Natomiast muszę potwierdzić, jeżeli jada się wartościowe produkty roślinne, szczególnie świeże kiełki, to do mięsa zupełnie nie ciągnie. Bez kiełków nie da rady.
No i przez cały dzień trzeba coś podjadać, bo rośliny są niskokaloryczne i słabo przyswajalne, a to jabłko, a to marchewkę, a to kaszę z surówką i kiełkami. Pożywienie roślinne ma dużą objętość, więc czasem bywa tak, że gdy jemy jednym końcem zupę, drugi koniec układu pokarmowego domaga się już opróżnienia.
JW
100 gramów boczku, to 500 kcal.
100 gramów sezamu to średnio 600 kcal.
100 gramów orzechów włoskich, to średnio 650 kcal.
Objętościowo wychodzi mniej kcal ze źródeł zwierzęcych.
Nie mówiąc już o tym, że wartość odżywcza 100 gramów orzechów jest większa niż boczku.
Boczku, który jest nastrzykiwany wypełniaczami. Do tego z hormonami, antybiotykami i innym syfem.
Tak, tylko weganie rzadko się żywią z przewagą orzechów. Poza tym tam są głównie rakotwórcze oleje wielonienasycone (za wyjątkiem kokosów).
JW
Chodził o kwestię kalorii w określonej objętości, a nie tego co jedzą wegetarianie i w jakich proporcjach. Czyż nie?
Bardziej wierzę Włodzimierzowi Ponomarence, który mówił, że tłuszcze wielonienasycone przy odpowiednim stosunku do witaminy E, działają cytoprotekcyjnie na wszystkie typy komórek.
Dieta mięsna nie chroni przed nowotworami.
Między innymi to forum jest tego przykładem. W diecie współczesnych padlinożerców dominują dania smażone.
Wybitnie niekorzystne dla zdrowia.
Nie ma żadnych danych statystycznych, na temat tego jakie produkty przeważają w diecie wegetarian w Polsce czy na świecie.
Podobnie jest z dietami innego typu.
Wniosek jest taki, że Pana twierdzenie, iż większość wegetarian nie żywi się z przewagą wysokokalorycznych produktów roślinnych, jest wzięte z sufitu.
Są tylko ogólne dane z badań, które mówią o tym, że weganie stanowią niewielki odsetek wegetarian ogółem, że większość wegetarian wyklucza tylko mięso, ale nabiał i ryby jedzą.
Są też średnio: szczuplejsi, zdrowsi i dłużej żyją niż padlinożercy.
Wegetarianie rzadziej piją alkohol i palą tytoń. Mają też mniejszą skłonność do uzależnień.
Nie ma jednej diety dla każdego. Gdyby np. osiemdziesięcioletni dziś Bill Clinton słuchał bajania o cudach na kiju z książek Atkinsa, to byłby już dawno w krainie wiecznych łowów. Na diecie Ornisha ma się świetnie.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Pią Kwi 03, 2026 09:59, w całości zmieniany 1 raz
Można to rozkminiać w nieskończoność i żadne badania dietetyczne niczego nie potwierdzą, tym bardziej, że wiele z nich jest sponsorowanych przez farmację.
Jedynym twardym faktem jest to, że zamożni w Holandii żyją o 9 lat dłużej niż biedacy.
To konweniuje ze wszystkimi światowymi statystykami WHO, gdzie ogólnie w biednych krajach żyje się średnio krócej i żadne enklawy długowieczności w Tybecie tego nie zmienią.
Czesław Lang wierzy, że pozbył się uporczywej choroby Meniera dzięki diecie Gersona. Dieta Gersona jest czysto wegańska, skomplikowana, trzeba bardzo skrupulatnie przestrzegać godzin i rodzajów pożywienia. Ja ewentualnie spytałbym, czy sukces nie wynika z eliminacji nabiału, ale tego nie wiem i już się nie dowiemy.
Znam inne osoby, które się świetnie czują na diecie wegańskiej, co by to nie znaczyło, ale one muszą przyjmować wit. B12, żeby nie wiem co. To oznacza, że człowiek nie jest czystym weganinem i musi podjadać przynajmniej jakieś robale albo chrząszcze wzorem orangutanów, jak nie chce wyższych zwierząt.
JW
RAW0+ Pomógł: 42 razy Dołączył: 11 Wrz 2009 Posty: 2257
Wysłany: Pią Kwi 03, 2026 15:27
Witold Jarmolowicz napisał/a:
Czesław Lang wierzy, że pozbył się uporczywej choroby Meniera dzięki diecie Gersona.
A nie jest to czasem słabość naczyń błędnika w sensie anatomicznym, ponieważ jest to system zamkniętych przewodów i komór wypełnionych płynami, znajdujący się w uchu wewnętrznym? Choroba Meniera to wodniak błędnika. W uchu wewnętrznym istnieją wyspecjalizowane struktury pełniące funkcję „bezpiecznika” lub „wentyla bezpieczeństwa”, które zapobiegają nadmiernemu gromadzeniu się endolimfy (śródchłonki). Głównym mechanizmem odpowiedzialnym za regulację objętości i ciśnienia tego płynu jest worek śródchłonki. Zastawka łagiewkowo-woreczkowa (Zastawka Basta): Działa jak zawór jednokierunkowy, który w warunkach fizjologicznych zapobiega gwałtownym wahaniom ciśnienia i przepływowi endolimfy z łagiewki do woreczka, chroniąc delikatne struktury sensoryczne. Ja bym to porównał do zwieracza przełykowego, którego mięśnie jeśli nie są dość mocne powodują wycieki kwasu solnego do przełyku. W zastawce Basta nie mamy co prawda mięśni ale powięź (błonę), a jak wiadomo zarówno mięśnie zwieracza przełykowego jak i powięź (błona) zastawki Basta potrzebują wapnia. Pierwszy do mocnego skurczu a druga jako niezbędny element procesów regeneracyjnych i strukturalnych. W każdym razie nasycenie wapniem organizmu likwiduje bezpowrotnie zgagę choćby się jadło najbardziej kwasotwórcze produkty. Dieta Gersona (terapia Gersona) w dużej mierze opiera się na eliminacji produktów kwasotwórczych i maksymalnym spożyciu produktów zasadotwórczych. Coś jest na rzeczy, że mięśnie i błony bez wapnia osłabia żywność kwasotwórcza.
Ostatnio zmieniony przez RAW0+ Pią Kwi 03, 2026 17:46, w całości zmieniany 2 razy
Ależ właśnie picie mleka zgagę łagodzi na chwilę, ale po godzinie zgaga nasila się. To ewidentny fakt fizjologiczny powszechnie znany i potwierdzony.
Co do przypadłości Langa napisałem, że nie wiem i już się nie dowiem. Faktem jest, że jemu pomogła dieta Gersona, bezmięsna i beznabiałowa, czysto roślinna.
JW
Bardziej wierzę Włodzimierzowi Ponomarence, który mówił, że tłuszcze wielonienasycone przy odpowiednim stosunku do witaminy E, działają cytoprotekcyjnie na wszystkie typy komórek.
Zawieszając wiarę na kołku, spróbujmy jakoś określić, ile tych wielonienasyconych tłuszczów potrzeba.
JW
Bardziej wierzę Włodzimierzowi Ponomarence, który mówił, że tłuszcze wielonienasycone przy odpowiednim stosunku do witaminy E, działają cytoprotekcyjnie na wszystkie typy komórek.
Zawieszając wiarę na kołku, spróbujmy jakoś określić, ile tych wielonienasyconych tłuszczów potrzeba.
JW
Oczywiste, że każdy może wierzyć w co chce, bo mamy wolność w tej kwestii.
Można olać biochemika z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem, czyli Włodzimierza Ponomarenko i pójść w wyciągniętą z kiszki stolcowej "złotą proporcję" BTW.
Nie da się tego określić.
Nawet zagłębiając się w imponderabilia funkcji jakie pełnią w organizmie, a jest ich mnogo. Także dlatego, że podlegają one wielu zmiennym w czasie.
Jest to po prostu zależne od wielu czynników.
Jedyne co jest niezmienne, to fakt, że w organizmie ludzi nie zachodzi biosynteza nnkt.
Można korzystać z gotowych wzorców. To znaczy jeść tak jak jedzą ci, którzy żyją długo i mają się nieźle. Na przykład Japończycy, u których zawartość tłuszczu w diecie to od 10 do maksymalnie 30 procent zapotrzebowania na energię. Z tego tłuszcze nasycone to kilkanaście procent z tych 10-30%.
Łatwo obliczyć, że przy średnim spożyciu 2200 kalorii, Japończycy spożywają między 20 a 80 gramów nnkt na dobę.
Nikt tam się nie martwi o to, że je za mało nasyconych kwasów tłuszczowych, bo organizm ma zdolność do biosynteza 2 mg SFA/kg masy ciała w ciągu minuty.
Tak więc i to łatwo obliczyć, że organizm Japończyka o średniej wadze 50 kg, może wytworzyć 144 gramy tłuszczów nasyconych na dobę.
Erystyka nam tego nie rozwiąże.
Żyjemy w czasach, gdzie każdy dietetyk ma ambicje, żeby tworzyć reguły epatujące nowym odkryciem. Medyk zresztą też.
Zajrzyjmy do tablic wartości odżywczych.
Tłuszcze pochodzące od zwierząt stałocieplnych zawierają głównie jednonienasycony kwas oleinowy oraz nasycony kwas palmitynowy i trochę stearynowego. Kwasy wielonienasycone stanowią 2 do 10% wszystkich kwasów tłuszczowych.
W przeciwieństwie do tego tłuszcze roślinne zawierają 40 do 80% kwasów wielonienasyconych. Wyjątkiem jest oliwa z oliwek i tłuszcz kokosowy.
Co z tego wynika?
JW
Żyjemy w czasach, gdzie każdy dietetyk ma ambicje, żeby tworzyć reguły epatujące nowym odkryciem. Medyk zresztą też.
Coś tu jest postawione na głowie.
Żyjemy w czasach w których dietetykom i medykom wydaje się, że dokonali epokowego odkrycia, albo że są tego bliscy i próbują przekonać innych, że ich odkrycie uszczęśliwi ludzkość.
To się tyczy zarówno dietetyków i medyków tzw. głównego nurtu, jak i tych będących w opozycji do głównego nurtu.
Witold Jarmolowicz napisał/a:
Zajrzyjmy do tablic wartości odżywczych.
Tłuszcze pochodzące od zwierząt stałocieplnych zawierają głównie jednonienasycony kwas oleinowy oraz nasycony kwas palmitynowy i trochę stearynowego. Kwasy wielonienasycone stanowią 2 do 10% wszystkich kwasów tłuszczowych.
W przeciwieństwie do tego tłuszcze roślinne zawierają 40 do 80% kwasów wielonienasyconych. Wyjątkiem jest oliwa z oliwek i tłuszcz kokosowy.
Co z tego wynika?
Wynika z tego, że:
Cytat:
Tłuszcze pochodzące od zwierząt stałocieplnych zawierają głównie jednonienasycony kwas oleinowy oraz nasycony kwas palmitynowy i trochę stearynowego. Kwasy wielonienasycone stanowią 2 do 10% wszystkich kwasów tłuszczowych.
W przeciwieństwie do tego tłuszcze roślinne zawierają 40 do 80% kwasów wielonienasyconych. Wyjątkiem jest oliwa z oliwek i tłuszcz kokosowy.
Ma wynikać konkluzja, czy na pewno współczesny paradygmat zalecający eliminację tłuszczy zwierzęcych i wprowadzenie w zamian wielonienasyconych tłuszczy roślinnych prowadzi do zdrowia czy może do choroby?
I to spróbujemy rozwikłać.
JW
To próbujemy.
Tłuszcze proste, jakich jest większość w naszym pożywieniu, to triglicerydy. Zgodnie z nazwą ich cząsteczki składają się z cząsteczki gliceryny do której przyłączone są trzy cząsteczki kwasów tłuszczowych. Kwasy te mogą być jednakowej długości albo różnej, są podobne do benzyny i tylko mają na jednym końcu grupę COOH. Jeżeli do gliceryny przyłączone są tylko dwa kwasy tłuszczowe, to jest to digliceryd. Jeżeli jeden, to nazywamy to monoglicerydem.
Glicerol czyli gliceryna jest zawsze ten sam, natomiast przyłączone do niego cząsteczki kwasów tłuszczowych mogą być różnej długości oraz mieć kilka wiązań nienasyconych - podwójnych. Kwasy nienasycone, ale tylko one, mogą mieć w miejscu wiązania podwójnego konformację przestrzenną cis lub trans. Konformacja cis, występująca w żywych organizmach, polega na tym, że cząsteczka kwasu w miejscu podwójnego wiązania zgina się o 120*. Cząsteczki trans są proste na całej długości i metabolizują się tak, jak tłuszcze nasycone.
Kwasy tłuszczowe, niezależnie od nienasycenia, mogą zawierać od dwóch do kilkudziesięciu atomów węgla. Jest jeszcze jednoatomowy kwas mrówkowy.
Wyróżniamy kwasy krótkołańcuchowe, SCFA – ang. Short-Chain Fatty Acids, od 2-5 atomów C, kwasy octowy, propionowy, masłowy.
Następnie średniołańcuchowe, MCFA - Medium-Chain Fatty Acids od 6 do 12 atomów C
Powyżej 12 atomów C wyróżniamy kwasy długołańcuchowe, LCFA - Long-Chain Fatty Acids, w tym najbardziej rozpowszechniony kwas palmitynowy 16C.
Drugim najbardziej rozpowszechnionym kwasem jest jednonienasycony kwas oleinowy C18.
JW
Oprócz różnej długości, kwasy wielonienasycone PUFA, polyunsaturated fatty acids, mogą mieć wiązania podwójne w różnych miejscach. Omega 3 oznacza, że wiązanie podwójne występuje przy trzecim atomie węgla licząc od końca cząsteczki przeciwnego do grupy karboksylowej COOH.
Analogicznie omega 6 to pierwsze wiązanie podwójne przy 6 atomie węgla, a omega 9 przy dziewiątym.
Organizm może dodawać wiązania podwójne pomiędzy już istniejące, więc nie zrobi omega 3 z omega 6. Tylko rośliny mają odpowiednie enzymy do tego.
Można też liczyć wiązania od strony grupy karboksylowej,
wówczas będzie to np. delta 9.
Kwasy PUFA są prekursorami wielu ważnych związków, hormonów oraz fosfolipidów.
Natomiast kwasy nasycone i jednonienasycone są głównym magazynem energii.
JW
Organizmy zwierząt mogą tworzyć kwasy tłuszczowe z glukozy, z reszt węglowych niektórych aminokwasów, alkoholu oraz z innych kwasów tłuszczowych poprzez elongację łańcucha. Zawsze jednak odbywa się to parzyście, po dwie jednostki węglowe. I odwrotnie, spalanie również odbywa się parzyście. Oznacza to, że zwierzęta tworzą kwasy o parzystej liczbie atomów węgla i analogicznie je spalają., dlatego ze zwierzęcych kwasów tłuszczowych nie można stworzyć glukozy. Glukozę można jedynie wyprodukować z glicerolu oraz nieparzystego kwasu propionowego, wytwarzanego przez mikroorganizmy w żwaczu krowy.
Najpowszechniej występuje betaoksydacja. Organizm odłącza dwie jednostki węglowe z końca karboksylowego COOH i spala je lub wykorzystuje do innych celów.
W mózgu stwierdzono alfaoksydację, gdy spalana jest jedna jednostka węglowa, ale to rzadkość.
Na koniec, gdy pozostają 4 atomy węgla, tworzone są z nich dwie jednostki octowe C2 i na tym kończy się utlenianie. Wyjątkowo, jeżeli była nieparzysta ilość atomów węgla, z kwasu propionowego może być wyprodukowana na koniec glukoza. Kwas propionowy jest ważnym źródłem glukozy dla przeżuwaczy.
JW
I już w 1286 odcinku dowiemy się tego jakie tłuszcze są lepsze.
Cytat:
Młode zwierzęta i dzieci są szczególnie wrażliwe na niedobór wit. F. U dorosłych osób podczas niedoboru witaminy F zauważono brak przyrostu masy ciała pomimo pokrywania zapotrzebowania na inne składniki pokarmowe. U sportowców przy braku NNKT nie następuje prawidłowy przyrosty masy mięśni, pomimo, że pobierają w prawidłowy sposób białko, kontynuują trening i dostarczają dostateczną ilość pozostałych witamin oraz biopierwiastków.
To dlatego w sarkopenii, oprócz 1,5 grama białka na kilogram masy ciała niezbędnym elementem do odbudowania mięśni i odzyskania sprawności jest albo suplementacja omega3, albo zwiększenie spożycia produktów, które zawierają dużą ilość tych kwasów tłuszczowych.
W jednym z artykułów czytelni medycznej jest nawet zapotrzebowanie na omega3 na kg masy ciała, dla ludzi starszych z tą przypadłością.
