizacji za brak poddawania się procedurom medycznym.
Ale przeciętny forumowicz DD tego się doczeka.
Na dźwięk "szybkiej ścieżki leczenia nowotworów" dostaję gęsiej skórki.
Urszula Jaworska pędzi przez życie nadymana swoją dobrze płatną misją.
Swoje przemyślenia o białaczce już napisałam na DD.
_________________
gea
 
     
gea

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 23 Sty 2006
Posty: 1354
Wysłany: Czw Sty 08, 2015 18:05   

A tu jeszcze raz o ciekawostkach dot.palenia

xvk napisał/a:
Witold Jarmolowicz napisał/a:
Ba, do niedawna udowadniano, że papierosy nie szkodzą.

Palić nie zacznę ;) ale takie doniesienia też są. Nie widziałam na żywo płuc palacza po sekcji zwłok.


"Japonia i Grecja mają największą liczbę dorosłych palaczy na świecie, ale najniższą liczbę zachorowań na raka płuc. W kontraście do tego, Ameryka, Australia, Rosja, i niektóre grupy wysp na Południowym Pacyfiku mają najniższą liczbę dorosłych palaczy na świecie, ale największą zachorowalność na raka płuc. To jest trop numer jeden w rozwikłaniu absurdu, ale zakorzenione na zachodzie medyczne kłamstwo, że „palenie powoduje raka płuc.”

Pierwszy europejski kontakt z tytoniem miał miejsce w roku 1492, kiedy Kolumb i kol
http://www.sott.net/artic...ng-Cancer"

tłumaczenie:
http://stopsyjonizmowi.wo...owotworem-pluc/
_________________
gea
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 49
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Pon Lut 02, 2015 18:29   

To się musiała zakwasić nie oddychając co ją postawiło na nogi.

http://m.rmf24.pl/fakty/polska/news,nId,1600772 napisał/a:
91-latka przez trzy miesiące była martwa. W świetle prawa

Dzisiaj, 2 lutego (15:34)
Pani Janina z Ostrowa Lubelskiego,
91-letnia staruszka, która decyzją lekarki 11 godzin spędziła w chłodni zakładu pogrzebowego, żyje - wreszcie oficjalnie.

Sąd w Lubartowie unieważnił jej akt zgonu, wystawiony 6 listopada.

8)
 
     
gea

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 23 Sty 2006
Posty: 1354
Wysłany: Pon Lut 09, 2015 21:18   

A może jednak spróbować przeczytać:

http://germanska.pl/index.php/od-tego-zacznij

Ochłodzenie głowy powoduje zwolnienie fazy cl, dzięki czemu nie dochodzi do uszkodzeń z powodu udaru, który ta staruszka miała. Gdy moja teściowa straciła przytomność, natychmiast przyłożyłam jej kompres z lodem na głowę. Po chwili odzyskała przytomność. Tego dnia jeszcze jadła i wydawał się zadowolona. Następnego już nie udało się nakarmić. I nad ranem odeszła.
_________________
gea
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Akademia Zdrowia Dan-Wit informuje, że na swoich stronach internetowych stosuje pliki cookies - ciasteczka. Używamy cookies w celu umożliwienia funkcjonowania niektórych elementów naszych stron internetowych, zbierania danych statystycznych i emitowania reklam. Pliki te mogą być także umieszczane na Waszych urządzeniach przez współpracujące z nami firmy zewnętrzne. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej o celu stosowania cookies oraz zmianie ustawień ciasteczek w przeglądarce.

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template modified by Mich@ł

Copyright © 2007-2021 Akademia Zdrowia Dan-Wit | All Rights Reserved