Strona główna Fakty żywieniowe Jak się żywić? Przepisy Historia diety Forum  

  Forum dyskusyjne serwisu www.DobraDieta.pl  FAQ    Szukaj    Użytkownicy    Czat      Statystyki  
  · Zaloguj Rejestracja · Profil · Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości · Grupy  

Poprzedni temat «» Następny temat
Danse Macabre
Autor Wiadomość
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1326
Wysłany: Pią Mar 20, 2026 11:51   Danse Macabre

Nie pasuje to do istniejących tematów, więc założyłem nowy.
Nazbierało się trochę tematów, które ryją dyńkę, więc wrzucę je tu.



Cytat:
NOWE SŁOWO: SERYJNA EROTOFONIOFILIA. Chociaż zorganizowana i niezorganizowana typologia FBI jest użyteczna z perspektywy śledczej, nie jest pomocna w obszarze kliniczno-sądowo-psychiatrycznym w zrozumieniu, dlaczego seryjni mordercy robią to, co robią. Aktualna literatura kryminalistyczna czasami używa typologii profilu gwałtu, która klasyfikuje seryjnych morderców według następujących czterech motywów: zapewnienia o władzy (seryjny morderca o niskiej samoocenie, „dżentelmen”): sprawca poszukuje u ofiary zapewnienia o własnej męskości i sprawności jako kochanka, łudząc się, że zadowala swoją ofiarę. Gwałt jest zaplanowany, ale morderstwo nie i ma miejsce, gdy zachowanie ofiary niszczy fantazję o czerpaniu przyjemności z gwałtu, a sprawca albo zabija ofiarę bezlitośnie w zażenowaniu, albo zabija w nagłym gniewie rozczarowania; asertywność władzy (seryjny morderca z poczuciem uprawnień): utwierdzenie męskiej władzy nad ofiarą płci żeńskiej lub męskiej, w którym gwałt jest zaplanowany, ale morderstwo nie, i ma miejsce, gdy sprawca traci kontrolę nad skutecznością przemocy i siły niezbędnej do ujarzmienia ofiary; odwetowość złości (seryjny morderca z przesuniętym gniewem zemsty): zarówno gwałt, jak i morderstwo są zaplanowane. Morderstwo często wiąże się z „przesadą” — przemocą wykraczającą poza to, co jest konieczne do zabicia ofiary, którą zazwyczaj jest kobieta. Głównym motywem kierującym mordercą jest potrzeba zemsty, wyrównania rachunków lub odwetu na kobiecie, która w jakiś sposób go obraziła, lub jej substytucie. Wściekłość jest często inspirowana przez kobietę mającą władzę nad sprawcą w przeszłości lub teraźniejszości – jego matkę, żonę, dziewczynę, nauczycielkę lub przełożoną w pracy; wzbudzenie gniewu (sadystyczny seryjny morderca): zarówno gwałt, jak i morderstwo są zaplanowane. Głównym motywem jest sadystyczna potrzeba zadania bólu i przerażenia ofierze (mężczyźnie lub kobiecie) dla samozadowolenia sprawcy. Przestępstwo charakteryzuje się długotrwałymi torturami i okaleczaniem ofiary, zazwyczaj przed śmiercią, ale czasami po niej. Samo morderstwo ma niższy priorytet dla sprawcy, który koncentruje się na procesie prowadzącym do niego. Niektórzy eksperci używają wskrzeszonego archaicznego terminu – „morderstwo z pożądania” lub „hedonistyczne morderstwo z pożądania” lub, w żargonie akademickim, „erotofonofilia” – aby odróżnić tych przestępców od wszystkich licznych typów nieseksualnych seryjnych morderców. Termin „erotofonofilia” (morderstwo z pożądania) pochodzi od imienia greckiego boga miłości, Erosa, i słowa „phonia” (rozlew krwi lub morderstwo). Definiuje się ją jako „sadystyczne i brutalne morderstwo, w tym okaleczanie części ciała, zwłaszcza narządów płciowych” lub „okrucieństwo, tortury lub inne akty o charakterze seksualnym, które ostatecznie kończą się śmiercią ofiary i obejmują akty zabójstwa powszechnie określane jako seksualny sadyzm... Ta szersza definicja seksualizowanych tortur obejmuje ofiary świadome, nieświadome, żywe lub martwe”. Ze względu na matrix głównie męskich dysfunkcji psychopatologicznych, ta definicja seryjnej erotofonofilii prawie całkowicie wyklucza seryjne morderczynie z klasyfikacji, z wyjątkiem tych stosunkowo rzadkich przypadków, gdy kobiety dobrowolnie działają jako wspólniczki sadystycznych męskich erotofonofili („syndrom Bonnie i Clyde’a” lub hybristofilia). Większość z nas jest w stanie zrozumieć psychologię zabijania dla zysku lub zemsty, lub z powodu motywów ideologicznych, lub z powodu urojeń wywołanych chorobą psychiczną. O wiele trudniej jest nam pojąć pojęcie seryjnych zabójstw, które obejmują akty gwałtu, tortur, okaleczenia, kanibalizmu lub nekrofilii (czyli zwłok) – często popełnianych przez pozornie zdrowych i funkcjonujących członków społeczeństwa, jak na przykład życzliwy sąsiad z trójką dzieci, zaufany współpracownik lub facet pod twoimi drzwiami, dostarczający twoje paczki.

NOWA HISTORIA ŚWIATA POTWORÓW Ta książka oferuje nową, zaktualizowaną makrohistorię kolejnych seryjnych zabójstw i ich śledztwa, rozszerzając historię współczesną, którą opisałem w książce „Serial Killers: The Method and Madness of Monsters”, która rozpoczęła się mniej więcej w epoce Kuby Rozpruwacza, w latach 80. XIX wieku. Ta książka zaczyna się od początku, od epoki kamienia łupanego milion lat temu, a Kuba Rozpruwacz pojawia się dopiero w środku. To nowa historia świata potworów od tamtego czasu do teraz. Od czasu wydania mojej pierwszej książki w 2004 roku ukończono ogromną ilość nowych badań nad psychopatologią i biochemią seryjnych morderców. Wiele z pojawiających się nowych teorii na temat istnienia seryjnych morderców jest wiarygodnych i przekonujących, ale jednocześnie sprzecznych i nieuchronnie niejednoznacznych. Ogrom nowych badań ujawnił nam, jak niewiele wiemy o seryjnych zabójstwach i jak wiele pracy jeszcze pozostało do wykonania, zanim w pełni zrozumiemy, jak te potwory powstają. Nie jestem profilerem, psychiatrą sądowym ani klinicystą, lecz historykiem śledczym. Moim celem nie jest analiza porównawcza licznych teorii o seryjnych mordercach, ale spojrzenie z dystansu i próba zrozumienia seryjnych zabójstw z perspektywy historyka, opartej na linearnej narracji, oraz próba ujęcia ich w długofalowym kontekście historyczno-społeczno-antropologicznym. W ciągu ostatnich dwudziestu lat pojawiły się zupełnie nowe dziedziny i odkrycia w antropologii, dając nam zaskakujący wgląd w naturę człowieka i nasze zachowania, w tym w naszą skłonność do seryjnych zabójstw, zarówno jako obserwatora, jak i sprawcy. Staram się zrozumieć, jak seryjne zabójstwa wpisują się w historię ludzkości sięgającą czasów prehistorycznych, co – jak głęboko wierzę – stanowi klucz do zrozumienia istoty zachowań seryjnych morderców, a nie tylko samych seryjnych morderców jako kategorii przestępców. Każdy przypadek seryjnego morderstwa ma swój czas i miejsce, historię i geografię, prowadzącą do tej brzemiennej w skutki chwili, gdy seryjny morderca i ofiara spotykają się na niezależnie, ale jednocześnie wybranym gruncie. Morderstwo rozwija się trajektorią w czasie i przestrzeni, historii i geografii, ale ograniczoną przez ukryty matriarchat mrocznych fantazji i dziwacznych, sekularnych uzależnień, rozwijanych w niektórych przypadkach już w wieku pięciu lat. Te fantazje i zachowania nie biorą się z powietrza, lecz rozwijają się w gęstej ekologii kulturowej, historycznej i społecznej, kulturowym dialogu gniewu i szaleństwa, który jest płynny i zmienny, często definiowany przez czas i miejsce; proces, który można określić mianem Diabolus in Cultura. (patrz rozdział czternasty). Ponieważ charakter seryjnych zabójstw jest determinowany przez parametry historyczne, mityczne i kulturowe, w tym nakazy religijne i moralne, książka koncentruje się przede wszystkim na seryjnych mordercach w społeczeństwie zachodnim. W innych cywilizacjach i kulturach seryjne zabójstwa mogą przybierać różne formy. Na przykład, południowoafrykańska policja zmaga się dziś z tzw. sangomas muti, rytualnymi seryjnymi mordercami, którzy pozyskują części ciał dzieci do magicznych praktyk medycznych, podczas gdy policja w Meksyku (zapewne w regionie kultur rdzennych i zachodnich) mierzy się ze zjawiskiem rytualnych morderstw narkotykowych, gangowych i kultowych, a w Szanghaju w Chinach dochodzi do seryjnych morderstw robotników migrujących z klasy niższej.46 Historyczno-ekonomiczno-społeczna dynamika seryjnych zabójstw poza światem zachodniego chrześcijaństwa wciąż czeka na zbadanie i rozwinięcie. (...)