Nie pamiętam teraz w którym temacie, więc wymagało by to przeszukiwania na piechotę, a tego mi się nie chce robić.
Ale jeśli ktoś cierpi z powodu sarkopenii, albo ktoś z jego bliskich, to warto poświęcić trochę czasu.
To ciekawe artykuły o sarkopenii, jednak temat rozwinął się w stronę tłuszczów.
Nic nie poradzę na to, że większość lekarzy nie ma za bardzo pojęcia na temat tłuszczów. Nie wiedzą nawet, że połowa spożytych węglowodanów obligatoryjnie zamieniana jest na tłuszcze a z powrotem z tłuszczu da się odzyskać tylko 10% glukozy, więc jest to zamiana praktycznie nieodwracalna. Większość lekarzy nie ma pojęcia, że cukrzycę II można wyleczyć w ciągu kwartału żywieniem a zgagę i zaparcia w ciągu miesiąca.
Bez dogłębnego zrozumienia metabolizmu tłuszczów będziemy się plątać jak Andzia w parku i analizować lipazę lipoproteinową oraz tłuszcze z gęsiny.
JW
Większość lekarzy nie ma pojęcia, że cukrzycę II można wyleczyć w ciągu kwartału żywieniem
JW
Myli Pan pojęcia. Ani dieta niskowęglowodanowa, ani farmaceutki nie leczą cukrzycy typu II.
W obu przypadkach to tylko łagodzenie objawów.
Nie chce mi się tego znów wałkować, bo juz raz tu o tym mówiłem.
A kilka dni temu trafiłem na film Patryka z kanału "pod mikroskopem", który tłumaczy to o niebo lepiej, niż ja bym to zrobił.
https://youtu.be/Om8C7mJlI80?si=TDeXlkQRGAx74-iN
Dlatego lekarze mają rację mówiąc, że cukrzyca typu II jest nieuleczalna, bo każdy powrót do większej ilości węglowodanów skutkuje tym, że glikemia skacze pod sufit. U osoby wyleczonej nie byłoby takich skutków. Co szczegółów wyjaśnia autor filmu.
Zarówno metformina jak i dieta niskowęglowodanowa tylko łagodzą objawy. Co śmieszniejsze, alternatywni zarzucają alopatom tylko łagodzenie objawów a nie leczenie. Alopaci zarzucają alternatywnym to samo i ping pong trwa.
RAW0+ Pomógł: 42 razy Dołączył: 11 Wrz 2009 Posty: 2257
Wysłany: Pon Kwi 06, 2026 10:35
Witold Jarmolowicz napisał/a:
Większość lekarzy nie ma pojęcia, że cukrzycę II można wyleczyć w ciągu kwartału żywieniem
No mi się udało insulinooporność zlikwidować po ok. pół roku ale bezpowrotnie przez samo spożywanie wapnia. Specjalnie zrobiłem sobie dodatkowo challenge i przez 3 następne miesiące jadłem węglowodany jak popadnie: przetworzone, cukierki, pączki, ryż, makarony, biały chleb. I to w dużych ilościach. Po trzech miesiącach nie było żadnej zgagi, napadów wilczego głodu, obniżonego nastroju, przybierania na wadze oprócz standardowych 2kg wody węglowodanowej. Jedyne, co czułem to mdłości od nadmiaru energii. Wewnętrznie mnie rozpierała energia ale ja nie miałem ochoty jej wykorzystywać. Doszło do tego, że węgle tak mi obrzydły, że przeszedłem na carnivora i węgle zamieniłem na tłuszcz zwierzęcy
Większość lekarzy nie ma pojęcia, że cukrzycę II można wyleczyć w ciągu kwartału żywieniem
JW
Myli Pan pojęcia. Ani dieta niskowęglowodanowa, ani farmaceutki nie leczą cukrzycy typu II.
W obu przypadkach to tylko łagodzenie objawów.
Leczenie cukrzycy II to jest to samo co leczenie marskości wątroby pijaka. W pierwszym wypadku należy ograniczyć węglowodany, w drugim wyeliminować alkohol i ograniczyć węglowodany, szczególnie fruktozę, a organizm sam się wyleczy. Więc jak najbardziej jest to leczenie.
JW
Większość lekarzy nie ma pojęcia, że cukrzycę II można wyleczyć w ciągu kwartału żywieniem
JW
Myli Pan pojęcia. Ani dieta niskowęglowodanowa, ani farmaceutki nie leczą cukrzycy typu II.
W obu przypadkach to tylko łagodzenie objawów.
Leczenie cukrzycy II to jest to samo co leczenie marskości wątroby pijaka. W pierwszym wypadku należy ograniczyć węglowodany, w drugim wyeliminować alkohol i ograniczyć węglowodany, szczególnie fruktozę, a organizm sam się wyleczy. Więc jak najbardziej jest to leczenie.
JW
O! Dobra analogia. Dlatego, że marskości nie da się całkowicie wyleczyć. Mimo, że zaprzestanie picia alkoholu i objadania się przetworzoną przemysłowo żywnością spowalnia lub zatrzymuje postęp choroby, to tkanka bliznowata, która zastąpiła zdrowy miąższ, już tam pozostanie. Powoduje to dysfunkcje w funkcjonowaniu wątroby, która już nigdy nie będzie działać tak jak zdrowa wątroba. Dlatego ludzie z marskością żyją dużo krócej. Nawet po zaprzestaniu picia alkoholu.
Można mówić w takim wypadku o leczeniu, ale nie wyleczeniu.
Nie wszyscy pijący dużo i często zapadną na marskość wątroby. Ba, nawet nie doznają stłuszczenia wątroby. Mimo, że chlając wódę i jedząc śmieciowo zwiększają na to szansę.
Zapewne mają tu znaczenie jakieś czynniki genetyczne, że tylko jakaś część ludzi ma ku temu większe predyspozycje.
Podobnie jest z cukrzycą, na którą zapada tylko część osób, u których węglowodany przeważają w diecie.
Cukrzyca typu drugiego pojawia się nawet u osób szczupłych, którzy nie żywią się jakoś bardzo wysokowęglowodanowo.
W necie znajdzie Pan sporo badań, w których zauważono specyficzne zmiany strukturalne w tkankach, narządach, które są forpocztą cukrzycy typu II. Tzn. w badaniach MRI, TK zauważono te zmiany zanim u tych osób wystąpiła cukrzyca.
Zwrócono na to uwagę właśnie dlatego, że te osoby w późniejszym czasie zapadły na cukrzycę, mimo że nie było ku temu przesłanek, bo nie były otyłe, nie odżywiały się jakoś szczególnie źle.
Nie czepiam się semantyki, ale jest ona dość istotna. Napisał Pan: "można wyleczyć cukrzycę dietą w ciągu kwartału".
Nie można.
Można kontrolować glikemię obcinając węglowodany i białko jako substrat do glukoneogenezy. Ale nie cofnie się zmian strukturalnych narządów, które są przyczyną tego, że ta osoba nie może wrócić do jedzenia większej ilości białka i węglowodanów, bo glikemia po posiłku od razu wystrzeli do 300 mg/dl albo wyżej.
Widziałem to na własne oczy kilkukrotnie.
Odmitologizowywanie takich kwestii nie jest złe. Nie jest atakowaniem kogokolwiek.
Wręcz przeciwnie. Podnosi wiarygodność tych którzy diety niskowęglowodanowe propagują. To opowiadanie bajek i obiecywanki bez pokrycia wyrządzają szkodę.
Pamięta Pan nie tak dawno naszą rozmowę o zależności karboksylacji białek, w tym osteokalcyny od witaminy K?
Kilka dni temu bracia Rodzeń popełnili o tym film, jako nomen omen suplement do tematu witaminy K: https://youtu.be/9oFU5W8Geew?si=uEx-XNwEjx5Tyv0B
A rozmowy o myleniu skutków z przyczyną niskiego stężenia 25(OH)D3 w surowicy?
Tu z kolei Patryk z "Pod Mikroskopem" szarpnął się na wyjaśnienie takiego stanu rzeczy.
https://youtu.be/9oFU5W8Geew?si=T0GQ63v3H0JVC9ly
Z tym, że tutaj w temacie witaminy D omówione jest to szerzej.
Wspominam o tym z dwóch powodów.
Pierwszy jest taki, że między innymi pańska narracja była taka, że suplementować na grandę D i K bez względu na wszystko. Aż stężenie w surowicy osiągnie "normę", którą określony na podstawie czyjegoś widzimisie, bo nikt do tej pory nie uzasadnił z czego bierze się ta norma.
Drugim powodem jest to, że zarzucano mi tu wielokrotnie, że albo jestem medykiem, albo asasynem big farmy.
Ale jeśli altmedy takie jak Rodzenie mówią to samo, to już trudniej mnie o to posądzić.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Pon Kwi 06, 2026 16:55, w całości zmieniany 3 razy
Dobra, osobiście pisałem o szkodliwości nadmiarów witamin D oraz A.
Z drugiej strony, jeżeli w praktyce, nie w teorii, spotykam osoby, które żyjąc w północnych krajach, takich jak Polska czy Holandia, żeby pozbyć się pewnych schorzeń muszą przyjmować niewielkie ilości wit. D3. to muszą i nie ma co młócić dalej tej piany.
Wracając do tłuszczy, piszę to po to, żeby usystematyzować temat, który dla większości z lekarzami włącznie jest obcy, co zdarzało mi się wielokrotnie obserwować.
Im więcej wiązań nienasyconych, tym tłuszcze (nie czepiajmy się, mówimy o kwasach tłuszczowych) topią się w niższej temperaturze. Dlatego rośliny i organizmy wodne wykorzystują tłuszcze wielonienasycone, a stałocieplne ssaki i ptaki głównie kwas palmitynowy oraz oleinowy.
Za wyjątkiem tłuszczy krótkołańcuchowych, reszta tłuszczów jest nierozpuszczalna w wodzie, dlatego łączone są z cząsteczkami białka, cholesterolu i fosforem. Propagandyści medyczni wbijają do głowy młotkiem pojęcia dobry i zły cholesterol, żeby ciemny lud bał się i łykał statyny jak gąsior kluski. Doszło już do tego, że w chorobach krążeniowych trzeba obniżać poziom LDL poniżej 50 jednostek, czego w praktyce nie da się osiągnąć nawet z pomocą statyn. Pewnie dlatego ta granica jest tak nisko.
I to jest cała lansowana wiedza na temat cholesterolu.
JW
Dobra, osobiście pisałem o szkodliwości nadmiarów witamin D oraz A.
Z drugiej strony, jeżeli w praktyce, nie w teorii, spotykam osoby, które żyjąc w północnych krajach, takich jak Polska czy Holandia, żeby pozbyć się pewnych schorzeń muszą przyjmować niewielkie ilości wit. D3. to muszą i nie ma co młócić dalej tej piany.
Wracając do tłuszczy, piszę to po to, żeby usystematyzować temat, który dla większości z lekarzami włącznie jest obcy, co zdarzało mi się wielokrotnie obserwować.
Im więcej wiązań nienasyconych, tym tłuszcze (nie czepiajmy się, mówimy o kwasach tłuszczowych) topią się w niższej temperaturze. Dlatego rośliny i organizmy wodne wykorzystują tłuszcze wielonienasycone, a stałocieplne ssaki i ptaki głównie kwas palmitynowy oraz oleinowy.
Za wyjątkiem tłuszczy krótkołańcuchowych, reszta tłuszczów jest nierozpuszczalna w wodzie, dlatego łączone są z cząsteczkami białka, cholesterolu i fosforem. Propagandyści medyczni wbijają do głowy młotkiem pojęcia dobry i zły cholesterol, żeby ciemny lud bał się i łykał statyny jak gąsior kluski. Doszło już do tego, że w chorobach krążeniowych trzeba obniżać poziom LDL poniżej 50 jednostek, czego w praktyce nie da się osiągnąć nawet z pomocą statyn. Pewnie dlatego ta granica jest tak nisko.
I to jest cała lansowana wiedza na temat cholesterolu.
JW
Wszystko to prawda, ale nie ma sensu wklejać w tym celu całej biochemii Harpera na forum.
Wie Pan doskonale, że są osoby, które ani tyrady ani logiczne argumenty nie odwiodą od zażywania statyn.
To co można im zalecieć, to między innymi spożycie większej ilości EPA i DHA.
Nawet w licznych polskich badaniach wykazują one ochronne działanie na miocyty, co zapobiega uszkodzeniu mięśni. Mięśnia sercowego i mięśni szkieletowych. Zapobiegają więc między innymi rabdomiolizie, która bywa efektem stosowania statyn.
Podział jest mniej więcej taki: witaminy: D, K, A biorą udział w syntezie białek budujących mięśnie, a nnkt, witamina E działają ochronnie na komórki mięśni.
Po drugie na logikę rzecz biorąc. Jeśli nnkt powoduje poprawę stanu cierpiących na sarkopenię, RZS, SM, to znaczy, że to zbyt mała ilość nnkt i witamin rozpuszczalnych w tłuszczach jest przyczyną.
Plus zbyt mała ilość białka.
Po trzecie jeśli sama zwiększoną ilość białka bez zwiększonej ilości nnkt nie daje efektów i vice versa, sama zwiększona ilość nnkt także nie daje spektakularnych efektów, to znaczy, że trzeba podawać kompleksowo: 1,5 grama białka/kg masy ciała, nnkt i kompleks witamin rozpuszczalnych w tłuszczach.
Oczywiście do tego rehabilitacja ruchowa.
Tylko tyle, albo aż tyle.
Proszę spróbować postawić na nogi jakąś starszą osobę z sarkopenią na nogi. To daje większą satysfakcję niż przepisywanie podręcznika do biochemii na forum.
Zapomniał bym dodać. To działanie opisane powyżej powoduje wyleczenie, a nie łagodzenie objawów, ponieważ zatrzymuje i w dalszej konsekwencji odwraca procesy chorobowe powodujące sarkopenię.
Tzn powoduje przyrost masy i siły mięśni.
PS wpływ niedoboru witaminy E na spadek masy i siły mięśni to fakt znany od kilku dekad. Tak jak wpływ niedoboru tejże witaminy na spadek płodności.
Ta sama historia z witaminą A.
Najpóźniej zauważono pozytywny efekt na przyrost masy i siły mięśni witaminy D.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Wto Kwi 07, 2026 11:38, w całości zmieniany 3 razy
Jeżeli coś wklejam, to zaznaczam jako cytat.
Natomiast to co piszę, to z dyńki, a niewierni Tomasze mogą sobie sprawdzić w podręcznikach.
Jeszcze nie doszliśmy do tego, ile w końcu potrzeba tych kwasów wielonienasyconych.
Skoro nie jesteśmy sztokfiszem, to bezsprzecznie nie potrzeba ich aż tyle, co w tranie. A tymczasem w reklamach słyszę właśnie, że dla zdrowia należy wyeliminować tłuszcze zwierzęce i sól. Sic!
Z drugiej strony, w podręczniku możemy przeczytać, że wielonienasycone kwasy tłuszczowe są źródłem wolnych rodników sprzyjających powstawaniu raka. Wielonienasycone tłuszcze pochodzą przede wszystkim z roślin i zmiennocieplnych organizmów.
Wychodzi na to, że najzdrowiej nie jeść żadnych tłuszczów.
Zatrudniamy wówczas wątrobę do przetwarzania spożytych węglowodanów na "szkodliwe" tłuszcze zwierzęce.
Jak by nie stanął, d*** z tyłu.
JW
Jeżeli coś wklejam, to zaznaczam jako cytat.
Natomiast to co piszę, to z dyńki, a niewierni Tomasze mogą sobie sprawdzić w podręcznikach.
Jeszcze nie doszliśmy do tego, ile w końcu potrzeba tych kwasów wielonienasyconych.
Skoro nie jesteśmy sztokfiszem, to bezsprzecznie nie potrzeba ich aż tyle, co w tranie. A tymczasem w reklamach słyszę właśnie, że dla zdrowia należy wyeliminować tłuszcze zwierzęce i sól. Sic!
Z drugiej strony, w podręczniku możemy przeczytać, że wielonienasycone kwasy tłuszczowe są źródłem wolnych rodników sprzyjających powstawaniu raka. Wielonienasycone tłuszcze pochodzą przede wszystkim z roślin i zmiennocieplnych organizmów.
Wychodzi na to, że najzdrowiej nie jeść żadnych tłuszczów.
Zatrudniamy wówczas wątrobę do przetwarzania spożytych węglowodanów na "szkodliwe" tłuszcze zwierzęce.
Jak by nie stanął, d*** z tyłu.
JW
Z tym przepisywaniem podręcznika do biochemii, to była metafora.
Ile nnkt potrzeba trudno stwierdzić. W badaniach różnych różnistych wychodzi, że profilaktycznie średnio gram.
Dawki w przypadku wystąpienia już jakiegoś schorzenia np. RZS to 10 razy więcej.
