Strona główna Fakty żywieniowe Jak się żywić? Przepisy Historia diety Forum  

  Forum dyskusyjne serwisu www.DobraDieta.pl  FAQ    Szukaj    Użytkownicy    Czat      Statystyki  
  · Zaloguj Rejestracja · Profil · Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości · Grupy  

Poprzedni temat «» Następny temat
Inuici -Eskimosi w 1908 roku
Autor Wiadomość
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Sob Maj 16, 2026 18:42   

Witold Jarmołowicz napisał/a:
Od stu lat, od czasów Hansa Selye dokładnie znana jest przyczyna miażdżycy, to stres przewlekły w fazie wyczerpania.
Wniosek słuszny; tylko co z niego wynika? Co buduje odporność na stres od strony żywieniowej?
Białko, witaminy rozpuszczalne w tłuszczach i NNKT.
Znów ta sama historia co w temacie czerniaka.
Wszystko rozbija się o ilość białka, którą sam Pan tu przed laty wielu poruszył.
Tam gdzie białko, tam i witaminy rozpuszczalne w wodzie. Nie da się dostarczyć ilości białka i witamin z grupy B jeśli 80-90% energii pochodzi z tłuszczu. Będzie brakować też minerałów odpowiedzialnych za prawidłowe działanie układu nerwowego.
Będzie za mało magnezu, selenu, boru, bromu, ale też szału nie będzie w ilości cynku i miedzi.
Jedynie podaż żelaza będzie ok, ale też nie u wszystkich.
Znów nie da się pominąć badań cytowanych przez dr Włodzimierza Ponomarenko, w których czterdziestoprocentowy udział energii z białka powoduje wysoką odporność somatyczną, co w zasadzie powinno być w książce W. Ponomarenko określone jako odporność psychosomatyczna, bo są to naczynia połączone, bo jedno nie funkcjonuje w oderwaniu od drugiego.
Dam jednak głowę, że to miał na myśli autor książki "Dieta niskowęglowodanowa". Zdając sobie zresztą sprawę z tego, że i budowanie tak odporności psychicznej jak i somatycznej jest oparte o te same mikro i makrelementy.

W sytuacji kiedy informacje o tych zależnościach są ogólnodostępne, każdy może sobie to przestudiować krok po kroku.
Nie jest to żadna wyższa filozofia.

To co mnie osobiście dziwi, to fakt, że pozostały w Panu resztki obaw przed białkiem w dużych ilościach i przywołuje Pan co jakiś czas zjawisko zwane rabbit starwation jako młot na czarownice.
40% energii z białka to ilość przy której nawet trudno zbliżyć się do zatrucia metabolitami z przemian metabolicznych białka.
To się zaczyna mniej więcej od 70% kalorii z białka.
A 50-60% energii z tłuszczów to jest aż nadto żeby zaspokoić zapotrzebowanie organizmu na energię.
Może warto spróbować na sobie. Niech się Pan przestawi na ponad 2 gramy białka na kg masy ciała i podzieli się wrażeniami.
Zawsze może to Pan potem przenieść na grunt zawodowy i zastosować u swoich podopiecznych.
Jason Fung nie ma takich obaw i stosuje u swoich pacjentów z dysfunkcjami nerek po 2,2 grama białka na kg masy ciała i zdrowieją.
Nawet ci z nefropatią cukrzycową.
Andreas Eenfeldt robi podobnie i nikt ze środowiska alopatów nie chce go linczować, bo jego pacjenci wrzucają w sieć wyniki przed i po dłuższym zastosowaniu się do jego zaleceń.

Nie chcem ale muszem zaznaczyć czasem różnice zdań pomiędzy nami, bo inaczej osiada Pan na laurach gdzieś pomiędzy J. Kwaśniewskim a W. Ponomarenko.
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Sob Maj 16, 2026 19:52   

Skoro wspominamy ś.p. Ponomarenkę, to zajrzałem do jego książki.
W ostatnim rozdziale "Moje sugestie" przywołany tutaj Włodzimierz Ponomarenko sugeruje, że wg niego osoby zdrowe mogłyby jadać po 100 g białka i tłuszczu oraz 130 g węglowodanów, co daje proporcję gramową B:T:W=1:1:1,3. Oczywiście wszyscy powinni dostosować ilości do swoich potrzeb. Mogą też jeść wg Lutza.
Jak przeliczymy to na energię to wyjdzie 1820 kcal, 22% białka, 49% tłuszczu i 29% węglowodanów.
W przypadku pierwotnych łowców na podstawie literatury Ponomarenko szacuje, że mogli spożywać 135 g białka, 64 g tłuszczu i 155 g węglowodanów w proporcji B:T:W= 1:0,5:1,1
a energetycznie 1740 kcal, białka 31%, tłuszczu 33% i węglowodanów 36%.
Dla 3000 kcal Ponomarenko szacuje spożycie białka 200 g, co daje 27% energii.
Do 40% energii z białka to daleko nawet dla głodujących często pierwotnych myśliwych.

A 2g białka na kilogram masy należnej to wcale nie tak dużo, próbowałem. Także próbowałem dietę stricte optymalną oraz wegetariańską, więc wiem, o czym piszę.
O rabbit starvation, które się zaczyna powyżej 40% białka piszę właśnie po to, żeby uspokoić a nie straszyć tych, co się boją przebiałczenia jedząc jeden befsztyk na tydzień.
JW
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Sob Maj 16, 2026 21:55   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
O rabbit starvation, które się zaczyna powyżej 40% białka piszę właśnie po to, żeby uspokoić a nie straszyć tych, co się boją przebiałczenia jedząc jeden befsztyk na tydzień.
JW


Gdyby Pan napisał, że rabbit starvation zaczyna się przy 40% z węglowodanów lub tłuszczu i 60% z białka, to by było bliższe prawdy.

To jest błędnie pojmowana definicja rabbit starvation.
Prawidłowa jest taka:
Cytat:
"Rabbit starvation (fat starvation, mal de caribou, protein poisoning) is an acute type of malnutrition that develops from a diet deficient in fat and where nearly all calories come from lean meat.".

Czyli wtedy, kiedy niemal cała energia pochodzi z białka.
A "prawie" robi wielką różnicę i nie ma to nic wspólnego z ilością białka/kmc, bo tego może być nawet 4,4 grama/kmc i rabbit starvation nie wystąpi, nawet po miesiącach tak wysokiego spożycia. https://link.springer.com/article/10.1186/1550-2783-11-19
Przy braku tłuszczu lub węglowodanów, rabbit starvation wystąpi bez względu na to, czym ktoś będzie się żywił samym białkiem w ilości 100 czy 300 gramów białka.

Organizm zużywa średnio 25% energii z białka na jego metabolizm. (Czasem jest to ponad 30%). W tym na utylizację szkodliwych metabolitów białka. Stąd zatrucie dopiero przy 70% energii z białka.
40 czy nawet 50% energii z białka nie powoduje żadnych negatywnych konsekwencji dla organizmu, a wręcz przeciwnie.

Wniosek z tego jest więc prosty. Jeśli uzupełni się ten trzydziestoprocentowy deficyt tłuszczem, albo trochę ponadto, to rabbit starvation nie wystąpi.
Jest to pi razy drzwi 1 kaloria z tłuszczu lub węglowodanów na 4 kalorie z białka. 
Łatwo obliczyć, że przy 2500 kalorii ogółem, już 625 kalorii z tłuszczu lub węglowodanów zapobiega zatruciu białkiem.
Cytat:
Stefánsson wanted to show the harm of a lean-meat-only diet versus a meat-and-fat diet. His experiment was conducted in the metabolic unit of Bellevue Hospital in New York City, under the supervision of doctors from Cornell University Medical School. First, Stefánsson ate only a lean meat (high protein) diet. After three or four days, symptoms began, which were reversed by the ingestion of fat. In the second part of the experiment, which lasted one year, he ate meat, fish, poultry, fats, and organ meats (brain, liver). He remained healthy on this high-protein, high-fat diet. The US government recognized the validity of these findings in a booklet for airmen downed in jungle, desert, or arctic terrain:
“Because of the importance of fats, under no circumstances limit yourself to a meat diet of rabbit.”

Flight Control Command Safety Education Division of the United States Army Air Force. Jungle, Desert, and Arctic Emergencies. 1941-1947.


Cytat:
Stefánsson chciał wykazać szkodliwość diety opartej wyłącznie na chudym mięsie w porównaniu z dietą mięsno-tłuszczową. Jego eksperyment przeprowadzono na oddziale metabolicznym szpitala Bellevue w Nowym Jorku, pod nadzorem lekarzy z Cornell University Medical School. Najpierw Stefánsson spożywał wyłącznie chude mięso (bogate w białko). Po trzech lub czterech dniach pojawiły się objawy, które ustąpiły po spożyciu tłuszczu. W drugiej części eksperymentu, która trwała rok, spożywał mięso, ryby, drób, tłuszcze i podroby (mózg, wątroba). Pozostał zdrowy dzięki tej wysokobiałkowej i wysokotłuszczowej diecie. Rząd USA uznał słuszność tych ustaleń w broszurze dla lotników zestrzelonych w dżungli, na pustyni lub w terenie arktycznym: 12
„Ze względu na znaczenie tłuszczów, pod żadnym pozorem nie ograniczaj się do diety mięsnej z królika”.

Jadł wyłącznie chude mięso, czyli w stu gramach miało 20-25% białka lub nieco więcej i 2-3% tłuszczu, co znaczy, że z tłuszczu czerpał około 20% energii. To za mało żeby pokryć deficyt wynikający z metabolizmu białka. 

Gdyby było inaczej, to australijscy Aborygeni wymarli by już tysiące lat temu, bo tam nie ma zwierzyny z wysoką ilością tkanki tłuszczowej.
Radzili sobie jako łowcy-zbieracze przez dziesiątki tysiecy lat, nie mając dostępu do mięsa fok i tłustych ryb z antarktycznych wód, uzupełniając dietę wszystkimi dostępnymi źródłami węglowodanów, w czym byli mistrzami.
Analogicznie do Afryki pisał o tym Alexander Lake w książce "Zabójcy w Afryce".
Cytat:
To właśnie biali giną śmiercią głodową, mimo że wokół mają jadalną korę, larwy, ślimaki, mrówki, liście, myszy i korzenie.


Jaśniej się tego (chyba)wytłumaczyć nie da.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Sob Maj 16, 2026 21:59, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Nie Maj 17, 2026 08:19   

Możemy tak długo i nieszczęśliwie.
Zgodnie z nazwą, rabbit starvation występowało u ludzi z konieczności jedzących chude króliki na Północy. Takie chude mięso rzeczywiście dostarcza głównie białko.
Weźmy wołowinę, która będzie podobna do północnych karibu.
Wołowina nieścięgnista B=22, T=2 to skrajnie chude mięso 83% energii z białka.
Ale już wołowina ścięgnista B=21, T=8, energii z białka 54%, z tłuszczu T=46%
Wołowina szponder B=19, T=16, energii z białka 35%, z tłuszczu 65%.
Zabójcza jest proporcja białka 80%, ale to jak widać maksimum, więcej, bez sztucznych odżywek się nie da osiągnąć. Poniżej jest cały obszar szkodliwej wołowiny o mniejszej proporcji białka.
Napisałem, że szkodliwość mięsa zaczyna się powyżej 40% i to jest początek. Jak się coś zaczyna, to się zaczyna od pewnej granicy.
Dzielenie włosa na czworo, że to nie jest 40 a 50 jest bez sensu. Żaden człowiek nie będzie w stanie żywić się dłużej nawet przy 40% proporcji białka.
Ze wszystkich relacji wynika, że przeciętna tolerowana ilość białka to 20-25% a minimalna to 10%. I na prawdę nie warto się spierać, czy to może być 27,5% czy 8,3%.
Poza ww. granicami zaczynają się schorzenia.
Skoro spotykaliśmy kobiety, dla których 18% z białka to już za dużo i wybrzydzały, że tylko mięcho i mięcho, to coś znaczy.
W przypadku białka organizm dosyć precyzyjnie określa swoje zapotrzebowanie.
JW
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Nie Maj 17, 2026 10:43   

Wielokrotnie pisałem tutaj, powtórzę.
Viljamur Stefansson ważył 68 kg, miał 173 cm wzrostu, BMI=23, przeżył 83 lata. Przez późniejsze dorosłe życie jadał 120 g białka oraz 220 g tłuszczu, co daje 20% udziału energii z białka i 1,8 g na kg masy ciała oraz prawie 80% energii z tłuszczu.
Stwierdzono to w rocznym eksperymencie klinicznym w nowojorskim szpitalu Bellevue, więc dane są znacznie dokładniejsze, niż jakiekolwiek inne na świecie. Stefansson miał wtenczas 47 lat. Nikt już nigdy nie zbadał tak dokładnie diety mięsnej.
Stefansson tak się żywił intuicyjnie, zgodnie z własnym smakiem, był zdrowy i silny, pomimo śladowej ilości wit.C w pożywieniu.
Te 20% energii z białka, z niewielkimi odchyleniami kilku procent, wydaje się optymalną ilością dla człowieka. 40% to już nie trochę, ale dwukrotnie więcej, znacznie za dużo.
JW
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Nie Maj 17, 2026 11:29   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Wielokrotnie pisałem tutaj, powtórzę.
Viljamur Stefansson ważył 68 kg, miał 173 cm wzrostu, BMI=23, przeżył 83 lata. Przez późniejsze dorosłe życie jadał 120 g białka oraz 220 g tłuszczu, co daje 20% udziału energii z białka i 1,8 g na kg masy ciała oraz prawie 80% energii z tłuszczu.
Stwierdzono to w rocznym eksperymencie klinicznym w nowojorskim szpitalu Bellevue, więc dane są znacznie dokładniejsze, niż jakiekolwiek inne na świecie. Stefansson miał wtenczas 47 lat. Nikt już nigdy nie zbadał tak dokładnie diety mięsnej.
Stefansson tak się żywił intuicyjnie, zgodnie z własnym smakiem, był zdrowy i silny, pomimo śladowej ilości wit.C w pożywieniu.
Te 20% energii z białka, z niewielkimi odchyleniami kilku procent, wydaje się optymalną ilością dla człowieka. 40% to już nie trochę, ale dwukrotnie więcej, znacznie za dużo.
JW

To nie oznacza, że to 40% energii z białka to jakaś mityczna granica.
Nick Norwitz który żywił się przez miesiąc tylko sardynkami nie doznał rabbit starvation.
Odsączone sardynki z puszki jakie jadł, przy prpoprcjach B do T dają około 55% energii z białka i 65 z tłuszczu.
Schudł ale stracił tylko tkankę tłuszczową bez utraty beztłuszczowej masy ciała.

Uzasadniłem powyżej jak wygląda sytuacja przy jeszcze większym procentowo udziale białka. Od strony fizjologicznej wygląda to tak, że aby nie wystąpiło zatrucie białkiem, co najmniej ⅓ energii powinna pochodzić z tłuszczów lub węglowodanów, bo organizm potrzbuje 4 cząsteczki ATP na utylizację i wydalenie cząsteczki amoniaku, a z samego białka nie jest w stanie tego uzyskać i to cała tajemnica wiary w ogólnym skrócie.

Przeciętny organizm człowieka może zmetabolizować średnio 300 gramów białka bez uszczerbku dla zdrowia jeśli co najmniej 30-35% energii będzie pochodzić z tłuszczów lub węglowodanów, lub z obu jednocześnie.
Dopiero poniżej tej granicy zaczynają się schody.

Kwestia witaminy C to jak rozumiem kwestia poboczna.
Rozmawialiśmy yu już o tym kika razy. Przy niskiej glikemii, spada zapotrzebowanie na kwas askorbinowy, który nie musi konkurować z glukozą o to które pierwsze się wchłonie.

I jeszcze raz o Nicku Norwitzie. Tym razem o tym jak przez miesiąc jadł 25 jajek. Tych niewielkich ilości jagód i gorzkiej czekolady jakie przez ten miesiąc zjadł, nie ma sensu wliczać.
I tak jak w przypadku miesiąca na samych sardynkach, tak na samych jajkach też daje to ponad 50% energii z białka, przy braku jakichkolwiek zaburzeń w funkcjonowaniu organizmu, co zresztą potwierdził badaniami po zakończeniu tego eksperymentu.

To gdzie ten rabbit starvation przy 40% energii z białka, panie Witoldzie?
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Nie Maj 17, 2026 11:57, w całości zmieniany 5 razy  
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Nie Maj 17, 2026 12:37   

Dobrze, niech więc będzie Mickiewiczowskie 44.
Z badania Stefanssona, dla wygody przetłumaczonego w Googlu.
Cytat:
Tabela III przedstawia dane dotyczące żywienia dla każdego dnia tego okresu. Przez pierwsze 2 dni jego dieta była zbliżona do diety Eskimosów, jak podają Krogh i Krogh (3), z wyjątkiem tego, że stanowiły 45% jego kalorii z pożywienia. Zaburzenia jelitowe rozpoczęły się 3 dnia tej diety. Przez kolejne 2 dni spożywał znacznie mniej białka i więcej tłuszczu, tak że otrzymywał około 20% kalorii z białka i 80% z tłuszczu. W ciągu tych dwóch dni stan jego jelit unormował się bez leków.
Klasyka, spożywanie powyżej 44% energii z białka powoduje poważne zaburzenia jelitowe, prowadzące ostatecznie do śmierci, bo nie można mieć nieustannie biegunki i funkcjonować przez rok. To samo opisywał Farley Mowet w swojej książce "Ginące plemię".
JW
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Nie Maj 17, 2026 13:18   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Dobrze, niech więc będzie Mickiewiczowskie 44.
Z badania Stefanssona, dla wygody przetłumaczonego w Googlu.
Cytat:
Tabela III przedstawia dane dotyczące żywienia dla każdego dnia tego okresu. Przez pierwsze 2 dni jego dieta była zbliżona do diety Eskimosów, jak podają Krogh i Krogh (3), z wyjątkiem tego, że stanowiły 45% jego kalorii z pożywienia. Zaburzenia jelitowe rozpoczęły się 3 dnia tej diety. Przez kolejne 2 dni spożywał znacznie mniej białka i więcej tłuszczu, tak że otrzymywał około 20% kalorii z białka i 80% z tłuszczu. W ciągu tych dwóch dni stan jego jelit unormował się bez leków.
Klasyka, spożywanie powyżej 44% energii z białka powoduje poważne zaburzenia jelitowe, prowadzące ostatecznie do śmierci, bo nie można mieć nieustannie biegunki i funkcjonować przez rok. To samo opisywał Farley Mowet w swojej książce "Ginące plemię".
JW


Trudno w takim razie powiedzieć, dlaczego Nick Norwitz znosi dużo większe procentowo ilości bez uszczerbku na zdrowiu. Jest to wręcz dla niego zdrowotnie korzystne.

Jest sporo ludzi na diecie Dukana, która w początkowej fazie zakłada, że większość energii pochodzi z białka.
Niektórzy po jakimś czasie niedomagają, ale jest to raczej po miesiącach czy latach takiej diety, ale nie po kilku dniach.

Nie można lekceważyć też tego, że tłuszcz nie jest tylko dubstratem do wytwarzania energii. Działa alkalizująco i osłonowo na układ pokarmowy.
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Nie Maj 17, 2026 14:16   

Strix aluco napisał/a:
Trudno w takim razie powiedzieć, dlaczego Nick Norwitz znosi dużo większe procentowo ilości bez uszczerbku na zdrowiu. Jest to wręcz dla niego zdrowotnie korzystne.
Jest sporo ludzi na diecie Dukana, która w początkowej fazie zakłada, że większość energii pochodzi z białka.
To co w końcu Nick jada?
Domniemywam, że proporcje są podawane w gramach, wtenczas przy proporcji 50% gramów białka, energetycznie wychodzi 30% kcal. Z trudem, ale da się wytrzymać.