American Gothic: „Złoty wiek” seryjnych morderców, 1950–2000 Duże liczby są lepsze niż małe; oficjalne liczby są lepsze niż nieoficjalne; a duże, oficjalne liczby są najlepsze ze wszystkich. —JOEL BEST, „ZAGINIONE DZIECI, MYLĄCE STATYSTYKI” Lata między 1950 a 2000 rokiem były czasami nazywane „złotym wiekiem” seryjnych morderców. Chociaż w przeszłości miały miejsce liczne niewielkie wzrosty liczby seryjnych morderców, jak opisano na tych stronach, ich zakres i liczba były nieporównywalne ze szczytowym „epidemicznym” wzrostem w latach 70. i 90. XX wieku. W połowie tej ery ukuliśmy termin „seryjny morderca”, tworząc zupełnie nowe zjawisko w naszym dyskursie politycznym, społecznym, psychologicznym, kryminalistycznym i kulturowym. Wcześniej seryjne zabójstwa były postrzegane jako niemożliwy do wytłumaczenia, indywidualny, potworny akt osobistej aberracji. Teraz stali się częścią czegoś większego niż pojedynczy sprawca. W miarę jak liczba seryjnych morderców zaczęła rosnąć wykładniczo, rosła również liczba ich ofiar, w swoistym makabrycznym wyścigu o to, który seryjny morderca zdominuje nagłówki wiadomości w jaki nowy, dziwaczny sposób i z jaką niewyobrażalną liczbą ofiar. Seryjni mordercy trafili na pierwsze strony gazet.

W latach 90. XX wieku prawdziwe i fikcyjne seryjne morderstwa stały się głównym gatunkiem w literaturze, filmach i telewizji. Niektóre fikcyjne postacie seryjnych morderców zostały nawet wyniesione do rangi „antybohaterów”, jak filmowe wersje Hannibala Lectera w „Milczeniu owiec” i Patricka Batemana w kontrowersyjnym filmie Breta Eastona Ellisa „American Psycho”. (Partnerka Karla Homolka, seryjna morderczyni, zeznała, że ​​czytała „American Psycho”, tuląc się na kanapie na dole, podczas gdy jej mąż, Paul Bernardo, był na górze w ich sypialni i gwałcił porwaną przez nich uczennicę. Zapytana podczas procesu w geście wzajemnego oskarżenia, jak udało jej się zmusić do czytania, podczas gdy dziewczyna była gwałcona na górze, Homolka poczuła się urażona i odpowiedziała, że ​​jest całkowicie zdolna do „robienia dwóch rzeczy jednocześnie”.) W międzyczasie prawdziwi seryjni mordercy, tacy jak Ted Bundy, Kenneth Bianchi i Richard Ramire? Przyciągali rzesze fanek, choć w świetle sprawy Theodore'a Durranta i „Sweet Pea Girl” z 1895 roku niekoniecznie było to coś nowego. Nowością było to, jak bardzo wymyślne było to nowe pokolenie groupies. Na przykład Carol (lub Carole) Ann Boone poznała Teda Bundy'ego, gdy oboje pracowali w Departamencie Służb Ratunkowych Stanu Waszyngton (DES) w Olympii. Po jego aresztowaniu za serię brutalnych morderstw nekrofilskich wiernie uczestniczyła w procesach Bundy'ego na Florydzie, wyznając mu swoją dozgonną miłość. Podczas jednego z transmitowanych w telewizji procesów Bundy poślubił Boone, wykorzystując archaiczne prawo stanu Floryda, które pozwalało osobom, które oświadczyły się przed sędzią, na legalne zawarcie związku małżeńskiego. Pomimo surowego zakazu odwiedzin małżeńskich dla skazanych na śmierć na Florydzie, Bundy zdołał zapłodnić Boone'a, która urodziła córkę, którą para nazwała Rose. Spekuluje się, że Boone podała prezerwatywę Tedowi Bundy przez pocałunek, a później zwrócił ją jej w ten sam sposób, ze swoim nasieniem w środku. Kenneth Bianchi, który jako jeden z Dusicieli ze Wzgórza porwał i zabił dziesięć kobiet, a kolejne dwie zabił samodzielnie, zaczął otrzymywać listy od Veroniki Compton, dwudziestoczteroletniej początkującej dramatopisarki, której twórczość była obsesyjnie nastawiona na sadomasochizm i seryjne morderstwa. W końcu poszła do niego i zaczęli związek. Latem 1980 roku Bianchi pokazał Compton, jak dusi swoje ofiary, i wsunął jej próbkę swojego nasienia, wydzieloną w palcu gumowej rękawiczki. Compton następnie poleciała do Bellingham i zwabił kobietę do jej pokoju motelowego, gdzie próbowała ją udusić w stylu Bianchiego. Działo się to w czasach przed testami DNA, a plan zakładał zabicie kobiety w ten sam sposób, w jaki Bianchi zabił pozostałe, i udawanie, że zabójca wciąż jest na wolności, poprzez pozostawienie śladu spermy z tą samą grupą krwi, którą ma Bianchi. Ofiara była jednak potężniejsza od Compton i zdołała uciec. Compton został aresztowana wkrótce potem. Podczas pobytu w więzieniu Compton nawiązała romans listowny z innym seryjnym mordercą – Dougiem Clarkiem, nekrofilem „Zabójcą z Bulwaru Zachodzącego Słońca”, który zamordował siedem kobiet. Compton została skazana za usiłowanie zabójstwa z premedytacją i skazana na dożywocie. Compton została ostatecznie zwolniona warunkowo w 2003 roku i dziś jest pisarką, muzykiem, artystką pracującą pod pseudonimem Veronica Compton Wallace w Los Angeles.

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4883576/sons-of-cain-a-history-of-serial-killers-from-the-stone-age-to-the-present
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1326
Wysłany: Pią Mar 20, 2026 13:56   

Cytat:
Przerażająca, oparta na faktach historia kobiet o bezwzględnych duszach, które morderstwo traktowały jako najprostszy sposób na pozbycie się problemu.

„Wioska wdów” to powieść z kategorii true crime opisująca wydarzenia z wioski Nagyrév na Węgrzech, której mieszkanki otruły co najmniej 160 mężczyzn oraz dzieci w latach 1914– 1929.

Patrząc na nieprawdopodobny skład morderczyń – wiejskich żon, matek i córek – można dojść do wniosku, że to mogło się zdarzyć każdemu i wszędzie. Główną postacią i prowodyrką wydarzeń była wiejska akuszerka, znana jako ciocia Suzy. Kobieta destylowała arszenik z lepiku na muchy i rozdawała kobietom z Nagyrév, pytając przy okazji: „Dlaczego zawracasz sobie nim głowę?”. W ten sposób zachęcała do pozbycia się niechcianych dzieci czy okrutnych małżonków.

Liczba zmarłych rosła bez konsekwencji. „Wioska wdów” opowiada o tym, jak niektóre kobiety pozbywały się chorych krewnych, a inne używały arszeniku jako sposobu na otrzymanie spadku. Koszmar trwał przez ponad piętnaście lat, aż niezwykła wskazówka ujawniła zbrodnie w 1929 roku. Gdy prokurator żądny sprawiedliwości prowadził śledztwo, dziennikarze z całego świata – w tym „New York Timesa” – przyjeżdżali, by relacjonować dramatyczne wydarzenia.