Boże daj mi siłę. Dyć godołech za Ponomarenką, że nnkt nie generują ROS po spożyciu, jeśli stosunek witaminy E do PUFA jest wysoki. Jak wysoki nie pamiętam, bo książkę W. Ponomarenko komuś sprezentowałem. Ale pamiętam, że podaje on między innymi to, że stosunek E do PUFA jest korzystny w oliwie z oliwek i maśle.
Wiadomo że w przemysłowych olejach takiej proporcji nie będzie. W tłoczonych na zimno jest zapewne lepiej.
W surowych orzechach, pestkach dyni, słonecznika, w kaszy gryczanej też zapewnie ten stosunek jest korzystny.
Tłuszcze nasycone są tylko źródłem energii.
Ktoś mógłby zapytać, czy nie prościej jest jeść tłuszcze nasycone, a nie tak jak Azjaci węglowodany, które są zamieniane w organizmie w SFA? A skąd ja to mogę wiedzieć? Jeśli to jest korzystne, to dlaczego nie?
Japończycy żyją średnio kilkadziesiąt lat dłużej niż smalcojady, więc widać jest to korzystne.
Równie dobrze można zapytać, dlaczego Lutz pisał, że lepiej zjeść 70 gramów ww i przy większym zapotrzebowaniu na energię przez komórki mogące korzystać tylko z glukozy, zjadać więcej białka, z którego przez glukoneogenezę organizm wytworzy sobie brakującą glukozę.To też wydaje się nielogiczne, bo przecież lepiej by było zjeść trochę więcej węglowodanów. A jednak nie.
Są na świecie rzeczy które się fizjologom nie śniły. Podobnie jest z witaminą D. Już o tym kilka razy wspominałem, że w przypadku np chorych na SM badania wykazały, że synteza skórna witaminy D wpływa korzystnie na stan chorych. Podczas gdy suplementacja nie daje podobnych efektów. A mogło by się wydawać, że to żadna różnica.
Na pewno absurdem jest spożywanie 80% energii z tłuszczów i po 10% z węglowodanów i białka.
Taka ilość tłuszczu przekracza możliwości beta oksydacji i generuje stres oksydacyjny.
Oczywiście że nie trzeba bać się tłuszczów nasyconych, ale też lepiej nie przesadzać. 20-30% energii z białka, do 30% energii z tłuszczów i reszta węglowodany.
Ale jest jeden problem, bo łoptymalni by powiedzieli, że to dieta korytkowa, a wielu jest zindoktrynowanych.
Nie ma żadnej miażdżycogennej proporcji korytkowej, a miażdżyca nie powstaje od mieszania paliw.
Jeśli je się wysoko przetworzoną żywność to wtedy każda proporcja BTW jest szkodliwa.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Wto Kwi 07, 2026 15:10, w całości zmieniany 4 razy
Problemem nie jest dokładne wyznaczenie ilości NNKT, ale jakieś sensowne oszacowanie proporcji żywieniowych, żeby nie popaść w szkodliwą głupotę. Powtórzę, aktualnie w reklamach jest wbijany do głów ciemnemu ludowi frazes: "Zdrowa dieta bez tłuszczów zwierzęcych i soli". To prowadzi do szkodliwego spożywania zbędnej ilości roślinnych tłuszczów wielonienasyconych i przesady w ograniczaniu niezbędnej do życia soli. Później surówka warzywna, zupełnie nie posolona, zalega w żołądku i powoduje dyspepsję, a wystarczyło trochę posolić, zamiast łykać potem Sylimarol.
Dla ciemnego ludu wymyślono straszak cholesterolowo tłuszczowy i nikt nie mówi, że cholesterol VLDL produkuje wątroba z glukozy a największym źródłem glukozy w pożywieniu jest chlebek nasz powszedni, nawet nie słodycze i owoce.
Tłuszcze trawione są w jelitach i wchłaniane w postaci chylomikronów, gdzie jest niewiele cholesterolu a tłuszcze stanowią 95% całości cząsteczki.
Konia z rzędem temu, kto znajdzie w reklamach to pojęcie, chylomikrony.
Za to cholesterol jest odmieniany przez wszystkie przypadki, pomimo, że stanowi zaledwie kilka procent lipoprotein.
I znowu nikt nie mówi, że rośliny nie produkują cholesterolu, za to reklamuje się masło roślinne jako bezcholesterolowe, jakby to było jakieś technologiczne osiągnięcie. Za to ukrywa się fakt, że w margarynach są szkodliwe tłuszcze trans.
JW
Problemem nie jest dokładne wyznaczenie ilości NNKT, ale jakieś sensowne oszacowanie proporcji żywieniowych, żeby nie popaść w szkodliwą głupotę. Powtórzę, aktualnie w reklamach jest wbijany do głów ciemnemu ludowi frazes: "Zdrowa dieta bez tłuszczów zwierzęcych i soli". To prowadzi do szkodliwego spożywania zbędnej ilości roślinnych tłuszczów wielonienasyconych i przesady w ograniczaniu niezbędnej do życia soli. Później surówka warzywna, zupełnie nie posolona, zalega w żołądku i powoduje dyspepsję, a wystarczyło trochę posolić, zamiast łykać potem Sylimarol.
Dla ciemnego ludu wymyślono straszak cholesterolowo tłuszczowy i nikt nie mówi, że cholesterol VLDL produkuje wątroba z glukozy a największym źródłem glukozy w pożywieniu jest chlebek nasz powszedni, nawet nie słodycze i owoce.
Tłuszcze trawione są w jelitach i wchłaniane w postaci chylomikronów, gdzie jest niewiele cholesterolu a tłuszcze stanowią 95% całości cząsteczki.
Konia z rzędem temu, kto znajdzie w reklamach to pojęcie, chylomikrony.
Za to cholesterol jest odmieniany przez wszystkie przypadki, pomimo, że stanowi zaledwie kilka procent lipoprotein.
I znowu nikt nie mówi, że rośliny nie produkują cholesterolu, za to reklamuje się masło roślinne jako bezcholesterolowe, jakby to było jakieś technologiczne osiągnięcie. Za to ukrywa się fakt, że w margarynach są szkodliwe tłuszcze trans.
JW
Pełna zgoda. Jednak Pan patrzy na to tylko z perspektywy biochemicznej. Nie uwzględniając czynnika ekonomicznego.
Póki co pieczywo i oleje roślinne są tanim, skoncentrowanym źródłem energii, na które stać większość.
Tylko mniejszość może pozwolić sobie na żywienie się niskowęglowodanowo, produktami dobrej jakości.
Tego nikt nie przeskoczy.
Nawet nie starczyło by dobrej żywności dla wszystkich. Nawet gdyby wszystkich było na taką żywność stać.
Bardziej racjonalnie byłoby pomyśleć co można zmienić w ramach tego co jest.
Może nie masakrować tłuszczów roślinnych wysoką temperaturą, może zamiast chleba kasze.
Co do proporcji makroskładników, to wystarczy nie wmawiać ludziom, że jest jakaś szkodliwa proporcja BTW, albo wręcz przeciwnie, że jest jakaś uzdrawiająca z wszelkich chorób, bo dochodzi do takich absurdów, że co gorliwsi wyznawcy low carb głoszą, że ograniczeniem węglowodanów można wyleczyć nawet zespół Downa.
Znaczenie ma tu tylko jakość żywności i stopień lub rodzaj przetworzenia.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Śro Kwi 08, 2026 12:15, w całości zmieniany 1 raz
Niestety, jest tyle bzdurnych pomysłów na żywienie, że jakieś granice trzeba stawiać.
Np. nie można się żywić samym cukrem. Niby to oczywiste, ale jest dieta z czystego miodu i nic ponadto. I nawet był facet, który się świetnie czuł na takiej diecie, oczywiście przez jakiś czas, ale jednak. Taki pomysł wynika z magicznej wiary w to, że miód jest niebywale zdrowy i zawiera niezbędne składniki. Dla pszczół tak, ale nie dla człowieka!
Spotkałem inną wiarę, że ziarno sezamowe zawiera wszystkie niezbędne składniki dla ludzi. Nawet, jeżeli, to i tak nie ma tam wit.B12, co powinno dawać do myślenia ortodoksyjnym weganom.
Czasem pojawiają się sensacyjne doniesienia, że gdzieś tam jakiś człowiek żywi się trawą i mieszka w norze ziemnej.
Wreszcie jest bzdurna wiara, że żeby być zdrowym, trzeba się leczyć. A leczyć się trzeba, gdy człowiek zachoruje.
Itd.
Więc jakieś granice głupoty są i w przypadku tłuszczów właśnie je próbujemy określić.
JW
Wyczytałem że nie każdego stać na zdrowe odżywianie. Da sie jednak w ramach budżetu ekonomicznego u siebie wybierać niedużo droższe a 100x zdrowsze produkty. Co do mięsa zgoda jedzenie jego dużo może kosztować drożej.Ale produkty zbożowe są dużo tańsze.
Ale np.na westonie można zamiast chleba białego wybrać pełnoziarniste zboża jak kasza gryczana pęczak jaglana jęczmienna ryż brązowy i inne kasze oby pełnoziarniste będące tylko 30-40% droższe a o wiele zdrowsze czy płątki pełnoziarniste też 30-40 % droższe sa do wyboru owsiane pszenne żytnie otkiszowe jęczmienne. Można upiec 100% chleb z mąki pelnoziarnistej i ta mąka w biedrze kosztuje 2,99 za kg więc tanio.
Zamiast słodyczy zastąpić owocami warzywami i jedząc dużo jabłek pomarańczy czy bananów śliwek marchwii ziemniaków buraków i innych itp majątku sie nie wyda co chwila są na nie promocje w sieciówkach.
Ktoś powie że zbożowe są dla biednych. I to prawda są to produkty tańsze ale DIETE I TAK TRZEBA UROZMAICAĆ i na samych warzywach owocach mięsie nabiale nie da sie cały czas jeść trzeba zjeść czasem coś innego i zbożowe dają takie urozmaicenie alternatywe.Więc nie zaszkodzi włączyć je do diety.
Więc w ramach tych samych pieniedzy da sie wydać 30-40% tylko wiecej a 100x zdrowiej.
Pozdrawiam
Marcin
Ostatnio zmieniony przez marcin458 Śro Kwi 08, 2026 15:25, w całości zmieniany 2 razy
Więc jakieś granice głupoty są i w przypadku tłuszczów właśnie je próbujemy określić.
JW
Oczywiście że są.
Po prostu każda skrajność w tej materii jest głupotą.
Zarówno obsesyjne unikanie tłuszczu, jak i 80% energii z tłuszczu to skrajność, a co za tym idzie, głupota.
Najlepiej po prostu przyjrzeć się temu od strony globalnej.
Zebrać wielkie zasoby danych, przeanalizować i wyciągnąć wnioski.
Taki pierwszy przykład z brzegu. Dlaczego w Hiszpanii, która jest stosunkowo biednym krajem Europy, ludzie żyją bardzo długo. Dłużej niż w dużo bogatszy chce krajach Europy.
Tam w diecie przeważają tłuszcze nienasycone.
Najdłużej będą żyć Francuzi, Hiszpanie, Włosi i Grecy
to równie dobrze możemy upatrywać przyczyny długiego życia w tym, że oprócz zamożności trzeba jeszcze mieszkać w ciepłych krajach a nieważne jest, co się je.
JW
Najdłużej będą żyć Francuzi, Hiszpanie, Włosi i Grecy
to równie dobrze możemy upatrywać przyczyny długiego życia w tym, że oprócz zamożności trzeba jeszcze mieszkać w ciepłych krajach a nieważne jest, co się je.
JW
Idąc w tym kierunku, zmierzamy do demolki diety niskowęglowodanowej.
Zdemolowaliśmy już Biblię. Mało Panu?
Biorąc pod uwagę to, że w ostatniej pięciolatce Kubańcy wyprzedzili o 3 lata mieszkańców USA w średniej długości życia, to trudno polemizować z Pana stwierdzeniem o korelacji pomiędzy słońcem a długością życia.
Tyle, że w konsekwencji wiąże się to bezpośrednio z witaminą D i temat może powracać jak bumerang.
A propos długości życia Kubańców, to zapewne jak w tej anegdocie z czasów komuny. Zależy kto i co liczy.
Cytat:
Reporterzy usłyszeli, że w kopalniach złota Magadanu pracują młodzi, zdrowi ludzie.
Pojechali i pytają się pierwszego: ile masz lat? Pada odpowiedź, dwadzieścia.
Pytają drugiego, ten mówi: trzydzieści.
Pytają trzeciego, a ty ile masz lat? Dożywocie!
Większość lekarzy nie ma pojęcia, że cukrzycę II można wyleczyć w ciągu kwartału żywieniem
No mi się udało insulinooporność zlikwidować po ok. pół roku ale bezpowrotnie przez samo spożywanie wapnia. Specjalnie zrobiłem sobie dodatkowo challenge i przez 3 następne miesiące jadłem węglowodany jak popadnie: przetworzone, cukierki, pączki, ryż, makarony, biały chleb. I to w dużych ilościach. Po trzech miesiącach nie było żadnej zgagi, napadów wilczego głodu, obniżonego nastroju, przybierania na wadze oprócz standardowych 2kg wody węglowodanowej. Jedyne, co czułem to mdłości od nadmiaru energii. Wewnętrznie mnie rozpierała energia ale ja nie miałem ochoty jej wykorzystywać. Doszło do tego, że węgle tak mi obrzydły, że przeszedłem na carnivora i węgle zamieniłem na tłuszcz zwierzęcy
A, to o to chodzi...zastanawialem sie dlaczego tak dziwnie piszesz. Czyli porzuciles swoja diete genotypowa i zapedziles sie w jakis kozi dietetyczny rog?
_________________ Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
A propos długości życia Kubańców, to zapewne jak w tej anegdocie z czasów komuny. Zależy kto i co liczy.
Cytat:
Reporterzy usłyszeli, że w kopalniach złota Magadanu pracują młodzi, zdrowi ludzie.
Pojechali i pytają się pierwszego: ile masz lat? Pada odpowiedź, dwadzieścia.
Pytają drugiego, ten mówi: trzydzieści.
Pytają trzeciego, a ty ile masz lat? Dożywocie!
JW
W jakimś netowym tabloidzie czytałem artykuł o tym, że w Zjednoczonych Emiratach Arabskich żyją najdłużej, bo na emeryturze spędzają 25-30 lat.
Myślę sobie - bogaty kraj, to możliwe. Ale coś mnie tknęło i sprawdziłem.
Dożywają podobnego wieku co w innych krajach arabskich. A na emeryturze spędzają tyle czasu, bo wiek emerytalny w ZEA to 49 lat dla obu płci.
Co do korelacji pomiędzy klimatem a długością życia, to coś jest na rzeczy, ale porwałem się z motyką na Księżyc.
Aż mnie łeb rozbolał.
W klimacie równikowym, zwrotnikowym i częściowo podzwrotnikowym żyją dłużej, jeśli nie są to jakieś szczególne biedne kraje. Ale nawet w tych nie za bardzo zamożnych żyją dłużej niż w państwach z pasa o klimacie umiarkowanym, gdzie dochody są podobne.
Pewnie na wungiel nie muszą wydawać i przez to lepiej jedzą.
To jest jawna niesprawiedliwość natury.
Nie brałem pod uwagę klimatu okołobiegunowego, bo tam mało kto mieszka. Zresztą wiadomo, że Eskimosi do dlugowiecznych się nie zaliczają.
To zresztą tylko wnioski dotyczące klimatu, a to jest temat tłuszczów.
Zapewne w klimacie równikowym i zwrotnikowym dominują tłuszcze typu oliwa z oliwek, albo coś w tym stylu. Nie zagłębiałem się jeszcze w temat.
Wyczytałem że nie każdego stać na zdrowe odżywianie.
Pozdrawiam
Marcin
Tego nie trzeba szukać w ejaj. Thomas Malthus już dawno sformułował to prawo, w czasach przedinternetowych, bez ejaja.
JW
O! Jest w necie za friko, bo pewnie prawa autorskie już wygasły.