Dieta Ducana polega na jedzeniu chudego mięsa, dodawaniu trochę węglowodanów i kompulsywnym unikaniu tłuszczów, dlatego jakoś można na niej funkcjonować. Dieta Ducana bazuje właśnie na wzbudzaniu niechęci do jedzenia, ponieważ tam jest za dużo białka. Po schudnięciu diety należy przestrzegać tylko raz w tygodniu. A przed schudnięciem organizm bierze tłuszcz z własnej tkanki tłuszczowej i o to chodzi. Dla człowieka szczupłego dieta się nie nadaje, w najlepszym wypadku raz na tydzień.
JW
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Nie Maj 17, 2026 15:57   

Cytat:
BADANIE DIETY I METABOLIZMU ESKIMOSÓW PRZEPROWADZONE W 1908 ROKU PODCZAS WYPRAWY NA GRENLANDIĘ, AUGUST KROGH I MARIE KROGH

Eskimosi są prawdopodobnie najbardziej mięsożernym ludem na Ziemi, żywiąc się, jak większość z nich, niemal wyłącznie mięsem i rybami. Na duńskich stacjach handlowych można kupić chleb i mąkę, ale Eskimosi mieszkający z dala od tych miejsc zużywają ich bardzo mało i przez długi czas mogą być całkowicie pozbawieni pożywienia roślinnego. Jedynymi rodzimymi roślinami jadalnymi są jagody borówki amerykańskiej (Vactinium uliginosum), dzięgiel lekarski (Archidea officinalis) i kilka wodorostów. Jagody borówki amerykańskiej dojrzewają pod koniec sierpnia i są czasami spożywane w znacznych ilościach jesienią, ale z reguły połyka się je jak tabletki i przechodzą przez jelita prawie lub całkowicie niezmienione. Młode pędy dzięgla są spożywane jako przysmak w lipcu. Ilościowo nie ma to znaczenia. Wodorosty (Laminaria i niektóre Rhodophyceae) są spożywane razem z małżami, gdy nie ma innego pożywienia, ale „życie z plaży” oznacza całkowite ubóstwo. Niektórzy Eskimosi lubią wodorosty i jedzą je, gdy tylko mogą je zdobyć. Wspomnieliśmy dalej, że na wpół strawione resztki roślin znajdujące się w żołądku renifera są bardzo lubiane przez Eskimosów, ale stosunkowo rzadko dostępne, wyczerpując tym samym listę eskimoskich warzyw.

Swoim głównym i ulubionym pożywieniem Eskimosi czerpią z fok. Zjadają mięso, wątrobę, krew i trochę tłuszczu. Mięso foki jest bardzo ciemne, prawie czarne (prawdopodobnie ze względu na dużą zawartość hemoglobiny). W stanie świeżym zawiera około 19% albuminy. Może być bogaty w glikogen (2—4%)2 i zawiera bardzo mało widocznego, ale jak pokazują analizy dr Benedictsa, duży procent niewidocznego tłuszczu (6—10%). Eskimosi po prostu gotują go razem z niewielką ilością tłuszczu (czasem w wodzie morskiej), w wyniku czego kurczy się i traci na wadze. 1 kg świeżego mięsa foki daje 0,77 kg gotowanego mięsa. Zazwyczaj spożywa się je bez żadnych dodatków. Oprócz fok Eskimosi jedzą mięso reniferów, morsów i wielorybów. Wieloryby występują w dużych ilościach, ale nie są regularnie łowione. Zwyczajowo strzela się do każdego wieloryba, który podpłynie wystarczająco blisko. Zawsze istnieje ryzyko, że wieloryb umrze od ran, a jego tusza zostanie odprowadzona na brzeg i zostanie znaleziona. Skóra młodych wielorybów jest uważana za szczególny przysmak. Niedawno została zbadana przez Bertelsena3 i stwierdzono, że zawiera niezwykle dużą ilość glikogenu.
Wątroba jednej z fok (Phoca barbata), a także niedźwiedzia polarnego, jest odrzucana przez Eskimosów, ponieważ jest trująca, a psy również jej nie jedzą.
Wbrew różnym enuncacjom dawni Inuici jadali bardzo mało roślin, jak widać.
JW
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Nie Maj 17, 2026 17:22   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Strix aluco napisał/a:
Trudno w takim razie powiedzieć, dlaczego Nick Norwitz znosi dużo większe procentowo ilości bez uszczerbku na zdrowiu. Jest to wręcz dla niego zdrowotnie korzystne.
Jest sporo ludzi na diecie Dukana, która w początkowej fazie zakłada, że większość energii pochodzi z białka.
To co w końcu Nick jada?
Domniemywam, że proporcje są podawane w gramach, wtenczas przy proporcji 50% gramów białka, energetycznie wychodzi 30% kcal. Z trudem, ale da się wytrzymać.

Dieta Ducana polega na jedzeniu chudego mięsa, dodawaniu trochę węglowodanów i kompulsywnym unikaniu tłuszczów, dlatego jakoś można na niej funkcjonować. Dieta Ducana bazuje właśnie na wzbudzaniu niechęci do jedzenia, ponieważ tam jest za dużo białka. Po schudnięciu diety należy przestrzegać tylko raz w tygodniu. A przed schudnięciem organizm bierze tłuszcz z własnej tkanki tłuszczowej i o to chodzi. Dla człowieka szczupłego dieta się nie nadaje, w najlepszym wypadku raz na tydzień.
JW


Coś mi się chyba pomieszało w przypadku jajek.
Jedząc 25 jajek dziennie (bez dodatku tłuszczu), przy zawartości 6,5 grama białka i 5 gramach tłuszczu w jednym jajku, nie dobił do 40% energii z białka.

Ale na tej diecie sardynkowej przekroczył 50% energii z białka, bo odsączone sardynki z puszki mają 25% białka i 10% tłuszczu. Jadł tak 30 dni. Gdyby rabbit starvation bezwzględnie występował po kilku dniach przy 45% energii z białka, to by wystąpił u niego.

Może to kwestia równic osobniczych.
Oprócz różnic osobniczych są jeszcze różnice obejmujące większe grupy, np. etniczne, rasy itd.
Nie mam wiedzy na temat różnic tolerancji na wysoką ilość białka poszczególnych grup, ale indywidualne zapewne bywają duże.

W procentach energii z tłuszczu na diecie sardynkowej też się walnąłem, co teraz zauważyłem.
Jeśli 55% energii pochodziło z białka, to z tłuszczu jest to oczywiście 45% a nie 65%.

Jak dla mnie fajna opcja. Licząc kiedyś z ciekawości wyszło mi że u mnie jest to od dłuższego czasu permanentne przekraczanie 30% energii z białka i dla mnie to najlepsza z możliwych opcji.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Nie Maj 17, 2026 17:37, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Pon Maj 18, 2026 08:53   

Duńscy naukowcy przeprowadzali swoje prace badawcze w południowo zachodniej części Grenlandii na wyspie Disko.
Cytat:
https://archive.org/details/studyofdietmetab51krog/page/n17/mode/2up?ref=ol
A STUDY OF THE DIET AND METABOLISM OF ESKIMOS UNDERTAKEN IN 1908 ON AN EXPEDITION TO GREENLAND BY AUGUST KROGH and MARIE KROGH
Wprowadzenie i opis wyprawy.
Badania opisane w niniejszym artykule zostały podjęte w 1908 roku przede wszystkim w celu wyjaśnienia, w miarę możliwości, pewnego zagadnienia związanego z katabolizmem białka, a mianowicie prawdopodobnego podziału białka na część azotową i bezazotową oraz możliwości magazynowania tej ostatniej do późniejszego wykorzystania w organizmie, zgodnie z jego potrzebami.
Uznaliśmy, że pewien wgląd w ten proces można by uzyskać, określając ilość wydalanego azotu i CO2 oraz pobór tlenu w krótkich, następujących po sobie okresach po spożyciu dużych ilości albuminy.
Bylibyśmy wówczas w stanie obliczyć ilość zatrzymanego węgla, a na podstawie odpowiadających mu współczynników oddechowych można by wyciągnąć wnioski dotyczące formy, w jakiej był on magazynowany. Z oczywistych względów pożądane byłoby przeprowadzenie takich eksperymentów na ludziach, a gdyby możliwe było karmienie badanego albuminą w ilości przekraczającej jego zapotrzebowanie energetyczne, uznaliśmy, że mamy realną szansę na uzyskanie rzetelnych informacji.
Mieliśmy wszelkie powody, by sądzić, że przeprowadzenie takich eksperymentów na Eskimosach będzie możliwe. Powiedziano nam, że Eskimosi potrafią zjeść ogromną ilość czystego mięsa w bardzo krótkim czasie (15 funtów w niecałe 14 godzin), a obserwacje, które jeden z nas miał okazję poczynić podczas pobytu na Grenlandii kilka lat temu, zdawały się potwierdzać te stwierdzenia. Gdyby były one choć w przybliżeniu poprawne, całkowity metabolizm takiej ilości w ciągu 24 godzin wydawał się nie do pomyślenia, a ustalenie formy, w jakiej przechowywany był materiał, wydawałoby się możliwe.
Przez długi czas powstrzymywały nas przed podjęciem takich badań ogromne trudności nieodłącznie związane z przeprowadzaniem tego rodzaju eksperymentów fizjologicznych w arktycznym kraju o bardzo słabej komunikacji i na osobach, które można by co najwyżej określić jako półcywilizowane. Ogromna liczba analiz żywności, moczu i gazów oddechowych, które byłyby konieczne, działała również odstraszająco...

Wyruszyliśmy z Kopenhagi 30 maja 1908 roku na pokładzie statku S/S „Hans Egede” i po odwiedzeniu kilku stacji handlowych wzdłuż wybrzeża, 23 czerwca dotarliśmy do Egedesminde (szer. geogr. 68°25' N). Kajakiem poinformowano o tym fakcie stację arktyczną, położoną 50 mil na północ, po drugiej stronie zatoki Disco, a trzy dni później, wczesnym rankiem, pan Porsild przypłynął motorówką należącą do stacji. Tego samego dnia wyruszyliśmy do Disco. Ze względu na ciężar naszego bagażu konieczne było załadowanie jego części na mniejszą łódź i zabranie go na hol.
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Pon Maj 18, 2026 09:02   

Cytat:
Ibidem
Chociaż podane tu liczby mogą z łatwością wahać się w granicach 10% i być może nawet o 20% lub więcej, główny wynik nie ulega wątpliwości. Pożywienie Eskimosów, choć zawiera normalną ilość energii, jest niezwykle bogate w białko i tłuszcz oraz zawiera wyjątkowo małą ilość węglowodanów, z których około 1/2 jest reprezentowane przez glikogen zawarty w mięsie.
Pokarm Eskimosów nie jest bynajmniej dostępny regularnie, ale okresy obfitości przeplatają się z okresami, gdy foki są rzadkie lub wręcz niedostępne. Inne źródła zaopatrzenia mogą również okresowo zanikać zimą, a ponieważ Eskimosi są wyjątkowo mało zapobiegliwi, okresy rzeczywistego, choć nigdy całkowitego, głodu nie są rzadkością. Eskimosi przygotowują się na takie okresy głównie poprzez gromadzenie zapasów tłuszczu w swoich ciałach w okresie obfitości. Rink wyraża opinię, że młodzi i silni ludzie mogą przez kilka miesięcy, gdy foki są w obfitości, zjadać 4 kg mięsa dziennie, a nawet więcej. Zwyczaje żywieniowe Eskimosów są bardzo zbliżone do zwyczajów dużych mięsożerców. Eskimoski myśliwy polujący na foki wstaje wcześnie rano i nie przyjmuje żadnego pożywienia poza kubkiem wody, zupą, a obecnie zazwyczaj kawą. Wyrusza na polowanie albo bez jedzenia, albo z małym kawałkiem suszonego lub mrożonego mięsa. Wraca po południu (zazwyczaj około 15:00-16:00) i gdy tylko mięso będzie gotowe, zaspokaja swoje pragnienie, a następnie kładzie się spać na kilka godzin. Potem rozmawia i dobrze się bawi, a przed pójściem spać zazwyczaj zjada kolejny posiłek, a na ten ostatni posiłek dnia często preferuje się ryby, nawet jeśli mięso jest pod ręką.
Podczas zimowych wypraw saniami na północy obserwuje się te same zwyczaje żywieniowe. Pożywienie na takie wyprawy składa się z suszonego lub mrożonego mięsa i tłuszczu. Po spożyciu pełnego posiłku z mrożonego mięsa (temperatura —30°C lub niższa) w nocy pierwszym efektem jest uczucie ekstremalnego zimna z silnymi dreszczami, ale pół godziny później pojawia się uczucie ciepła.
Efekty zaczynają się ujawniać, a Eskimosi i ich psy, karmione w ten sam sposób i z takimi samymi rezultatami, mogą spać pod gołym niebem w takie noce, mając jedynie sanie rozstawione jako schronienie przed wiatrem. Przyspieszony metabolizm, wynikający z substancji albuminowych i niezależny od pracy mięśni, może mieć w takich sytuacjach kluczowe znaczenie dla organizmu.
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Pon Maj 18, 2026 09:20   

Cytat:
Tamże
Może być interesujące zbadanie cech psychicznych i fizycznych Eskimosów, aby sprawdzić, czy można wykryć wpływ ich specyficznej diety.
Są niskiego wzrostu (średni wzrost mężczyzn 1,60 m, kobiet 1,50 m), dobrze zbudowani i z wyraźną skłonnością do tycia. Są zdolni do ciężkiej i długotrwałej pracy mięśni, ale nie są do niej psychicznie predysponowani. Posiadają niezwykłą zdolność znoszenia zimna i trudów, ale niewątpliwie należy to przypisać głównie warunkom klimatycznym i społecznym, a tylko w ograniczonym stopniu diecie.
Stan zdrowia w Grenlandii jest ogólnie dość dobry, choć klimat i skrajnie niehigieniczne warunki życia tubylców są przyczyną wielu przypadków reumatyzmu, atakującego mięśnie i nerwy, a także niektórych poważniejszych chorób.
Jeśli chodzi o choroby, które mogą lub muszą być związane z dietą, szczególnie godne uwagi jest to, że choroby związane z kwasem moczowym praktycznie nie występują, pomimo spożywania pokarmów bogatych w produkty pochodzenia zwierzęcego i nukleinowego.
Okresy obfitości pożywienia charakteryzują się wybuchami czyraczności, a lekarze, a także sami tubylcy, zauważyli, że w takich okresach wielu z nich jest wyjątkowo podatnych na obfite i częste krwawienia z nosa.
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Pon Maj 18, 2026 09:24   

Cytat:
Ibidem
Jeśli chodzi o zdolności umysłowe, godną uwagi cechą jest to, że Eskimosi są prawdopodobnie najbardziej pokojowo nastawioną i niewojowniczą rasą na świecie. Trudno zgodzić się z powszechnym przekonaniem, że konsekwencją diety mięsożernej i życia myśliwskiego powinna być absolutna niezdolność psychiczna do zadania ciosu bliźniemu, ale tak właśnie jest w Grenlandii. O ile wiadomo, kłócą się między sobą bardzo rzadko i że jakakolwiek kłótnia, nawet najpoważniejsza, miałaby prowadzić do bójek, jest absolutnie nie do pomyślenia na Grenlandii. Jeśli Eskimos poczuje wstręt do drugiego, po prostu będzie go unikał, a w razie potrzeby odejdzie i osiedli się gdzie indziej. Dawniej zwyczajem było spotykanie się na wielkich ucztach i tam rozstrzyganie sporów pieśniami, w których każdy charakteryzował drugą stronę według swoich możliwości. Zwyciężał ten, który potrafił rozśmieszyć przeciwnika najbardziej przez publiczność, ale nawet takie występy nigdy nie prowadziły do ​​bójek.
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Pon Maj 18, 2026 09:52   

Cytat:
Kontynuując
Spożycie białka w dniach mięsnych było znacznie poniżej naszych oczekiwań, ale nadal uważamy, że jest to najwyższy odnotowany wynik dla człowieka...

Ogólnie rzecz biorąc, analizy pokazują, że nadmierne ilości białka i tłuszczu przyjmowane w dniach mięsnych są niezwykle dobrze wykorzystywane w jelitach Eskimosów; utrata energii w kale wynosi średnio około 350 kcal na dzień mięsny, czyli od 7 do 10% energii z pożywienia.
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Pon Maj 18, 2026 11:28   

Zakładając, że to było tłuste mięso z zawartością 15% białka, to 15 funtów daje 0,45×15 = 6,75 kg mięsa.
6,75 × 15% daje 1012 gramów białka, zmetabolizowych przez ludzia o wzroście przerośniętego krasnala.
Kiedy jedli "tylko" 4 kg mięsa na dobę, to było to 0,6 kg białka na dobę.
PS to tylko dywagacje, bo być może zaniżyłem zawartość białka w tym co określono jako "czyste mięso".
Jeśli tak, to różnice mogą być znaczne. Tzn. białka mogło być do 30% więcej.

Warto zaznaczyć, że niektórzy niskowęglowodanowi guru, uważają że szkodliwa ilość białka to powyżej 100 gramów na dobę.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Pon Maj 18, 2026 11:51, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Pon Maj 18, 2026 11:35   

Przy średniej proporcji Eskimosów B:T:W= 280:135:54 = 1:0,48:0,2
energetycznie B=44%, T=48% W=8%
współczynnik oddechowy RQ wahał się pomiędzy 0,8 a 0,9.
Mamy więc tutaj słynną mickiewiczowską granicę 44% energii z białka :papa:
i to na prawdę jest granica możliwa do osiągnięcia tylko przez przystosowanych do tego Inuitów. Stefansson wytrzymywał zaledwie 20%, na 44% pochorował się w ciągu trzech dni.
Współczynnik oddechowy jest wysoki, bo oprócz spożytych 54 g węglowodanów Inuici mogli wyprodukować z białka ponad 150 g glukozy,
czyli razem mieli do dyspozycji 200 g.

Ja, spożywając jakieś 120 g węglowodanów i 90 g białka mam współczynnik RQ=70, znacznie niższy, świadczący o spalaniu głównie tłuszczy, których zjadałem 190-200g. Tak sobie to kilka razy kalkulowałem live.

Cytat:
Ibidem
Podsumowanie.
Normalna dieta Eskimosów zawiera nadmierną ilość białka zwierzęcego (280 g) i dużo tłuszczu (135 g), podczas gdy ilość węglowodanów jest wyjątkowo mała (54 g, z czego ponad połowa pochodzi z glikogenu z pożywienia). Ich nawyki żywieniowe są bardzo podobne do nawyków zwierząt mięsożernych.
Dieta nie wydaje się mieć żadnego szkodliwego wpływu na ludzi. Są oni zdolni do długotrwałej pracy i niezwykle odporni na zimno i trudy. Choroby związane z kwasem moczowym są u nich bardzo rzadkie, jeśli w ogóle występują.
W naszych eksperymentach żywieniowych, przeprowadzonych pod ścisłą kontrolą w komorze oddechowej, zaobserwowaliśmy maksymalne dzienne spożycie 1804 g gotowanego mięsa foki, zawierającego 85 g azotu i 218 g tłuszczu, ale jest to znacznie mniej niż ilości odnotowane dla Eskimosów w stanie wolnym.
Duże ilości mięsa są dobrze przyswajane i wykorzystywane przez Eskimosów. Utrata azotu z kałem wynosi 3–5 g dziennie, a strata energii poniżej 10% pożywienia.
Maksymalna ilość azotu stwierdzona w moczu w ciągu jednego dnia wyniosła 53 g. Po podaniu mięsa po diecie ubogiej w azot, w ciągu pierwszych 24 godzin wydalano tylko około 60% azotu (od 5 godzin po pierwszym posiłku mięsnym do 18 godzin po ostatnim), a 40%/0 (30 g) ulegało zatrzymywaniu.
Krzywe moczu bardzo wyraźnie pokazują współzależność wydalania azotu i wody. W nocy po spożyciu dużej ilości mięsa następuje zatrzymywanie azotu, a także wody do około 4 nad ranem, ale zatrzymana ilość jest wydalana w dużych ilościach w ciągu następnych dwóch (do trzech) godzin. W tym przypadku mamy niewątpliwie do czynienia z zatrzymywaniem mocznika z powodu zmniejszonej aktywności czynnościowej nerek.
Wahania azotu „endogennego” są niewielkie (od 2 do 4 g).
Wymiana oddechowa, określona w naszych eksperymentach, zmienia się nieregularnie w ciągu dnia, ale jest zawsze wyższa po południu (od 14:00 do 10:00) niż przed południem (18:00-14:00). W nocy jest prawie stała i praktycznie niezależna od rodzaju katabolizowanych substancji. Metabolizm podczas snu na kg masy ciała i godzinę jest nieznacznie różny dla różnych par badanych (1,30-1,14 kalorii).
Specyficzne dynamiczne działanie katabolizowanego białka zostało obliczone na podstawie wszystkich 8-godzinnych okresów w dwóch grupach i wynosi 8,6 + 5,0 °/° wartości kalorycznej katabolizowanego białka.
Z naszych eksperymentów wynika, że ​​Eskimosi są w stanie zatrzymać dużą ilość białka przez pewien okres przekraczający 24 godziny i wykorzystać je jako źródło energii z bardzo niewielkimi stratami.
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Pon Maj 18, 2026 12:14   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Przy średniej proporcji Eskimosów B:T:W= 280:135:54 = 1:0,48:0,2
energetycznie B=44%, T=48% W=8%
współczynnik oddechowy RQ wahał się pomiędzy 0,8 a 0,9.
Mamy więc tutaj słynną mickiewiczowską granicę 44% energii z białka :papa:
i to na prawdę jest granica możliwa do osiągnięcia tylko przez przystosowanych do tego Inuitów. Stefansson wytrzymywał zaledwie 20%, na 44% pochorował się w ciągu trzech dni.
Współczynnik oddechowy jest wysoki, bo oprócz spożytych 54 g węglowodanów Inuici mogli wyprodukować z białka ponad 150 g glukozy,
czyli razem mieli do dyspozycji 200 g.