„Wioska wdów” to napisane przez zręczną dziennikarkę, fachowe przedstawienie tej wstrząsającej historii w szczegółach. Poczynając od pierwszych morderstw, aż po ostatnie powieszenie.


https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5052191/wioska-wdow-szokujaca-historia-morderczyn-z-wioski-nagyrev

Z New York Timesa przyjeżdżali, podczas gdy w USA liczba seryjnych morderców i morderczyń jest absurdalnie wysoka.
Można sprawdzić między innymi na murderpedii: https://murderpedia.org/
Chociaż tu jest szybciej, bo nie ma upierdliwych reklam: https://www.worldatlas.co...al-killers.html
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1326
Wysłany: Pią Mar 20, 2026 15:02   

Cytat:
NATURA KOBIET I BESTII Psychopatologia żeńskich potworów Jak i dlaczego? Jak kobiety stają się seryjnymi morderczyniami i dlaczego zabijają? Dlaczego jest proste: mogą zabijać z tych samych powodów, co seryjni mordercy płci męskiej: dla władzy, kontroli, pożądania seksualnego, zysku, dreszczyku emocji, poczucia własnej wartości, zemsty i szaleństwa. Istnieją jednak pewne istotne różnice. Seryjni mordercy płci męskiej często dopuszczają się porwań, uwięzień, gwałtów i okaleczeń, aby wyrazić swoją wściekłość i pragnienie kontroli; seryjne morderczynie zazwyczaj rzucają się od razu w wir zabójstwa – bez zatrzymywania się na okaleczenie lub ugryzienie po drodze. Żadnych zdjęć polaroidowych, masturbacji na miejscu zbrodni ani seksu ze zwłokami.* Seryjna morderczyni to tylko i wyłącznie praca… i to morderstwo. W tym sensie jest nieskończenie bardziej śmiercionośna niż fantazjujący drapieżcy płci męskiej. JAK SERYJNE MORDERCZYNIE SĄ BARDZIEJ ŚMIERTELNE NIŻ MĘŻCZYŹNI Seryjni mordercy czasami mogą w rzeczywistości przeoczyć zabicie niektórych swoich ofiar, ponieważ morderstwo nie zawsze jest centralną częścią ich fantazji. Ich fantazją może być dominacja nad ofiarą poprzez napaść fizyczną i seksualną, bez konieczności morderstwa jako jej części. Gdy napaść się wyczerpie, ofiara nie jest już przedmiotem zainteresowania sprawcy — żywa lub martwa. Jeśli ofiara przeżyła napaść fizyczną, sprawca może zabić, aby uniknąć świadka napaści lub gwałtu. Sprawca może zabić ofiarę ze wstydu. Albo wcale nie zabić. Niektórzy mogą nawet stracić głowę dla mocy udzielania litości. Richard Cottingham pod koniec lat 70., na przykład, pozostawiał straszliwie okaleczone i poćwiartowane ciała ulicznych prostytutek w pokojach hotelowych i motelowych po odurzaniu ich i torturowaniu przez wiele godzin; odrąbał głowy i ręce niektórym swoim ofiarom.54 Jak ktokolwiek może przeżyć takiego morderczego maniaka? Ale niektórym kobietom się to udało, odzyskując przytomność na poboczu drogi lub na podłogach w pokojach motelu, posiniaczone i poobijane, ale żywe. Dlaczego? Nie zabijał ich, ponieważ nie ginęły w jego ataku. Tak po prostu. Nigdy nie zamierzał ich zabijać — tylko torturować i upokarzać. Ale kiedy już skończył, nie miały znaczenia — żywe czy martwe, były dla niego po prostu śmieciami. Więc je porzucił — niektóre martwe, niektóre żywe. Niektóre umarły w trakcie; nie były wystarczająco silne, by to znieść — chude dziewczyny z ulicy, naćpane niczym innym jak colą i chipsami. Te, które okaleczył, robił nie dla przyjemności, ale by zniszczyć ich tożsamość — odcinając im głowy i ręce nie jako pamiątki, ale by utrudnić śledztwo. Z tych, które wybrał do zabicia, robił to, by chłodno wyeliminować świadków. To było konieczne zadanie, a nie przyjemność dla niego. Czasami niektóre ofiary przeżywają postkataryczne, słabnące zainteresowanie seryjnego mordercy lub niejasne i nagłe wyrzuty sumienia. Czasami to słowa lub czyny ofiary mogą odwrócić uwagę napastnika od zamiaru zabicia. Pisząc o seryjnych mordercach, zakończyłem rozdział o tym, jak zwiększyć szanse na przeżycie w starciu z seryjnym mordercą, opierając się na relacjach ofiar, które przeżyły, oraz na wyjaśnieniach samych morderców, dlaczego pozwolili niektórym ofiarom przeżyć. Nie będzie takiego końcowego rozdziału dla seryjnych morderczyń. Poza ofiarami, które przeżyły dzięki zrządzeniem losu, nie ma prawie żadnych relacji osób, które przeżyły seryjne morderczynie. Zabójczynie nie zmieniają zdania po podjęciu decyzji o zabiciu i rzadko przechodzą przez jakiekolwiek fantazje tortur – od razu idą na całość. (Chociaż wiadomo, że seryjne trucicielki przedłużają śmierć niektórych swoich ofiar, manipulując dawkami trucizny, powody, dla których to robią, nigdy nie zostały ostatecznie ustalone). Seryjne morderczynie rzadko, chyba że w towarzystwie partnera, porywają i gwałcą swoje ofiary. Seryjne morderczynie rzadko, jeśli w ogóle, zabijają, aby wykorzystać zwłoki lub jakąś część ciała ofiary dla zaspokojenia własnej hedonistycznej żądzy. Prawie nigdy nie pojmują, nie wiążą, nie ograniczają i nie torturują swoich ofiar przed zabiciem. Satysfakcja seryjnej morderczyni zaczyna się wraz ze śmiercią ofiary i często trwa dniami, tygodniami, a nawet miesiącami. Podczas gdy dla wielu seryjnych morderców śmierć jest jedynie zakończeniem ich fantazji lub jej funkcją, kobiety zabijają, aby zabić. To ich sposób wyrażania się.
 

"Female Serial Killers: How and Why Women Become Monsters" - Peter Vronsky

Kobiety są konkretne. :evil:
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1326
Wysłany: Pią Mar 20, 2026 21:22   

Chuck Norris nie żyje.
https://tvn24.pl/kultura-i-styl/chuck-norris-nie-zyje-aktor-mial-86-lat-st8958699
Ciekawe jakie memy będą z tego powodu.
Teraz to już kwestia kilku lat, jak następne gwiazdy kina akcji pójdą w jego ślady.
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1326
Wysłany: Sob Mar 21, 2026 08:55   

https://youtu.be/QhL9ZuyrYZk?si=Wardp4nfnadD2U1o
Cover "The curse of Millhaven". Bartek Kulas i Katarzyna Groniec.

A tu oryginał.

Nick Cave & The Bad Seeds - The Curse of Millhaven https://youtu.be/AiIEhK0P-Rw?si=xVurO7mO7zKYE-Tm
Szkoda tylko, że ten utwór ma wspólną melodię z innym utworem z albumu "Murder Ballads", a mianowicie z "Henry Lee".

Ballady o mordercach mają długą, kilkusetletnią tradycję.
https://en.wikipedia.org/wiki/The_Two_Sisters_(folk_song)
To pierwowzór "Balladyny" Juliusza Słowackiego.
Ten motyw przewija się w folkowych piosenkach: angielskich, skandynawskich, germańskich.
https://youtu.be/y9nTW-4ZEZg?si=OKKbmXbS0eWoribT

"Świtezianka" Adama Mickiewicza, to ta sama historia. U anglosasów motyw zemsty realizowanej przez nimfy czy duchy zabitych kobiet, występuje w literaturze, utworach muzycznych i filmach.
https://youtu.be/9g8BV6zrVBs?si=zNYsZCwgCN5wX2-a

W kaszubskich utworach ludowych można znaleźć utwory w stylu Murder Ballads, ale nie znalazłem takich w necie. Grubo ponad 20 lat temu były prezentowane na antenie radiowej Trójki.