Cytat:
An Essay on the Principle of Population The 1803 Edition THOMAS ROBERT MALTHUS
Główny argument, jaki słyszałem przeciwko systemowi edukacji narodowej w Anglii, brzmi, że zwykli ludzie zostaliby zmuszeni do czytania takich dzieł jak te Paine'a, a konsekwencje byłyby prawdopodobnie fatalne dla rządu. Ale w tej kwestii zgadzam się najserdeczniej z dr. Smithem3, uważając, że wykształcony i dobrze poinformowany naród byłby znacznie mniej podatny na zwodzenie podżegających pism i byłby znacznie lepiej w stanie wykryć fałszywą deklamację zainteresowanych i ambitnych demagogów niż naród ignorancki. Jeden lub dwóch czytelników w parafii wystarczy, aby rozpowszechnić dowolną ilość materiałów buntowniczych; a jeśli uda się ich pozyskać dla strony demokratycznej, prawdopodobnie będą mogli wyrządzić znacznie więcej szkody, wybierając fragmenty najlepiej pasujące do ich słuchaczy i wybierając momenty, w których ich przemowa prawdopodobnie będzie miała największy wpływ; niż gdyby każdy członek parafii był w stanie przeczytać i ocenić całe dzieło samodzielnie; i jednocześnie czytać i oceniać przeciwstawne argumenty, które, jak możemy przypuszczać, również do niego dotarłyby. Ale oprócz tego, podwójna waga niewątpliwie zostałaby dodana do obserwacji dr Smitha, gdyby te szkoły stały się środkiem nauczania ludzi o prawdziwej naturze ich sytuacji; gdyby uczono ich, co jest naprawdę prawdą, że bez wzrostu ich własnej pracowitości i roztropności żadna zmiana rządu nie mogłaby zasadniczo poprawić ich warunków; że chociaż mogliby pozbyć się pewnych szczególnych skarg, to jednak, w kwestii utrzymania swoich rodzin, odnieśliby niewiele, a może wcale, korzyści; że rewolucja nie zmieniłaby na ich korzyść proporcji podaży pracy do popytu lub ilości żywności do liczby konsumentów; i że gdyby podaż pracy była większa niż popyt, a popyt na żywność większy niż podaż, mogliby oni cierpieć największy niedostatek pod rządami najswobodniejszego, najdoskonalszego i najlepiej sprawowanego rządu, jaki ludzka wyobraźnia może sobie wyobrazić. Znajomość tych prawd w tak oczywisty sposób sprzyja pokojowi i ciszy, osłabia wpływ podżegających pism i zapobiega wszelkiej nierozsądnej i źle skierowanej opozycji wobec ustanowionych władz, że tych, którzy nadal sprzeciwiają się nauczaniu ludu, można słusznie podejrzewać o chęć pogłębienia jego ignorancji, jako pretekstu do tyranii i okazji do zwiększenia władzy i wpływów rządu wykonawczego.
To jest poprawny politycznie fragment, ale nie brakuje wywodów rasistowskich i zachaczających o eugenikę. Ale pewnie to było normalne w tamtych czasach.
Paradoksalnie dziś w czasach dezinformacji w internecie, jest to aktualne. Może bardziej niż 123 lata temu.
Przy okazji google podrzuciło mi:
The Population Bomb is a 1968 book co-authored by former Stanford University professor Paul R. Ehrlich
Cytat:
BOMBA POPULACYJNA „czas podwojenia” — czas niezbędny do podwojenia liczby ludności. Szacuje się, że populacja ludzka 6000 r. p.n.e. liczyła około pięciu milionów ludzi, co zajęło prawdopodobnie milion lat, aby osiągnąć liczbę dwóch i pół miliona. Populacja osiągnęła 500 milionów dopiero prawie 8000 lat później — około 1650 r. n.e. Oznacza to, że podwajała się co tysiąc lat lub więcej. Osiągnęła miliard ludzi około 1850 r., podwajając się w ciągu około 200 lat. Kolejne podwojenie zajęło tylko 80 lat lub więcej, ponieważ populacja osiągnęła dwa miliardy około 1930 r. Nie zakończyliśmy jeszcze kolejnego podwojenia do czterech miliardów, ale teraz mamy ponad trzy miliardy ludzi. Czas podwojenia obecnie wydaje się, że trwa to około 37 lat.^Duża redukcja czasu podwojenia: 1 000 000 lat, 1 000 lat, 200 lat, 80 lat, 37 lat. Być może znaczenie czasu podwojenia wynoszącego około 37 lat najlepiej wyjaśnić za pomocą ćwiczeń teoretycznych. Przyjrzyjmy się, co mogłoby się stać przy absurdalnym założeniu, że populacja będzie się podwajać co 37 lat w nieokreślonej przyszłości.
Gdyby wzrost utrzymał się w tym tempie przez około 900 lat, na powierzchni Ziemi byłoby około 60 000 000 000 000 000 ludzi. Sześćdziesiąt miliardów ludzi. To około 100 osób na każdy metr kwadratowy powierzchni Ziemi, lądu i morza. Brytyjski fizyk, J. H. Kremlin, przypuszczał, że taka mnogość mogłaby pomieścić ciągły budynek o 2000 piętrach, pokrywający całą naszą planetę. Górne 1000 pięter zawierałoby jedynie urządzenia do obsługi tego gigantycznego labiryntu. Kanały, rury, przewody, szyby windowe itp. zajmowałyby około połowy przestrzeni dolnego 1000 pięter. Pozostawiłoby to trzy lub cztery jardy powierzchni podłogi dla każdej osoby. Pozostawię twojej wyobraźni fizyczne szczegóły istnienia w tym stosie, z wyjątkiem wskazania, że nie wszystko byłoby czarne. Prawdopodobnie każda osoba byłaby ograniczona w swojej podróży. Być może mogłaby przejechać windami przez wszystkie 1000 pięter mieszkalnych, ale mogłaby podróżować tylko w promieniu kilkuset jardów dowolnym piętrze. Pozwoliłoby to jednak każdemu synowi wybrać przyjaciół spośród około dziesięciu milionów ludzi! I, jak zauważa Fremlin, rozrywka w telewizji na całym świecie powinna być doskonała, bo „w każdej chwili można by oczekiwać, że będzie żyło około dziesięciu milionów Szekspirów i Beatlesów”.
Przypomina to trochę książkę: „Zapomniana historia nauki, czyli fantazje i facecje naszych dziadków” Krzysztofa Rejmera.
Tam też są podobne jazdy.
Dziś takie wyliczenia bawią, bo już wiadomo, że populacja Ziemi będzie się niedługo zmniejszać. Ale pod koniec lat sześćdziesiątych XX wieku nic na to nie wskazywało.
Nie pamiętam w którym roku Calhoun przeprowadził swój eksperyment z myszami. Chyba dekadę później.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Czw Kwi 09, 2026 19:32, w całości zmieniany 1 raz
Problemem nie jest dokładne wyznaczenie ilości NNKT
Czy nie jest problemem, to sprawa dyskusyjna. W Linus Pauling Institute się trochę namęczyli. https://lpi.oregonstate.edu/mic/other-nutrients/essential-fatty-acids
Bardzo długi artykuł, ale przynajmniej daje jakieś odpowiedzi. Suma summarum dla dorosłego chłopa to 20 gramów dziennie nnkt ogółem. Ale nie na zasadzie, że jeśli 20 gramów, to łyknę kilka łyżek oleju rzepakowego i sprawa załatwiona. 20 gramów z uwzględnieniem proporcji poszczególnych rodzajów kwasów tłuszczowych. Czyli że np n-3 to 5% ogółu nnkt, n-6 to 10% itd.
Tego się suplementacją nie osiągnie. Zróżnicowaną dietą z dużą ilością nie przetworzonych źródeł nnkt, już tak.
Tak czy owak zawsze Nowak i Japończycy ze śrefnim spożyciem kilkudziesięciu gramów nnkt na dobę mieszczą się w zalecanych ilościach.
To też pokazuje, dlaczego mieszkańcy Hongkongu żyją dłużej niż mieszkańcy Chin kontynentalnych. Bo na tym półwyspie jedzą podobnie jak na wyspach japońskich.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Pią Kwi 10, 2026 12:40, w całości zmieniany 1 raz
Czy nie jest problemem, to sprawa dyskusyjna. W Linus Pauling Institute się trochę namęczyli. https://lpi.oregonstate.edu/mic/other-nutrients/essential-fatty-acids
Bardzo długi artykuł, ale przynajmniej daje jakieś odpowiedzi. Suma summarum dla dorosłego chłopa to 20 gramów dziennie nnkt ogółem.
No właśnie, powoli dochodzimy do sensownej konkluzji, To nie ma być 100 g wszystkich spożytych tłuszczów, jak sugerują zdurniałe media, ale kilkanaście gramów niezbędnych kwasów, tych, których podobno nasz organizm nie potrafi zsyntetyzować. A nas i kardiologów zalewają frazesy o tym, żeby się żywić bez tłuszczów zwierzęcych i soli (aktualne reklamy) oraz spożywać zdrowe niezbędne tłuszcze wielonienasycone.
JW
Czy nie jest problemem, to sprawa dyskusyjna. W Linus Pauling Institute się trochę namęczyli. https://lpi.oregonstate.edu/mic/other-nutrients/essential-fatty-acids
Bardzo długi artykuł, ale przynajmniej daje jakieś odpowiedzi. Suma summarum dla dorosłego chłopa to 20 gramów dziennie nnkt ogółem.
No właśnie, powoli dochodzimy do sensownej konkluzji, To nie ma być 100 g wszystkich spożytych tłuszczów, jak sugerują zdurniałe media, ale kilkanaście gramów niezbędnych kwasów, tych, których podobno nasz organizm nie potrafi zsyntetyzować. A nas i kardiologów zalewają frazesy o tym, żeby się żywić bez tłuszczów zwierzęcych i soli (aktualne reklamy) oraz spożywać zdrowe niezbędne tłuszcze wielonienasycone.
JW
Oczywiście, że całkowita zamiana tłuszczów zwierzęcych to niedorzeczność.
Chcąc jednak zaspokoić zapotrzebowanie na nnkt w odpowiednich proporcjach i ilościach, trzeba by jeść naturalne produkty w których w takich proporcjach występują. Z ewentualnym dodatkiem tłuszczów nienasyconych.
Są to produkty wysokobiałkowe, co oznacza, że przy 30% energii z białka i średnio 2200 kaloriach daje około 150 gramów białka na dobę. Drugie 30% z tłuszczów to średnio 75 gramów tłuszczu. Z czego większość to tłuszcze nasycone.
Reszta z węglowodanów.
I na logikę rzecz biorąc. Gdyby mieszanie tłuszczu z węglowodanami powodowało samo w sobotę miażdżycę, to wspomniani tu wcześniej Kubańczycy żyli by dramatycznie krótko.
A jest odwrotnie. Mimo rzekomo wybitnie miażdzycogennych proporcji BTW, bo tam ryż czy strączkowe z tłuszczem to norma, bo wszystko pływa w rosole.
Zapewne rzadko jest to wywar wołowy czy wieprzowy. Biorąc pod uwagę sytuację gospodarczą, to jest to najczęściej drób, który można sobie hodować nawet w tamtych warunkach.
Pewnie też sporo jajek, bo tam gdzie dużo , to i więcej jajek się je.
No i ryby, bo kraj wyspiarski.
Najdłużej będą żyć Francuzi, Hiszpanie, Włosi i Grecy
to równie dobrze możemy upatrywać przyczyny długiego życia w tym, że oprócz zamożności trzeba jeszcze mieszkać w ciepłych krajach a nieważne jest, co się je.
JW
W tych państwach, to akurat spożycie ryb jest nawet dziesięciokrotnie wyższe niż w Polsce. Nie wspominając już o innych naturalnych produktach, które są źródłem nnkt.
Nie ma tam też zbyt wielu wielbicieli low carb. W tym przodują głównie upasieni anglosasi.
Kiedyś znalazłem na stronach WHO analizę, ile tłuszczów spożywają poszczególne narody. To, co pamiętam, to brzmiało mniej więcej tak na dobę:
Szwajcarzy 180 g
Francuzi, Włosi, Hiszpanie jakieś 120 do 150g.
Najmniej biedne ludy południa, w tym Pakistańczycy 20 g, głównie tłuszcze roślinne.
To były dane z lat 80-tych, teraz to się pewnie trochę pozmieniało dzięki antytłuszczowej propagandzie medycznych politruków.
JW
Kiedyś znalazłem na stronach WHO analizę, ile tłuszczów spożywają poszczególne narody. To, co pamiętam, to brzmiało mniej więcej tak na dobę:
Szwajcarzy 180 g
Francuzi, Włosi, Hiszpanie jakieś 120 do 150g.
Najmniej biedne ludy południa, w tym Pakistańczycy 20 g, głównie tłuszcze roślinne.
To były dane z lat 80-tych, teraz to się pewnie trochę pozmieniało dzięki antytłuszczowej propagandzie medycznych politruków.
JW
No ok. Tylko niech Pan sobie to przełoży na to ile pracowali wtedy fizycznie i jak ciężka to była praca.
120-150 gramów tłuszczu, to było wtedy 30-40% zapotrzebowania robotnika na energię. Nawet w Szwajcarii, bo tam też wtedy samo się nic nie robiło.
Jeżdżąc trochę na wycieczkach po krajach południowych, nie zaobserwowałem specjalnie, żeby nam dawali dużo ryb, no ale to może specjalnie tak dla dzikusów z Północy.
Wracając do tematu tłuszczy, musimy jeszcze rozkminić cholesterolowe mity.
Trawienie spożytych tłuszczów zaczyna się w jelitach. Tłuszcze długołańcuchowe, które stanowią większość w normalnym pożywieniu, wchłaniane są jako chylomikrony do naczyń limfatycznych, a ta nazwa chylomikrony jest skrzętnie omijana w reklamach.
Chylomikrony zawierają tylko 1-2% białka, 98-99% tłuszczów głównie triglicerydów i kilka procent zaledwie fosfolipidów 8% i cholesterolu 4%.
VLDL Jeżeli część tłuszczów w chylomikronach stanowią tłuszcze średnio, krótkołańcuchowe i wielonienasycone, to wątroba musi je najpierw zmetabolizować razem z nadmiarem glukozy i tworzy z nich kompleks cholesterolowo białkowy VLDL, podstawowy transporter tłuszczów z wątroby poprzez krew do tkanek. Termin VLDL również jest pomijany w reklamach. VLDL zawiera już więcej białka 7-10%, mniej triglicerydów 56%, za to więcej fosfolipidów 26% i cholesterolu 20%.
LDL to pozostałość po częściowym pobraniu tłuszczów przez tkanki obwodowe z VLDL i chylomikronów. Zawierają 21% białka, tylko 13% triglicerydów, 28% fosfolipidów oraz jakieś 50% cholesterolu.
HDL wreszcie, to pusta ciężarówka lipidów powracająca do wątroby po kolejną porcję triglicerydów. Zawiera 33-57% białka, 13% triglicerydów i jakieś 50% cholesterolu.
Tam są wyszczególnione poszczególne frakcje zachodzące nawzajem na siebie, takie jak białko, całkowite lipidy, triglicerydy, fosfolipidy, cholesterol wolny, cholesterol estryfikowany, wolne kwasy tłuszczowe, więc nie czepiajmy się, że procenty nie końca się sumują.
Z grubsza chodzi o to, że kompleksy cholesterolowo białkowe służą do transportu tłuszczów a nie są demonicznym cholesterolem, bo czystego cholesterolu jest w nich zaledwie kilkanaście procent.
JW
Jeżdżąc trochę na wycieczkach po krajach południowych, nie zaobserwowałem specjalnie, żeby nam dawali dużo ryb, no ale to może specjalnie tak dla dzikusów z Północy.
Nie jest to wykluczone. Może tak mają od czasu najazdów Wikingów.
Witold Jarmolowicz napisał/a:
Wracając do tematu tłuszczy, musimy jeszcze rozkminić cholesterolowe mity.
Trawienie spożytych tłuszczów zaczyna się w jelitach. Tłuszcze długołańcuchowe, które stanowią większość w normalnym pożywieniu, wchłaniane są jako chylomikrony do naczyń limfatycznych, a ta nazwa chylomikrony jest skrzętnie omijana w reklamach.
Chylomikrony zawierają tylko 1-2% białka, 98-99% tłuszczów głównie triglicerydów i kilka procent zaledwie fosfolipidów 8% i cholesterolu 4%.
VLDL Jeżeli część tłuszczów w chylomikronach stanowią tłuszcze średnio, krótkołańcuchowe i wielonienasycone, to wątroba musi je najpierw zmetabolizować razem z nadmiarem glukozy i tworzy z nich kompleks cholesterolowo białkowy VLDL, podstawowy transporter tłuszczów z wątroby poprzez krew do tkanek. Termin VLDL również jest pomijany w reklamach. VLDL zawiera już więcej białka 7-10%, mniej triglicerydów 56%, za to więcej fosfolipidów 26% i cholesterolu 20%.
LDL to pozostałość po częściowym pobraniu tłuszczów przez tkanki obwodowe z VLDL i chylomikronów. Zawierają 21% białka, tylko 13% triglicerydów, 28% fosfolipidów oraz jakieś 50% cholesterolu.
HDL wreszcie, to pusta ciężarówka lipidów powracająca do wątroby po kolejną porcję triglicerydów. Zawiera 33-57% białka, 13% triglicerydów i jakieś 50% cholesterolu.
Tam są wyszczególnione poszczególne frakcje zachodzące nawzajem na siebie, takie jak białko, całkowite lipidy, triglicerydy, fosfolipidy, cholesterol wolny, cholesterol estryfikowany, wolne kwasy tłuszczowe, więc nie czepiajmy się, że procenty nie końca się sumują.