Ja, spożywając jakieś 120 g węglowodanów i 90 g białka mam współczynnik RQ=70, znacznie niższy, świadczący o spalaniu głównie tłuszczy, których zjadałem 190-200g. Tak sobie to kilka razy kalkulowałem

Wniosek z tego taki, że to przy jakiej ilości białka procentowo się ktoś rozchoruje, to sprawa mocno indywidualna.

Pański współczynnik oddechowy wynika z tego, że nie musi Pan jeść tak jak Inuici żeby przetrwać.
Bardziej miarodajne było by porównanie z ludami żyjącymi w naturalnych warunkach w klimacie podzwrotnikowym.

Okazuje się, że cytowane przeze mnie badania, których uczestnicy spożywali przez dwa miesiące 4,4 grama białka/kgmc to betka.
U Inuitow jest to zależnie od sezonu pomiedzy 3,75 a 6,25 gramów białka/kgmc.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Pon Maj 18, 2026 12:15, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Pon Maj 18, 2026 12:23   

Żeby nie zgubić sensu tego wątku, warto wrócić do tego od czego to wyszło.
Chodzi o dietetyczny aspekt budowania odporności na stres.
Moja ogólna konkluzja była taka, że nie da się tego zrobić bez spożycia większej ilości białka. Co najmniej dwukrotnie większej niż ilość oficjalnie zalecana prze IŻŻ czy podobne twory.
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Pon Maj 18, 2026 12:45   

Strix aluco napisał/a:
Żeby nie zgubić sensu tego wątku, warto wrócić do tego od czego to wyszło.
Chodzi o dietetyczny aspekt budowania odporności na stres.
Moja ogólna konkluzja była taka, że nie da się tego zrobić bez spożycia większej ilości białka. Co najmniej dwukrotnie większej niż ilość oficjalnie zalecana prze IŻŻ czy podobne twory.
Dokładnie.
Dlatego wszystkie armie świata stawiają na mięso a weganizm omijają szerokim łukiem.
Niestety, w Polsce, pomimo, że mamy wojnę u progu, właśnie rusza wielka kampania propagowania weganizmu. Pożyteczni idioci chcą chronić matkę Ziemię. Skończy się tym, że będą całować sapogi matuszki Rasiji.
JW
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Pon Maj 18, 2026 13:00   

Pozwoliłem sobie to podkraść z innego tematu.
Witold Jarmolowicz napisał/a:
spożycie mięsa rocznie według AI.
Chiny 52-63 kg
Polska 78 kg
USA 102 kg.


Biorąc pod uwagę to, że...
Najnowsze dane Centrów Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) sugerują, że średnia waga mężczyzn w USA wynosi 199,8 funta (ok. 99,8 kg), a kobiet 170,8 funta (ok. 77,5 kg).

Średnia waga dorosłych w Chinach: Mężczyźni: ok. 69kg, Kobiety: ok. 59 kg. Źródło: Beijing Review.

Spożycie mięsa w przeliczeniu na kgmc jest podobne.
Spożycie białka zwierzęcego ogółem może być wyższe w Chinach, ponieważ Chińczycy jedzą kilkaset jaj rocznie na osobę, a Amerykanie dużo mniej.
Nie wiem jak wygląda sytuacja z mlekiem i jego przetworami.
 
     
marcin458 

Dołączył: 15 Paź 2016
Posty: 2010
Wysłany: Pon Maj 18, 2026 13:31   

Eskimosi jedli także mięso z foki które podobno jest bardzo tłuste. U nas w sklepach niemożliwe jest dostać foke.
Pozdrawiam
Marcin
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Pon Maj 18, 2026 13:42   

Opisywane badania mogą być trochę mylące, ponieważ Inuici byli karmieni przez pierwsze dwa dni dietą bezmięsną, węglowodanową z pieczywem, cukrem, rodzynkami i kieliszkiem alkoholu, trzeciego i czwartego dnia jedli mięso a potem znowu przez dwa dni węglowodany. Z grubsza tak to wyglądało, zainteresowani mogą sobie dokładnie przejrzeć tabelę 2.
W eksperymencie II po dwóch bezmięsnych dniach obaj nieboracy się rzucili na mięso foki w ilości 80 g azotu czyli 500 g białka i 200g tłuszczu, 4200-4800 kcal !
W eksperymencie nr III po jednym bezmięsnym dniu nie byli tak głodni, więc w kolejnych trzech dniach jedli coraz mniej, przeliczając azot na białko, 3300 kcal, B-330 g, T-150 g,
a w trzecim dniu już tylko 1800 kcal, B-200 g, T-60 g, nadal B-44% i T-30%
We wszystkie dni dodawali 60-70 g cukru!
No i w dni bezmięsne smarowali chleb masłem 40 g.
JW
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Pon Maj 18, 2026 16:27   

marcin458 napisał/a:
Eskimosi jedli także mięso z foki które podobno jest bardzo tłuste. U nas w sklepach niemożliwe jest dostać foke.
Pozdrawiam
Marcin


To "czyste" mięso fok zawiera 3% tłuszczu.
Cytat:
Mięso foki jest uważane za chude mięso i jest potencjalnie interesującym źródłem pożywienia ze względu na dobrze zbilansowany skład aminokwasowy [ 9 ]; wysoką zawartość białka (około 28 g na porcję 100 g) [ 1 , 6 ]; niski poziom tłuszczu (3%), który składa się głównie z jednonienasyconych i wielonienasyconych kwasów tłuszczowych; oraz duże ilości witamin i minerałów, zwłaszcza witaminy B12 , żelaza (Fe), magnezu (Mg) i cynku (Zn) [ 10 ]. Biorąc Fe jako przykład, spożycie 10 g porcji mięsa foki dostarcza ok. 25% zalecanego dziennego spożycia żelaza, co jest około 17 razy więcej niż w przypadku wołowiny, wieprzowiny, drobiu lub ryb

https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC8953424/
 
     
marcin458 

Dołączył: 15 Paź 2016
Posty: 2010
Wysłany: Pon Maj 18, 2026 20:49   

Gdzieś to zasłyszałem że mięso foki ma dużo tłuszczu ale ok błędna informacja.
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Pon Maj 18, 2026 21:37   

marcin458 napisał/a:
Gdzieś to zasłyszałem że mięso foki ma dużo tłuszczu ale ok błędna informacja.


Hehe. Chyba te foczki które spotykasz na plaży mają dużo tłuszczu. ;)
U ssaków morskich rozkład tkanki tłuszczowej wygląda inaczej. Tłuszcz znajduje się pod skórą. Nie przerasta innych tkanek jak u ssaków lądowych.
Te 25% do 40% tkanki tłuszczowej u fok jest właśnie tak rozłożone.
Delfiny, orki mają niewiele tłuszczu. Mniej niż niektórzy zawodowi sportowcy.
U lądowo-wodnych stworzeń jak np hipopotam tkanki tłuszczowej jest niewiele. Tak średnio 5%.
Podobnie ma słoń i nosorożec.
Niektóre z pozoru chude antylopy mają więcej.

Nie rozpędzam się za bardzo bo o zwierzętach to bym mógł gadać bez końca.
Chodzi mi tylko o to, że pozory mylą.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Pon Maj 18, 2026 21:38, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Wto Maj 19, 2026 08:31   

Zwierzęta północy gromadzą latem zapasy tłuszczu żeby przetrwać zimę. Niedźwiedź polarny, który nie odłożył kilkunastu cm tłuszczu nie doczeka wiosny. Chude mięśnie nie świadczą o tłuszczu. Eskimosi lądowi polujący na karibu pieczołowicie wytapiają tłuszcz na zimę i suszą na słońcu chude płaty pemikanu, jak opisywał Farley Mowat. Ci nadmorscy mają więcej pożywienia z fok.

Chciałem zauważyć, że z cytowanych duńskich badań wynika, że Eskimosi wydzielali z moczem azot endogenny w ilości 3-4 g. Mnożąc to przez 6,25 uzyskamy 19-25 gramów białka. To jest minimalna przemiana podstawowa niezbyt rosłych ludzi 150-160 cm, 50-70 kg, którzy tyle własnego białka spalają. To samo możemy przeczytać w biochemii: 20-30 g. Na podstawie takich danych dr Kwaśniewski nieopatrznie palnął, że człowiekowi wystarcza 20g wartościowego białka.
JW
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Wto Maj 19, 2026 10:11   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Zwierzęta północy gromadzą latem zapasy tłuszczu żeby przetrwać zimę. Niedźwiedź polarny, który nie odłożył kilkunastu cm tłuszczu nie doczeka wiosny. Chude mięśnie nie świadczą o tłuszczu.
JW


Dlatego zaznaczyłem, że zawartość tkanki tłuszczowej u fok to pomiędzy 20 a 40%. Czasem więcej, bo i zdarza się, że ponad 50%.
Jednak samo mięso jest chude.
Tłuszcz foki jest płynny, ponieważ zawiera tylko kilkanaście procent nasyconych kwasów tłuszczowych.
Jest jak tran, a nie słonina.
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Wto Maj 19, 2026 10:30   

Strix aluco napisał/a:
Witold Jarmolowicz napisał/a:
Zwierzęta północy gromadzą latem zapasy tłuszczu żeby przetrwać zimę. Niedźwiedź polarny, który nie odłożył kilkunastu cm tłuszczu nie doczeka wiosny. Chude mięśnie nie świadczą o tłuszczu.
JW


Dlatego zaznaczyłem, że zawartość tkanki tłuszczowej u fok to pomiędzy 20 a 40%. Czasem więcej, bo i zdarza się, że ponad 50%.
Jednak samo mięso jest chude.
Tłuszcz foki jest płynny, ponieważ zawiera tylko kilkanaście procent nasyconych kwasów tłuszczowych.
Jest jak tran, a nie słonina.
Bo w ogóle prawdziwy tran ludów północy był wtapiany ze ssaków morskich a nie komercyjnie z wątróbek dorszy.
JW
 
     
marcin458 

Dołączył: 15 Paź 2016
Posty: 2010
Wysłany: Wto Maj 19, 2026 11:10   

A to stąd sie wkradła nieścisłość błąd. Foki mają dużo tłuszczu o to chyba chodziło a nie o to że mięso ma dużo tłuszczu.
GOOGLE:
"U dorosłych fok tłuszcz (znany jako tran) stanowi zwykle od 30% do nawet 50% całkowitej masy ciała. Ta gruba warstwa tkanki tłuszczowej pod skórą chroni je przed wyziębieniem w lodowatej wodzie, nadaje opływowy kształt i stanowi rezerwę energetyczną"
Pozdrawiam
Marcin
Ostatnio zmieniony przez marcin458 Wto Maj 19, 2026 11:13, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Wto Maj 19, 2026 11:27   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Strix aluco napisał/a:
Witold Jarmolowicz napisał/a:
Zwierzęta północy gromadzą latem zapasy tłuszczu żeby przetrwać zimę. Niedźwiedź polarny, który nie odłożył kilkunastu cm tłuszczu nie doczeka wiosny. Chude mięśnie nie świadczą o tłuszczu.
JW


Dlatego zaznaczyłem, że zawartość tkanki tłuszczowej u fok to pomiędzy 20 a 40%. Czasem więcej, bo i zdarza się, że ponad 50%.
Jednak samo mięso jest chude.
Tłuszcz foki jest płynny, ponieważ zawiera tylko kilkanaście procent nasyconych kwasów tłuszczowych.
Jest jak tran, a nie słonina.
Bo w ogóle prawdziwy tran ludów północy był wtapiany ze ssaków morskich a nie komercyjnie z wątróbek dorszy.
JW


I tak nie zdążyli się całkowicie ewolucyjnie przystosować do takiego odżywiania, bo jak sam Pan zacytował:
Cytat:
Okresy obfitości pożywienia charakteryzują się wybuchami czyraczności, a lekarze, a także sami tubylcy, zauważyli, że w takich okresach wielu z nich jest wyjątkowo podatnych na obfite i częste krwawienia z nosa.

Nadmiar witaminy A powoduje uszkodzenie śluzówki, czego skutkiem są częste i obfite krwawienia z nosa.
Niedobór witaminy K tylko to potęgował, bo wątrób fok nie mogli jeść, ze względu na gigantyczną zawartość retinolu. A jest ona jedynym potencjalnym źródłem witaminy K, bo tran i mięso jej nie zawierają.

Wiele cech przystosowawczych już wykształcili. Choćby tych opisanych tu przez Pana.
Ewolucyjnie pozbywali się też konieczności syntezy i wydzielania przez organizm enzymów trawiących skrobię.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Wto Maj 19, 2026 11:32, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Wto Maj 19, 2026 12:01   

W przeciwieństwie do wypieszczonych cywilizacyjnie duńskich białasów, którzy badali Inuitów z konieczności tylko przez 5 dni, Farley Mowet żył z lądowymi kanadyjskimi Eskimosami przez dwa lata, samotrzeć, bez pomocy innych białych. Jego książka "Ginące plemię" jest znacznie bardziej kompetentnym opisem życia Inuitów niż jakiekolwiek badania naukowe.
Mowet wielokrotnie zaznacza, że dla Inuitów z plemienia Ihalmiutów najważniejszy był tłuszcz, który wytapiali z upolowanych karibu. Tego tłuszczu zawsze im brakowało, bo głównym źródłem ich pożywienia były właśnie karibu dostarczające nie za wiele tego tłuszczu. W okresach obfitości Ihalmiutowie obżerali się słoniną, odcinając ostrym nożem, szybkim ruchem kawałki przy samych ustach, co budziło przerażenie Moweta. Tłuszcz ściekał im na brodę i ubranko ze skór, które nasiąkało smalcem. :P
Zapewne podobnie było wśród Inuitów z wybrzeża, którzy mieli więcej zwierzyny do upolowania.
JW

PS. Mowet opisuje też, jak dopadło go rabbit starvation, kiedy podróżowali kajakiem, z konieczności jedząc chude mięso. Mowet dostał biegunki, osłabienia i musiał co chwila wysiadać z kajaka na brzeg. Przy okazji lądowe owady miały używanie i Mowet nie bardzo mógł usiedzieć. Uratował go towarzyszący mu Ihalmiut, który wytopił kubek cennego tłuszczu i kazał wypić. Następnego dnia Mowet odzyskał siły i zdrowie.
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Wto Maj 19, 2026 19:18   

Tutaj nowsza praca, dosyć wiarygodna.
Cytat:
Carbohydrate and lipid metabolism in the Alaskan Arctic Eskimo” 1975
Skład diety w Point Hope oszacowano, analizując dzienniki żywieniowe prowadzone przez osiem osób dorosłych przez okres 3 tygodni oraz wywiady z nastolatkami poddanymi testom tolerancji.
Spożycie cholesterolu obliczono na podstawie opublikowanych tabel i uzupełniono analizą chemiczną rodzimych produktów dietetycznych (14). Zawartość węglowodanów, tłuszczów i białka w diecie obliczono na podstawie opublikowanych tabel składu żywności. Dietę w Mt. Edgecumbe określono na podstawie harmonogramu podawanych pokarmów i ich ilości. W wywiadach z osobami badanymi dokonano korekt w celu uwzględnienia odchyleń od tej diety.
Co im wyszło?
Cytat:
Badanie żywieniowe przeprowadzone w Point Hope wykazało, że dieta spożywana w
czasie badania składała się głównie z produktów rodzimych, ze względu na niskie zapasy
produktów importowanych w lokalnych sklepach oraz obfite połowy ssaków morskich, ryb i karibu. Dorośli spożywali 2300–4500 kcal dziennie, z czego około
39% kalorii pochodziło z tłuszczów, 33% z białek, a 28% z węglowodanów.
W sąsiednim ucywilizowanym rejonie było po amerykańsku
Cytat:
Badani z Mount Edgecumbe w znacznym stopniu uzupełniali swoją dietę napojami gazowanymi i słodyczami. Spożywali około 3400 kcal dziennie, w tym około 600 g węglowodanów (około 50% ze słodyczy), 70 g białka i 80 g tłuszczu.
Zatem 65% ich całkowitego spożycia kalorii pochodziło z węglowodanów, 10% z białka i 25% z tłuszczu. :-x
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Wto Maj 19, 2026 20:27   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Tutaj nowsza praca, dosyć wiarygodna.
Cytat:
Carbohydrate and lipid metabolism in the Alaskan Arctic Eskimo” 1975
Skład diety w Point Hope oszacowano, analizując dzienniki żywieniowe prowadzone przez osiem osób dorosłych przez okres 3 tygodni oraz wywiady z nastolatkami poddanymi testom tolerancji.
Spożycie cholesterolu obliczono na podstawie opublikowanych tabel i uzupełniono analizą chemiczną rodzimych produktów dietetycznych (14). Zawartość węglowodanów, tłuszczów i białka w diecie obliczono na podstawie opublikowanych tabel składu żywności. Dietę w Mt. Edgecumbe określono na podstawie harmonogramu podawanych pokarmów i ich ilości. W wywiadach z osobami badanymi dokonano korekt w celu uwzględnienia odchyleń od tej diety.
Co im wyszło?
Cytat:
Badanie żywieniowe przeprowadzone w Point Hope wykazało, że dieta spożywana w
czasie badania składała się głównie z produktów rodzimych, ze względu na niskie zapasy
produktów importowanych w lokalnych sklepach oraz obfite połowy ssaków morskich, ryb i karibu. Dorośli spożywali 2300–4500 kcal dziennie, z czego około
39% kalorii pochodziło z tłuszczów, 33% z białek, a 28% z węglowodanów.
W sąsiednim ucywilizowanym rejonie było po amerykańsku
Cytat:
Badani z Mount Edgecumbe w znacznym stopniu uzupełniali swoją dietę napojami gazowanymi i słodyczami. Spożywali około 3400 kcal dziennie, w tym około 600 g węglowodanów (około 50% ze słodyczy), 70 g białka i 80 g tłuszczu.
Zatem 65% ich całkowitego spożycia kalorii pochodziło z węglowodanów, 10% z białka i 25% z tłuszczu. :-x


Wychodzi z tego prawidłowość, z którą można się często zetknąć. To znaczy, że jeśli wykluczyć dostęp do zbóż, to w łowiecko-zbierackim trybie życia bardzo trudno uzyskać nawet 30% energii z węglowodanów, bo nawet źródła roślinne zawierają więcej tłuszczu i białka niż węglowodanów.
Wyjątkiem mogą być lasy deszczowe, chociaż tam wbrew pozorom nie jest łatwo o węglowodany, jeśli nie jest się małpą albo małpiatką.
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Wto Maj 19, 2026 20:45   

Tak w ogóle, to bez uwzględniania migracji sezonowych łowców-zbieraczy, zawsze będzie miało się tylko częściową wiedzę o ich spodobie odżywiania.
 
     
marcin458 

Dołączył: 15 Paź 2016
Posty: 2010
Wysłany: Wto Maj 19, 2026 21:13   

Weston badając zdrowe prymitywne ludy doszedł do wniosku że:

http://www.dobradieta.pl/...pic.php?t=24627

Cytat apropo tłuszczu:

"Calkowita zawartosc tluszczu w tradycyjnych dietach waha sie pomiedzy 30% a 80%"

Widać więc że oni wszyscy spożywali tłuszcz i jechanie na samych zbożach bez tłuszczu i owocach warzywach wydaje sie nietrafionym pomysłem. Można je spożywać i weston to mówi ale trzeba spożywać też produkty z tłuszczem.

Podobnie dalej pisze że wszyscy oni spożywali produkty zwierzęce więc białko też wydaje sie potrzebne chociaż dla małej części ludzi wegetarianizm może być też dobry.

PS.Weston odwiedził też eskimosów i opisał ich sposób jedzenia.