Klasyką jest oczywiście "Where the wild roses grow" w wykonaniu Kylie Minogue, Nicka Cave & The Bad Seeds.
https://youtu.be/lDpnjE1LUvE?si=8O2rgYpM-bO6d5DE

Ale Nick Cave w duecie z P. J. Harvey robią klimat.
https://youtu.be/QzmMB8dTwGs?si=7U6BB2ylPS-hsGpt
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1326
Wysłany: Sob Mar 21, 2026 09:33   

Cytat:
. W TRZYDZIEŚCI LAT OD CUDOWNEGO LEKU PO NARZĘDZIE ZBRODNI
Z czym koja­rzy ci się słowo „tru­ci­zna”? Z wycią­gami z tru­ją­cych roślin, jadem żmii, a może z sza­lo­nymi naukow­cami pra­cu­ją­cymi nad jakąś nie­bez­pieczną sub­stan­cją w pod­ziem­nym bun­krze? Nie wszyst­kie tru­ci­zny mają tak ory­gi­nalny rodo­wód. A zda­rza się, że to, co spra­wia, że sub­stan­cja jest tok­syczna, umoż­li­wia zara­zem wyko­rzy­sta­nie jej w dobrym celu.
Pozorną sprzecz­ność, jaką jest to, że sub­stan­cja che­miczna może być zarówno tru­ci­zną, jak i lekiem, po raz pierw­szy dostrze­żono w cza­sach rewo­lu­cji medy­cyny w okre­sie rene­sansu. Phi­lip­pus Aure­olus The­oph­ra­stus Bom­ba­stus von Hohen­heim (na szczę­ście lepiej znany po pro­stu jako Para­cel­sus), zna­ko­mity szes­na­sto­wieczny alche­mik i medyk, prze­strze­gał, że jedy­nie „dawka czyni tru­ci­znę”. Chyba naj­lep­szym tego przy­kła­dem jest nasza pierw­sza tru­ci­zna: sub­stan­cja, która w nie­wiel­kich daw­kach ratuje życie, ale użyta w zbyt dużych – zabija.
Mowa oczy­wi­ście o insu­li­nie, któ­rej brak bądź nie­zdol­ność orga­ni­zmu do odpo­wied­niej reak­cji na nią pro­wa­dzi do cho­roby dia­be­tes mel­li­tus, czyli do cukrzycy. Zanim insu­lina stała się powszech­nie dostępna, taka dia­gnoza była rów­no­znaczna z wyro­kiem śmierci. Nawet w naj­bar­dziej opty­mi­stycz­nych pro­gno­zach dawano cho­remu naj­wy­żej kilka lat życia peł­nego cier­pie­nia. Cukrzyca zmie­niała szczę­śliwe i pełne ener­gii dziecko w okrut­nie głodne i wiecz­nie spra­gnione. W ciągu dzie­się­ciu lat przed odkry­ciem insu­liny ame­ry­kań­scy leka­rze Fre­de­rick Allen i Elliott Joslin zale­cali cho­rym na cukrzycę rygo­ry­styczny post w celu prze­dłu­że­nia życia. Był to przy­gnę­bia­jący pro­ces powol­nej śmierci gło­do­wej. Pacjenci stop­niowo ­dli, aż zosta­wała z nich sama skóra i kości2. Wia­domo było, że w moczu cukrzy­ków obecna jest glu­koza, a gło­dze­nie ich z całą pew­no­ścią temu zapo­bie­gało. Tyle że takie podej­ście usu­wało wyłącz­nie objawy. Bra­ko­wało dowo­dów nauko­wych na to, że post jest sku­tecz­nym spo­so­bem lecze­nia – nie­stety nie ist­niała żadna roz­sądna alter­na­tywa.
Wszystko zmie­niło się w 1921 roku, kiedy to kana­dyj­skim bada­czom udało się odkryć i pozy­skać insu­linę z trzustki zwie­rzę­cej. Pierw­szym leczo­nym nią pacjen­tem był czter­na­sto­letni Leonard Thomp­son. Chło­piec ważył nie­całe trzy­dzie­ści kilo­gra­mów i nie­ustan­nie zapa­dał w śpiączkę kwa­si­czą. Dzięki insu­li­nie poziom cukru we krwi Leonarda znacz­nie spadł i zbli­żył się do nor­mal­nego, chło­piec zaczął przy­bie­rać na wadze, a objawy cho­roby stop­niowo ustą­piły. Zastrzyki z insu­liny wpraw­dzie nie leczą cukrzycy, pozwa­lają jed­nak milio­nom cho­ru­ją­cych na nią ludzi żyć nie­mal nor­mal­nie i cie­szyć się w miarę dobrym zdro­wiem. Jedną z naj­waż­niej­szych umie­jęt­no­ści wpa­ja­nych wszyst­kim dia­be­ty­kom jest roz­po­zna­wa­nie oznak zbyt wyso­kiego lub zbyt niskiego poziomu insu­liny.
Od odkry­cia i wyizo­lo­wa­nia insu­liny do powszech­nego sto­so­wa­nia jej u cho­rych na cukrzycę upły­nęły zale­d­wie dwa lata, bo już w 1923 roku roz­po­częto jej pro­duk­cję. Z dru­giej strony, kalen­da­rium posęp­nych i tra­gicz­nych wyda­rzeń poka­zuje, że wystar­czyło trzy­dzie­ści lat, aby sub­stan­cję ratu­jącą życie zmie­nić w narzę­dzie zbrodni.


https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5028118/smak-trucizny-11-najbardziej-smiertelnych-trucizn-i-historie-mordercow-ktorzy-ich-uzyli
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1326
Wysłany: Sob Mar 21, 2026 10:15   

Agenci Mosadu też czasem dają ciała.
Cytat:
WIELCE NIEUDANY ZAMACH

Umrę wtedy, kiedy zapragnie tego Bóg, nie Mosad.CHALID MASZAL

Jest więc 25 września 1997 roku i dwóch agentów Mosadu właśnie wpryskało fentanyl do ucha Chalidowi Maszalowi. Na razie zamach idzie według planu. Wprawdzie odebranie życia Maszalowi stanowiło dość trudną operację, ale nie zakładano żadnych perturbacji. W najgorszym przypadku nie uda się podejść wystarczająco blisko, a wtedy trzeba będzie zrobić kolejną próbę nieco później. Nie wkalkulowano jednak obecności kierowcy i ochroniarza Maszala. Ten pierwszy spostrzegł, że dzieje się coś dziwnego, i uderzył jednego z agentów Mosadu gazetą. Zadanie zostało jednak wykonane, więc wspominanych wcześniej dwóch agentów wskoczyło do czekającej na nich furgonetki i odjechało. Ochroniarz Maszala – Muhammad Abu Saif – zanotował numer rejestracyjny, zatrzymał taksówkę i ruszył w pościg. Agenci nie byli świadomi, że ktoś ich śledzi, więc zatrzymali się całkowicie zgodnie z planem 300 metrów dalej. Wtedy ochroniarz ich doścignął i rzucił się na nich, gdy próbowali uciec przez niezabudowany teren. Na miejscu był przypadkiem policjant w cywilu. Razem obezwładnili agentów Mosadu i zabrali ich na najbliższy posterunek. I teraz wszystko poszło naprawdę nie tak. Na miejscu agenci pokazali fałszywe kanadyjskie paszporty i kiedy przyjechał konsul, żeby wyjaśnić sprawę, na jaw wyszła ich prawdziwa tożsamość. Jordańska służba bezpieczeństwa odszukała czterech kolejnych agentów, którzy znajdowali się w ambasadzie Izraela, i dwóch ukrywających się w Hotelu Intercontinental.
Kiedy wiadomość o nieudanym zamachu dotarła do Izraela, Dani Jatom, najwyższy szef Mosadu, niezwłocznie udał się do Ammanu, żeby ugasić pożar. Nie poszło mu zbyt dobrze. Król Jordanii Husajn był wściekły i próbę zabicia Chalida Maszala przez Izrael postrzegał jako nóż w plecy. Powiadomił premiera Izraela Benjamina Netanjahu, że zatrzymani agenci zostaną straceni w tej samej chwili, w której Maszal umrze, i dlatego w interesie Izraela jest zrobić wszystko, żeby przeżył. Izraelscy agenci mieli najwyraźniej odtrutkę, zapewne nalokson, na wypadek gdyby sami się otruli. Przekazano ją jordańskim władzom i Maszal przeżył, chociaż było o włos. Negocjacje trwały cztery dni i konieczne okazały się mediacje amerykańskiego prezydenta Billa Clintona, żeby Izrael i Jordania doszły do porozumienia, jak załatwić sprawę. Benjamin Netanjahu poleciał w środku nocy do Ammanu, żeby prosić o wybaczenie. Król Husajn odmówił jednak spotkania z premierem Izraela, który w takiej sytuacji musiał pokajać się przed bratem króla – księciem Hasanem. Ugoda zakładała, że Izrael wyjaśni dokładnie, jak doszło do wypadku, i uwoli szejka Ahmada Jasina, założyciela Hamasu. Potem uwolniono też innych członków ugrupowania.
Szczegóły związane z tym, jak przeprowadzono zamach, pozostają bardzo dobrze strzeżoną tajemnicą – i w Izraelu, i w Jordanii. Wydaje się jednak, że chodziło tu o jakiś rodzaj urządzenia do wstrzykiwania, dzięki któremu fentanyl szybko wchłaniał się przez skórę. Kierowca Maszala pamięta, że ręka jednego agenta była zakryta czymś w rodzaju bandażu, i wydaje mu się, że dostrzegł stalowoszarą rurkę. Koncepcja była taka, że ten wariant fentanylu rozłoży się w organizmie tak szybko, że wszystkie ślady znikną do czasu ewentualnej sekcji.
Dzięki dawce naloksonu dostarczonej przez śmiertelnego wroga Palestyny – Izrael, Maszal przeżył zamach na swoje życie w Ammanie. Kilka lat później Jordanii sprzykrzyło się goszczenie u siebie Hamasu i ugrupowanie zostało zdelegalizowane. Jego przywódcy– między innymi Maszal – zostali zatrzymani i deportowani do Kataru. Pod koniec marca 2004 roku przywódca Hamasu Ahmad Jassin zginął w Gazie w ataku z użyciem pocisku Hellfire. Niecały miesiąc później ten sam los spotkał jego następcę Abda al-Aziza ar-Rantisi, a nowym przywódcą został Maszal, teraz jednak jego siedziba znajdowała się w syryjskim Damaszku.
W 2006 roku Hamas pokonał rządzące w Radzie Legislacyjnej Palestyny – czymś na wzór parlamentu Zachodniego Brzegu, Gazy i wschodniej Jerozolimy – ugrupowanie Al-Fatah. Od tamtej pory praktycznie zdominował Strefę Gazy, podczas gdy Al-Fatah w dużej mierze zachował kontrolę nad Zachodnim Brzegiem. Te dwa ugrupowania prowadzą ze sobą walkę o władzę, czasem uprawiając politykę, ale przeważnie sięgając po przemoc. Maszal jest zwolennikiem twardego podejścia do Izraela i w wielu wywiadach daje jasno do zrozumienia, że konieczne jest sięgnięcie po broń w walce o wolną Palestynę. Wyraża się nawet pozytywnie o mordercach-samobójcach jako środku do chronienia Palestyńczyków. W listopadzie 2012 roku Palestyna otrzymała status nieczłonkowskiego państwa obserwatora ONZ, a blisko 140 krajów świecie uznało państwo palestyńskie. Szwecja zrobiła to 30 października 2014 roku.
Przy okazji arabskiej wiosny Maszal mógł po raz pierwszy odwiedzić Gazę i mniej więcej w tym samym czasie wybuchła wojna domowa w Syrii, przez co Hamas musiał opuścić Damaszek. Maszal mieszka obecnie w Katarze. Państwo to wspiera Hamas, który wciąż przez wiele państw świata jest zaliczany do organizacji terrorystycznych, co doprowadziło do bojkotu dyplomatycznego Kataru w 2017 roku, a loty do Dohy i z Dohy musiały omijać saudyjską przestrzeń powietrzną. Miało do miejsce niedługo po tym, jak nowo wybrany prezydent USA, Donald Trump, zaprezentował swój plan pokoju na Bliskim Wschodzie. Z typową sobie finezją podzielił świat arabski na „dobry i zły”; Hamas bez najmniejszego wahania trafił na stronę zła. W 2017 roku Maszal zrezygnował z pełnienia funkcji przewodniczącego biura politycznego Hamasu.