Z grubsza chodzi o to, że kompleksy cholesterolowo białkowe służą do transportu tłuszczów a nie są demonicznym cholesterolem, bo czystego cholesterolu jest w nich zaledwie kilkanaście procent.
JW
W Chinach nie ma reklam straszących cholesterolem. Dlatego podbijają świat. No może przesada.
Poczytałem kiedyś trochę chińskich badań na ten temat.
W Archiwum Biochemii i Biofizyki ta nacja jawi się jako głos rozsądku.
Nasze europejskie i amerykańskie młotki bredzą ciągle to samo, że utleniony LDL jest przyczyną miażdżycy, bo uszkadza komórki nabłonka naczyń itd.
Skośnoocy piszą wprost, że zwiększona endogenna synteza cholesterolu jest odpowiedzią na zaburzenia równowagi między mechanizmami utleniania i antyoksydacji w komórkach.
Czyli że jest odpowiedzą na stres oksydacyjny.
Faktem jest, że przy odpowiedniej podaży antyoksydantów w żywności ten problem nie występuje.
Tak czy owak to nie utleniony LDL sam w sobie uszkadza tkanki, tylko zbiera wolne rodniki, które uszkodziły komórki wcześniej.
Ale też nie znalazłem tam żadnej wzmianki o tym, że jak się ktoś żywi wysokotłuszczowo, to nie trzeba się niepokoić tym, że cholesterol jest wywalony do pińcet albo tysiąc.
Jest tam proste stwierdzenie, że bardzo wysokie stężenia w surowicy świadczą o chorobie, której przyczynę trzeba znaleźć.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Sob Kwi 11, 2026 14:54, w całości zmieniany 2 razy
Bzdurne są badania komórkowych receptorów LDL, które nic nie wnoszą a służą do straszenia ludzi cholesterolem.
Jeżeli już, to pierwszym i najsilniejszym czynnikiem zwiększającym produkcję cholesterolu we wszystkich komórkach jądrzastych jest insulina. O czym także nikt nie mówi, bo jakoś tych cukrzyków trzeba produkować i sprzedawać im tę insulinę. A jak wiadomo, tylko węglowodany powodują wzrost glikemii i znaczny wyrzut insuliny. Ani tłuszcze ani białka tego nie robią, więc trzeba zalecać chude, niskobiałkowe żywienie i opowiadać jak wartościowe są polisacharydy. I znowu o tym, że fruktoza z owoców obciąża wątrobę nie gorzej niż wódka, cisza.
Reasumując, tłuszcze mogą być krótko, średnio i długołańcuchowe; nasycone, jednonienasycone i wielonienasycone; o konformacji cis albo szkodliwej trans; połączone z fosforem lub nie.
Są transportowane z białkiem, cholesterolem i fosforem w postaci chylomikronów, kompleksów VLDL, LDL, HDL oraz ich podtypów IDL, HDL2, HDL3 a także wolnych kwasów tłuszczowych WKT. Przy czym WKT jako nierozpuszczalne w wodzie też nie są wolne, ale połączone w kompleksy białkowo tłuszczowe.
Te wszystkie pojęcia są propagandowo redukowane do dwóch: dobrego i złego cholesterolu, pomimo, że cholesterolu jest w tym od jednego do kilkunastu procent zaledwie.
JW
Z wszelkich opisów wynika, że Chińczycy bardzo cenią wieprzowinę, a te swoje wynalazki z robali jedli z powodu biedy.
JW
Sęk w tym, że nie ma żadnych dowodów na to, że dla ludzi zdrowych i szczupłych lepsza jest dieta wysokotłuszczowa.
Zakładając, że nie jest to żywienie oparte na przetworzonych przemysłowo produktach, to na dobrą sprawę trudno stwierdzić, że osoby które są we w miarę dobrej kondycji fizycznej, odniosą jakiekolwiek korzyści z przejścia na dietę z minimalną ilością węglowodanów i ilością tłuszczu między 80 a 60% energii z tłuszczów.
Nie ma na to żadnego potwierdzenia w praktyce.
To jest na pewno dieta dla cukrzyków typu II i to nie ulega wątpliwości. Tyle że aby trzymać glikemię w ryzach, muszą ściśle przestrzegać reguł.
No i jest dla tych, którzy z jakichś powodów się zapuścili i chcą schudnąć.
Powiedzenie komuś, kto dobrze funkcjonuje na diecie w której przeważają węglowodany, że jeśli zacznie jeść wysokotłuszczowo, to będzie żył dłużej i lepiej, to by było nieprawda, bo nie można tego udowodnić.
Tym bardziej, że jest wiele przesłanek ku temu, że mogło by być zupełnie inaczej.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Nie Kwi 12, 2026 17:18, w całości zmieniany 1 raz
Jedynym kryterium dobrego zdrowia jest zamożność, reszta przyczyn jest niejasna.
Unikajmy tautologii, bo osoby zdrowe są zdrowe dlatego, że żyją i jedzą w sposób właściwy i nie ma powodu, żeby to zmieniać. Natomiast generalnie nie wiemy jak jedzą.
Wszakże w przypadku osób czujących się niezdrowo, właśnie przejście na żywienie niskowęglowodanowe znakomicie im to zdrowie poprawia subiektywnie i obiektywnie wg wyników badań, co wiem właśnie nie z teorii ale z praktyki.
Oczywiście bez przesady, wystarczy 50% tłuszczów energetycznie i ograniczenie węglowodanów do 100-140 g. Chyba, że ktoś jest wyczynowcem, wtenczas węglowodanów potrzeba nawet 200-250g.
I te osoby, po latach zbędnych cierpień poprawiają sobie zdrowie i zdumione zadają retoryczne pytanie: "Dlaczego oni to robią?"
Oni, tzn. ci wszyscy współcześni ideolodzy od tzw. zdrowego żywienia.
JW
Badania szczurów wykazały, że podczas głodzenia zwierząt, fenestracje w śródbłonku [naczyń wątroby] poszerzają się, co może być mechanizmem kompensacyjnym, utrzymującym dostępność substratów energetycznych na stałym poziomie [80]. Jednak zwiększenie liczby oraz średnicy fenestracji zauważono również u otyłych myszy.
Doświadczenia przeprowadzone na myszach karmionych dietami o różnej zawartości kalorii oraz składników odżywczych wykazały, że głównym czynnikiem wpływającym na zmianę wielkości i ilości fenestracji jest zawartość lipidów dostarczanych w diecie [23]. Ich niska zawartość (około 20 kJ/dzień) powodowała znaczne poszerzenie fenestracji, jednak
mechanizm tego zjawiska nie został wyjaśniony.
Jednym słowem, fenestracje - okienka w naczyniach krwionośnych umożliwiające bezpośredni przepływ wartości odżywczych do komórek, bez pośrednictwa komórek naczyniowych, powiększają się zarówno w przypadku głodzenia jak i przejadania się.
To koresponduje z faktem, że otłuszczenie wątroby może być wywołane tak przez głodzenie jak i obżeranie się.
Taki jest efekt przejadania się węglowodanami, także niskie spożycie tłuszczów powoduje poszerzenie fenestracji (okienek w naczyniach).
No i nie należy mylić fenestracji z kaweolami oraz tratwami lipidowymi.
JW
Nie jest, jeśli nie dotyczy państw bardzo biednych w Afryce, Azji czy Ameryce Południowej.
Przy nieco wyższych dochodach różnice w długości życia są niewielkie.
W najbogatszym w Europie Liechtensteinie, średnia długość życia wynosi 84,2 roku. W Hiszpanii gdzie dochód per capita jest czterokrotnie niższy, wynosi 84 lata, czyli w granicach błędu statystycznego.
Gdyby Pana teoria była prawdziwa, to powinna być dużo niższa w Hiszpanii.
Dochód per capita w Liechtensteinie to obecnie ponad 200 000 USD. W Hiszpanii ponad 50 000 USD.
Na Kubie przy dochodach 7000 USD na głowę powinni umierać zanim nauczą się chodzić, gdyby przyjąć kryteria dochodowe.
Witold Jarmolowicz napisał/a:
reszta przyczyn jest niejasna.
Czyli "wiem, że nic nie wiem".
Witam w klubie. Trochę pokory nikomu jeszcze nie zaszkodziło.
Witold Jarmolowicz napisał/a:
Unikajmy tautologii, bo osoby zdrowe są zdrowe dlatego, że żyją i jedzą w sposób właściwy i nie ma powodu, żeby to zmieniać. Natomiast generalnie nie wiemy jak jedzą.
W sposób właściwy, to znaczy jaki? Jeśli tego nie wiemy, to skąd przekonanie, że więcej tłuszczu = lepiej?
Witold Jarmolowicz napisał/a:
Wszakże w przypadku osób czujących się niezdrowo, właśnie przejście na żywienie niskowęglowodanowe znakomicie im to zdrowie poprawia subiektywnie i obiektywnie wg wyników badań, co wiem właśnie nie z teorii ale z praktyki.
Doświadczenia grupy osób nie są miarą ogółu.
Równie dobrze można odwrócić sytuację i podać liczne przykłady osób, które z diety wysokotłuszczowej przeszły np. w żywienie jakie zaleca dr Ornish i poprawiły wszystkie parametry tego co jest ogólnie zwane zdrowiem.
Witold Jarmolowicz napisał/a:
Oczywiście bez przesady, wystarczy 50% tłuszczów energetycznie i ograniczenie węglowodanów do 100-140 g. Chyba, że ktoś jest wyczynowcem, wtenczas węglowodanów potrzeba nawet 200-250g.
W kohortowych badaniach Japończyków i południowych Koreańczyków, wykazano jasno, że zarówno ponad 60% energii z węglowodanów, jak i 60% energii z tłuszczów wiąże się z wysokim ryzykiem przedwczesnej lub tzw. nagłej śmierci. Natomiast nawet 40% energii z białka takiego ryzyka nie zwiększa.
Stwierdzono wysokie wysycenie krwi składnikami odżywczymi u osób stosujacych tradycyjną dietę japońską. Ale nie taką jaką przedstawiał ją dochtór Kwaśniewski, bo o Japonii wiedział tyle co o Hunza czy Eskimosach.
Poszczególne makroskładniki to: między 20 a 30% energii z białka, od 15 do 30% z tłuszczu i maksymalnie do 50% z węglowodanów.
W kilkusetosobowej grupie Azjatów, którzy takie proporcje zachowywali, przy uwzględnieniu, że była to żywność nieprzetworzona, bądź nisko przetworzona, stwierdzono o 40% wyższe wysycenie surowicy składnikami odżywczymi typu składniki mineralne, witaminy, wolne aminokwasy.
To też wiązało się z dużą niższym ryzykiem wspomnianej wcześniej nagłej lub przedwczesnej śmierci.
Wniosek z tego jest prosty jak omłoty.
Tzn już 15% energii z tłuszczów jest w stanie zaspokoić zapotrzebowanie na składniki odżywcze rozpuszczalne w tłuszczach i nnkt. Natomiast tłuszcze nasycone jako tylko i wyłącznie źródło energii są nieistotne. Chyba że procentowo w diecie jest ich tyle, że przekracza to zdolność utleniania ich w mitichondiach, co raz - generuje stres oksydacyjny, a w konsekwencji uogulniony stan zapalny, a dwa - odkładanie się tłuszczu zapasowego.
Chyba że się bardzo ciężko fizycznie pracuje bądź uprawia sport.
Ale lepiej nie przesadzać, bo potem trzeba to maskować luźnym ubraniami oraz brodą i fryzurą a la Kenny Rogers.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Pon Kwi 13, 2026 12:58, w całości zmieniany 2 razy
Badania szczurów wykazały, że podczas głodzenia zwierząt, fenestracje w śródbłonku [naczyń wątroby] poszerzają się, co może być mechanizmem kompensacyjnym, utrzymującym dostępność substratów energetycznych na stałym poziomie [80]. Jednak zwiększenie liczby oraz średnicy fenestracji zauważono również u otyłych myszy.
Doświadczenia przeprowadzone na myszach karmionych dietami o różnej zawartości kalorii oraz składników odżywczych wykazały, że głównym czynnikiem wpływającym na zmianę wielkości i ilości fenestracji jest zawartość lipidów dostarczanych w diecie [23]. Ich niska zawartość (około 20 kJ/dzień) powodowała znaczne poszerzenie fenestracji, jednak
mechanizm tego zjawiska nie został wyjaśniony.
Jednym słowem, fenestracje - okienka w naczyniach krwionośnych umożliwiające bezpośredni przepływ wartości odżywczych do komórek, bez pośrednictwa komórek naczyniowych, powiększają się zarówno w przypadku głodzenia jak i przejadania się.
To koresponduje z faktem, że otłuszczenie wątroby może być wywołane tak przez głodzenie jak i obżeranie się.
Taki jest efekt przejadania się węglowodanami, także niskie spożycie tłuszczów powoduje poszerzenie fenestracji (okienek w naczyniach).
No i nie należy mylić fenestracji z kaweolami oraz tratwami lipidowymi.
JW
Na pocieszenie dodam, że niskie spożycie węglowodanów, które powoduje nadmierną glukoneogenezę bywa przyczyną zwłóknień miąższu wątroby.
Tym już się nikt z propagatorów diet niskowęglowodanowych nie chwali.
A przynajmniej nie spotkałem się z tym, żeby któryś z nich informował o tym, że takie ryzyko istnieje.
Szczególnie u tych, u których organizm ma trudności do adaptacji metaboliczne do niskiej ilości węglowodanów i czerpania energii z wkt i ciał ketonowych i wytwarza permanentnie glukozę z wszystkich substratów niecukrowych.
Najczęściej nie daje to objawów do momentu kiedy taki ktoś kwalifikuje się tylko do przeszczepu wątroby.
Na pocieszenie dodam, że niskie spożycie węglowodanów, które powoduje nadmierną glukoneogenezę bywa przyczyną zwłóknień miąższu wątroby.
Tym już się nikt z propagatorów diet niskowęglowodanowych nie chwali.
A przynajmniej nie spotkałem się z tym, żeby któryś z nich informował o tym, że takie ryzyko istnieje.
Na pocieszenie dodam, że niskie spożycie węglowodanów, które powoduje nadmierną glukoneogenezę bywa przyczyną zwłóknień miąższu wątroby.
Tym już się nikt z propagatorów diet niskowęglowodanowych nie chwali.
A przynajmniej nie spotkałem się z tym, żeby któryś z nich informował o tym, że takie ryzyko istnieje.
Co nie jest zaskoczeniem, biorąc pod uwagę to, że u części niskowęglowodanowców glikemia na czczo jest bardzo wysoka.
Kortyzol i adrenalina od rana wymuszają na wątrobie glukoneogenezę, a potem się dziwią, dlaczego te ludziska na niskowęglowodanówkach takie agresywne w necie i poza netem są.
Jedynym kryterium dobrego zdrowia jest zamożność, reszta przyczyn jest niejasna.
Unikajmy tautologii, bo osoby zdrowe są zdrowe dlatego, że żyją i jedzą w sposób właściwy i nie ma powodu, żeby to zmieniać. Natomiast generalnie nie wiemy jak jedzą.
JW
Te inne czynniki są dobrze znane. Jednym z głównych jest aktywność fizyczna.
A jak jedzą, to sprawa bardzo indywidualna.
Jedyne co istotne zawiera się w prostym stwierdzeniu, że nie ma uniwersalnej diety dla ogółu.
Ktoś dociągnie setki we w miarę dobrej kondycji na LC, inny na HC, a inny tak jak Dick van Dyke chlając przez pół wieku whisky i paląc fajki, a kolejne kilka dekad zwracając trochę bardziej uwagę na zdrowie. O ile można tak określić zjadanie co wieczór dużego kubełka lodów, co van Dyke od kilku dziesięcioleci robi regularnie. A mięso je raz w tygodniu.
Od mniej więcej dziesięciu lat mijam na trasach rowerowych pana, który obecnie ma 93 lata. Widać po nim wiek, ale kiedy zatrzymujemy się czasem żeby pogadać, to rusza się jak dużo młodszy człowiek. Może nie jak dwudziestolatek, ale jest żwawym antykiem.
Z tego co mówił to za padliną nie przepada. Najczęściej je kaszę gryczaną z mlekiem (czasem nawet pół kilograma kaszy i 2 litry mleka dziennie), twaróg z miodem, śledziki marynowane. Czasem do tych śledzików setka czystej, owoce, warzywa i w sezonie gotowaną kukurydzę z masłem albo bez. Widać że to jedno z jego ulubionych posiłków. Nie odmawia sobie słodyczy, bo na trasę zabiera czekoladę, krówki.
Nie jest zamożny. Na Marina którym jeździ odkładał kilka sezonów.
Do głowy by nikomu nie przyszło, żeby mu powiedzieć coś w stylu - gościu, musisz jeść 80% energii z tłuszczów.
Drugie co udowodniono ponad wszelką wątpliwość, to że ci którzy mają przyjaciół, dobre relacje rodzinne, żyją dłużej, nawet jeśli mają nadwagę, kiepsko się odżywiają i nie specjalnie ich ciągnie do sportu.