Pozdrawiam
Marcin
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Śro Maj 20, 2026 13:47   

marcin458 napisał/a:
Weston badając zdrowe prymitywne ludy doszedł do wniosku że:

http://www.dobradieta.pl/...pic.php?t=24627

Cytat apropo tłuszczu:

"Calkowita zawartosc tluszczu w tradycyjnych dietach waha sie pomiedzy 30% a 80%"

Widać więc że oni wszyscy spożywali tłuszcz i jechanie na samych zbożach bez tłuszczu i owocach warzywach wydaje sie nietrafionym pomysłem. Można je spożywać i weston to mówi ale trzeba spożywać też produkty z tłuszczem.

Podobnie dalej pisze że wszyscy oni spożywali produkty zwierzęce więc białko też wydaje sie potrzebne chociaż dla małej części ludzi wegetarianizm może być też dobry.

PS.Weston odwiedził też eskimosów i opisał ich sposób jedzenia.

Pozdrawiam
Marcin


Wszystko zależy od tego które ludy.
U Azjatów ilość tłuszczu jest niska. Średnio 30% (pomiędzy 25 a 35%) energii z tłuszczów. Powyżej tego czują się źle i chorują.
Podobnie mają zresztą z węglowodanami jeśli pokrywają one powyżej 60% zapotrzebowania na energię.
 
     
marcin458 

Dołączył: 15 Paź 2016
Posty: 2010
Wysłany: Śro Maj 20, 2026 14:41   

Słyszałem że zwłaszcza kiedyś w Azji z powodu biedy jadano jedynie ryż biały i organizm musiał większość witamin minerałów enzymów hormonów sam jakoś wytworzyć i sie przystosować do takiej sytuacji.
Pozdrawiam
Marcin
Ostatnio zmieniony przez marcin458 Śro Maj 20, 2026 14:42, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Śro Maj 20, 2026 16:07   

marcin458 napisał/a:
Słyszałem że zwłaszcza kiedyś w Azji z powodu biedy jadano jedynie ryż biały i organizm musiał większość witamin minerałów enzymów hormonów sam jakoś wytworzyć i sie przystosować do takiej sytuacji.
Pozdrawiam
Marcin
Tak, bidoki zawsze muszą się przystosować do bidy. Ci, którzy się nie przystosowali do biedy, wymarli. Teraz to czeka dzielnych kiedyś Masajów.
Cytat:
Low macronutrients intake and associated factors among Maasai women of
reproductive age in Ngorongoro Conservation Area, Tanzania

Haikael Martin1*, Pammla Petrucka2, Joram Buza1
1The Nelson Mandela African Institution of Science and Technology
2The University of Saskatchewan, College of Nursing
...Wyniki: Dwudziestoczterogodzinna analiza diety wykazała, że ​​najczęściej spożywanym
pokarmem (71%) była rzadka owsianka z mąki kukurydzianej.
Najwięcej
energii (około 80%) dostarczały węglowodany, następnie tłuszcze (12%) i białko (8%).

Test t-Studenta nie wykazał istotnej różnicy w spożyciu węglowodanów i białka między kobietami z pleśniawką jamy ustnej i bez niej (przy p>0,05). Jednak wszystkie grupy wykazały niskie spożycie białka, węglowodanów, tłuszczów i mikroelementów, takich jak witaminy A, C, B12, kwas foliowy i żelazo.
Wnioski: Istnieje potrzeba interwencji w tej społeczności poprzez edukację żywieniową i działania rzecznicze wśród pracowników służby zdrowia, którzy powinni szerzyć tę wiedzę w społeczności.
Te ustalenia są ważne dla określenia rodzaju pomocy żywnościowej kierowanej do tej społeczności, która powinna obejmować źródła białka, takie jak fasola.

Białasy zepchnęły Masajów w nędzę jedzenia kukurydzy a teraz będą bidoków edukować, że dla zachowania zdrowia trzeba dobrze jadać. ;D
Przecież, kto, jak nie białasy przywiozły kukurydzę z Ameryki i zaimplementowały w Afryce? Murzyni sami do Ameryki się nie pchali w czółnach. Trzeba ich było gonić i łapać po buszu a potem ciupasem statkami na amerykańskie plantacje.
JW

PS. Dodajmy uczciwie, że amerykańscy posiadacze wypróbowali kukurydzę najpierw na swojej białej biedocie, doprowadzając do epidemii pelagry w Stanach.
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Śro Maj 20, 2026 17:55   

Tak na dobrą sprawę, to mieszkańcy wysp japońskich, żywili się dokładnie tak jak Inuici.
Dowody archeologiczne wskazują na to, że już jakieś 2000 lat przed końcem ostatniego zlodowacenia przodkowie obecnych Japończyków polowali na wieloryby i inne ssaki morskie, oraz ryby.
To była podstawa ich diety. Tak było przez kilkanaście tysięcy lat.
Wraz z ocieplającym się stopniowo klimatem udział węglowodanów rósł, ale bardzo stopniowo.
Japończycy do dziś nie zaprzestali całkowicie połowu wielorybów.
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Czw Maj 21, 2026 09:36   

marcin458 napisał/a:
Słyszałem że zwłaszcza kiedyś w Azji z powodu biedy jadano jedynie ryż biały i organizm musiał większość witamin minerałów enzymów hormonów sam jakoś wytworzyć i sie przystosować do takiej sytuacji.
Pozdrawiam
Marcin
Zachowujmy minimum wiarygodnej wiedzy. Minerałów organizm nie jest w stanie wytworzyć samodzielnie, chyba że w reakcjach jądrowych. No, ale nie każdy ma takie jądra. :D
JW
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Czw Maj 21, 2026 09:56   

Cytat:
The composition of the Eskimo food in north western Greenland 1972
Porównanie duńskich i grenlandzkich Eskimosów pokazuje ich proporcje żywieniowe w procentach energii:
Duńczycy B-11%, T-42%, W-47%
Grenlandczycy B-23%, T-39%, W-38%.
Jak widać, nawet na Grenlandii w 1972 Eskimosi już byli skażeni spożywaniem węglowodanów, ale spożywali nadal dużo białka w przeciwieństwie do Duńczyków.
Zauważmy, że wszędzie powtarza się spożycie białka na poziomie 20-30%.
Poza tym nawet oni nie żywili się tłuszczami wielonienasyconymi!
Procentowo tłuszcze nasycone 23%, jednonienasycone 57% i wielonienasycone tylko 19%, całkiem podobnie do naszej wieprzowiny i inaczej, niż w olejach roślinnych.
JW
 
     
marcin458 

Dołączył: 15 Paź 2016
Posty: 2010
Wysłany: Czw Maj 21, 2026 13:21   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
marcin458 napisał/a:
Słyszałem że zwłaszcza kiedyś w Azji z powodu biedy jadano jedynie ryż biały i organizm musiał większość witamin minerałów enzymów hormonów sam jakoś wytworzyć i sie przystosować do takiej sytuacji.
Pozdrawiam
Marcin
Zachowujmy minimum wiarygodnej wiedzy. Minerałów organizm nie jest w stanie wytworzyć samodzielnie, chyba że w reakcjach jądrowych. No, ale nie każdy ma takie jądra. :D
JW


Saint Germain podawał w jednej z książek że podobno istnieje technologia sposób aby zmieniać pierwiastki jedne w drugie i w niedalekiej przyszłości ma to być do wykonania na świecie. Patrząc na fakt że pierwiastki różnią sie jedynie ilością protonów neutronów i elektronów to wystarczy znaleźć sposób na dorzucenie luib zabranie jakiejś ilości tych składników atomu żeby otrzymać inny pierwiastek. Po prostu dorzucić lub ująć jakąś ilość protonów neutronów lub elektronów z atomu. Wydaje sie to możliwe i łatwe i w przyszłości ma nauka to opanować jak zapowiada Saint Germain.
Pozdrawiam
Marcin
Ostatnio zmieniony przez marcin458 Czw Maj 21, 2026 13:22, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Czw Maj 21, 2026 13:34   

marcin458 napisał/a:
Saint Germain podawał w jednej z książek że podobno istnieje technologia sposób aby zmieniać pierwiastki jedne w drugie i w niedalekiej przyszłości ma to być do wykonania na świecie. Patrząc na fakt że pierwiastki różnią sie jedynie ilością protonów neutronów i elektronów to wystarczy znaleźć sposób na dorzucenie luib zabranie jakiejś ilości tych składników atomu żeby otrzymać inny pierwiastek. Po prostu dorzucić lub ująć jakąś ilość protonów neutronów lub elektronów z atomu. Wydaje sie to możliwe i łatwe i w przyszłości ma nauka to opanować jak zapowiada Saint Germain.
Pozdrawiam
Marcin
Jezusie Nazareński! Któryś za nas cierpiał rany!
Tego żaden centurion ani Piłat nie wymyślił, żeby człowiekowi gotować jądra w reaktorze atomowym. :evil:
Cytat:
Saint Germain stwierdził, że urodził się w II wieku po Chrystusie w Syrii jako syn rzymskiego legionisty Lentulusa Agryppy i niewolnicy żydowskiego pochodzenia, co czyniłoby go Żydem[2]. Saint-Germain w 1730 roku A.D. powiedział, że matka nauczyła go języka hebrajskiego i okultyzmu jej plemienia. Ojciec nadać miał mu imię Gajusz, natomiast matka Mosze. Niewątpliwie Hrabia znał Kabałę, potrafił płynnie mówić i pisać po hebrajsku, znał dokładnie legendy żydowskie. Nauki pobierać miał u rabinów w Jerozolimie. Podobno w wieku 40 lat napił się wody życia, sporządzonej przez grupę żydowskich uczonych. Od tego czasu zyskał ponoć nieśmiertelność i przestał się starzeć.
 
     
marcin458 

Dołączył: 15 Paź 2016
Posty: 2010
Wysłany: Czw Maj 21, 2026 15:05   

Witold Jarmolowicz napisał/a:

Tego żaden centurion ani Piłat nie wymyślił, żeby człowiekowi gotować jądra w reaktorze atomowym. :evil:

Myśle że Saint Germain nie to miał na myśli :D
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Czw Maj 21, 2026 17:56   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Cytat:
The composition of the Eskimo food in north western Greenland 1972
Porównanie duńskich i grenlandzkich Eskimosów pokazuje ich proporcje żywieniowe w procentach energii:
Duńczycy B-11%, T-42%, W-47%
Grenlandczycy B-23%, T-39%, W-38%.
Jak widać, nawet na Grenlandii w 1972 Eskimosi już byli skażeni spożywaniem węglowodanów, ale spożywali nadal dużo białka w przeciwieństwie do Duńczyków.
Zauważmy, że wszędzie powtarza się spożycie białka na poziomie 20-30%.
Poza tym nawet oni nie żywili się tłuszczami wielonienasyconymi!
Procentowo tłuszcze nasycone 23%, jednonienasycone 57% i wielonienasycone tylko 19%, całkiem podobnie do naszej wieprzowiny i inaczej, niż w olejach roślinnych.
JW


Chyba jednak nie tak całkiem podobnie do wieprzowiny. :P
Wieprzowina ma między 30 a 40% tłuszczów nasyconych.
Ilość podana przez Pana jest bliższa dziczyznie.

A to tak zostawię, bo znalazłem przy okazji. Dużo ciekawych rzeczy tam wypisują.
https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC11202857/
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Czw Maj 21, 2026 18:15   

marcin458 napisał/a:
Witold Jarmolowicz napisał/a:
marcin458 napisał/a:
Słyszałem że zwłaszcza kiedyś w Azji z powodu biedy jadano jedynie ryż biały i organizm musiał większość witamin minerałów enzymów hormonów sam jakoś wytworzyć i sie przystosować do takiej sytuacji.
Pozdrawiam
Marcin
Zachowujmy minimum wiarygodnej wiedzy. Minerałów organizm nie jest w stanie wytworzyć samodzielnie, chyba że w reakcjach jądrowych. No, ale nie każdy ma takie jądra. :D
JW


Saint Germain podawał w jednej z książek że podobno istnieje technologia sposób aby zmieniać pierwiastki jedne w drugie i w niedalekiej przyszłości ma to być do wykonania na świecie. Patrząc na fakt że pierwiastki różnią sie jedynie ilością protonów neutronów i elektronów to wystarczy znaleźć sposób na dorzucenie luib zabranie jakiejś ilości tych składników atomu żeby otrzymać inny pierwiastek. Po prostu dorzucić lub ująć jakąś ilość protonów neutronów lub elektronów z atomu. Wydaje sie to możliwe i łatwe i w przyszłości ma nauka to opanować jak zapowiada Saint Germain.
Pozdrawiam
Marcin


Popłakałem się ze śmiechu, kiedy się zastanawiałem nad tym jak pięknie naiwne jest twoje myślenie Marcin. ;D
Po prostu dorzucić lub ująć protonów i już.
To magiczne myślenie wcale nie jest takie głupie, bo z taką wiarą w to że wszystko jest proste i możliwe, chyba lepiej się żyje.
 
     
marcin458 

Dołączył: 15 Paź 2016
Posty: 2010
Wysłany: Czw Maj 21, 2026 20:05   

Podobnież ta technologia jest możliwa i ma być opanowana na Ziemi - tak podaje Saint Germain
Pozdrawiam
Marcin
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Czw Maj 21, 2026 21:00   

marcin458 napisał/a:
Podobnież ta technologia jest możliwa i ma być opanowana na Ziemi - tak podaje Saint Germain
Pozdrawiam
Marcin


Jest to możliwe, ale kosztem nakładu gigantycznej energii. Przez co jest to całkowicie nieopłacalne.
Jeśli tzw space mining byłby o wiele bardziej opłacalny, to wyobraź sobie jakie były by koszty zabawy w alchemika we współczesnymi wydaniu.
Budowanie specjalistycznego reaktora atomowego tylko po to żeby zamienić niewielkie ilości jednego pierwiastka w drugi, to całkowicie bez sensu.
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 9698
Wysłany: Pią Maj 22, 2026 09:34   

marcin458 napisał/a:
Patrząc na fakt że pierwiastki różnią sie jedynie ilością protonów neutronów i elektronów to wystarczy znaleźć sposób na dorzucenie luib zabranie jakiejś ilości tych składników atomu żeby otrzymać inny pierwiastek.

To jest ujecie postaci pierwiastka w fizyce klasyc znej, w fizyce (mechanice) kwantowej jest to zupelnie inny obraz, bardziej chmura prawodopodobienstw niz kulka z sastelitami. Pytanie brzmi czy Saint Germain znal fizyke kwantowa

Tak nawiasem mowiac to sir Roger Penrose i a i pewnie posmiertnie Erwin Schrodinger usmiechnalby sie pod wasem czytajac te dywagacje, bo w bodajze "Nowych szatach cesarza" wysmial to, ze niektorzy ciagle wierza, ze jedzenie to przyjmowanie energii i traktowanie organizmu jako "zywej maszyny" w czym sie zgadzal ze Schrodingerem.
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
Ostatnio zmieniony przez zyon Pią Maj 22, 2026 09:38, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Pią Maj 22, 2026 09:52   

Żywe organizmy to nie mechaniczne urządzenia, tak jak parowóz albo AI. Bez bioelektroniki prof. Sedlaka nie da się tego zrozumieć. Natomiast gdybyśmy Penrosowi czy Schrodingerowi wypalili, że zasada zachowania energii nie obowiązuje w świecie kwantów lub żywych organizmów, to niewątpliwie umarliby ze śmiechu. Skonałby nawet Einstein, który nie wierzył w kwanty.
JW
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Pią Maj 22, 2026 10:12   

Zgodnie z USDA mięso foki jest chude, białka 28 g, tłuszczu zaledwie 0,4 do3 g.
Suszone mięso foki, pemikan, jest bardziej skondensowany, B-83 g i T-2,3
Jednak Inuici zawsze pieczołowicie zbierali tłuszcz. Suszone mięso foki w tłuszczu ma już tylko 35 g białka i 25 g tłuszczu co daje znośną proporcję energii B-38%, T-62% i koresponduje z innymi obserwacjami, że Eskimosi tolerowali do 40 % energii białka. Biały człowiek intuicyjnie spożywa 20-25%.
JW
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 9698
Wysłany: Pią Maj 22, 2026 12:37   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Natomiast gdybyśmy Penrosowi czy Schrodingerowi wypalili, że zasada zachowania energii nie obowiązuje w świecie kwantów lub żywych organizmów, to niewątpliwie umarliby ze śmiechu. Skonałby nawet Einstein, który nie wierzył w kwanty.

Kwestie wiary to raczej do tematu Biblioterapia sie nadaja, zreszta, co kogo obchodzi opinia urzednika urzedu patentowego, ktory podwedzil pare rownan Lorentzowi i Poincarowi i zrobil z nich wlasne.
Na pewno nie skonalby ze smiechu Schrodinger, ktory twierdzil, ze bezkrytyczne liczenie kalorii i przenoszenie praw termodynamiki na zywe organizmy, ktore sa dynamiczne jest, jak to on nazwal "powaznym bledem myslowym". Penrose tylko rozwinal to, twierdzeniem, ze raczej to powstrzymywanie entopii.
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Pią Maj 22, 2026 13:05   

zyon napisał/a:
Na pewno nie skonalby ze smiechu Schrodinger, ktory twierdzil, ze bezkrytyczne liczenie kalorii i przenoszenie praw termodynamiki na zywe organizmy, ktore sa dynamiczne jest, jak to on nazwal "powaznym bledem myslowym". Penrose tylko rozwinal to, twierdzeniem, ze raczej to powstrzymywanie entropii.
Dlatego napisałem, że do zrozumienia organizmów żywych potrzebna jest bioelektronika. Bez tego istotnie ulegamy poważnemu błędowi myślowemu redukując życie do termodynamiki. Ale to nie znaczy, że Schrodinger czy jakikolwiek inny fizyk stwierdza, że prawa zachowania energii w organizmach żywych nie obowiązują.
To byłoby tak samo rustykalne, jak dajmy na to przekonanie, że pompy ciepła zaprzeczają prawom termodynamiki, bo wytwarzają ciepło z powietrza.
Stąd już tylko krok do pomysłu, że parowóz można by napędzać ciepłem z pompy cieplnej.
JW
  
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Pią Maj 22, 2026 17:23   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Suszone mięso foki w tłuszczu ma już tylko 35 g białka i 25 g tłuszczu co daje znośną proporcję energii B-38%, T-62% i koresponduje z innymi obserwacjami, że Eskimosi tolerowali do 40 % energii białka. Biały człowiek intuicyjnie spożywa 20-25%.
JW


Czyli Ponomarenkowe 40% z białka jest na dłuższą metę dobre dla odporności organizmu i psyche.

Czy te instynktowne 20% białasów jest instynktowne, to kwestia, którą poddał bym pod dyskusję.
Gdyby wszystkich było stać na większą ilość drogich wysokobiałkowych produktów, to pewnie jedli by więcej białka.
Ale to moja subiektywna opinia.

IMHO żadne ketozy i inne cuda na kiju, nie dają tak pozytywnego wpływu na umysł i ciało jak duża ilość białka.
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Pią Maj 22, 2026 19:53   

Roczny eksperyment Stefanssona wskazuje właśnie na te 20% energii z białka. On jadł tylko mięso, jak Inuici. Zapewne, gdyby Inuici mieli tłuszczu pod dostatkiem, też by tak jadali. Wiarygodne relacje potwierdzają, że często głodowali a tłuszcz był przez nich bardzo pożądany.
JW
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 9698
Wysłany: Pią Maj 22, 2026 20:50   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Ale to nie znaczy, że Schrodinger czy jakikolwiek inny fizyk stwierdza, że prawa zachowania energii w organizmach żywych nie obowiązują.

To wyglada troche jak w tym kawale z erotomanem u psychiatry:
Lekarz wyciaga kartke z narysowanym kwadratem i pyta "co to jest"?
Pacjent odpowiada "duupa"
Lekarz wyciaga kartke z narysowanym trojkatem i pyta "co to jest"?
Pacjent odpowiada "duupa"
Lekarz wyciaga kartke z narysowanym okregiem i pyta "co to jest"?
Pacjent odpowiada "duupa"
Lekarz mowi: panie jestes pan zboczony, panu wszystko sie z duupa kojarzy
A pacjent "ja zboczony? a kto mi te wszystkie swinstwa pokazywal?"