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5122150/herbata-z-polonem-najslynniejsze-otrucia-w-historii
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1326
Wysłany: Sob Mar 21, 2026 18:08   

Cytat:
Wrota Niebios
Marzec 1997
Gdy tego wieczoru wracałyśmy do naszego pokoju po kolacji w Lodge, spojrzałyśmy z zachwytem na niebo. Byłyśmy z dala od miejskiej poświaty, więc w górze błyszczały gwiazdy, i choć byłyśmy zmęczone, nie miałyśmy zamiaru przegapić okazji do rozkoszowania się wysadzanym nimi firmamentem. Wzięłyśmy z pokoju krzesła i zniosłyśmy je na trawnik.
Próbowałyśmy odnaleźć znane nam konstelacje, te same zresztą, które znają chyba wszyscy, gdy nagle nisko na północnym niebie zobaczyłyśmy obiekt wyglądający jak UFO. Pomyślałam, że to pewnie satelita, ale widziałam je przedtem i poruszały się szybciej; ten przesuwał się powoli, czy wręcz jakby stał w miejscu. Także jego kształt – jasno świecąca główka z wlekącym się za nią rozłożystym ogonem – nie pasował do satelity. Wtedy przypomniałyśmy sobie, jak jadąc do Doliny Śmierci, usłyszałyśmy w radiu, że kometa Hale’a-Boppa znajduje się tak blisko Ziemi, jak nigdy przedtem nie była i jak nigdy już nie będzie. No i oto się pojawiła. Na taki widok cisną się na usta słowa typu: magiczna, zachwycająca, cudowna, historyczna, surrealna, i my je wszystkie wypowiedziałyśmy.
Kometa na nocnym niebie nad Doliną Śmierci wydała mi się kolejnym z synchronicznie zgranych „znaków” związanych z morderstwami. Teraz nie jestem w stanie sobie przypomnieć, co miałby oznaczać; chyba to, że zbyt pochłaniały mnie moje poszukiwania.
Dwa dni później dowiedziałyśmy się, że kiedy my wodziłyśmy wzrokiem za kometą, grupka osób przebywających w Rancho Santa Fe niedaleko San Diego też śledziła jej trajektorię, choć z własnych, dość osobliwych powodów. Członkowie sekty Heaven’s Gate (Wrota Niebios) przygotowywali się do ewakuacji na pokładzie statku kosmicznego, który miał podążać w ślad za kometą i zabrać ich na wyższy poziom istnienia. Aby się do niego dostać, musieli wpierw opuścić swoje ciała, co uczynili, spożywając fenobarbital, który zmieszali z musem jabłkowym i popili wódką. Na wszelki wypadek nałożyli też na głowy plastikowe torebki, co miało zagwarantować im śmierć przez uduszenie. Każdy z gwiezdnych podróżników miał w kieszeni paszport oraz odliczone pięć dolarów siedemdziesiąt pięć centów. Wszyscy nosili najki windrunnery i opaski naramienne z napisem „Zespół Ewakuacyjny Wrót Niebios”. Przywódca sekty Marshall Applewhite wyjaśniał na specjalnie sporządzonym z tej okazji nagraniu wideo: „Nasza planeta wkrótce ulegnie recyklingowi. Waszą jedyną szansą na ocalenie lub ewakuację jest opuścić ją wraz z nami”.
Przez kolejnych kilka dni opinia publiczna dowiadywała się coraz więcej o tym, kim byli Applewhite i jego sekta. Tak jak Manson wymagał on od swoich wyznawców, by porzucili rodziny i znajomych i wyrzekli się wszelkiego majątku. Mieli prowadzić walkę duchową z siłami ciemności reprezentowanymi przez lucyferian, czyli wszystkich, którzy nie należeli do grupy. Schowane w kieszeniach paszporty i gotówka nawiązywały do napisanego w 1907 roku przez Marka Twaina opowiadania o podróży na ogonie komety.
Trudno w ich czynie doszukiwać się ścisłej analogii do tego, co zrobiła Rodzina Mansona. Nikogo nie zabili, tylko popełnili samobójstwo. Jest jednak pewne podobieństwo, które zasadza się na tym, że przywódcy obu sekt – Manson i Applewhite – potrafili nakłonić inteligentnych i prawdopodobnie zdrowych psychicznie młodych ludzi, by odżegnali się od wyznawanych wartości i odrzucili to, co było dla nich znajome i racjonalne.
Zamiast ewakuować się na pokładzie statku kosmicznego, banda Mansona miała zapakować się do buggy, by ocalić się przed apokalipsą i wojną rasową dzięki wycofaniu się do bezdennej otchłani w Dolinie Śmierci. W chwili aresztowania grupa gorączkowo poszukiwała wejścia do tej czeluści i kradła pojazdy, które Manson uznał za idealne do przetransportowania się do miasta ukrytego w jej wnętrzu.
Trudno orzec, który z tych dwóch planów ewakuacji / wyjazdu (opuszczenia jednej rzeczywistości i wkroczenia do innej) miał w sobie więcej znamion szaleństwa. W samej nazwie butów Nike Windrunner jest coś jeśli nie komicznego, to żenującego. Metaforyka wykorzystana przez Mansona ma nieco bardziej artystyczny sznyt. On sam rzekomo kupił „złotą” linę, którą miano przymocować do buggy, dzięki czemu pojazdy zostałyby opuszczone wprost do miasta zbudowanego w bezdennej otchłani.