Trzecie to ciągły rozwój intelektualny.
Do żadnego z tych rzeczy nie trzeba dużych pieniędzy.
Co nie jest zaskoczeniem, biorąc pod uwagę to, że u części niskowęglowodanowców glikemia na czczo jest bardzo wysoka.
Kortyzol i adrenalina od rana wymuszają na wątrobie glukoneogenezę, a potem się dziwią, dlaczego te ludziska na niskowęglowodanówkach takie agresywne w necie i poza netem są.
Tyle tylko, że wrzucanie do jednego worka diet niskowęglowodanowych i skrajnych, takich jak dieta ketogeniczna jest nadużyciem. W cytowanej pracy badano dietę ketogeniczną.
Poza tym z doświadczenia diety optymalnej, która była właśnie dietą ketogeniczną wiemy, że ona raczej wyraźnie wyciszała emocje. I wiemy to z praktyki, nie z teorii. Nie tylko mojej ale innych optymalnych również.
Awanturnictwo niektórych optymalnych wynikało z sekciarskiej mentalności ludzi owładniętych ideą jedynie słusznej wiedzy i naprawy świata, co zasugerował sam twórca diety oraz zakulisowych manipulacji majora Janego. No i nieprzestrzegania tak na prawdę zasad diety optymalnej, na co jednoznacznie wskazywała waga tych osób. Bo nie ma bata, ścisła dieta optymalna, jako ketogeniczna powinna odchudzać. Jak ktoś nie schudł, to musiał ściemniać.
JW
Co nie jest zaskoczeniem, biorąc pod uwagę to, że u części niskowęglowodanowców glikemia na czczo jest bardzo wysoka.
Kortyzol i adrenalina od rana wymuszają na wątrobie glukoneogenezę, a potem się dziwią, dlaczego te ludziska na niskowęglowodanówkach takie agresywne w necie i poza netem są.
Tyle tylko, że wrzucanie do jednego worka diet niskowęglowodanowych i skrajnych, takich jak dieta ketogeniczna jest nadużyciem. W cytowanej pracy badano dietę ketogeniczną.
Poza tym z doświadczenia diety optymalnej, która była właśnie dietą ketogeniczną wiemy, że ona raczej wyraźnie wyciszała emocje. I wiemy to z praktyki, nie z teorii. Nie tylko mojej ale innych optymalnych również.
Awanturnictwo niektórych optymalnych wynikało z sekciarskiej mentalności ludzi owładniętych ideą jedynie słusznej wiedzy i naprawy świata, co zasugerował sam twórca diety oraz zakulisowych manipulacji majora Janego. No i nieprzestrzegania tak na prawdę zasad diety optymalnej, na co jednoznacznie wskazywała waga tych osób. Bo nie ma bata, ścisła dieta optymalna, jako ketogeniczna powinna odchudzać. Jak ktoś nie schudł, to musiał ściemniać.
JW
To prawda.
Moją intencją było tylko podkreślenie tego, że choć ludzie są jednym gatunkiem, to metaboliczne są bardzo różni.
Sprawdźmy zatem dokładnie, jak te myszy były żywione, dla wygody teksty przetłumaczone.
Cytat:
Myszy C57BL/6 pozyskano z Charles River (Wilmington, MA, USA) i przetrzymywano w wolnej od patogenów hodowli w temperaturze 23°C/30°C w 12-godzinnym cyklu światło/ciemność z swobodnym dostępem do wody i standardowej karmy (18% białka, 4,5% włókna, 4,5% tłuszczu, 6,3% energii, nr 2222, Kliba-Nafag, Szwajcaria).
Po 12 tygodniach karmienia, samcom myszy podawano karmę, karmę KD (8,5% białka, 4,3% włókna, 79,1% tłuszczu, 4,3% popiołu, 3,8% węglowodanów, E15149 Snniff, Niemcy) lub dietę wysokotłuszczową (HFD) z 60% energii pochodzącej z tłuszczu (23,9% białka, 3% włókna, 35% tłuszczu, 5,7% popiołu, 23,2% węglowodanów...
Praca jest obszerna, więc trochę zejdzie, zanim się przekopiemy przez nią, ale warto.
JW
Myszom podawano karmę (CD), KD lub HFD przez 14 tygodni w stanie termoneutralności, po czym głodzono przez 6 godzin i wstrzykiwano im glukozę (2 g/kg masy ciała) na 30 minut przed pobraniem próbek.
Dla człowieka byłby to zastrzyk 140-180 g glukozy na raz przed badaniem. Co chcieli w ten bezmyślnie drastyczny sposób wykazać?
Oczywiście to, że najmniej odporne na glukozę były myszy na diecie KD.
Sprawdzimy, co jeszcze naciągali.
JW
Sprawdźmy zatem dokładnie, jak te myszy były żywione, dla wygody teksty przetłumaczone.
Cytat:
Myszy C57BL/6 pozyskano z Charles River (Wilmington, MA, USA) i przetrzymywano w wolnej od patogenów hodowli w temperaturze 23°C/30°C w 12-godzinnym cyklu światło/ciemność z swobodnym dostępem do wody i standardowej karmy (18% białka, 4,5% włókna, 4,5% tłuszczu, 6,3% energii, nr 2222, Kliba-Nafag, Szwajcaria).
Po 12 tygodniach karmienia, samcom myszy podawano karmę, karmę KD (8,5% białka, 4,3% włókna, 79,1% tłuszczu, 4,3% popiołu, 3,8% węglowodanów, E15149 Snniff, Niemcy) lub dietę wysokotłuszczową (HFD) z 60% energii pochodzącej z tłuszczu (23,9% białka, 3% włókna, 35% tłuszczu, 5,7% popiołu, 23,2% węglowodanów...
Praca jest obszerna, więc trochę zejdzie, zanim się przekopiemy przez nią, ale warto.
JW
Nie za bardzo skupiałem się na reszcie.
Najciekawsze są efekty tego, co określono w badaniu jako KD, czyli: "KD (8,5% białka, 4,3% włókna, 79,1% tłuszczu, 4,3% popiołu, 3,8% węglowodanów".
Badania są dość rzetelne, bo podkreśla się różnice w tempie metabolizmu.
W tym jak organizmy ludzi i myszy metabolizują białko, tłuszcz i węglowodany jakichś wielkich różnic nie ma. Różni nast tylko szybkość metabolizmu.
I tu jest fajna ciekawostka, bo mimo, że tempo metabolizmu myszy jest średnio 8 razy większe niż u ludzia, to na przykład indukcja ketozy następuje u ludzi tylko 2-4 razy wolniej. Wniosek z tego taki, że tempa metabolizmu nie da się bezpośrednio przełożyć na czas wystąpienia np stłuszczenia wątroby.
Tzn. jeśli u myszy nastąpiło to po trzech dniach, to u ludzi nastąpi to po 24 dniach.
Cytat:
Ketogenic diet (KD), a high-fat and low-carbohydrate diet, which is used in the treatment of epilepsy [23] and has beneficial effect in autism and Alzheimer disease [24], has become a popular weight loss strategy [25,26]. KD is inherently a low-protein diet [27]. In lean healthy people without diabetes and pregnancy, KD induces ketosis after 2–4 days [28]. In mice a KD containing 9.1% calories from protein significantly increased ketone bodies after 1 day [29]. Clinical KD used in humans are restricted in protein content (5–10% of calories from protein compared to normal diets which contain 15–20% of protein) [27]. However, most commonly used rodent KD contains less than 5% of energy from proteins [27] which can lead to inconsistent results between human and animal studies [30]. For instance, KD with low protein levels led to elevated FGF21 levels, independent of ketogenesis in mice [31]. Based on these points it was proposed that for translational studies in mice, KD should contain 8–10% protein to ensure that the observations are due to low carbohydrate content, rather than due to protein restriction [27].
Clinical studies reported that KD improved blood glucose, serum lipid and led to weight loss in obese subjects [25,26,32]. However, a 3-day of KD consumption increased postprandial plasma glucose in healthy men [33]. Four weeks of KD intervention also increased cholesterol and inflammatory markers in obese subjects [34]. In mice, 12 or 22 weeks of KD increased steatosis, inflammation and glucose intolerance [35,36].
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Wto Kwi 14, 2026 11:45, w całości zmieniany 1 raz
In summary, our data indicate that KD feeding leads to an accelerated glucose intolerance due to hepatic insulin resistance and increased hepatic gluconeogenesis in mice.
Mamy następny kwiatek. Co to w ogóle jest: insulinowa oporność wątroby?
Komórki wątroby, podobnie jak nerwowe, z natury rzeczy są niezależne od insuliny! Wątroba może robić z glukozą co chce i kiedy chce. Jeżeli już, to glukagon skłania ją do wyrzutu glukozy do krwi. Insulina nie ma tu nic do roboty.
JW
Myszom podawano karmę (CD), KD lub HFD przez 14 tygodni w stanie termoneutralności, po czym głodzono przez 6 godzin i wstrzykiwano im glukozę (2 g/kg masy ciała) na 30 minut przed pobraniem próbek.
Dla człowieka byłby to zastrzyk 140-180 g glukozy na raz przed badaniem. Co chcieli w ten bezmyślnie drastyczny sposób wykazać?
Oczywiście to, że najmniej odporne na glukozę były myszy na diecie KD.
Sprawdzimy, co jeszcze naciągali.
JW
Dla Pana to naciąganie, a dla mnie to po prostu doświadczenie.
Oglądałem film Rodzeniów w którym w sposób kulturalny krytykują Skoczylasa za to, że poleca pieczywo pełnoziarniste.
I jeden z nich zjadł pełnoziarnistą bułkę na początku filmu, a pod koniec przy pomiarze glukometrem miał już glikemię wywaloną w kosmos.
A cukrzycy chłopina nie ma.
U przeciętnego ludzia bez cukrzycy to by nawet nie było wielkiej różnicy, ale u co od lat boją się węglowodanów jak diabeł święconej wody, to efekt jest właśnie taki.
Z Rodzeniami to było tak, że jak sami opowiadają, że żarli słodycze, przetworzonych syf, mimo że byli lekarzami na etacie i stać ich było na dobre jedzenie.
Teraz twierdzą, że to węglowodany były przyczyną ich stanu zdrowia zanim przeszli na keto.
Fajna logika. Zaszkodziło mi śmieciowe żarcie, to nie to jest przyczyną, tylko to że w tym były węglowodany.
I nikt im tego nie wytknie, bo większość to ślepo zapatrzeni w dochtorów wyznawcy.
Chociaż już widać w necie wypowiedzi, że Rodzenie kasują pod filmami krytyczne komentarze. Nawet te bardzo kulturalne, merytorycznie podważające niektóre prawdy objawione, które głoszą.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Wto Kwi 14, 2026 12:06, w całości zmieniany 2 razy
Nasze dane sugerują, że w przypadku karmienia KD zapasy glikogenu mogą być zmniejszone z powodu niskiego spożycia węglowodanów, podczas gdy zwiększony poziom ketonów jest głównym źródłem energii [45], co obniża poziom glukozy we krwi na czczo.
Całkiem słuszny wniosek, wskazujący jednak, że badacze nie mogą odpiąć się od dogmatu, że to glukoza jest głównym źródłem energii.
JW
In summary, our data indicate that KD feeding leads to an accelerated glucose intolerance due to hepatic insulin resistance and increased hepatic gluconeogenesis in mice.
Mamy następny kwiatek. Co to w ogóle jest: insulinowa oporność wątroby?
Komórki wątroby, podobnie jak nerwowe, z natury rzeczy są niezależne od insuliny! Wątroba może robić z glukozą co chce i kiedy chce. Jeżeli już, to glukagon skłania ją do wyrzutu glukozy do krwi. Insulina nie ma tu nic do roboty.
JW
Chodzi o to, że hepatocyty mają receptory insulinowe.
Insulina wiążąc się z tymi receptorami hamuje glukoneogenezę.
Jeśli coś utrudnia wiązanie insuliny do receptorów, to jest to właśnie przyczyną nadmiernej glukoneogenezy.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Wto Kwi 14, 2026 12:20, w całości zmieniany 1 raz
Jeżeli oni tak samo rzetelnie podawali wyniki jak te numery diet, to ja dziękuję.
JW
Coś im się po prostu przestawiło przy opisie proporcji w artykule internetowym.
Nie ma to większego znaczenia.
Chciał Pan to jakoś nadgryźć, żeby zdyskredytować te badania. Nie udało się, to się Pan czepił błędów w druku.
A na serio, to biorąc pod uwagę to, że podobne zmiany w tkance wątroby obserwowano u ludzi, to po prostu mówi nam, że dieta ketogeniczna może czasem dawać skutek odwrotny do zamierzonego.
Nie jest to jakiś dramat. Nie wiadomo jaki odsetek ludzi na keto zrobi sobie kuku zamiast poprawić zdrowie.
Być może jest to niewielki odsetek.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Wto Kwi 14, 2026 19:44, w całości zmieniany 1 raz
Na stronach firmy Snniff też nie mogę znaleźć wykorzystanej diety KD ((8.5% protein, 4.3% fibers, 79.1% fat, 4.3% ashes, and 3.8% carbohydrate of calories, E15149 Snniff),) a chciałbym wiedzieć, dokładnie na czym polegały te diety.
Do badań wykorzystano specjalny szczep myszy
Cytat:
Adipocyte-specific (gp130Δadipo) and liver-specific
(gp130Δalb) gp130 knockout mice on a C57BL/6J
background were generated by crossing gp130 floxed
(gp130F/F) mice to animals expressing the Cre recom-
binase (Cre) controlled by the adiponectin (Adipoq) or
albumin (Alb) promoter, respectively. As controls,
littermate mice that do not express Cre were used
(gp130F/F).
Na stronach firmy Snniff też nie mogę znaleźć wykorzystanej diety KD ((8.5% protein, 4.3% fibers, 79.1% fat, 4.3% ashes, and 3.8% carbohydrate of calories, E15149 Snniff),) a chciałbym wiedzieć, dokładnie na czym polegały te diety.
Do badań wykorzystano specjalny szczep myszy
Cytat:
Adipocyte-specific (gp130Δadipo) and liver-specific
(gp130Δalb) gp130 knockout mice on a C57BL/6J
background were generated by crossing gp130 floxed
(gp130F/F) mice to animals expressing the Cre recom-
binase (Cre) controlled by the adiponectin (Adipoq) or
albumin (Alb) promoter, respectively. As controls,
littermate mice that do not express Cre were used
(gp130F/F).
Jak to wszystko się ma do wyników?
JW
W tym wypadku ma się nijak, bo wykorzystano myszy standardowe. Tzn. tzw standard laboratoryjny.
Ale rozumiem obawy, bo bywało, że w USA lub UK robiono ustawione badania na szczepach, które były podatne na różne schorzenia. Na przykład wykorzystywano je aby "udowodnić" szkodliwość białka zwierzęcego.
U niektórych szczepów karmienie kazeiną powoduje szybki rozwój nowotworów, co było wykorzystywane przez badaczy w USA do ustawionych badań.
W tym wypadku tak nie było. Inna nacja robiła badania.
Myszy nie miały genetycznych predyspozycji do chorób metabolicznych, ani nie były ze szczepów u których jakiś określony składnik diety je wywołuje.
No właśnie myszy nie były standardowe, były określonym szczepem Adipocyte-specific (gp130Δadipo) and liver-specific (gp130Δalb) gp130 knockout mice. Ten szczep charakteryzuje się obniżonym wydzielaniem interleukiny IL-6, co zmniejsza wydzielanie wydzielanie autotaksyny ATX:
Cytat:
Streszczenie Autotaksyna (ATX), która jest silnie ekspresjonowana i wydzielana przez adipocyty, działa jako kluczowy enzym do wytwarzania kwasu lizofosfatydowego (LPA) z lizofosfatydylocholiny.
Tkanka tłuszczowa jest głównym źródłem krążącego ATX, który moduluje poziom LPA w osoczu. Wzrost ekspresji ATX u pacjentów otyłych i myszy jest ściśle związany z insulinoopornością i upośledzoną tolerancją glukozy. Jednak mechanizm ekspresji ATX w adipocytach pozostaje w dużej mierze nieznany.
I tyle w tym temacie. Można w nieskończoność śledzić kolejne zależności pomiędzy hormonami i enzymami, ale jak to w układzie z wielokrotnymi sprzężeniami zwrotnymi bywa, nie dowiemy się, co było pierwsze, jajko czy kura. Tym bardziej, że nie możemy odnaleźć składu wykorzystywanych diet.
JW
No właśnie myszy nie były standardowe, były określonym szczepem Adipocyte-specific (gp130Δadipo) and liver-specific (gp130Δalb) gp130 knockout mice. Ten szczep charakteryzuje się obniżonym wydzielaniem interleukiny IL-6, co zmniejsza wydzielanie wydzielanie autotaksyny ATX:
Cytat:
Streszczenie Autotaksyna (ATX), która jest silnie ekspresjonowana i wydzielana przez adipocyty, działa jako kluczowy enzym do wytwarzania kwasu lizofosfatydowego (LPA) z lizofosfatydylocholiny.