Ani Schrodinger ani Penrose, co napisalem wyzej nie wiaza w ogole spozywania pokarmu z dostarczaniem engergii. Wg Penrosa a jest to rozwiniecie tego co pisal o tym Schrodinger jest to spozywanie "negatywnej entropii" - negentropii aby opoznic nieunikniona entropie. Schrodinger wrecz przestrzegal przed przenoszeniem praw termodynamiki na zywe organizmy i ostrzegal przed slepym zaulkiem kaloryzmu. Juz wtedy swiezo po piecyku Atwatera wielkie umysly spostrzegly, ze to bledna sciezka.
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Pią Maj 22, 2026 21:25   

zyon napisał/a:
Witold Jarmolowicz napisał/a:
Ale to nie znaczy, że Schrodinger czy jakikolwiek inny fizyk stwierdza, że prawa zachowania energii w organizmach żywych nie obowiązują.

To wyglada troche jak w tym kawale z erotomanem u psychiatry:
Lekarz wyciaga kartke z narysowanym kwadratem i pyta "co to jest"?
Pacjent odpowiada "duupa"
Lekarz wyciaga kartke z narysowanym trojkatem i pyta "co to jest"?
Pacjent odpowiada "duupa"
Lekarz wyciaga kartke z narysowanym okregiem i pyta "co to jest"?
Pacjent odpowiada "duupa"
Lekarz mowi: panie jestes pan zboczony, panu wszystko sie z duupa kojarzy
A pacjent "ja zboczony? a kto mi te wszystkie swinstwa pokazywal?"

Ani Schrodinger ani Penrose, co napisalem wyzej nie wiaza w ogole spozywania pokarmu z dostarczaniem engergii. Wg Penrosa a jest to rozwiniecie tego co pisal o tym Schrodinger jest to spozywanie "negatywnej entropii" - negentropii aby opoznic nieunikniona entropie. Schrodinger wrecz przestrzegal przed przenoszeniem praw termodynamiki na zywe organizmy i ostrzegal przed slepym zaulkiem kaloryzmu. Juz wtedy swiezo po piecyku Atwatera wielkie umysly spostrzegly, ze to bledna sciezka.

To jest pokłosie teorii, że życie we wszechświecie powstało żeby zmniejszać entropię.
Tylko że nawet jeśli entropia lokalnie maleje, to globalnie rośnie, bo Ziemia nie jest układem zamkniętym i pobiera energię z zewnątrz, czyli ze Słońca.
W związku z tym, nawet na chłopski rozum, nie ma czegoś takiego jak ujemna entropia.
Na ile życie w takiej skali w jakiej istnieje może spowolnić entropię Wszechświata?
Chyba że cały Wszechświat jest tworem samoorganizującym się w jakiś sposób, ale to by była dość szalona teoria. Możliwa tylko wtedy, kiedy osiągnie on maksimum entropii i wszystko zacznie się od nowa. Co zresztą postuluje Penrose.

Natomiast wszystkie teorie Penrosa uwzględniają prawo zachowania energii, choćby pierwszy z brzegu "Proces Penrose'a".
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Pią Maj 22, 2026 21:31   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Roczny eksperyment Stefanssona wskazuje właśnie na te 20% energii z białka. On jadł tylko mięso, jak Inuici. Zapewne, gdyby Inuici mieli tłuszczu pod dostatkiem, też by tak jadali. Wiarygodne relacje potwierdzają, że często głodowali a tłuszcz był przez nich bardzo pożądany.
JW


Suma sumarum ma to sens, bo 20% z 3000 kalorii to nadal 600 kalorii z białko, czyli 150 gramów białka.
Zużywanego zresztą częściowo do glukoneogenezy przy braku węglowodanów.
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 9698
Wysłany: Pią Maj 22, 2026 22:16   

Strix aluco napisał/a:
To jest pokłosie teorii, że życie we wszechświecie powstało żeby zmniejszać entropię.
Tylko że nawet jeśli entropia lokalnie maleje, to globalnie rośnie, bo Ziemia nie jest układem zamkniętym i pobiera energię z zewnątrz, czyli ze Słońca.

To nie jest poklosie zadnej teorii, bo Schrodinger nie sformulowal zadnej teorii w tej kwestii ani tego nie sfomalizowal w postaci ksiazki.
Strix aluco napisał/a:
W związku z tym, nawet na chłopski rozum, nie ma czegoś takiego jak ujemna entropia.

Na chlopski rozum to wiadomo czego nie ma. Negentropia postulowana przez Penrose'a podobno istnieje (z racji tego, ze w kwantowej rzeczywistosci raz zasiana informacja jest istotnym elementem rzeczywistosci)
Jest wiele prac nt tego, ze czlowiek nawet nie zasilany niczym nie wiadomo skad czerpie energie do dzialania. Oczywiscie zanim nie dojdzie do calkowietej degradacji mechanicznej.
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Sob Maj 23, 2026 09:26   

zyon napisał/a:
Strix aluco napisał/a:
To jest pokłosie teorii, że życie we wszechświecie powstało żeby zmniejszać entropię.
Tylko że nawet jeśli entropia lokalnie maleje, to globalnie rośnie, bo Ziemia nie jest układem zamkniętym i pobiera energię z zewnątrz, czyli ze Słońca.

To nie jest poklosie zadnej teorii, bo Schrodinger nie sformulowal zadnej teorii w tej kwestii ani tego nie sfomalizowal w postaci ksiazki.
Strix aluco napisał/a:
W związku z tym, nawet na chłopski rozum, nie ma czegoś takiego jak ujemna entropia.

Na chlopski rozum to wiadomo czego nie ma. Negentropia postulowana przez Penrose'a podobno istnieje (z racji tego, ze w kwantowej rzeczywistosci raz zasiana informacja jest istotnym elementem rzeczywistosci)
Jest wiele prac nt tego, ze czlowiek nawet nie zasilany niczym nie wiadomo skad czerpie energie do dzialania. Oczywiscie zanim nie dojdzie do calkowietej degradacji mechanicznej.


Chodziło ogólnie o teorię o tym że życie powstało w celu spowolnienia entropii we Wszechświecie.

Informacje powstają losowo, dlatego życie istnieje, ale jest pełne chorób, wad genetycznych, dlatego ewolucja jest faktem.
Oczywiście można zboczyć w stronę kronik akashy, pól morfogenetycznych itp, ale to nadal nie podważa praw fizyki klasycznej.

Wiadomo skąd człowiek czerpie energię, a ten myk z tym, że funkcjonuje aż mu się e energia nie wyczerpie, to przerabiają w Afryce, Indiach i w różnych miejscach na całym Świecie, bo codziennie 25 tysiecy ludzi umiera z głodu.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Sob Maj 23, 2026 09:28, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Sob Maj 23, 2026 09:53   

Człowiek zamożny zjada 70-110 kg mięsa rocznie, tyle ile sam waży. W ciągu 70 lat życia zużywa i bezproduktywnie rozprasza siedemdziesiąt razy więcej materii organicznej, niż sam waży. To jest ogromny wzrost entropii po to tylko, żeby żyć i psuć powietrze.
Jeżeli w skali kosmicznej fizycy nawet kiedyś odkryją ujemną entropię podczas fazy kurczenia Wszechświata, to w kontekście rozpraszania pół tony mięsa przez każdego człowieka widać jak byk, że organizmy żywe bardzo rozrzutnie powiększają entropię obecnego Kosmosu kosztem podtrzymywania kurczowo swoich życiowych procesów.
JW
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 9698
Wysłany: Sob Maj 23, 2026 10:08   

Strix aluco napisał/a:
Chodziło ogólnie o teorię o tym że życie powstało w celu spowolnienia entropii we Wszechświecie.

Nie chodzilo w ogole o zadna teorie, Penrose w wypowiedziach sie powolywal na to co postulowal Schrodinger okolo wieku temu. Caly czas im chodzilo o to, ze bledne przeslanki zawsze prowadza do blednych wnioskow nawet przy nieskazitelnej logice.
Strix aluco napisał/a:
dlatego ewolucja jest faktem.

Takie "fakty" to do tematu "Biblioterapia", pasuje jak ulal w wielu kontekstach.
Na razie jest tylko teoria w dodatku niczym nie potwierdzona, oczywiscie w makroskali.
Witold Jarmolowicz napisał/a:
To jest ogromny wzrost entropii po to tylko, żeby żyć i psuć powietrze.

Oczywiscie, ale to juz jest dywagacja oparta na zalozeniu o celowosci zycia. Sam Schrodinger postulowal oderwanie sie w ogole od tego zalozenia aby uwolnic dyskusje od niewygodnych kagancow myslowych, ktore skutecznie zalozyl wszystkim niepozorny aptekarz Atwater. SChrodinger wiele razy twierdzil, ze tak dynamiczny uklad jak czlowiek, gdy nawet po 15 latach ma zupelnie inne komorki niz przy urodzeniu nie powinien w ogole byc rozpatrywany w tych kryteriach. Bo w istocie w czlowieku nie zachodzi zadne "spalanie" niczym w bombie kalorymetrycznbej ale ten temat tutaj juz walkowalismy pare razy. Niestety ta proteza myslowa o nazwie "spalanie" jest uzywana tutaj nagminnie czego egzemplifikacja jest np ten temat.
Witold Jarmolowicz napisał/a:
Jeżeli w skali kosmicznej fizycy nawet kiedyś odkryją ujemną entropię podczas fazy kurczenia Wszechświata,

To tez tylko przy zalozeniu, ze dowcip Freda Hoyle'a zwany Big Bang mial miejsce. Ale to juz w zasadzie do tematu "Protezy myslowe" sie nadaje.
Dowodzi w kazdym razie to jednego - tego co juz starozytni filozofowie postulowali - czlowiek musi w cos wierzyc, nawet jezeli twierdzi, w cos nie wierzy do jest wlasnie jego wiara. Doskonale zrozumial to Darwin na lozu smierci, gdy gorzko stwierdzil, ze stworzyl religie dla ateistow ale niestety nie jest w stanie tego zatrzymac. Troche go wykolegowal jego wuj, z 33 stopniem.
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
Ostatnio zmieniony przez zyon Sob Maj 23, 2026 10:09, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Sob Maj 23, 2026 10:55   

zyon napisał/a:
Strix aluco napisał/a:
Chodziło ogólnie o teorię o tym że życie powstało w celu spowolnienia entropii we Wszechświecie.

Nie chodzilo w ogole o zadna teorie, Penrose w wypowiedziach sie powolywal na to co postulowal Schrodinger okolo wieku temu. Caly czas im chodzilo o to, ze bledne przeslanki zawsze prowadza do blednych wnioskow nawet przy nieskazitelnej logice.
Strix aluco napisał/a:
dlatego ewolucja jest faktem.

Takie "fakty" to do tematu "Biblioterapia", pasuje jak ulal w wielu kontekstach.
Na razie jest tylko teoria w dodatku niczym nie potwierdzona, oczywiscie w makroskali.


Podważasz teorię Schrodingera, podważając teorię ewolucji, bo Schrodinger mówi o emergentności życia, co samo w sobie zakłada ewoluowanie organizmów żywych (do coraz bardziej złożonych).

"What is life? Defining life in the context of emergent complexity

Erwin Schrödinger defined life not only as a "self-reproducing" aperiodic crystal of DNA coding for proteins but within the context of living entities increasing their order by dissipating matter/energy gradients to maintain themselves away from equilibirium. Since then most definitions of life have focused on the former. But living cells do more than replicate their DNA. Cells also have membrane barriers across which metabolites must move, via which energy transduction as well as information processing occurs, and within which metabolic transformation occurs. An approach of complex systems dynamics, including nonequilibrium thermodynamics, may provide a more robust approach for defining life than a "naked replicator" at the origin of life. The crucial issue becomes the process of emergence of life from pre-biotic chemistry, concomitant with the emergence of function, information, and semiosis. Living entities can be viewed as bounded, informed autocatalytic cycles feeding off matter/energy gradients, exhibiting agency, capable of growth, reproduction, and evolution. Understanding how life might have emerged should sharpen our definition of what life is."
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/20169412/

Za cholerę nie rozumiem gdzie w tym wszystkim jest chociaż cień zaprzeczenia klasycznym prawom Fizyki.

Jest to tylko rozwinięcie klasycznych teorii o Filozofię.
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Sob Maj 23, 2026 12:09   

Spalanie jest potocznym synonimem utleniania czy szerzej metabolizowania, które to pojęcia są już niezbyt zrozumiałe w rustykalnych rozmowach.
Już nawet 100 lat temu w surowych warunkach grenlandzkich fizjolodzy byli w stanie określić metabolizowanie pożywienia przez miejscowych Inuitów. Tym bardziej dziś w wypasionych laboratoriach jest to możliwe.
Upieranie się, że to nie jest spalanie ale jakieś kosmiczne przeciwstawianie się entropii, to jak wiara w lewitację.
Prowadzi do przekonania, że organizm to nie palnik spirytusowy. A potem zdziwko, że utuczyła nas czysta wóda, bo przecież nie ma tłuszczu we flaszce Wyborowej.
Po to są kalorie, żeby sobie uświadomić, że 40% spirytusu w pół litrze to 200 ml które w zaokrągleniu daje 5x200=1000 kcal energii co może być przetworzone maksymalnie na 1000/9= 111 gramów tłuszczu. Ani trochę więcej. W praktyce będzie tego tłuszczu znacznie mniej, bo część spirytusu zostanie spalona, część wydalona. Ale to wyliczenie powinno przemawiać do wyobraźni i tłumaczyć, że skoro chcemy pić, to musimy mniej jeść, szczególnie węglowodanów.
I to właśnie wiedzą intuicyjnie profesjonaliści na ławeczce pod monopolowym, którzy mało zakąszają i są szczupli.
JW
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 9698
Wysłany: Nie Maj 24, 2026 12:09   

Strix aluco napisał/a:
Podważasz teorię Schrodingera, podważając teorię ewolucji, bo Schrodinger mówi o emergentności życia, co samo w sobie zakłada ewoluowanie organizmów żywych (do coraz bardziej złożonych).

Niczego nie podwazam, napisalem jedynie co wiek temu mowil Schrodinger a potem Penrose. To bardziej proba zwrocenia uwagi na zupelnie inny aspekt tego skadidad zabawnego tematu. O tym mowil Schrodinger co przytoczylem. Tak jak napisalem wyzej, kawal o duupie sie klania.
Witold Jarmolowicz napisał/a:
Spalanie jest potocznym synonimem utleniania czy szerzej metabolizowania, które to pojęcia są już niezbyt zrozumiałe w rustykalnych rozmowach.

Zatem rozkladajac to tak po kawalku: proteiny potocznie zwane bialkami sa skladnikiem budulcowym, sa rozbijane na aminokwasy, ktore to potem sluza do budowy i regeneracji oraz wspoltworzenia roznych hormonow, neuroprzekaznikow, kofaktorow i roznych katalizatorow. Elementem energetycznym sa wylacznie w skrajnych przypadkach gdy jest ich nadmiar. Ekspresja hormonalna to dosc unikalny stan gdy nagle moze wystrzelic wulkan adrenaliny i kortyzolu albo dopaminy. Ogolnie mozna przyjac, ze nie jest sie w stanie okreslic jakie danego dnia jest zapotrzebowanie na potrzeby budulcowe, regeneracyjne, naprawcze itp. Ale pan np z uporem maniaka liczy to bialko jako paliwo i wlicza do ogolnego bilansu. Juz nieraz tutaj pisalem. To tak jakby kupic pare kubikow drewna, przywiezc je drewnianym wozem i spalic woz w piecu, no bo przeciez to drewno. Weglowodany to tez zasadniczo budulec i kazda dieta niskoweglowodanowa podtrzymuje jakies tam spozycie na cele glownie regeneracyjne, uzupelnienie glikogenu, nawet czastka DNA jest zbudowana na szkielecie cukrowo-fosforanowym. To wszystko moze byc z bialka, ktorego nadmiar zostal przerobiony na cukier z ta slynna sprawnoscia 58%. Gdzie tu mamy spalanie czegokolwiek? Pomijam juz litosciwie to, ze bialko ogolnie ma tam 6,75kcal czy jakos tak ale ze wzgledu na energochlonnosc procesu rozkladu ujeto te ogonki i skrocono do 4. Oczywiscie wiem co pan odpisze - to samo co za kazdym poprzednim razem. Ze ogolnie, ze ramy, ze punkt wyjscia, ze rownowazniki Atwatera itp. ze taka natura czlowieka, ktory wsystko chce zmierzyc, zwazyc i posortowac. I wiedzac, ze to jest totalny humbug czy bullshit, bo to jest precyzja zakladu kowalskiego przy naprawie zegarka szwajcarskiego. A to wszystko dlatego, ze "energia" z piecyka Atwatera.
I o tym wlasnie mowil Schrodinger czy Penrose, wsadzono myslenie w tak glebokie koleiny, ze od ponad wieku nikt z tego nie potrafi wyjsc. Oczywiscie sa zadowoleni z tego stanu rzeczy ale to z kolei do tematu o teoriach spiskowych, ktore sie okazaly praktyka.0

Same dywagacji ile kalorii i w jakich proporcjach czy makroskladnikach zywia sie Innuici, Masajowie czy inny Tutsi czy Hutu mozna skwitowac szyderczym usmiechem. Moze oni nie wiedza, ze slynny producent platkow Kellogg z paroma innymi stworzyli slogan, ze "sniadanie to najwazniejszy posilek dnia" :evil:
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Nie Maj 24, 2026 13:15   

zyon napisał/a:
Strix aluco napisał/a:
Podważasz teorię Schrodingera, podważając teorię ewolucji, bo Schrodinger mówi o emergentności życia, co samo w sobie zakłada ewoluowanie organizmów żywych (do coraz bardziej złożonych).

Niczego nie podwazam, napisalem jedynie co wiek temu mowil Schrodinger a potem Penrose. To bardziej proba zwrocenia uwagi na zupelnie inny aspekt tego skadidad zabawnego tematu. O tym mowil Schrodinger co przytoczylem. Tak jak napisalem wyzej, kawal o duupie sie klania.

Napisałeś wcześniej, że teoria ewolucji to bajka, a potem, coś o rzekomych poglądach Schrodingera.
Stworzyłeś wrażenie, że Schrodinger i Penrose są w opozycji do teorii ewolucji, co jest nieprawdą, bo powyżej zamieściłem ogólną definicję tego jak Schrodinger określa życie.

Więc albo kompletnie nie zrozumiałeś Schrodingera i Penrose'a, albo powtarzasz po kimś jakieś błędne ogólniki.

Przytocz jakieś konkretne wypowiedzi Penrose'a, Schrodingera, z których wynika, że negują prawa klasycznej Fizyki, teorię ewolucji itd.
Bo na razie to nic nie wynika z tego co napisałeś.
 
     
marcin458 

Dołączył: 15 Paź 2016
Posty: 2010
Wysłany: Nie Maj 24, 2026 16:28   

Tak sobie myśle że skoro chodzi o Inuitów w 1908 roku to fajnie byłoby sie przenieść w czasie do 1908 r i od razu przeteleportować bezpośrednio do ich krain i zobaczyć na własne oczy co jedzą. Dobry pomysł? xD
Pozdrawiam
Marcin
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Nie Maj 24, 2026 18:21   

Nie bardzo mi się chce to jeszcze raz tłumaczyć, no, ale spróbujmy.
W bombie kalorymetrycznej aminokwasy spalane są całkowicie, natomiast w organizmie wydalany jest niespalony mocznik, który ma kaloryczność 2,5 kcal/g, dlatego o tę wartość dają mniej energii w organizmie. Poza tym aminokwasy mają różną budowę i różną wartość kaloryczną. Dlatego po uśrednieniu przeciętnego składu aminokwasowego białek w mięsie oraz odjęciu energii wydalanej z mocznikiem przyjmujemy 4 kcal/g. Można skrupulatnie liczyć, że białko z meduzy ma trochę mniejszą wartość energetyczną niż z wieprza albo odwrotnie, ale średnio to waha się około 4 kcal/g, podobnie jak węglowodany dają energię 3,7 do 4,1.

Tłumaczenie, że białka nie są spalane bo są budulcem, to mniej więcej to samo, co tłumaczenie, że parowóz mógłby jechać zasilany przez pompę ciepła.

Spożyte i wchłonięte do krwiobiegu aminokwasy z białek posłużą różnym celom w obrocie metabolicznym ale dokładnie taka sama ilość aminokwasów po rozlicznych transaminacjach zostanie wydalona po utlenieniu w postaci CO2, wody oraz mocznika i częściowo amoniaku.

Nie ma innego sposobu na wydalenie zużytych aminokwasów, niż ich deaminacja i spalenie reszt węglowych. Z tego uzyskuje się energię 4 kcal/g, CO2, wodę i mocznik, niezależnie od chemicznych przemian pośrednich.

Gdyby chociaż część strawionego białka pozostała na dłużej w organizmie, oznaczałoby to nieumiarkowane przybieranie na wadze lub śmiertelne choroby metaboliczne, takie jak np. acyduria argininobursztynianowa.