Wszyscy jesteśmy Rwandyjczykami
Lipiec 2007
W 2007 roku wybrałam się z rodziną do Afryki Wschodniej, by zobaczyć się z naszą córką, która właśnie wypełniła misję dla Lekarzy bez Granic w Demokratycznej Republice Konga. W ramach pierwszego etapu podróży trafiliśmy do Rwandy, gdzie wędrowaliśmy w poszukiwaniu goryli górskich.
Opisując naszą wycieczkę, nie potrafię uniknąć wyświechtanych superlatywów – radość, podziw, magia – a mój zachwyt obejmował znacznie więcej niż zauroczenie tymi wspaniałymi zwierzętami. Byłam też pełna wdzięczności dla ludzi, dzięki którym mogliśmy tego wszystkiego doświadczyć.
W ich gronie był strażnik leśny, który prowadził nas z maczetą w ręku, wyrębując ścieżkę wśród gęstych bambusów i olbrzymich lobelii oraz tropiąc naszą małą rodzinę goryli za pomocą systemu walkie-talkie. Nasz przewodnik był niskim, przysadzistym mężczyzną o bardzo ciemnej karnacji – typowy Hutu. W samej Rwandzie nie można mu przypisywać takiej tożsamości, gdyż po ludobójstwie zakazano podkreślania różnic etnicznych. Krajowi przyświeca obecnie motto: „Tu nie ma grup etnicznych. Wszyscy jesteśmy Rwandyjczykami”.
Nie jestem jednak Rwandyjką i pochodzenie etniczne strażnika rozpraszało mnie. W pewnej chwili złapałam się na tym, że zastanawiałam się, kto z jego rodziny lub znajomych uczestniczył w rzezi z lata 1994 roku, kiedy – jak się szacuje – osiemset tysięcy Tutsi i „umiarkowanych” Hutu zostało zabitych. „Zabitych” to łagodne określenie. Ofiary były zarzynane i zarąbywane dzień w dzień przez trzy miesiące. Na ulicach Kigali można zobaczyć wiele osób z obciętymi kończynami. To szczęśliwcy, którzy uszli z życiem, utraciwszy tylko ręce lub nogi.
Podczas tamtej wędrówki nie znałam jeszcze wszystkich niuansów historycznych kryjących się za tymi etnicznymi etykietkami. Później dotarło do mnie, że mój dyskomfort psychiczny nie różnił się bynajmniej od tego, który moja mama odczuła w Pizie na widok tamtej Niemki.
Rwanda stara się uporać z demonami przeszłości, czego oznaką są setki rozsianych po całym kraju pomników i innych miejsc upamiętniających ludobójstwo. Głównym takim obiektem jest Centrum Pamięci Ludobójstwa w Kigali – miejsce pochówku ponad dwustu pięćdziesięciu tysięcy ofiar oraz poświęcone im muzeum.
Gdy zwiedzałam ten obiekt, co jest wyczerpującym doświadczeniem, zdałam sobie sprawę, że rwandyjska tragedia rozegrała się według tego samego schematu co „Helter Skelter”. Tak wiele było podobieństw: przypinanie łatek, propaganda szkalująca Tutsi. Władający Rwandą Niemcy, a potem Belgowie wykorzystywali istniejące uprzedzenia etniczne do szerzenia swoich porządków. Kolonizatorzy preferowali Tutsi i rozgłaszali, że za sprawą jaśniejszej skóry i szczuplejszej budowy ciała są bardziej arystokratyczni i podobni do Europejczyków. Hutu określono mianem podludzi.
W rezultacie Hutu przez dziesięciolecia chodzili u Tutsi na pasku, co doprowadziło do powstania toksycznych resentymentów. Taki układ sił nie mógł trwać wiecznie, więc kiedy sytuacja się odwróciła, to Tutsi przedstawiano jako karaluchy. W szklanych gablotach wyeksponowano użytą broń: maczety, maczugi, noże. Mordercy mieli swoje ofiary na wyciągnięcie ręki. Kolejna wystawa prezentuje relacje złożone przez sprawców i w tak wielu z nich można wyczytać to samo mrożące krew w żyłach zdystansowanie się od człowieczeństwa lub wręcz jego brak, o którym wspominały Pat i Leslie.
Jak napisał jeden z mężczyzn: „Kiedy na bagnach napatoczył się jakiś Tutsi, nie widzieliśmy w nim człowieka. To znaczy kogoś takiego jak my, kogoś myślącego i czującego”. Opisywał również przerażające poczucie bliźniaczości – to było tak, jakby pozwolił komuś zawładnąć swoją fizycznością. Wiedział, że zabójcą był on sam, ale brutalność tego „ja” czyniła je dla niego kimś obcym. Przyznawał, że to jego wina, że to były jego ofiary, przyznawał się do podporządkowania instrukcjom, by zabijać, ale nie potrafił dostrzec nikczemności tego kogoś, kto przeczesywał bagna „na moich nogach, trzymając w dłoni moją maczetę”.
Władze rwandyjskie szacują, że ofiar śmiertelnych było milion, a zabójców osiemset tysięcy. Czy wszyscy z tych ośmiuset tysięcy byli potworami? Ogrom rzezi przytłoczył mnie. Raz jeszcze, jak w przypadku zamachów z 11 września 2001 roku, ogrom zbrodni przyćmił moją zdolność do zrozumienia sprawców.


https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4886355/ludzkie-potwory-kobiety-mansona-i-banalnosc-zla
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1326
Wysłany: Nie Mar 22, 2026 14:04   

Cytat:
Hermann Göring. „Sympatyczny psychopata”