Tkanka tłuszczowa jest głównym źródłem krążącego ATX, który moduluje poziom LPA w osoczu. Wzrost ekspresji ATX u pacjentów otyłych i myszy jest ściśle związany z insulinoopornością i upośledzoną tolerancją glukozy. Jednak mechanizm ekspresji ATX w adipocytach pozostaje w dużej mierze nieznany.
I tyle w tym temacie. Można w nieskończoność śledzić kolejne zależności pomiędzy hormonami i enzymami, ale jak to w układzie z wielokrotnymi sprzężeniami zwrotnymi bywa, nie dowiemy się, co było pierwsze, jajko czy kura. Tym bardziej, że nie możemy odnaleźć składu wykorzystywanych diet.
JW
interleukiny IL-6 to po prostu cytokiny prozapalne.
Cytat:
W kontekście patofizjologicznym, zwiększona ekspresja autotaksyny i podwyższone stężenie LPA są związane z różnymi stanami chorobowymi, takimi jak nowotwory, włóknienie płuc, reumatoidalne zapalenie stawów, stwardnienie rozsiane, otyłość i cukrzyca. Dlatego też szlak autotaksyna-LPA stanowi obiecujący cel terapeutyczny dla nowych leków, a inhibitory autotaksyny są badane jako potencjalne środki przeciwnowotworowe i przeciwzapalne.
Nie były to myszy modyfikowane genetycznie, a krzyżówka standardowych myszy i takich z mutacją genetyczną naturalnie występująca w naturze, która paradoksalnie powinna być odporna na negatywne skutki KD.
Ten sam dylemat mieli badacze, którzy analizowali analogiczne przypadki u ludzi.
Kiedy stwierdzano podobne skutki u ludzi na KD, tzn. stłuszczenie wątroby, insulinooporność i bliznowacenie, to nie pokuszono się o to żeby jednoznacznie stwierdzić, że to KD jest bezpośrednią przyczyną.
Z oczywistych przyczyn nie jest możliwe przeprowadzenie podobnych badań na ludziach, bo to by było równoznaczne z eksperymentami jakie prowadził Mengele.
Można ekshumować jakaś większą grupę niedawno zmarłych ludzi, którzy żywili się w ten sposób i poddać badaniom histopatologicznym. (Wiem. Kiepski żart.)
To co jedzą myszy laboratoryjne jest teraz wbrew pozorom ustandaryzowane i podlega ścisłej kontroli.
Wszystkie informacje na ten temat są ogólnodostępne.
To co jedzą myszy laboratoryjne jest teraz wbrew pozorom ustandaryzowane i podlega ścisłej kontroli.
Wszystkie informacje na ten temat są ogólnodostępne.
To proszę znaleźć tamte diety oprócz #2222 w wersji źródłowej, prezentowanej przez producentów.
JW
To co jedzą myszy laboratoryjne jest teraz wbrew pozorom ustandaryzowane i podlega ścisłej kontroli.
Wszystkie informacje na ten temat są ogólnodostępne.
To proszę znaleźć tamte diety oprócz #2222 w wersji źródłowej, prezentowanej przez producentów.
JW
Aż tak mi nie zależy.
Moją ciekawość w zupełności zaspokaja fakt, że w Europie myszy laboratoryjne jedzą białko roślinne lub zwierzęce w zależności od tego co zamówi laboratorium.
Może to być białko roślin strączkowych, kazeina lub mięso drobiowe.
Węglowodany to głowie pełne ziarna słonecznika, dyni.
Błonnik w formie włókien, ale jakich tego dokładnie nie podają.
Tłuszcze zwierzęce bądź roślinne, ale nie margaryna.
W przypadku białek i tłuszczów może to być mieszanka zwierzęcych i roślinnych.
Wbrew pozorom myszy laboratyoryjne jedzą lepiej niż większość ludzi, którzy uważają, że się zdrowo odżywiają.
W diecie myszek są uwzględnione wszystkiego makro i mikroelementy, zgodnie z zapotrzebowaniem na nie tych zwierzątek.
Jakby rzekł prawdępiszący - nie powodując destrukcji w ekosystemie, za którą z pewnością poniesie się konserwacje.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Śro Kwi 15, 2026 14:51, w całości zmieniany 1 raz
Nie wiemy, jak ostatecznie wpływa na metabolizm fakt, że wyhodowano myszy odmienne metabolicznie, o obniżonej ekspresji ATX.
To jest ustawiczne drążenie tematu i magiczne przekonanie, że cukrzycę należy leczyć eliminacją tłuszczy z pożywienia. Myszy, które mają zaburzony metabolizm tłuszczy poprzez depresję enzymu ATX muszą w jakiś sposób być podatne na choroby związane z otłuszczeniem i otyłością.
Badacze za wszelką cenę dążą do wykazania, że cukrzycę należy leczyć obniżaniem metabolizmu tłuszczów.
Nie tylko cukrzycę. Niewydolność serca obecnie jest leczona trimetazydyną, która blokuje betaoksydację kwasów tłuszczowych i przesuwa metabolizm serca w stronę spalania glukozy.
Trimetazydyna jest środkiem dopingującym dla sportowców wyczynowych, którzy muszą maksymalnie spalać glukozę a nie tłuszcze. Po co emerytowi taki doping?
JW
Nie wiemy, jak ostatecznie wpływa na metabolizm fakt, że wyhodowano myszy odmienne metabolicznie, o obniżonej ekspresji ATX.
To jest ustawiczne drążenie tematu i magiczne przekonanie, że cukrzycę należy leczyć eliminacją tłuszczy z pożywienia. Myszy, które mają zaburzony metabolizm tłuszczy poprzez depresję enzymu ATX muszą w jakiś sposób być podatne na choroby związane z otłuszczeniem i otyłością.
Badacze za wszelką cenę dążą do wykazania, że cukrzycę należy leczyć obniżaniem metabolizmu tłuszczów.
Nie tylko cukrzycę. Niewydolność serca obecnie jest leczona trimetazydyną, która blokuje betaoksydację kwasów tłuszczowych i przesuwa metabolizm serca w stronę spalania glukozy.
Trimetazydyna jest środkiem dopingującym dla sportowców wyczynowych, którzy muszą maksymalnie spalać glukozę a nie tłuszcze. Po co emerytowi taki doping?
JW
To prawda. Na ten aspekt nie zwróciłem uwagi, a coś na rzeczy jest.
Zostaje tylko jedna kwestia co do której obaj się zgadzamy. 10% energii z białka i 80% z tłuszczów to nieporozumienie.
50% energii z tłuszczu to raczej górna granica.
To prawda. Na ten aspekt nie zwróciłem uwagi, a coś na rzeczy jest.
Zostaje tylko jedna kwestia co do której obaj się zgadzamy. 10% energii z białka i 80% z tłuszczów to nieporozumienie.
50% energii z tłuszczu to raczej górna granica.
To prawda, 80% energii z tłuszczu, szczególnie jeżeli w pozostałych 20% węglowodany zajmują 10% a na białko pozostaje też tylko 10% to szkodliwa proporcja.
JW
Skoro już wiemy, jak są zbudowane tłuszcze, czym się między sobą różnią i co to są kompleksy lipidowe, to spróbujmy określić, co jest lepsze do żywienia.
Na jednym biegunie są przeżuwacze, które się żywią produktami fermentacji błonnika czyli kwasem octowym i propionowym, które są najkrótsze.
Na drugim biegunie sytuują się drapieżniki oraz człowiek.
Najpowszechniejsze w organizmach ssaków są kwasy: jednonienasycony oleinowy C18 oraz nasycony palmitynowy C16.
Jeżeli weźmiemy razem tłuszcze nasycone i mononienasycone, to stanowią one dziewięćdziesiąt kilka procent wszystkich tłuszczów. Tłuszcze wielonienasycone PUFA to zaledwie kilka procent. Jednocześnie dziś zaleca się spożywanie ich jako podstawowe a nawet nazywa niezbędnymi.
Najwięcej PUFA zawiera mleko ludzkie, 10% całości tłuszczów.
Mleko krowie, kozie, owcze zawiera mniej, 4% PUFA w całości tłuszczów.
Nawet żółtko jaja zawiera też tylko 9% PUFA.
Smalec, łój tylko 7% PUFA.
Reszta, to tłuszcze nasycone i mononienasycone.
Tylko tłuszcze roślinne mają odwrotne proporcje i monstrualne ilości PUFA.
JW
Na jednym biegunie są przeżuwacze, które się żywią produktami fermentacji błonnika czyli kwasem octowym i propionowym, które są najkrótsze.
Na drugim biegunie sytuują się drapieżniki oraz człowiek.
JW
Przede wszystkim nie jesteśmy wraz z drapieżnikami na przeciwległym biegunie do przeżuwaczy.
Jesteśmy gdzieś pośrodku między nimi.
Nie mamy ani typowego układu pokarmowego roślinożerców, ani drapieżników.
Wyewoluowaliśmy w pasie klimatu sprzyjającego wszystkożercom o zapotrzebowaniu na tak różnorodne składniki pokarmowe jak w naszym przypadku. Reszta skrajności to tylko dostosowanie się do środowiska i nic więcej.
Potrafimy pozyskiwać znaczne ilości lotnych kwasów tłuszczowych z fermentacji błonnika przy udziale bakterii, które odbywa się w jelicie grubym, jak i przeżyć w Arktyce.
To co właściwe jest gdzieś po środku.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Pią Kwi 17, 2026 08:02, w całości zmieniany 2 razy
Człowiek może się żywić wszystkim, tylko nie trawą jak przeżuwacze.
I ze względu na wit.B12 nie może się żywić samymi roślinami.
Drapieżniki też mogą się żywić węglowodanami przyswajalnymi, czego najlepszym przykładem niektóre karmy dla kota zawierające jakieś 70% węglowodanów.
Nie ma o co kruszyć kopii.
Wyjątkowymi tłuszczami w świecie roślinnym jest oliwa z oliwek i olej kokosowy.
Olej kokosowy zawiera 92% tłuszczów nasyconych, trzy razy więcej, niż smalec, tyle, że są to tłuszcze średniołańcuchowe, a PUFA tylko 2%.
Oliwa z oliwek zawiera głównie charakterystyczny dla ssaków jednonienasycony kwas oleinowy 73% i tylko 11% PUFA.
Podobnie smalec gęsi ma 11% PUFA.
Łój i smalec tylko 4-7% PUFA.
A tran zawiera 25% PUFA
JW
Człowiek może się żywić wszystkim, tylko nie trawą jak przeżuwacze.
I ze względu na wit.B12 nie może się żywić samymi roślinami.
Drapieżniki też mogą się żywić węglowodanami przyswajalnymi, czego najlepszym przykładem niektóre karmy dla kota zawierające jakieś 70% węglowodanów.
Nie ma o co kruszyć kopii.
Wyjątkowymi tłuszczami w świecie roślinnym jest oliwa z oliwek i olej kokosowy.
Olej kokosowy zawiera 92% tłuszczów nasyconych, trzy razy więcej, niż smalec, tyle, że są to tłuszcze średniołańcuchowe, a PUFA tylko 2%.
Oliwa z oliwek zawiera głównie charakterystyczny dla ssaków jednonienasycony kwas oleinowy 73% i tylko 11% PUFA.
Podobnie smalec gęsi ma 11% PUFA.
Łój i smalec tylko 4-7% PUFA.
A tran zawiera 25% PUFA
JW
Przede wszystkim trzeba zacząć wędrówkę od źródła.
Inaczej bez względu na to czy to będzie propaganda wegańska czy low carb, to będzie się miało wrażenie, że jest się rżniętym w tyłek.
Na ogół ludzie nie pytają wtedy o to, kto ich rżnie w zadek, tylko pytają dlaczego to boli, bo obiecywali, że będzie przyjemnie.
Po pierwsze nigdy nie prowadziliśmy nadrzewnego stylu życia, więc nie zeszliśmy z drzew.
Wywodzimy się od praprzodka, który też prowadził naziemny tryb życia.
Gdyby ludzie i szympansy wywodziły się od jednego przodka, to bonobo, które bardzo dużo czasu spędzają na ziemi i sporo chodzą w pozycji wyprostowanej, wykazywały by już jakieś zmiany ewolucyjnie, zmierzające w kierunku podobnym co homo sapiens. Tymczasem są dokładnie takie same jak 8 milionów lat temu.
Nie nastąpiły żadne zmiany anatomiczne ani mentalne.
My jesteśmy wszystkożercami od zawsze, tak jak podstawę diety bonobo stanowią owoce i rośliny ogólnie.
Podobnie jak goryle zjadają około 2-3% robaczków, które się nawijają przy okazji jedzenia roślinek.
7-8 mln lat temu na drzewach oliwnych nie rosła oliwa z oliwek w szklanych butelkach, a na plamach nie rosły słoiki z olejem kokosowym.
Hominidy prowadzące naziemny tryb życia jadły oliwki w całości i miąższ orzechów kokosowych. Wszystko to zawierało dużo tłuszczu, ale było też sporo błonnika.
Dlatego mamy jelito grube dużo dłuższe niż drapieżniki i krótsze niż goryl. Jelito cienkie zresztą też.
Jesteśmy hominidem o zasilaniu hybrydowym.
U człowieka w układzie mięśniowym dominują włókna wolnokurczliwe. U goryli i szympansów szybkokurczliwe.
Teoria, że zeszliśmy z drzew, oznaczała by to, że z tego powodu nastąpił ewolucyjny przyrost włókien wolnokurczliwych, dających nam większą wytrzymałość kosztem siły potrzebnej do dynamicznego poruszania się po drzewach.
Ewolucyjnie jest to możliwe. Tylko dlaczego bonobo poddające swoje organizmy presji chodu w pozycji wyprostowanej nie zmieniły ani o jote proporcji pomiędzy białymi a czerwonymi włóknami mięśniowymi?
Co dla nas oznacza bycie hybrydą? Ano to, że mikrobiota to jakby kolejny narząd pełniący mnóstwo funkcji, w którym przebiega mnóstwo reakcji biochemicznych. W tym synteza wielu substancji odżywczych.
Dlatego dyzbioza u człowieka powoduje choroby jak u przeżuwaczy, a na diecie pozbawionej błonnika trzeba uwzględnić dostarczanie wszystkich tych związków w pożywieniu, bo nie ma pożywki dla bakterii, które wcześniej je dla nas wytwarzały.
A to nie jest takie proste, bo nie je się obecnie surowego mięsa, surowych ryb czy podrobów tak jak to robili Inuici. Chociaż nawet oni sezonowo pozyskiwali wszelkie źródła błonnika.
To tylko tak w wielkim skrócie.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Pią Kwi 17, 2026 11:13, w całości zmieniany 2 razy
To ciekawa koncepcja, że człowiek jako jedyny naczelny nie jest potomkiem wspólnego przodka z szympansami. Pozostaje biblijny kreacjonizm albo dzieło Kosmitów będące jakimś homunkulusem
JW
To ciekawa koncepcja, że człowiek jako jedyny naczelny nie jest potomkiem wspólnego przodka z szympansami. Pozostaje biblijny kreacjonizm albo dzieło Kosmitów będące jakimś homunkulusem
JW
Żadni kosmici.
Mimo podobieństw genetycznych, fizycznych różnimy się od reszty naczelny tak znacznie, że nie jest możliwe, aby w ciągu kilku milionów lat takie różnice wykształciły się w toku ewolucji liniowej.
Rozdzielenie od wspólnego przodka nastąpiło dużo wcześniej, kiedy był to ssak nie wyspecjalizowany ani w bieganiu po drzewach ani w hasaniu po sawannie.
Goryl, szympans, szympans karłowaty czyli bonobo, to skutek ewolucji paralelnej. Dlatego u nich jest tyle podobieństw dotyczących niemal wszystkiego. Natomiast homo nie ewoluował równolegle z resztą małp. Stąd tyle różnic, mimo pozornych podobieństw.
Brak owłosienia, genetycznie uwarunkowany równomierny rozkład tkanki tłuszczowej, inna budowa krtani pozwalająca na rozwój mowy, homo mają lęk wysokości, tak jak inne zwierzęta nie żyjące na drzewach. Małpy nie mają lęku wysokości.
Małpy na schronienie wybierają wysoko położone punkty na drzewach. Unikają jaskiń jeśli nie jest to jedyne miejsce gdzie mogą się schronić. Człowiek wybierze jaskinię, mimo że ma zdolność wspinania się na drzewa.
My się wcześniej plątaliśmy blisko wody, zanim rozprzestrzeniliśmy się w innym środowisku.
Nie twierdzę, że teoria małpy wodnej jest w pełni uzasadniona.
Zapewne w części tak.