Nie ma innego sposobu wydalenia spożytych i zużytych aminokwasów, niż ich deaminacja, utlenienie i zagospodarowanie powstałej energii w postaci ATP oraz ciepła.

Jeżeli drażnią nas kilokalorie, możemy sobie używać uniwersalnych jednostek energii układu SI, kilodżuli, czyli zamiast 4 kcal/g posługiwać się 16,8 kJ/g.
Będzie bardziej elegancko, tak samo, jak tydzień brzmi inaczej niż siedem dni.
JW
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Nie Maj 24, 2026 20:24   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Nie bardzo mi się chce to jeszcze raz tłumaczyć, no, ale spróbujmy.
JW

Nie wiem po co tłumaczy Pan po raz setny rzeczy oczywiste. Jest Pan masochistą. ;)

Cytat:
Zasilanie „ujemną entropią"
Jeśli organizm wydaje się czymś zagadkowym, to dlatego, że nie popada szybko w bezładny stan równowagi. Z tego właśnie powodu ludzie od najdawniejszych czasów myśleli, a czasem myślą nawet i dziś, iż działa w nim jakaś niefizyczna siła nad­przyrodzona (vis viva, entelechia).
W jaki sposób organizm żywy unika zamierania? Oczywi­ście dzięki temu, że je, pije, oddycha (a w przypadku roślin - asymiluje). Nazywa się to metabolizmem. Greckie słowo jiexaßoXAeiv oznacza „zmianę" lub „wymianę", ale wymianę czego? Pierwotnie sądzono, ze chodzi o wymianę materii.
(Stąd też niemiecki termin Stoffwechsel, oznaczający metabolizm). Absurdem jest jednak sądzić, że na tym polega istota tego procesu. Wszystkie atomy tlenu, azotu, siarki itd. są sobie całkiem równoważne, toteż z ich wymiany nic nie może wyniknąć. Przez pewien czas ciekawość naszą zaspokajało przekonanie, że żywimy się energią. W niektórych krajach (nie pamiętam, czy chodzi o Stany Zjednoczone, czy o Niemcy) na jadłospisach w restauracjach podawano przy każdym daniu nie tylko cenę, ale również jego równowartość energetyczną.
W sensie dosłownym jest to oczywiście także absurd. Zasoby energetyczne dorosłego organizmu są równie stałe, jak zasoby materialne. Ponieważ jedna kaloria jest tyleż warta, co każda inna, trudno pojąć, co dawałaby wymiana.
Cóż zatem takiego tajemniczego i cennego zawiera poży­wienie zapobiegające śmierci? Odpowiedź jest prosta. Każdy proces czy zdarzenie, mniejsza o nazwę, wszystko, co dzieje się w przyrodzie, prowadzi do wzrostu entropii w tej przestrzeni, w której się odbywa. Tak więc każdy żywy organizm produku­je dodatnią entropię i entropia jego stale wzrasta. Zbliża się tym samym do stanu maksymalnej entropii, czyli do śmierci, trzymać się przy życiu może zaś tylko dzięki temu, że pobiera z otoczenia ujemną entropię, która - jak za chwilę się prze­konamy jest dla niego czymś pozytywnym. To ona go zasila.
Wyrażając się w sposób mniej paradoksalny, powiemy, że isto­tą metabolizmu jest pozbywanie się przez organizm entropii, którą - póki żyje - musi nieuchronnie produkować.

Erwin Schrödinger - "Czym jest życie"


Przecież nie ma tu nic o czym bredzi zyon.
On nawet nie czytał tego co Schrödinger napisał o kaloriach, entropii. A nawet gdyby przeczytał, to i tak by nie zajarzył, że napisał dokładnie to co Pan.
Dlatego tysięczny raz napisał to czego się już pewnie na pamięć nauczył, że Atwater to zło całego świata i resztę tych bzdur.

Schrodinger napisał "pobiera z otoczenia ujemną entropię", czyli że organizmy żywe zjadają uporządkowane struktury jakimi są inne żywe organizmy (rośliny, zwierzęta).

Ale jak to przeczyta ktoś o mało lotnym umyśle, to zinterpretuje to po swojemu, doda Penrose'a, który nawet pewnie nie wie, że mu wciskają w usta słowa których nie wypowiedział i jakaś pseudoteoria gotowa. ;D

To podobnie jak z Feynemanem, który rzekomo wychodził z ciała, a książka jego autorstwa mówi coś zupełnie przeciwnego.
Po to zamieściłem cały rozdział jego książki "odmienne stany świadomości", żeby tych bzdur już tu nikt nie powielał.

Póki jeszcze mogę dodać to dodam jeszcze jeden fragment.

Cytat:
dziwne wyrażenie „ujemna entropia" zastąpić można przez entropię z minusem i traktować jako miarę po­rządku. Sposób, za którego pośrednictwem organizm utrzy­muje się w stacjonarnym stanie stosunkowo wysokiego upo­ rządkowania (niskiej entropii), polega zatem na stałym „syceniu się" porządkiem otoczenia. Wniosek ten bynajmnie nie jest tak paradoksalny, jak to się może wydawać. Przeciwnie, uchodzić może za trywialny. Istotnie, w wypadku zwierząt wyższych wiemy dobrze, jakim to rodzajem porządku karmią się one, pobierając wysoce uporządkowaną materię w postaci mniej lub bardziej złożonych związków organicznych stano­wiących ich pożywienie. Po wykorzystaniu ich wydalają je w postaci zdegradowanej, jednak nie na tyle, by nie mogły słu­żyć za pożywienie roślinom. (Dla nich z kolei najważniejszym źródłem ujemnej entropii jest światło słoneczne).
Kolejny fragment książki "Czym jest życie" Erwina Schrödingera"



Krótko mówiąc Schrödinger opisuje po prostu łańcuch pokarmowy/troficzny.
Gdzie i jak ktoś mógł się tam dopatrzeć jakiejś magii, zaprzeczenia praw fizyki, biologii, ewolucji, to nie wiem. ;D
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Nie Maj 24, 2026 20:56, w całości zmieniany 4 razy  
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Nie Maj 24, 2026 22:42   

Została jeszcze kwestia wielkiego wybuchu.
Cytat:
istnieją doskonałe świadectwa obserwacyjne potwierdzające przypuszczenie, że nasz Wszechświat przeszedł przez etap niezwykle dynamicznej ekspansji ze stanu o niebywałej gęstości, obiecującej nie tylko znane składniki materialne świata, ale również i samą czasoprzestrzeń, wewnątrz której rozgrywa się życie obiektów fizycznych, a która zdaje się ciągnąć nieograniczenie we wszystkich kierunkach. Wszystko, co znamy, wydało się powstać w tej jednej eksplozji.

"Moda, wiara i fantazja w nowej fizyce wszechświata" - Roger Penrose


Ten cytat z kolei po to, żeby ktoś z nowu nie wyssał sobie z palca, że Penrose zaprzecza teorii wielkiego wybuchu, czy neguje prawa fizyki.
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Pon Maj 25, 2026 08:05   

Zaledwie 2 tys. lat temu mózg nagiej małpy po 5 mln lat pracy umysłowej miliardów ludzi wymyślił liczby ujemne. To pokazuje, jak bardzo trudne jest to pojęcie dla ludzkiego mózgu.
No bo liczb ujemnych w świecie małpoludów nie ma. Albo jest coś, co można policzyć jak np. liczbę wojowników w drużynie albo ich nie ma, bo sąsiednie plemię ich wybiło i zbyteczny jest wysiłek arytmetyczny. Trzeba brać nogi za pas ewentualnie skłaniać własne kobiety do tychże nóg rozkładania przed zwycięzcami.
Nawet pojęcie zera powstało całkiem niedawno.
Dlatego tak trudne jest pojęcie ujemnej entropii, której we Wszechświecie nie ma, tak samo, jak nie ma ujemnej prędkości. To jedyna rzecz, która stale wzrasta. Prędkość może być ujemna, jeżeli się oddalamy od celu zamiast przybliżać, natomiast jej wartość jest zawsze dodatnia niezależnie od zwrotu wektora.
Zmniejszenie entropii podczas porządkowania księgozbioru jest okupione zużywaniem energii pobranej z otoczenia i powiększeniem całkowitej entropii Kosmosu.
JW
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Pon Maj 25, 2026 09:44   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Nawet pojęcie zera powstało całkiem niedawno.
Dlatego tak trudne jest pojęcie ujemnej entropii, której we Wszechświecie nie ma, tak samo, jak nie ma ujemnej prędkości. To jedyna rzecz, która stale wzrasta. Prędkość może być ujemna, jeżeli się oddalamy od celu zamiast przybliżać, natomiast jej wartość jest zawsze dodatnia niezależnie od zwrotu wektora.
Zmniejszenie entropii podczas porządkowania księgozbioru jest okupione zużywaniem energii pobranej z otoczenia i powiększeniem całkowitej entropii Kosmosu.
JW


Tak właśnie. Dlatego Schrödinger użył określenia "ujemna entropia" w sposób metaforyczny. Wyjaśnia to, ale w tak zawiły sposób, że nawet ci nie najgłupsi mogą nie od razu to zrozumieć.
Ujemna entropia to według Schrodingera miara stanu uporządkowania.
W świeżym lub zamrożonym mięsie czy warzywie entropia jest mniejsza niż w żyjących organizmach, w których zachodzą procesy katabolizmu i anabolizmu.

Żeby to trochę uwspółcześnić i uprościć; można opisać to co miał na myśli współczesną terminologią. Tzn. Schrodinger opisuje stan dynamicznej równowagi pomiędzy anabolizmem i katabolizmem. Ale nawet ten stan równowagi zwiększa entropię bardziej niż mięso w lodówce, zerwane z drzewa owoce czy warzywa wyjęte z gleby (póki nie zaczną się rozkładać).

Maksymalne co można uzyskać to entropia równa zero. Nie da się zejść poniżej.
Zero entropii to idealny kryształ w temperaturze zera absolutnego i bez względu czy będzie się to rozpatrywać przez pryzmat fizyki klasycznej czy kwantowej, filozofii, magii, to się niżej nie zejdzie.
Nie przybieży jednorożec i nie sprawi, że atomy w krysztale w temperaturze zera absolutnego będą jeszcze bardziej nieruchome niż są.

Trzeba przyznać optymalnym, że najmniej przyczyniają się do wzrostu entropii in genere, bo jedzą najmniej białka i węglowodanów, które podkręcają metabolizm średnio o 25 i 7-8%, podczas gdy tłuszcz robi to nieznacznie, bo średnio o 2%.

W wielkim skrócie Schrodingerowi chodziło o entropię ujemną w stosunku do organizmów żywych, a nie ogólnie.

Ale w necie już dawno krążą pytania dowcipnisiów, czy nie korzystniej by było żywić się czymś o jeszcze niższej entropii. Na przykład diamentami. :evil:
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Pon Maj 25, 2026 10:43   

[quote="Strix aluco"]
Witold Jarmolowicz napisał/a:
Ale w necie już dawno krążą pytania dowcipnisiów, czy nie korzystniej by było żywić się czymś o jeszcze niższej entropii. Na przykład diamentami. :evil:
Oczywiście diamentami w temperaturze zera bezwzględnego. :viva:

Znalazłem ciekawą stronę na temat fizyki.
https://openstax.org/books/fizyka-dla-szk%C3%B3%C5%82-wy%C5%BCszych-tom-2/pages/przedmowa

Nie mogę się powstrzymać, dla pamięci wklejam link do procesów termodynamicznych, cyklu Carnota itd.
https://openstax.org/books/fizyka-dla-szk%C3%B3%C5%82-wy%C5%BCszych-tom-2/pages/3-1-uklady-termodynamiczne

https://openstax.org/books/fizyka-dla-szk%C3%B3%C5%82-wy%C5%BCszych-tom-2/pages/4-5-cykl-carnota

W przeciwieństwie do mądrzących się profesorów, którzy sami nie rozumieją co tłumaczą, tam po kolei krowie na rowie są tłumaczone procesy cieplne tak, żeby student nawet nie znający całek i logarytmów zrozumiał o co ogólnie chodzi. Wystarczy znajomość matematyki na poziomie gimnazjum.
JW
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Pon Maj 25, 2026 15:43   

Witold Jarmolowicz napisał/a:


Nie mogę się powstrzymać, dla pamięci wklejam link do procesów termodynamicznych, cyklu Carnota itd.
https://openstax.org/books/fizyka-dla-szk%C3%B3%C5%82-wy%C5%BCszych-tom-2/pages/3-1-uklady-termodynamiczne

https://openstax.org/books/fizyka-dla-szk%C3%B3%C5%82-wy%C5%BCszych-tom-2/pages/4-5-cykl-carnota

JW


Znów ktoś Panu zarzuci, że żywy organizm to nie maszyna.

Ciekawiej by było przełożyć to na poszczególne żywe organizmy.
Np Inuici czy foki, którzy/które posiadają warstwę izolacyjną w postaci tkanki tłuszczowej rozpraszają mniej energii w postaci ciepła, a co za tym idzie przyczyniają się w mniejszym stopniu do wzrostu entropii.

To w sumie żart, ale może nie do końca. Może Pan i ja, przy niskim procencie tkanki tłuszczowej czynimy destrukcję w ekosystemie za którą poniesiemy konsekwencje. :-x
Jakoś mi utkwił w głowie ten slogan prawdępiszącego. :evil:

Trzeba by to obliczać dla każdego zwierzątka z osobna. Uwzględnić wszystkie czynniki, od wagi poczynając, a na temperaturze otoczenia kończąc.
Ciekawe czy sieć dostarczyła by wszystkich danych do takich obliczeń.

Jestem tego ciekaw na tyle, że poszukam. Chociaż wątpię czy ktoś podejmował podobne próby obliczenia tego chociażby w przybliżeniu. :)
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Pon Maj 25, 2026 16:08   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Oczywiście diamentami w temperaturze zera bezwzględnego. :viva:
JW

To mi nie przyszło do głowy, ale poruszył Pan ciekawą kwestię.
Zakładając teoretycznie, że zjedzenie diamentów o wadze średniej pojemności żołądka i o temperaturze -273,15°C mogło by spowodować ustanie funkcji życiowych, przy uwzględnieniu tego ile ciepła z organizmu ludzkiego by pobrały.
Kolokwialnie rzecz ujmując, czy spowodowały by hipotermię prowadzącą do zgonu.

PS jest Pan równie walnięty jak ja.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Pon Maj 25, 2026 16:13, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Pon Maj 25, 2026 18:04   

Strix aluco napisał/a:
Trzeba by to obliczać dla każdego zwierzątka z osobna. Uwzględnić wszystkie czynniki, od wagi poczynając, a na temperaturze otoczenia kończąc.
Ciekawe czy sieć dostarczyła by wszystkich danych do takich obliczeń.

Jestem tego ciekaw na tyle, że poszukam. Chociaż wątpię czy ktoś podejmował podobne próby obliczenia tego chociażby w przybliżeniu. :)
Na pewno ryby, płazy i gady powodują mniejszy wzrost entropii niż ssaki i ptaki. Przy czym duże ssaki bardziej oszczędzają entropię niż małe. Stado 300 kg sikorek zjada 60 razy więcej pożywienia niż trzystukilogramowy tygrys.
Z drugiej strony mała mrówka może zużyć pożywienie na wykonanie wielokrotnie większej pracy mechanicznej, niż słoń, bo jest w stanie dźwigać większe ciężary, niż sama waży.
Z kolei zmiennocieplne krokodyle wcale nie są zmiennocieplne, ponieważ wystawiając się na słońce lub chowając w cień utrzymują swoją temperaturę z dokładnością do 1 stopnia, więc jakby też oszczędzają entropię.
JW
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Pon Maj 25, 2026 18:22   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Strix aluco napisał/a:
Trzeba by to obliczać dla każdego zwierzątka z osobna. Uwzględnić wszystkie czynniki, od wagi poczynając, a na temperaturze otoczenia kończąc.
Ciekawe czy sieć dostarczyła by wszystkich danych do takich obliczeń.

Jestem tego ciekaw na tyle, że poszukam. Chociaż wątpię czy ktoś podejmował podobne próby obliczenia tego chociażby w przybliżeniu. :)
Na pewno ryby, płazy i gady powodują mniejszy wzrost entropii niż ssaki i ptaki. Przy czym duże ssaki bardziej oszczędzają entropię niż małe. Stado 300 kg sikorek zjada 60 razy więcej pożywienia niż trzystukilogramowy tygrys.
Z drugiej strony mała mrówka może zużyć pożywienie na wykonanie wielokrotnie większej pracy mechanicznej, niż słoń, bo jest w stanie dźwigać większe ciężary, niż sama waży.
Z kolei zmiennocieplne krokodyle wcale nie są zmiennocieplne, ponieważ wystawiając się na słońce lub chowając w cień utrzymują swoją temperaturę z dokładnością do 1 stopnia, więc jakby też oszczędzają entropię.
JW

To odpowiedź wykraczająca to poza to czego oczekiwałem.
Jest to kwintesencja tego, dlaczego życie istnieje na różnych szerokościach geograficznych .
Tzn. foka i pystynny fenek rozpraszają podobną ilość energii ze względu na przystosowania do klimatu.

Pan to chwyta w lot, w przeciwieństwie do profesorów którym wielokrotnie zadawałem podobne pytania.
Tak że kariera naukowa przed Panem.
Obawiam się tylko tego, że większość nie zrozumie tego, że proporcjonalne do wagi sikorki przyczyniają się bardziej do zwiększania entropii niż tygrysy.
Może trzeba to jakoś przeliczyć na ilość sikorek i tygrysów globalnie i zrobić z tego wykres.
Wyniki mogły być ciekawe.
Co nie zmienia faktu, że drapieżniki ogółem przyczyniają się najbardziej do wzrostu entropii lokalne tzn. w ekosferze ziemi. Dlatego drapieżniki na mapie ewolucji szybko ewoluują i szybko znikają.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Pon Maj 25, 2026 18:35, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 9698
Wysłany: Pon Maj 25, 2026 19:00   

Strix aluco napisał/a:
Napisałeś wcześniej, że teoria ewolucji to bajka

Wskaz konkretnie gdzie, najlepiej zacytuj zeby rozwiac wszelkie watpliwosci.
Strix aluco napisał/a:
Stworzyłeś wrażenie, że Schrodinger i Penrose są w opozycji do teorii ewolucji,

Wskaz gdzie stworzylem takie wrazenie, konkretny cytac najlepiej, bo najwyrazniej wszystko sie dzieje w twojej wyobrazni.
Strix aluco napisał/a:
Przytocz jakieś konkretne wypowiedzi Penrose'a, Schrodingera, z których wynika, że negują prawa klasycznej Fizyki, teorię ewolucji itd.

I po raz kolejny ten sam postulat daj cytat Gdzie ja cos takiego napisalem?
Wiele razy przestrzegalem ze nagminne uzywanie ejaja prowadzi do takich wlasnie skutkow, dlatego rozumiem dlaczego RAW0 odpuscil dyskusje. Jestem za stary zeby sie nabierac na tak proste techniki manipulacyjne.
Strix aluco napisał/a:
Tak właśnie. Dlatego Schrödinger użył określenia "ujemna entropia" w sposób metaforyczny
.
No tak, drugi Szekspir normalnie :evil:
Strix aluco napisał/a:
Przecież nie ma tu nic o czym bredzi zyon.
On nawet nie czytał tego co Schrödinger napisał o kaloriach, entropii.

Wskaz w tym cytacie, ktory przytaoczyles gdzie jest mowa o kaloriach.

Niestety wiem jak to sie skonczy, zadnego cytatu z powyzsych prosb nie przytoczysz, wiec na tym sie zakonczy podejrzewam.
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Pon Maj 25, 2026 19:23   

zyon napisał/a:
Strix aluco napisał/a:
Napisałeś wcześniej, że teoria ewolucji to bajka

Wskaz konkretnie gdzie, najlepiej zacytuj zeby rozwiac wszelkie watpliwosci.
Strix aluco napisał/a:
Stworzyłeś wrażenie, że Schrodinger i Penrose są w opozycji do teorii ewolucji,

Wskaz gdzie stworzylem takie wrazenie, konkretny cytac najlepiej, bo najwyrazniej wszystko sie dzieje w twojej wyobrazni.
Strix aluco napisał/a:
Przytocz jakieś konkretne wypowiedzi Penrose'a, Schrodingera, z których wynika, że negują prawa klasycznej Fizyki, teorię ewolucji itd.