Göring jest wyjątkowym egotystą i skończonym łgarzem, ale to uroczy nicpoń.
Thomas Dodd, oskarżyciel amerykański, 18 marca 1946 r.
Nie musieli pokazywać filmów i czytać dokumentów, aby udowodnić, że przygotowywaliśmy się do wojny. Of course, że się zbroiliśmy. To ja spowodowałem, że Niemcy były uzbrojone po zęby. Przykro mi tylko, że nie uzbroiliśmy się jeszcze lepiej. Of course, że uznawałem wasze traktaty – tak między nami mówiąc – za stertę papieru toaletowego. Of course, że chciałem uczynić Niemcy wielkimi! Gdyby można było to zrobić pokojowo, to dobrze, wszystko w porządku; jeśli nie, to też świetnie!
Hermann Göring w rozmowie z Gustave’em Gilbertem, 11 grudnia 1945 r.
Przesłuchania Göringa
Göring i Ley byli uderzająco różni. Gdy Ley uważał swoje położenie za niezwykle poniżające, Göring traktował całą tę rozprawę z pogardą i tylko szukał okazji, by przystąpić do ataku. Nawet ich samobójstwa były inne. Leya złamało poczucie winy i skruchy. Göring chciał poniżyć aliantów i umrzeć jako męczennik.
W swoich najlepszych latach Göring był przewodniczącym Reichstagu, założycielem Gestapo, dowódcą lotnictwa wojskowego (Luftwaffe) oraz twórcą pierwszych obozów koncentracyjnych. Dbał o zachowanie pozorów pogody i jowialności, ale pod tym płaszczykiem kryła się wielowymiarowa, złożona postać, tyleż atrakcyjna, co odrażająca.
Był królem życia – rozwiązłym, rozmiłowanym w luksusie i ze skłonnością do przywłaszczania sobie wszystkiego, co wpadło mu w oko. W porównaniu z innymi nazistami był ujmujący i wylewny, ekscentryczny i zabawny. Uważał się za współczesne wcielenie Cezara, Göring uwielbiał przebierać się w różne kostiumy, nosił drogie brosze i wydawał pełne przepychu przyjęcia w swojej rezydencji Carinhall, gdzie trzymał lwy i miał nawet miniaturowy samolot, który mógł zrzucać bomby na olbrzymią makietę kolejową. Po uraczeniu gości tym niezwykłym przedstawieniem gospodarz prowadził ich do sali, w której mogli oglądać jego ulubione westerny.
Göring był człowiekiem pełnym sprzeczności – do cna skorumpowany, rabował dzieła sztuki gdzie tylko się dało, a jednocześnie z dumą piastował stanowisko pierwszego łowczego i leśniczego Rzeszy i wprowadził nakaz humanitarnego traktowania zwierząt. Jednak zawsze istniało jakieś drugie oblicze Göringa. Po wprowadzeniu w Prusach prawa zabraniającego wiwisekcji ogłosił, że każdy, kto je naruszy, spotka się z „surową karą […] [i ryzykuje] znalezieniem się w obozie koncentracyjnym”. Za fasadą troskliwości zawsze czaiła się groźba kary.
Dla Göringa kwestie rasowe i antysemityzm miały znaczenie drugorzędne. Gdy spytano go, dlaczego na swojego zastępcę wybrał feldmarszałka Erharda Milcha, który miał pochodzenie żydowskie, powiedział: „O tym, kto jest Żydem w Luftwaffe, decyduję ja” . Kilka lat później przyszedł z pomocą i zorganizował wyjazd na emigrację dwóm żydowskim siostrom, które uratowały mu życie w 1923 roku, po tym, jak został poważnie ranny w puczu monachijskim. Jak widać, Göring stanowił niezwykle interesujący przypadek człowieka łączącego brutalność i wrażliwość. Z więzienia pisał do żony:
Zobaczyć Twoje odręczne pismo, wiedzieć, że Twoje drogie dłonie dotykały tego papieru. […] Czasami myślę, że serce mi pęknie z miłości do Ciebie i tęsknoty za Tobą. To by była piękna śmierć. Moja droga żono, jestem Ci tak szczerze wdzięczny za całe to szczęście, które zawsze mi dawałaś; za Twoją miłość i za wszystko. […] Bez końca mógłbym mówić Ci, ile Ty i Edda [córka Göringa] znaczycie dla mnie i jak bardzo moje myśli koncentrują się na Was. Ściskam Cię gorąco i całuję Twoją najdroższą, słodką twarz.
Czułość i wrażliwość Göringa ograniczała się jednak wyłącznie do członków rodziny i zwierząt. Pamiętajmy, że to właśnie on podpisał Endlösung, czyli „ostateczne rozwiązanie” kwestii żydowskiej, opracowane podczas konferencji w Wannsee.
Podczas przesłuchań Göring, określany także mianem „grubasa”, był trudnym przeciwnikiem. Dolibois, członek zespołu przesłuchującego zatrzymanych zbrodniarzy wojennych, tak przedstawiał złożoność tej postaci: „Opisywano go na różne sposoby, że to diabeł wcielony lub głupi, tłusty eunuch. […] Był zdolnym, sprawnym menedżerem, błyskotliwy i odważny, bezwzględny i pazerny. Czasem włączał swój urok osobisty i wtedy przebywanie w jego obecności było niemalże przyjemnością. W innych przypadkach był wprost nieznośny, ale każda spędzona z nim godzina była interesująca”.
Wiele materiałów dotyczących Göringa przechowywanych jest w Archiwach Narodowych w College Park (Maryland). Pracowałem tam pewnego ranka w dużej sali wypełnionej szumem czytników mikrofilmów i pochylonymi nad nimi naukowcami. Przypadkiem natrafiłem na zapisy przesłuchań samego Göringa oraz jego młodszego brata Alberta. Nigdy wcześniej o nim nie słyszałem, ale teraz, gdy poznałem jego historię, muszę przyznać, że była niezwykła. Albert Göring sprzeciwiał się nazizmowi i zajął się ratowaniem Żydów. Pewnego razu musiał dołączyć do żydowskich kobiet, które zmuszano do mycia kwasem ulic. Gdy Albert wpadał w ręce władz, Hermann zawsze wyciągał go z opresji. Oto fragment przesłuchania Alberta z 25 września 1946 roku:
Pytanie: Co mówił pański brat, gdy opowiadał mu pan o tych wszystkich okropnych rzeczach, jakie robiono Żydom?
Odpowiedź: Cóż, jego reakcja zawsze była taka, że to wszystko jest przesadzone, gdyż on ma dokładne raporty. Powiedział, abym nie mieszał się w sprawy państwa i historii, gdyż nie dysponuję jakąkolwiek wiedzą polityczną. Powiedział mi dosłownie: „Jesteś politycznym idiotą!”. […] Hermann zawsze nazywał mnie czarną owcą rodziny, gdyż ratowałem Żydów i sprzeciwiałem się partii nazistowskiej.
Göring był rozsierdzony wizją rozprawy i uważał aliantów za hipokrytów. Podkreślał, że to przecież Brytyjczycy wpadli na pomysł obozów koncentracyjnych podczas wojny burskiej, że to Rosjanie zamordowali polskich oficerów w Katyniu i miliony własnych obywateli, a Amerykanie byli sprawcami zagłady Indian. Gdy usłyszał, że Amerykanie zrzucili bombę atomową na Hiroszimę, skomentował: „Aha, i kto teraz jest zbrodniarzem wojennym?”.
Pułkownik John Amen wielokrotnie przesłuchiwał Göringa i transkrypt tych przesłuchań daje niezwykły wgląd w podejście nazisty do kwestii osobistej odpowiedzialności. 6 września 1945 roku Amen spytał Göringa o zbombardowanie Rotterdamu.
Pytanie: Czy to pan osobiście wydał rozkaz zbombardowania Rotterdamu?
Odpowiedź: Tak, ale nie Rotterdamu, a miejsca, w którym toczyła się walka. Wcześniej zrzuciliśmy tam spadochroniarzy, którzy zostali otoczeni i podjęli walkę. To właśnie dlatego to miejsce zostało zbombardowane. Pragnę powiedzieć, że w całym nalocie na Rotterdam udział wzięło 36 samolotów i gdyby mieszkańcy Rotterdamu nie byli takimi tchórzami, to ugasiliby pożary. Żaden członek straży pożarnej Rotterdamu nie uczynił nic, by ugasić płomienie, i to był powód, dla którego pożar rozprzestrzenił się tak bardzo i zniszczył wszystkie te budynki, które zresztą były stare. Pożar rozprzestrzeniał się przez domy […] i bloki, pogarszając sytuację. Ale nawet już po zakończeniu walk nikt nie próbował go ugasić. Cały nalot trwał zaledwie pięć minut.
Ta wypowiedź jest interesująca co najmniej z kilku powodów. Göring miał fenomenalną pamięć do szczegółów. Chociaż mowa była o nalocie sprzed pięciu lat, dokładnie pamiętał wszystkie miejsca, na które spadły bomby, i potrafił wskazać je Amenowi na dużej, szczegółowej mapie miasta. Uderzające są również powtarzające się próby zrzucenia z siebie winy. Nie wydał rozkazu zbombardowania Rotterdamu, a jedynie „miejsca, w którym toczyły się walki” (czyli Rotterdamu). Nalot przeprowadziło jedynie 36 samolotów i trwał on bardzo krótko. Co więcej, stare budynki paliły się jak pochodnie, a wina leżała po stronie mieszkańców Rotterdamu – byli oni bowiem tchórzami i nie starali się dostatecznie mocno gasić pożaru, który strawił znaczną część miasta.
Próby Amena, by w końcu przyprzeć Göringa do muru, zawsze kończyły się porażką. Nazista był w stanie sparować każdy zarzut. 7 września 1945 roku Amen miał nadzieję, że uda mu się wymusić na Göringu przyznanie się do wydania rozkazu podjęcia działań odwetowych:
Pytanie: Czy pamięta pan wydanie oświadczenia […], według którego, jeśli Brytyjczycy zabiją któregoś z waszych lotników, to wy zabijecie dziesięciu za każdego straconego pilota?
Odpowiedź: Nie; nigdy tego nie powiedziałem.
Pytanie: Tak jednak stanowią dokumenty.
Odpowiedź: Chciałbym je zobaczyć.
Pytanie: Wiem, że by pan chciał i być może w końcu je pan zobaczy, ale teraz próbuję się dowiedzieć, czy coś pan z tego pamięta. […]
Odpowiedź: Czy to oznacza, że ten dokument zawiera rozkaz dany przeze mnie na piśmie?
Pytanie: Nie ja tu odpowiadam na pytania, lecz pan. […]
Odpowiedź: Cóż, to pułkownik dysponuje dokumentami, o które mnie pyta, a ja nie mam niczego, na czym mógłbym się oprzeć, prócz swojej pamięci.
Göring potrafił być zaskakująco szczery. Spytany o korzystanie przez nazistów z pracy niewolniczej, stwierdził: „[robotnicy przymusowi] służyli nam jako pomoc w wojnie ekonomicznej. Wykorzystywaliśmy ich także ze względów bezpieczeństwa. Żeby nie mogli być aktywni w swoim kraju i pracować przeciwko nam”. W wywiadzie przeprowadzonym przez Leona Goldensohna, psychiatrę, który zastąpił Kelleya, Göring tak skomentował przebieg procesu: „Szczerze mówiąc, to moim zamiarem jest uczynienie z tego procesu kpiny. Uważam, że obcy kraj nie ma żadnego prawa sądzić rządu suwerennego państwa”. Następnie skrytykował przebieg i formę postępowania, a nawet dobór oskarżonych: „Powstrzymałem się od jakichkolwiek krytycznych uwag o moich współoskarżonych. Jednak to bardzo wymieszana, niereprezentatywna grupa. Niektórzy z nich mieli tak małe znaczenie, że nigdy nawet o nich nie słyszałem”. Miał tu na myśli Hansa Fritzsche, Walthera Funka i Wilhelma Keitela, których w porównaniu ze sobą uważał za płotki.
W trakcie jednego z przesłuchań obejmujących wiele tematów Göring wypowiedział się o ludobójstwie, kwestii winy, poczuciu dobra i zła:
Nawet jeśli ktoś nie ma żadnych skrupułów odnośnie do eksterminacji całej rasy, to zdrowy rozsądek dyktuje, że w naszej cywilizacji jest to działanie barbarzyńskie, które stałoby się tematem tak wielkiej krytyki zza granicy i z wnętrza kraju, że zostałoby potępione jako największy akt kryminalny w historii. Należy zrozumieć, że nie jestem moralistą, choć mam swój rycerski kodeks. Gdybym naprawdę miał poczucie, że zabijanie Żydów oznaczało […] zwycięstwo w wojnie, to bardzo bym się tym nie przejmował. Ale to było bezsensowne i nikomu nie przyniosło niczego dobrego, a Niemcom dało tylko złą sławę. […] Nie wierzę w Biblię i wiele rzeczy, o których myślą wierzący. Ale szanuję kobiety i uważam, że zabijanie dzieci jest nie fair. To właśnie główna kwestia, która dręczy mnie, jeśli mowa o eksterminacji Żydów. […] Jeśli chodzi o mnie samego, to czuję się wolny od odpowiedzialności za masowe morderstwa. […] Docierały do mnie plotki o masowym zabijaniu Żydów, ale nie mogłem nic w tej sprawie zrobić i wiedziałem, że nie ma sensu badać tych plotek i sprawdzać, czy są prawdziwe, […] ale byłem zajęty innymi rzeczami, a gdybym dowiedział się, co tak naprawdę dzieje się w sprawie masowych zabójstw, to po prostu poczułbym się z tym bardzo źle, ale i tak niewiele mógłbym zrobić, by im zapobiec.
„Zabijanie dzieci jest nie fair”? Göring używa tu słowa „dzieci”, jak gdyby mówił o wiewiórkach lub wronach. To raczej nie jest dowód na jego zdolność do empatii. Nie pomaga mu też stwierdzenie, że nie przyglądał się bliżej plotkom na temat ludobójstwa, gdyż „źle by się z tym poczuł”.