Dla zobrazowania tego jeszcze bardziej wyraziście, można użyć przykładu waleni. Hipopotamowate to najbliżsi krewni waleni, czyli wielorybów, orek, delfinów.
Czy ich rozdzielenie od wspólnego przodka nastąpiło 7-8 milionów lat temu? Raczej nie. Musiało to być dużo wcześniej.
Oczywiście takich przykładów można podawać wiele. Taraj - Fishing Cat, to kot z błonami pławnymi między palcami, który większość czasu spędza w wodzie.
Morświn, który jest w zasadzie mniejszym delfinem, ale w odróżnieniu od reszty roślinożernym. Itp itd.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Pią Kwi 17, 2026 21:34, w całości zmieniany 3 razy
Z tego nic nie wynika. Na razie badania genetyczne wskazują, że rozdzielenie człowieka od małp nastąpiło 3-8 mln lat temu.
Jeżeli naukowcy odkryją, że było to 20 mln lat temu, to niczego nie zmienia.
Na pewno człowiek nie polował na dinozaury, bo wtenczas musielibyśmy szukać przodków człowieka wśród szczurów.
JW
Nieodmiennie wracając do tłuszczy, bo taki jest temat, trzeba zauważyć, że PUFA ssaków, gdzie by ich nie szukał, stanowią zaledwie 2-11% całości tłuszczów.
Dotyczy to zarówno mleka, żółtek jak i tkanki tłuszczowej ssaków. Reszta, to głównie mononienasycony kwas oleinowy i nasycone kwasy palmitynowy oraz trochę stearynowego.
Wiązania podwójne powodują obniżenie temperatury topienia kwasu, dlatego zwierzęta zimnokrwiste i rośliny wykorzystują więcej kwasów PUFA.
Tran z wątróbek dorsza zawiera 25% PUFA, co i tak jest znacznie mniej, niż w typowych olejach roślinnych, wyłączając omawiane wcześniej oleje z kokosów i oliwek oraz olej palmowy.
Pozostałe oleje roślinne zawierają procentowo ogromne ilości PUFA, które jak wiemy są w nadmiarze źródłem stanów zapalnych i raka.
Olej krokoszowy, 79,5
Olej kukurydziany, 59
Olej lniany, 69
Olej palmowy, 6,5
Olej rzepak. tłocz. na zimno, 30,1
Olej rzepakowo-sojowy, 39,3
Olej rzepakowy niskoerukowy, 27
Olej sezamowy, 43,6
Olej słonecznikowy, 68
Olej sojowy, 50,3
Olej z kiełków kukurydzy, 39,3
Olej z nasion bawełny, 39,3
Olej z zarodków pszennych, 62,3
Masło roślinne, 27
JW
Z tego nic nie wynika. Na razie badania genetyczne wskazują, że rozdzielenie człowieka od małp nastąpiło 3-8 mln lat temu.
Jeżeli naukowcy odkryją, że było to 20 mln lat temu, to niczego nie zmienia.
Na pewno człowiek nie polował na dinozaury, bo wtenczas musielibyśmy szukać przodków człowieka wśród szczurów.
JW
Hehe. Ależ zmieniło by to, że może przestały by powstawać bzdurne teorie, jak to małpie, która zeszła z drzewa, wywaliło mózg do pięciokrotnie większej objętości, bo zaczęła jeść bardziej skoncentrowane źródło energii.
Dziwnym trafem, przez 50 mln lat żadnemu innemu gatunkowi się to nie udało, mimo że niektóre gatunki mogły by bez problemu dostarczyć pożywienia w takiej ilości, aby posiadać kilkukrotnie większy mózg. Np. niedźwiedzie. Te które żyją w klimacie w którym nie zapadają w sen zimowy.
Mimo to, od kilkudziesięciu milionów lat stosunek masy ciała do wielkości mózgu jest zbliżony.
Podał Pan bardziej prawdopodobny czas.
15 - 20 mln lat ma większy sens niż 2 - 8 mln.
Warto też sobie uzmysłowić, że teorie przedstawiane obecnie, to tylko propozycja. Przypuszczenie, że mogło to się zdarzyć w określonym czasie i miejscu.
Oraz że możliwe jest to, że nagle z przodek szympansa i ludzia nagle podzielił się na dwie frakcje i jedna zeszła stopniowo z drzew, co zastkutkowało tym, że z szympansiej pojemności 400 cm³ mózg naziemnej małpy nagle skurczył się do 300 cm³ Ardipiteka, a jak zaczął jeść padlinę, to dostał takiego kopa, że w krótkim czasie zwiększył pojemność pięciokrotnie.
To się za przeproszeniem kupy nie trzyma.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Sob Kwi 18, 2026 10:57, w całości zmieniany 1 raz
Hehe. Ależ zmieniło by to, że może przestały by powstawać bzdurne teorie, jak to małpie, która zeszła z drzewa, wywaliło mózg do pięciokrotnie większej objętości, bo zaczęła jeść bardziej skoncentrowane źródło energii.
Ależ tak to było, któryś małpi przodek zlazł z drzewa. Wszystkie małpy, a szczególnie duże, żyją w swoim ekologicznym siedlisku nadrzewnym. Przodkowie człowieka i małp sawannowych również tak żyli. Jakieś zmiany środowiska zmusiły niektóre małpy bardziej podatne na nowości do bezpowrotnego zejścia na ziemię.
Reszta naczelnych pozostała na drzewach a ci najmniej kreatywni wymarli.
Małpy sawannowe stopniowo przystosowały się do nowego środowiska tracąc nadmiar silnych mięśni małp nadrzewnych a przeznaczając zaoszczędzone w ten sposób pożywienie na rozwój mózgu. Równie dobrze ewolucja małp sawannowych mogła pójść pod ziemię sawanny, jak piesków preriowych, ale poszła w stronę naziemnych ludzi, słabych z dużym mózgiem.
To nie jedzenie mięsa ale stopniowe przystosowanie się do nowych warunków powodowało takie a nie inne zmiany ewolucyjne a zmiany ewolucyjne wzmacniały skuteczność przystosowania.
Pisaliśmy już o tym, że w sprzężeniu zwrotnym nie ma żadnego początku. Przyczyna powoduje skutek a skutek wzmacnia przyczynę. I tak w koło Macieju.
Anatomia, fizjologia i mózg człowieka okazały się najbardziej przydatne do przeżycia na sawannie dla naczelnych. Żadna inna małpa nie przeniosła się na ziemię poza hominidami. A potem człowiek jako jedyny przetrwał, reszta antropoidów wymarła.
Czy człowiek też wymrze, my tego się nie dowiemy. Na razie człowiek współczesny odniósł największy sukces ewolucyjny obok karaluchów i szczurów.
JW
Nieodmiennie wracając do tłuszczy, bo taki jest temat, trzeba zauważyć, że PUFA ssaków, gdzie by ich nie szukał, stanowią zaledwie 2-11% całości tłuszczów.
Dotyczy to zarówno mleka, żółtek jak i tkanki tłuszczowej ssaków. Reszta, to głównie mononienasycony kwas oleinowy i nasycone kwasy palmitynowy oraz trochę stearynowego.
Mleko kobiece i żółtka zawierają maksymalną ilość PUFA, 10% całości tłuszczów. Mleko rogacizny zawiera zaledwie 4-6% PUFA, smalec 6%, łój wołowy 4%, masło ekstra 2%.
Jak by nie patrzył i nie liczył, nie ma powodu, żeby człowiek dorosły spożywał tłuszcze o większej zawartości PUFA, niż 10%.
A wszystkie komercyjne oleje roślinne dostarczają tłuszcze o trzy-pięciokrotnie większym procencie PUFA oraz tłuszcze trans w maśle roślinnym.
Po co nam to było?
JW
Nieodmiennie wracając do tłuszczy, bo taki jest temat, trzeba zauważyć, że PUFA ssaków, gdzie by ich nie szukał, stanowią zaledwie 2-11% całości tłuszczów.
Dotyczy to zarówno mleka, żółtek jak i tkanki tłuszczowej ssaków. Reszta, to głównie mononienasycony kwas oleinowy i nasycone kwasy palmitynowy oraz trochę stearynowego.
Mleko kobiece i żółtka zawierają maksymalną ilość PUFA, 10% całości tłuszczów. Mleko rogacizny zawiera zaledwie 4-6% PUFA, smalec 6%, łój wołowy 4%, masło ekstra 2%.
Jak by nie patrzył i nie liczył, nie ma powodu, żeby człowiek dorosły spożywał tłuszcze o większej zawartości PUFA, niż 10%.
A wszystkie komercyjne oleje roślinne dostarczają tłuszcze o trzy-pięciokrotnie większym procencie PUFA oraz tłuszcze trans w maśle roślinnym.
Po co nam to było?
JW
Trochę się pogubiłem, bo chciał Pan początkowo określić ilość nnkt na dobę, która jest niezbędna.
Zmieniło się to teraz w krucjatę przeciwko wyższemu spożyciu niż to konieczne.
Dlatego na niektórych kontynentach jedzą od 10 do 30% energii z tłuszczów, co zaspokaja zapotrzebowanie na nnkt, a nasycone tłuszcze pochodzą z syntezy endogennej z węglowodanów.
Jeśli nie przyczynia się to do chorób i znacznego skrócenia długości życia, a wręcz odwrotnie, to co za różnica, czy zje się tłuszcze nasycone w większej ilości, czy organizm je sobie wytworzy?
Patrząc na to z boku, wygląda to trochę sekciarsko.
Tym bardziej, że nie można wykazać, że lepsze są nasycone egzogenne niż ich endogenna synteza.
Nie widzę, żebym ograniczał tłuszcze w ogóle, natomiast wykazuję, że szkodliwym jest paradygmat lansujący tłuszcze wielonienasycone z jednoczesnym potępianiem tłuszczów nasyconych.
Nikt nie zaprzeczy, że żółtko i mleko zawierają idealne wartości odżywcze dla rosnącego organizmu. A skoro nawet tam PUFA stanowią 10-5% całości tłuszczów, to widocznie tyle wystarcza. Reszta, 90-95% to długołańcuchowe tłuszcze nasycone oraz kwas oleinowy.
Skrótowo, żeby się nie powtarzać, podaję procenty PUFA w odniesieniu do całkowitej masy tylko tłuszczów, a nie całości pożywienia, w którym zawsze są jeszcze białka, węglowodany i woda.
JW
PS. U ssaków podwójne wiązanie może być wprowadzane na pozycję delta 4, 5, 6, 9 ale nigdy poza pozycję delta 9. Odwrotnie niż pozycje omega, pozycje delta są liczone z przeciwległego końca kwasu, czyli od strony grupy karboksylowej. Grupa karboksylowa COOH jest przytwierdzona do cząsteczki glicerolu. Następne wiązania podwójne ssaki mogą wprowadzać pomiędzy już istniejącym wiązaniem a grupą karboksylową. Oznacza to, że nie mogą tworzyć np. kwasu omega 3 z kwasu omega 6 lub 9.
To mogą zrobić tylko rośliny.
Tak więc nie wszystkie kwasy tłuszczowe ssaki mogą wytworzyć samodzielnie, a niektóre z nich są niezbędne do produkcji prostaglandyn, leukotrienów itp.
Nie widzę, żebym ograniczał tłuszcze w ogóle, natomiast wykazuję, że szkodliwym jest paradygmat lansujący tłuszcze wielonienasycone z jednoczesnym potępianiem tłuszczów nasyconych.
A to mamy inne doświadczenia. Stąd ta różnica zdań. Od 15 lat nie oglądam telewizji w ogóle. Wcześniej od mniej więcej 2002 roku oglądałem sporadycznie.
od lat słucham tylko RMF classic, a tam ilość reklam jest znikoma. Ilość reklam tzw medycznych jest śladowa.
Siłą rzeczy nie stykam się ze zdrowotną propagandą głównego nurtu.
Wszelkie informacje czerpię z netu, książek, filmów. I to nie koniecznie tych nowych.
Nastąpiło tu chyba zderzenie dwóch bardzo różnych światów.
Polecam każdemu, żeby chociaż na jakiś czas oderwał się od pochłaniania tych treści, które są narzucane, a nie są naszym indywidualnym wyborem.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Nie Kwi 19, 2026 18:59, w całości zmieniany 1 raz
Też nie oglądam TV od czasu inwazji PIS, a dziś jedynie streaming, tak mnie nieodwracalnie zniesmaczyły świętojebliwe miernoty, wszakże czasem o uszy się obiją reklamy, szczególnie, że teraz radiowa Trójka odradza się jak Feniks z popiołów.
JW
PS. Trójka zaczęła nadawać regularnie 1 kwietnia 1962, bo gomułkowscy komuniści pozwolili na stworzenie nowoczesnego radia skierowanego do młodych, radia najbardziej niezależnego od władzy komunistów w całym obozie sowieckim. Była nadawana tylko na UKF-ie, żeby nie docierała do sąsiednich krajów, które obstawiły polskie granice swoimi nadajnikami, tak, że już nawet w polskich regionach przygranicznych Trójka była zagłuszana przez "bratnie" rozgłośnie.
Później, po kilku miesiącach przerwy stanu wojennego 1981, Trójka została jednak uruchomiona. Komunista Rakowski wyraził się, że to dobrze, to bardzo dobrze że Trójka znowu nadaje.
Trzeba było dopiero inwazji pisowskich piesków, żeby Trójkę zdemolować, czego nie zrobili nawet komuniści w stanie wojennym.
Też nie oglądam TV od czasu inwazji PIS, a dziś jedynie streaming, tak mnie nieodwracalnie zniesmaczyły świętojebliwe miernoty, wszakże czasem o uszy się obiją reklamy, szczególnie, że teraz radiowa Trójka odradza się jak Feniks z popiołów.
JW
PS. Trójka zaczęła nadawać regularnie 1 kwietnia 1962, bo gomułkowscy komuniści pozwolili na stworzenie nowoczesnego radia skierowanego do młodych, radia najbardziej niezależnego od władzy komunistów w całym obozie sowieckim. Była nadawana tylko na UKF-ie, żeby nie docierała do sąsiednich krajów, które obstawiły polskie granice swoimi nadajnikami, tak, że już nawet w polskich regionach przygranicznych Trójka była zagłuszana przez "bratnie" rozgłośnie.
Później, po kilku miesiącach przerwy stanu wojennego 1981, Trójka została jednak uruchomiona. Komunista Rakowski wyraził się, że to dobrze, to bardzo dobrze że Trójka znowu nadaje.
Trzeba było dopiero inwazji pisowskich piesków, żeby Trójkę zdemolować, czego nie zrobili nawet komuniści w stanie wojennym.
Wychowałem się na Trójce i podobnie jak Pan przestałem jej słuchać po pisowskiej inwazji na media publiczne.
Nie mówię, że nie wrócę do słuchania Trójki, ale na chwilę obecną jakoś mnie w te rejony nie ciągnie.
A co do spraw związanych z odżywianiem, to moim skromnym zdaniem najważniejsze jest białko.
Jeśli się zjada 1,5-2 gramy białka na kilogram masy ciała, z produktów wysokobiałkowych, to nie ma bata, że się jednocześnie zje mało tłuszczu, bo jednocześnie zawierają one spore jego ilości. I nic więcej nie trzeba kombinować. Reszta to jakieś węglowodany i to cała tajemnica wiary.
Nie da się zjeść mało tłuszczu jedząc dużo białka z nie przetworzonych produktów wysokobiałkowych.
A w naszym wieku to tylko na plus wyjdzie jeśli ilość białka będzie podchodzić pod 2 gramy na kmc.
Nikt Pana nie będzie musiał asekurować podczas wędrówki do kibelka.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Pon Kwi 20, 2026 21:02, w całości zmieniany 1 raz
szczególnie, że teraz radiowa Trójka odradza się jak Feniks z popiołów.
No nie wiem, dla mnie lekkim plusem byk powrot Marka Wiernika ale juz zdazyl odszejsc. Muzycznie staraja sie wrocic do zlotych lat 80 ale to upolitycznienie stacji jest meczace i irytujace. Pal licho Renate Grochal ale "inkluzywna nowomowa" w wywiadach muzycznych to juz przesada. No i swiateczne Trojki i podsumowania jednak bez Manna i Niedzwieckiego nie sa juz takie same. Pisowcy zaczeli psuc te stacje a obecna wladza jak z wszelkimi pomyslami pisu - tworczo to kontynuuje i rozwija. Szkoda tej stacji, za czasow Gomulki nie bylo takiej kontroli nad muzyczna stacja.
_________________ Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Akademia Zdrowia Dan-Wit informuje, że na swoich stronach internetowych stosuje pliki cookies - ciasteczka. Używamy cookies w celu umożliwienia funkcjonowania niektórych elementów naszych stron internetowych, zbierania danych statystycznych i emitowania reklam. Pliki te mogą być także umieszczane na Waszych urządzeniach przez współpracujące z nami firmy zewnętrzne. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej o celu stosowania cookies oraz zmianie ustawień ciasteczek w przeglądarce.