I po raz kolejny ten sam postulat daj cytat Gdzie ja cos takiego napisalem?
Wiele razy przestrzegalem ze nagminne uzywanie ejaja prowadzi do takich wlasnie skutkow, dlatego rozumiem dlaczego RAW0 odpuscil dyskusje. Jestem za stary zeby sie nabierac na tak proste techniki manipulacyjne.
Strix aluco napisał/a:
Tak właśnie. Dlatego Schrödinger użył określenia "ujemna entropia" w sposób metaforyczny
.
No tak, drugi Szekspir normalnie :evil:
Strix aluco napisał/a:
Przecież nie ma tu nic o czym bredzi zyon.
On nawet nie czytał tego co Schrödinger napisał o kaloriach, entropii.

Wskaz w tym cytacie, ktory przytaoczyles gdzie jest mowa o kaloriach.

Niestety wiem jak to sie skonczy, zadnego cytatu z powyzsych prosb nie przytoczysz, wiec na tym sie zakonczy podejrzewam.

Z wszystkich twoich wcześniejszwcześniejszych postów wynika to, czemu zaprzeczasz w tym co teraz napisałeś.
Rozbieranie tego na czynniki pierwsze i odpowiadanie na każdy z nich z osobna, to byłaby strata czasu. Wystarczy przeczytać to co co poprzednio napisałeś.

Dlatego zacytowałem bezpośrednio ze źródła, czyli z książek Schodingera kilka jego wypowiedzi.

Jako, że posiadam też kilka książek Rogera Penrose, to nie omieszkam też zamieścić kilka cytatów z jego książek, żeby nie było, że Rec i Jarmołowicz, to jacyś naukowi faszyści, którzy uwzięli się na na błędne interpretacje Bogu ducha winnych niezdecydowanych w wierze.
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Wto Maj 26, 2026 11:01   

Skoro już tak się wymądrzamy na temat mitycznego ATP, to co się dzieje z tlenkiem fosforu, który jest odłączany od ATP w procesie oddawania energii i tworzenia ADP? Tej energii jest 30,5 kJ/mol.
I co się dzieje z drugą resztą fosforanową odłączaną od ADP w procesie oddawania energii 27,6 kJ/mol i tworzenia AMP?
Co z tymi tlenkami fosforu? Pływają sobie swobodnie jako kwas fosforowy w płynach ustrojowych, podobnie do fosforu w coli?
Żeby kwestionować energetykę organizmu, dobrze wiedzieć, co się z tym ATP i kwasem fosforowym dzieje.
JW
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Wto Maj 26, 2026 11:47   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Skoro już tak się wymądrzamy na temat mitycznego ATP, to co się dzieje z tlenkiem fosforu, który jest odłączany od ATP w procesie oddawania energii i tworzenia ADP? Tej energii jest 30,5 kJ/mol.
I co się dzieje z drugą resztą fosforanową odłączaną od ADP w procesie oddawania energii 27,6 kJ/mol i tworzenia AMP?
Co z tymi tlenkami fosforu? Pływają sobie swobodnie jako kwas fosforowy w płynach ustrojowych, podobnie do fosforu w coli?
Żeby kwestionować energetykę organizmu, dobrze wiedzieć, co się z tym ATP i kwasem fosforowym dzieje.
JW

Z coli to akurat kiepski pomysł. Z mięsa Panie, z mięsa i innych produktów wysokobiałkowych.

"Energia zgromadzona w postaci ATP jest używana między innymi do skurczu włókien mięśniowych, utrzymywania odpowiedniego stężenia jonów po obu stronach błon komórkowych oraz syntezy wielu związków chemicznych, takich jak kwasy tłuszczowe, białka, kwasy nukleinowe, cholesterol czy glikogen. W wyniku rozpadu ATP powstaje ADP, czyli adenozynodifosforan, z którego ponownie jest syntetyzowany wysokoenergetyczny ATP.

ATP powstaje w procesie fosforylacji. Jednym z jej rodzajów jest fosforylacja substratowa. Polega ona na przeniesieniu reszty fosforanowej ze związku ufosforylowanego bezpośrednio na ADP, czyli adenozynodifosforan, w wyniku czego powstaje cząsteczka ATP. Adenozynodifosforan (ADP) zawiera jedno wiązanie wysokoenergetyczne. Po przeniesieniu na cząsteczkę ADP kolejnej reszty fosforanowej zyskuje ona dodatkowe wysokoenergetyczne wiązanie.

Fosforylacja substratowa nie wymaga obecności tlenu i jest ważnym sposobem syntezy ATP w komórkach o metabolizmie beztlenowym. W mięśniach szkieletowych występuje fosfokreatyna, czyli związek, który może być wykorzystywany w procesach fosforylacji substratowej. W wyniku działania enzymu kinazy kreatynowej zachodzi reakcja polegająca na przeniesieniu reszty fosforanowej z fosfokreatyny na ADP. Dzięki temu powstaje ATP, będący doskonałym źródłem energii podczas skurczu włókien mięśniowych."
https://zpe.gov.pl/a/przeczytaj/D17KUSAyP

"Kinazy białkowe są zaliczane do białek enzymatycznych przenoszących grupę fosforanową na akceptor zwanych inaczej fosfotransferazami. Donorem fosforu jest głównie ATP, a akceptorem odpowiedni aminokwas w białku akceptorowym. Ze względu na rodzaj fosforylowanego aminokwasu, kinazy dzielimy na kinazy białkowe fosforylujące serynę lub treoninę i kinazy białkowe fosforylujące tyrozynę. Fosforylacja ta jest fosforylacją odwracalną regulującą aktywność wielu enzymów, kanałów jonowych i innych białek docelowych. Dołączenie reszty fosforanowej do białka docelowego, zmienia jego aktywność, a co za tym idzie zostaje wzmocniony i rozprzestrzeniony sygnał, który dotarł do komórki. Fosforylacji odwracalnej podlegają białka tylko wewnątrz komórki, gdzie ATP również występuje w większych ilościach (białka zewnątrzkomórkowe nie podlegają tego typu fosforylacji). Defosforylacja zachodzi przez hydrolizę grup fosforanowych, katalizowanych przez białka zwane fosfatazami. Kinazy białkowe mogą fosforylować wyłącznie jedno białko, lub kilka podobnych do siebie białek - mówimy wtedy o kinazach specyficznych, mogą również fosforylować wiele różnych białek docelowych - czyli mamy doczynienia z wielofunkcyjnymi kinazami białkowymi."
https://bioexploratorium.pl/wiki/Kinazy_bia%C5%82kowe

Znów jak się nie obrócić to pośladki zawsze z tyłu i Ponomarenkowe "białko to życie" ma uniwersalne zastosowanie. Oczywiście to nie jego autorstwa, ale to leitmotif jego prac naukowych.
Inaczej rzecz ujmując - chcesz mieć więcej energii, jedz więcej białka.

Z pustego nawet Salomon nie naleje. Na fosforanach z coli daleko się nie zajedzie.

Nie wymadrzamy się. Zagadnienia cząstek wysokoenergetycznych to nie wiedza tajemna.
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Wto Maj 26, 2026 12:26   

A tu ciekawostka dla kolarzy i innych wytrzymałościowców. Dla kulturystów jest forum zza miedzy. ;)
https://bikeboard.pl/artykul/substraty-energetyczne-w-sporcie
To odpowiedź dlaczego jajka na boczku są najlepszym śniadaniem dla rowerych szajbusów. (Do których i ja się zaliczam).
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Wto Maj 26, 2026 15:11   

Ciekawe streszczenie problemu.
Dodajmy, że współczynnik oddechowy RQ może być większy od jedności u tłuściochów, którzy się przejadają węglowodanami i tyją.
Ja, niskowęglowodanowiec w teście Wingate podwyższyłem sobie RQ z 0,7 do 0,8, ale zapewne sprinterzy przystosowani do glukozy osiągają wynik RQ powyżej 1, ejaj nawet podaje, że do 1,5.
Poniżej zaś takie ogólne omówienie.
https://www.bio.umk.pl/pa...ek-fizyczny.pdf
JW
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Wto Maj 26, 2026 15:33   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Ciekawe streszczenie problemu.
Dodajmy, że współczynnik oddechowy RQ może być większy od jedności u tłuściochów, którzy się przejadają węglowodanami i tyją.
Ja, niskowęglowodanowiec w teście Wingate podwyższyłem sobie RQ z 0,7 do 0,8, ale zapewne sprinterzy przystosowani do glukozy osiągają wynik RQ powyżej 1, ejaj nawet podaje, że do 1,5.
Poniżej zaś takie ogólne omówienie.
https://www.bio.umk.pl/pa...ek-fizyczny.pdf
JW

Nie dam Panu spokoju, chyba, że mnie Pan zbanuje żeby odpocząć w sezonie ogórkowym.


RQ 1,5 jest niemożliwy bez farmakologicznych wspomagaczy glikolizy beztlenowej.

Druga sprawa, to już o tym napisaliśmy epopeję w jednym z tematów, że niższe RQ nie jest wprost proporcjonalne do lepszej kondycji organizmu. Szczególnie przy uwzględnieniu wieku.
Wyzszy RQ u ludzi starszych może być conditio sine qua non tego, aby lepiej funkcjonować.
Vide - cytowane przeze mnie badania w temacie o zależności RQ od kilku czynników.
To chyba temat o granicach wydolności ludzkiego organizmu.

Nie ma to przełożenia na Pana wynik bezpośrednio. Chodzi bardziej o to, że jednostkowy wynik nie jest miarą ogółu.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Wto Maj 26, 2026 15:33, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Wto Maj 26, 2026 15:41   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
skoro chcemy pić, to musimy mniej jeść, szczególnie węglowodanów.
I to właśnie wiedzą intuicyjnie profesjonaliści na ławeczce pod monopolowym, którzy mało zakąszają i są szczupli.
JW

Coś się Pan czepił węglowodanów?
Tłuszcz spożyty wraz z alkoholem spowalnia metabolizm C²H⁵OH, a równocześnie alkohol spowalnia metabolizm tłuszczów.
Dlatego fachowcy w Rosji zakąszają spirytus słoniną, bo przez to są dłużej nawaleni i sadełko rośnie.
To jest szczyt ekonomicznego picia.

PS yo dlatego uzupełnianie węglowodanów alkoholem na diecie niskowęglowodanowej bardzo skutecznie przyczynia się do odkładania się sadełka.
Do piwa lepsze orzeszki i paluszki niż słonina.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Wto Maj 26, 2026 15:45, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Śro Maj 27, 2026 14:22   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Cytat:
Ibidem
Jeśli chodzi o zdolności umysłowe, godną uwagi cechą jest to, że Eskimosi są prawdopodobnie najbardziej pokojowo nastawioną i niewojowniczą rasą na świecie. Trudno zgodzić się z powszechnym przekonaniem, że konsekwencją diety mięsożernej i życia myśliwskiego powinna być absolutna niezdolność psychiczna do zadania ciosu bliźniemu, ale tak właśnie jest w Grenlandii. O ile wiadomo, kłócą się między sobą bardzo rzadko i że jakakolwiek kłótnia, nawet najpoważniejsza, miałaby prowadzić do bójek, jest absolutnie nie do pomyślenia na Grenlandii. Jeśli Eskimos poczuje wstręt do drugiego, po prostu będzie go unikał, a w razie potrzeby odejdzie i osiedli się gdzie indziej. Dawniej zwyczajem było spotykanie się na wielkich ucztach i tam rozstrzyganie sporów pieśniami, w których każdy charakteryzował drugą stronę według swoich możliwości. Zwyciężał ten, który potrafił rozśmieszyć przeciwnika najbardziej przez publiczność, ale nawet takie występy nigdy nie prowadziły do ​​bójek.

Sęk w tym że ludzie tylko częściowo zmieniają się pod wpływem zmian dietetycznych.
Wielokrotnie zwiększyłem ilość białka w diecie. (To między innymi zasługa tego, że trafiłem na forum DobraDieta).

Skutkiem pozytywnym są ogromne zmiany w mentalności.
Reaguję w sposób wyważony, a nie impulsywny.

Niestety jestem nadal ironiczno-cynicznym sykinsynem i tego się za pomocą zmian w diecie wyeliminować nie da.

Ale nie można mieć wszystkiego. Serdeczne dzięki Panie Witoldzie za wszystkie cennie wskazówki. Nie tylko dietetyczne.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Śro Maj 27, 2026 15:01, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 9698
Wysłany: Czw Maj 28, 2026 10:54   

Strix aluco napisał/a:
Z wszystkich twoich wcześniejszwcześniejszych postów wynika to, czemu zaprzeczasz w tym co teraz napisałeś.
Rozbieranie tego na czynniki pierwsze i odpowiadanie na każdy z nich z osobna, to byłaby strata czasu.

No wlasnie, o czas sie rozchodzi. Dla mnie strata czasu jest dyskutowanie o tym co ci sie wydaje na podstawie tego czego ja nie napisalem.
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 9698
Wysłany: Czw Maj 28, 2026 11:03   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Nie bardzo mi się chce to jeszcze raz tłumaczyć, no, ale spróbujmy.
W bombie kalorymetrycznej aminokwasy spalane są całkowicie, natomiast w organizmie wydalany jest niespalony mocznik, który ma kaloryczność 2,5 kcal/g, dlatego o tę wartość dają mniej energii w organizmie. Poza tym aminokwasy mają różną budowę i różną wartość kaloryczną. Dlatego po uśrednieniu przeciętnego składu aminokwasowego białek w mięsie oraz odjęciu energii wydalanej z mocznikiem przyjmujemy 4 kcal/g. Można skrupulatnie liczyć, że białko z meduzy ma trochę mniejszą wartość energetyczną niż z wieprza albo odwrotnie, ale średnio to waha się około 4 kcal/g, podobnie jak węglowodany dają energię 3,7 do 4,1.

Ok, jezeli ejaj jest tak tutaj popularny, to ja szybko panu pokaze, co mowi na to ejaj -
Cytat:
Tak, organizm spala białko jako źródło energii, ale robi to niechętnie. Główną rolą protein jest budowa tkanek. Ich spalanie zachodzi głównie podczas intensywnego wysiłku, głodu lub nadmiernego deficytu kalorycznego, a sam proces jest skomplikowany.Zrozumienie tego procesu ułatwiają następujące fakty:Paliwo ratunkowe: W pierwszej kolejności organizm spala węglowodany i tłuszcze. Po białko sięga w ostateczności, np. podczas wyczerpujących treningów (katabolizm) lub głodówek, rozkładając mięśnie na aminokwasy i zamieniając je w energię.Wysoki koszt trawienia: Organizm zużywa bardzo dużo energii (nawet do 20–30% jej wartości) na sam proces trawienia i przyswojenia białka. Jest to tzw. termiczny efekt pożywienia. Dla porównania, przy tłuszczach jest to zaledwie 0–3%.Ochrona mięśni i sytość: Dostarczanie odpowiedniej ilości białka w diecie (np. wspieranej odżywkami białkowymi) nie tylko chroni własne mięśnie przed spaleniem, ale też zapewnia długie uczucie sytości.

Czyl bialko jest spalane tylko w wyzej wymienionych sytuacjach, ale widac ejaj szybko pojal to czego pan najwyrazniej nie chce albo nie potrafi - pan zaklada spalanie dla kazdego w kazdym bilansie, o czym ja wlasnie pisze. Spalic mozna wsztystko, moze komus sie uda nawet wode to policzy do bilansu, ale jezeli cos nie jest dla czegos przeznaczone to ekstraordynaryjne sytuacje nie moga byc standardowymi proceduramipostepowania. To sa wlasnie antyczne meble do palenia w piecu. No ale nie oczekuje zrozumienia, bo koleiny myslowe kaloryzmu sa tak glebokie, ze dla wielu to Kanion Kolorado. Wiem, ze pan z tego zyje i calkowicie rozumiem.

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Tłumaczenie, że białka nie są spalane bo są budulcem, to mniej więcej to samo, co tłumaczenie, że parowóz mógłby jechać zasilany przez pompę ciepła.

Swietna analogia, rownie celna co ta o tym, ze zamiast skarpet na nogach mozna nosic majtki na glowie i tez bedzie cieplo w rece podczas mroznej zimy jakbysmy nosili rekawice :evil:
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Czw Maj 28, 2026 11:08   

zyon napisał/a:
Strix aluco napisał/a:
Z wszystkich twoich wcześniejszwcześniejszych postów wynika to, czemu zaprzeczasz w tym co teraz napisałeś.
Rozbieranie tego na czynniki pierwsze i odpowiadanie na każdy z nich z osobna, to byłaby strata czasu.

No wlasnie, o czas sie rozchodzi. Dla mnie strata czasu jest dyskutowanie o tym co ci sie wydaje na podstawie tego czego ja nie napisalem.


Rozmawiamy tylko dlatego, że wbrew pozorom mamy więcej poglądów zbieżnych nich rozbieżnych.
Na pewno mnie i Ciebie łączy więcej niż nas obu z RAWO czy Marcinem.
To nie zmienia faktu, że różnimy się znacznie i pod względem mentalności (ogólnie) i pod względem pojmowana różnych zjawisk.

Dlatego w pewnych kwestiach bliżej Ci do RAWO i Marcina, a w innych bliżej do mnie.

To świadczy tylko o tym, że jak każdy szukasz swojej drogi.
Tyle, że pomimo lat poszukiwań nadal stoisz w rozkroku.
A to nie mój problem, tylko twój, że wybierasz ścieżki lekkie, łatwe, przyjmne.
Linie najmniejszego oporu zawsze są kuszące, bo nie trzeba się za bardzo wysilać intelektualnie.
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 9698
Wysłany: Czw Maj 28, 2026 13:10   

Strix aluco napisał/a:
Rozmawiamy tylko dlatego, że wbrew pozorom mamy więcej poglądów zbieżnych nich rozbieżnych.
Na pewno mnie i Ciebie łączy więcej niż nas obu z RAWO czy Marcinem.
To nie zmienia faktu, że różnimy się znacznie i pod względem mentalności (ogólnie) i pod względem pojmowana różnych zjawisk.

Dlatego w pewnych kwestiach bliżej Ci do RAWO i Marcina, a w innych bliżej do mnie.

Ogolnie mozna stwierdzic smialo, ze roznimy sie wszyscy a w pewnych kwestiach jestesmy podobni, to oczywisty truizm. Kwestia indywidualna jest procentowy rozklad podobienstw i roznic. Ale na pewno nie chce mi sie juz sprzeczac w internetach o nic, bardziej mnie interesuje dyskusja, wymiana pogladow niz kolejne wojenki. Dlatego jeszcze rozmawiam, bo czasami mam jeszcze nadzieje, ze cos tam z tej wymiany ciekawego sie urodzi. Dlatego nie interesuje mnie zbytnio klepanie sie po plecach jak i rozne internetowe prezenie muskul, co jest zajeciem o tyle latwym co jednoczesniem niezbyt satysfakcjonujacym.
Strix aluco napisał/a:
To świadczy tylko o tym, że jak każdy szukasz swojej drogi.
Tyle, że pomimo lat poszukiwań nadal stoisz w rozkroku.
A to nie mój problem, tylko twój, że wybierasz ścieżki lekkie, łatwe, przyjmne.
Linie najmniejszego oporu zawsze są kuszące, bo nie trzeba się za bardzo wysilać intelektualnie.

No tos teraz dowalil, otoz wlasnie samo odrzucenie paradygmatu "energetycznego" i proba sie zastanowienia nad innymi mozliwymi opcjami to jest wlasnie cos co nie jest "lekkie, łatwe, przyjmene". To jest wlasnie ciezkie, nielatwe i nieprzyjemne, bo wtedy trzeba odrzucic kaganiec tresury intelektualnej jakiej jestesmy poddawani od dziecka i proba spojrzenia na nowo. Zreszta tego tez probuje np Rupert Sheldrake.
"lekkie, łatwe, przyjmne" jest wlasnie powtarzanie tego samego od 150 lat w bezpiecznym przekonaniu, ze jak przez 150 lat nie dzialalo to wlasnie teraz akurat musi zadzialac jak do bilansu kalorycznego doliczymy energie z protein, o ktorych juz nawet ejaj wie, ze sa "spalane" w ostatecznosci i niechetnie, zatem na samym koncu jezeli w ogole. No ale ktos zmierzyl kalorycznosc mocznika :evil: a glupi organizm wydala cenna energie zamiast ja palic, no cuda wianki.

Strix aluco napisał/a:
Na pewno mnie i Ciebie łączy więcej niż nas obu z RAWO czy Marcinem.
To nie zmienia faktu, że różnimy się znacznie i pod względem mentalności (ogólnie) i pod względem pojmowana różnych zjawisk.