Göring był przede wszystkim kameleonem – człowiekiem o wielu twarzach i osobowościach. Joseph Maier, jeden z przesłuchujących go oficerów, przenikliwie zauważył: „Do Francuzów odnosił się protekcjonalnie i pogardliwie. Dla nas [Amerykanów] był serdecznym, zawadiackim rekinem, sądząc zapewne, że spodoba się to naiwnym jankesom wychowanym na hollywoodzkich filmach. Przy chłodnych, sprawnych Brytyjczykach stawał się spokojny i pełen szacunku, starając się przypodobać im swoim dżentelmeństwem. […] [Przy Rosjanach] mrugał i kulił się. Nie wiedział, jaka poza mogłaby zaintrygować Rosjan. Był śmiertelnie przerażony na widok każdego Rosjanina”.


Cytat:
"Psychologia zła. Jak Hitler omamił umysły" - Joel E. Dimsdale
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1326
Wysłany: Pon Mar 23, 2026 12:40   

Najsławniejsza książka dotyczącą psychopatów, psychopatii. Oraz największy autorytet w tej dziedzinie.
Robert D. Hare - "Psychopaci są wśród nas".
Cytat:
PRZECIWKO NAJSŁABSZYM
Myśl o tym, że psychopata może na drzwiach swojego gabinetu zawiesić tabliczkę z napisem „Prawnik” lub „Doradca finansowy”, jest niepokojąca. Ale jeszcze bardziej niepokoją nadużycia, których z wyrachowaniem dopuszczają się niektórzy wykształceni ludzie - lekarze, psychiatrzy, psycholodzy, nauczyciele, adwokaci, osoby najmujące się dziećmi - zobowiązani zawodowo do pomagania naj­ słabszym. W książce The Mask of Sanity Hervey Cleckley barwnie charakteryzuje psychopatycznego psychiatrę i medyka. Jak notu­je, zasadnicza różnica między nimi a tymi psychopatami, którzy tlafiają do więzienia lub szpitala psychiatrycznego, polega na tym, że psychopaci z uniwersyteckim dyplomem potrafią lepiej, bardziej konsekwentnie utrzymywać pozory normalności. Jednak ta budzą­ca szacunek maska uwiera i jest zrzucana bez trudu, ku konsterna­cji nieszczęsnych pacjentów. Najczęściej spotyka się terapeutów którzy bezwzględnie wykorzystują swoją pozycję, aby seksualnie molestować pacjentki, wywołując w nich poczucie krzywdy i dez­orientację. A jeśli ofiara się skarży, mogą czekać ją kolejne trauma­tyczne przeżycia. System jest bowiem zorganizowany tak, że słowa terapeuty mają w nim wyjątkową wagę: „Niestety moja pacjentka jest niezrównoważona, spragniona uczuć i skłonna do fantazji”.
Szczególnie przeraża egoistyczne nadużycie zaufania, które do­tyka najsłabszych, bezbronnych członków społeczeństwa. Liczba dzieci molestowanych seksualnie przez rodziców, innych krewnych, opiekunów, duchownych i nauczycieli budzi prawdziwą grozę.
Najbardziej niebezpieczni wśród tych dręczycieli są psychopaci, niewzruszeni dotkliwymi szkodami fizycznymi i emocjonalnymi które wyrządzają dzieciom powierzonym ich pieczy. W przeciwień­stwie do innych osób z tej grupy, nieraz także molestowanych w dzieciństwie, niezrównoważonych psychicznie i często cierpią­cych z powodu własnych postępków, psychopaci reagują obojęt­nością. „Po prostu biorę, co mam pod ręką” - powiedział jeden z naszych badanych, który odsiadywał wyrok za seksualne napa­stowanie ośmioletniej córki swojej dziewczyny.
Kilka miesięcy temu zatelefonowała do mnie lekarz psychiatra z zachodu USA. Mówiła, że sporo prywatnych agencji wynajętych przez państwo do opieki nad niezrównoważoną i trudną młodzieżą jest oskarżanych o seksualne napastowanie powierzonych im nasto­latków. Kontaktując się z tymi firmami, nabrała podejrzeń, że wśród obwinianego personelu znajduje się wielu psychopatów, którzy skwap­liwie wykorzystują swoją pozycję. Proponowała, żeby posługiwać się Skalą Obserwacyjną Skłonności Psychopatycznych przy spraw­dzaniu personelu prywatnych agencji zabiegających o kontrakty na opiekę nad młodzieżą.

Przejrzałem statystyki. W USA pod względem przypadków opisanych w tekście jest masakra. Przestępstwa seksualne wobec nieletnich sięgają 25%.
Europa wypada dużo lepiej, bo dotyczy to 6% nieletnich, a w Polsce o połowę mniej.

Przy okazji napatoczyły mi się statystki dotyczące samobójstwo.
Zależy to głównie od klimatu, a stopień zamożności ma mniejszy wpływ na mniejszą liczbę samobójstw. Wyjątkiem wydaje się Kanada.
Bogata do obrzygania Szwajcaria ma trzykrotnie, a niektóre statystyki podają nawet pięciokrotnie więcej samobójców niż bidna Grecja.
Grenlandia na szczycie listy.
https://www.reddit.com/r/...ound_the_globe/
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Akademia Zdrowia Dan-Wit informuje, że na swoich stronach internetowych stosuje pliki cookies - ciasteczka. Używamy cookies w celu umożliwienia funkcjonowania niektórych elementów naszych stron internetowych, zbierania danych statystycznych i emitowania reklam. Pliki te mogą być także umieszczane na Waszych urządzeniach przez współpracujące z nami firmy zewnętrzne. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej o celu stosowania cookies oraz zmianie ustawień ciasteczek w przeglądarce.

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template modified by Mich@ł

Copyright © 2007-2026 Akademia Zdrowia Dan-Wit | All Rights Reserved