Dlatego w pewnych kwestiach bliżej Ci do RAWO i Marcina, a w innych bliżej do mnie.

To świadczy tylko o tym, że jak każdy szukasz swojej drogi.
Tyle, że pomimo lat poszukiwań nadal stoisz w rozkroku.

I owszem, tylko glupi nie szuka, bo wie wszystko od razu. Nie chce nikomu wypominac rozkrokow ale po okresie milosci do keto, rok temu stwierziles,z e idziesz na wysokie wegle by teraz zachwalac droge Ponomarenki czy ni pies ni wydra cos na ksztalt swidra. To ja juz wole swoj rozkrok, ktory jest ustawicznym przesuwaniem granic w pewna strone w czym z pewnoscia blisko mi aktualnie do RAW0
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Czw Maj 28, 2026 14:26   

zyon napisał/a:
Strix aluco napisał/a:
Rozmawiamy tylko dlatego, że wbrew pozorom mamy więcej poglądów zbieżnych nich rozbieżnych.
Na pewno mnie i Ciebie łączy więcej niż nas obu z RAWO czy Marcinem.
To nie zmienia faktu, że różnimy się znacznie i pod względem mentalności (ogólnie) i pod względem pojmowana różnych zjawisk.

Dlatego w pewnych kwestiach bliżej Ci do RAWO i Marcina, a w innych bliżej do mnie.

Ogolnie mozna stwierdzic smialo, ze roznimy sie wszyscy a w pewnych kwestiach jestesmy podobni, to oczywisty truizm. Kwestia indywidualna jest procentowy rozklad podobienstw i roznic. Ale na pewno nie chce mi sie juz sprzeczac w internetach o nic, bardziej mnie interesuje dyskusja, wymiana pogladow niz kolejne wojenki. Dlatego jeszcze rozmawiam, bo czasami mam jeszcze nadzieje, ze cos tam z tej wymiany ciekawego sie urodzi. Dlatego nie interesuje mnie zbytnio klepanie sie po plecach jak i rozne internetowe prezenie muskul, co jest zajeciem o tyle latwym co jednoczesniem niezbyt satysfakcjonujacym.
Strix aluco napisał/a:
To świadczy tylko o tym, że jak każdy szukasz swojej drogi.
Tyle, że pomimo lat poszukiwań nadal stoisz w rozkroku.
A to nie mój problem, tylko twój, że wybierasz ścieżki lekkie, łatwe, przyjmne.
Linie najmniejszego oporu zawsze są kuszące, bo nie trzeba się za bardzo wysilać intelektualnie.

No tos teraz dowalil, otoz wlasnie samo odrzucenie paradygmatu "energetycznego" i proba sie zastanowienia nad innymi mozliwymi opcjami to jest wlasnie cos co nie jest "lekkie, łatwe, przyjmene". To jest wlasnie ciezkie, nielatwe i nieprzyjemne, bo wtedy trzeba odrzucic kaganiec tresury intelektualnej jakiej jestesmy poddawani od dziecka i proba spojrzenia na nowo. Zreszta tego tez probuje np Rupert Sheldrake.
"lekkie, łatwe, przyjmne" jest wlasnie powtarzanie tego samego od 150 lat w bezpiecznym przekonaniu, ze jak przez 150 lat nie dzialalo to wlasnie teraz akurat musi zadzialac jak do bilansu kalorycznego doliczymy energie z protein, o ktorych juz nawet ejaj wie, ze sa "spalane" w ostatecznosci i niechetnie, zatem na samym koncu jezeli w ogole. No ale ktos zmierzyl kalorycznosc mocznika :evil: a glupi organizm wydala cenna energie zamiast ja palic, no cuda wianki.

Strix aluco napisał/a:
Na pewno mnie i Ciebie łączy więcej niż nas obu z RAWO czy Marcinem.
To nie zmienia faktu, że różnimy się znacznie i pod względem mentalności (ogólnie) i pod względem pojmowana różnych zjawisk.

Dlatego w pewnych kwestiach bliżej Ci do RAWO i Marcina, a w innych bliżej do mnie.

To świadczy tylko o tym, że jak każdy szukasz swojej drogi.
Tyle, że pomimo lat poszukiwań nadal stoisz w rozkroku.

I owszem, tylko glupi nie szuka, bo wie wszystko od razu. Nie chce nikomu wypominac rozkrokow ale po okresie milosci do keto, rok temu stwierziles,z e idziesz na wysokie wegle by teraz zachwalac droge Ponomarenki czy ni pies ni wydra cos na ksztalt swidra. To ja juz wole swoj rozkrok, ktory jest ustawicznym przesuwaniem granic w pewna strone w czym z pewnoscia blisko mi aktualnie do RAW0


Odpowiem cytatem z Christophera Hitchensa: "To, co można twierdzić bez dowodów, można odrzucić bez dowodów."

Dlatego jesteśmy chronieni przez świeckie prawo, które nie pozwala na skazanie nas na więzienie bez dowodów winy.

Kiedyś nie było tak dobrze. Ktoś oskarżony o stosowanie czarów płonął na stosie.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Czw Maj 28, 2026 14:26, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 9698
Wysłany: Czw Maj 28, 2026 14:39   

Czytalem kiedys ksiazke, ktora mi pozyczyl znajomy, w ktorej ze zdumieniem rczytalem o motywach i ogolnie okolicznosciach czarow, czarownic, palenia ich itp. I szczerze mowiac bylo to tak udokumentowane i logicznie napisane, ze zdajem sobie sprawe z tego, ze nigdy nie probowalem nawet przez chwile pomyslec, ze bylo inaczej. A jednak moglo byc i prawdopodobnie bylo inaczej. Oczywiscie odrzucajac jak w skokach narciarskich wyniki skrajne. To samo jest z tzw Inkwizycja, ktora ma jednostronnie pejoratywne okreslenie. Otoz tez nie ma. Tak samo jest obiegowym stwierdzeniem"poglady masz ze sredniowiecza", gdy okazuje sie, ze wtedy wlasnie powstalo najwiecej uniwersytetow. Nie wspomne juz o tak zalosnym akcie jak spalenie Giordano Bruno. Koronny argument w dyskusjach a okazuje sie, ze tak naprawde to jest jak z tymi rowerami na Placu Czerwonym. Mi juz tego Bruno nie szkoda.

Dlatego doskonale rozumiem, ze i Schrodiner i Penrose i jeszcze paru oinnych, bo i Thomas Kuhn, i nawet ten lewak Popper o tym pisali. Wiadomo, ze jezeli w familiadzie padnie pytanie o najbardziej konserwatywna rzecz na swiecie to padnie wiele glupawych odpowiedzi ale nie padnie najbardziej oczywista: najbardziej konserwatywna rzecza ( w stwierdzeniu ogolnym) na swiecie jest cos co zwiemy potocznie nauka.
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
Ostatnio zmieniony przez zyon Czw Maj 28, 2026 14:41, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
marcin458 

Dołączył: 15 Paź 2016
Posty: 2010
Wysłany: Czw Maj 28, 2026 16:07   

Nieładni eskimosi jak oni mogą jeść foki takie fajne zwierzątka...

Pozdrawiam
Marcin
Ostatnio zmieniony przez marcin458 Czw Maj 28, 2026 16:07, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Czw Maj 28, 2026 17:19   

zyon napisał/a:
Czytalem kiedys ksiazke, ktora mi pozyczyl znajomy, w ktorej ze zdumieniem rczytalem o motywach i ogolnie okolicznosciach czarow, czarownic, palenia ich itp. I szczerze mowiac bylo to tak udokumentowane i logicznie napisane, ze zdajem sobie sprawe z tego, ze nigdy nie probowalem nawet przez chwile pomyslec, ze bylo inaczej.
Oczywiście że mogło być inaczej. Historia nie jest nauką ścisłą. Nie ma większego znaczenia w argumentacji wyższości filozofii czy wiary nad racjonalnością.

Za to inne ścisłe dziedziny mają. Jeździsz po drogach, mostach samochodem. To budują inżynierowie, którzy obliczyli nośność mostu za pomocą matematycznych wzorów, a nie filozofowie czy duchowni

zyon napisał/a:
A jednak moglo byc i prawdopodobnie bylo inaczej. Oczywiscie odrzucajac jak w skokach narciarskich wyniki skrajne. To samo jest z tzw Inkwizycja, ktora ma jednostronnie pejoratywne okreslenie. Otoz tez nie ma. Tak samo jest obiegowym stwierdzeniem"poglady masz ze sredniowiecza", gdy okazuje sie, ze wtedy wlasnie powstalo najwiecej uniwersytetow. Nie wspomne juz o tak zalosnym akcie jak spalenie Giordano Bruno. Koronny argument w dyskusjach a okazuje sie, ze tak naprawde to jest jak z tymi rowerami na Placu Czerwonym. Mi juz tego Bruno nie szkoda.
Nie jest to żaden koronny argument przeciwko inkwizycji. Tak jak i ilość powstałych w średniowieczu uniwersytetów nie przemawia na jej korzyść, ponieważ program nauczania był ujednolicony i kontrolowany przez Kościół.
Komuniści kontrolowali kiedyś przemysł w ZSRR i innych krajach socjalistycznych, co nie znaczy, że stał na wysokim poziomie.

zyon napisał/a:
Dlatego doskonale rozumiem, ze i Schrodiner i Penrose i jeszcze paru oinnych, bo i Thomas Kuhn, i nawet ten lewak Popper o tym pisali. Wiadomo, ze jezeli w familiadzie padnie pytanie o najbardziej konserwatywna rzecz na swiecie to padnie wiele glupawych odpowiedzi ale nie padnie najbardziej oczywista: najbardziej konserwatywna rzecza ( w stwierdzeniu ogolnym) na swiecie jest cos co zwiemy potocznie nauka.

Antyklerykały zarzucają Kościołowi konserwatyzm, który nie przystaje do obecnych czasów, a antynaukowi zarzucają naukowcom, że opierają swoje przekonania na naukowych dogmatach.
Tyle że połączeniem nauki i wiary nie da się udowodnić ani tez teistów, ani ateistów, ani tego czego jeszcze nie wiemy.
Jedni liczą na jakieś znaki od Boga, albo wypatrują nadejścia Mesjasza, inni czekają na kosmitów, inni liczą na jakieś przełom w nauce, który zmieni oblicze ziemi, tej ziemi.
Ale najgłupszy argument to taki, że każdy kto jest do bólu racjonalny traktuje naukę jak religię.

Mnie nawet bawią takie kalambury w których ze względu na możliwość różnorakiej interpretacji, miesza się nauka z wiarę.
Przecież odpowiedź dana Mojżeszowi przez Boga: „jestem który jestem”, to w zasadzie jest wyjaśnienie tego dlaczego prawa fizyki istnieją od zawsze i tak po prostu.

Moje zdanie jest takie, że ludzie nie zostali stworzeni do tego aby w pełni pojąć to jaki jest sens istnienia tego wszystkiego. Można próbować, jeśli komuś to sprawia przyjemność, a mnie sprawia.
Każda skrajność/fanatyzm czyni z nas bestie, które zabijają się nawzajem z powodu różnicy światopoglądów.
Duży mózg trochę to łagodzi, ale nie aż w takim stopniu jak się wydaje naukowcom, a z kolei zasady moralne nie tłumią tego w takim stopniu jak wydaje się filozofom i ludziom uduchowionym, o czym świadczą miliony ludzi zabitych w imię jakichś bogów, czy pod pretekstem mniejszego zła.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Czw Maj 28, 2026 17:22, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 9698
Wysłany: Czw Maj 28, 2026 18:20   

Strix aluco napisał/a:
Moje zdanie jest takie, że ludzie nie zostali stworzeni do tego aby w pełni pojąć to jaki jest sens istnienia tego wszystkiego. Można próbować, jeśli komuś to sprawia przyjemność, a mnie sprawia.
Każda skrajność/fanatyzm czyni z nas bestie, które zabijają się nawzajem z powodu różnicy światopoglądów.
Tu sie z pewnoscia zgadzamy. Kazdy szuka na swoj sposob. A to czyj sposob lepszy to kwestia sporna zapewne.

Strix aluco napisał/a:
Jedni liczą na jakieś znaki od Boga, albo wypatrują nadejścia Mesjasza,

No jak sie okazuje, jest ciagle narod, ktory stawia zdecydowanie wyzej swoje starozytne przepowiednie niz cokolwiek innego, do tego stopnia, ze zmusil inny narod do uczestniczenia w ludobojczej wojnie. Tak, ze nie lekcewazylbym tego, ze swiat jest taki do bolu nieracjonalny. Technologie technologiami, kosmos kosmosem a zabijanie w imie jakiegos boga jest wazniejsze niz cokolwiek.
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Czw Maj 28, 2026 18:26   

zyon napisał/a:
Witold Jarmolowicz napisał/a:
Nie bardzo mi się chce to jeszcze raz tłumaczyć, no, ale spróbujmy.
W bombie kalorymetrycznej aminokwasy spalane są całkowicie, natomiast w organizmie wydalany jest niespalony mocznik, który ma kaloryczność 2,5 kcal/g, dlatego o tę wartość dają mniej energii w organizmie. Poza tym aminokwasy mają różną budowę i różną wartość kaloryczną. Dlatego po uśrednieniu przeciętnego składu aminokwasowego białek w mięsie oraz odjęciu energii wydalanej z mocznikiem przyjmujemy 4 kcal/g. Można skrupulatnie liczyć, że białko z meduzy ma trochę mniejszą wartość energetyczną niż z wieprza albo odwrotnie, ale średnio to waha się około 4 kcal/g, podobnie jak węglowodany dają energię 3,7 do 4,1.

Ok, jezeli ejaj jest tak tutaj popularny, to ja szybko panu pokaze, co mowi na to ejaj -
Cytat:
Tak, organizm spala białko jako źródło energii, ale robi to niechętnie. Główną rolą protein jest budowa tkanek. Ich spalanie zachodzi głównie podczas intensywnego wysiłku, głodu lub nadmiernego deficytu kalorycznego, a sam proces jest skomplikowany.Zrozumienie tego procesu ułatwiają następujące fakty:Paliwo ratunkowe: W pierwszej kolejności organizm spala węglowodany i tłuszcze. Po białko sięga w ostateczności, np. podczas wyczerpujących treningów (katabolizm) lub głodówek, rozkładając mięśnie na aminokwasy i zamieniając je w energię.Wysoki koszt trawienia: Organizm zużywa bardzo dużo energii (nawet do 20–30% jej wartości) na sam proces trawienia i przyswojenia białka. Jest to tzw. termiczny efekt pożywienia. Dla porównania, przy tłuszczach jest to zaledwie 0–3%.Ochrona mięśni i sytość: Dostarczanie odpowiedniej ilości białka w diecie (np. wspieranej odżywkami białkowymi) nie tylko chroni własne mięśnie przed spaleniem, ale też zapewnia długie uczucie sytości.

Czyl bialko jest spalane tylko w wyzej wymienionych sytuacjach, ale widac ejaj szybko pojal to czego pan najwyrazniej nie chce albo nie potrafi - pan zaklada spalanie dla kazdego w kazdym bilansie, o czym ja wlasnie pisze. Spalic mozna wsztystko, moze komus sie uda nawet wode to policzy do bilansu, ale jezeli cos nie jest dla czegos przeznaczone to ekstraordynaryjne sytuacje nie moga byc standardowymi proceduramipostepowania. To sa wlasnie antyczne meble do palenia w piecu. No ale nie oczekuje zrozumienia, bo koleiny myslowe kaloryzmu sa tak glebokie, ze dla wielu to Kanion Kolorado. Wiem, ze pan z tego zyje i calkowicie rozumiem.

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Tłumaczenie, że białka nie są spalane bo są budulcem, to mniej więcej to samo, co tłumaczenie, że parowóz mógłby jechać zasilany przez pompę ciepła.

Swietna analogia, rownie celna co ta o tym, ze zamiast skarpet na nogach mozna nosic majtki na glowie i tez bedzie cieplo w rece podczas mroznej zimy jakbysmy nosili rekawice :evil:


Najprościej jak się da.
To jakie będą losy zjedzonego białka w organizmie zależy tylko od proporcji B:T:W.

Jeśli węglowodanów i białka będzie mało a tłuszczu 90% to i tak glukoneogeneza z glicerolu powstałego z rozpadu tłuszczu nie zaspokoi nawet zapotrzebowania komórek glukozależnych i to nawet uwzględniając tylko metabolizm spoczynkowy.
Dlatego organizm i tak sięgnie wtedy po białko jako źródło energii. Z aminokwasów glukogennych wytworzy glukozę, z ketogennych ketony.
To dlatego da się funkcjonować na LCHF z małą ilością białka i węglowodanów. Trochę glukozy z glukoneogenezy, trochę dziurę łatają ketony, a trochę wyższe spalanie kwasów tłuszczowych.

Natomiast bez względu na ilość białka w diecie jest ono trawione i rozkładane na czynniki pierwsze. I to też przebiega w reakcji z tlenem. Dlatego nazywa się to utlenianie/spalanie.
Spalanie w piecu to też utlenianie, tylko bardzo gwałtowne.

Nie są to jednak meble. To raczej obrazy z których odrywana jest ramka - szkielet węglowy, i tym pali w piecu.
Jeśli węglowodanów i białka nie brakuje to nawet te ramki są zużywane do syntezy białek de novo.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Czw Maj 28, 2026 18:38, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Czw Maj 28, 2026 18:51   

zyon napisał/a:
Strix aluco napisał/a:
Moje zdanie jest takie, że ludzie nie zostali stworzeni do tego aby w pełni pojąć to jaki jest sens istnienia tego wszystkiego. Można próbować, jeśli komuś to sprawia przyjemność, a mnie sprawia.
Każda skrajność/fanatyzm czyni z nas bestie, które zabijają się nawzajem z powodu różnicy światopoglądów.
Tu sie z pewnoscia zgadzamy. Kazdy szuka na swoj sposob. A to czyj sposob lepszy to kwestia sporna zapewne.

Strix aluco napisał/a:
Jedni liczą na jakieś znaki od Boga, albo wypatrują nadejścia Mesjasza,

No jak sie okazuje, jest ciagle narod, ktory stawia zdecydowanie wyzej swoje starozytne przepowiednie niz cokolwiek innego, do tego stopnia, ze zmusil inny narod do uczestniczenia w ludobojczej wojnie. Tak, ze nie lekcewazylbym tego, ze swiat jest taki do bolu nieracjonalny. Technologie technologiami, kosmos kosmosem a zabijanie w imie jakiegos boga jest wazniejsze niz cokolwiek.


Dlatego napisałem, że ani duży mózg, ani zasady moralne nie chronią przed przemocą.
Wysoka empatia też nie.

Nie Naród a politycy rozpetali tą wojnę.
To tak jak relacje pomiędzy pawianami a lampartami. Albo lwami i hienami.
Są nieustannym zagrożeniem dla siebie, więc prewencyjnie się mordują przy każdej okazji,,kiedy mają przewagę.
Zabijają też młode osobniki, które w przyszłości mogą stać sie dla nich zagrożeniem.
Ludzie nie różnią się od innych zwierząt.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Czw Maj 28, 2026 19:29, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Czw Maj 28, 2026 19:59   

zyon napisał/a:
Ogolnie mozna stwierdzic smialo, ze roznimy sie wszyscy a w pewnych kwestiach jestesmy podobni, to oczywisty truizm. Kwestia indywidualna jest procentowy rozklad podobienstw i roznic. Ale na pewno nie chce mi sie juz sprzeczac w internetach o nic, bardziej mnie interesuje dyskusja, wymiana pogladow niz kolejne wojenki. Dlatego jeszcze rozmawiam, bo czasami mam jeszcze nadzieje, ze cos tam z tej wymiany ciekawego sie urodzi. Dlatego nie interesuje mnie zbytnio klepanie sie po plecach jak i rozne internetowe prezenie muskul, co jest zajeciem o tyle latwym co jednoczesniem niezbyt satysfakcjonujacym.

Na pewno się w kwestii żywienia nie urodzi, bo zamykam ten temat ze swojej strony.
Nikt już w tej materii niczego rewolucyjnego nie wymyśli.
Chyba że zacznę latać na magicznym pyle jak Piotuś Pan, to się podzielę wrażeniami.
Tego czy to kosmici zbudowali piramidy, też raczej nie rozstrzygniemy. Chyba że przylecą i to potwierdzą, albo Tump z Didżej Vansem jakieś akta CIA odtajnią.

Zostają tematy o duchowości, ale tu Marcinowi i RAW0 nie dorównam, bo to praktycy od wielu dekad.
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 9698
Wysłany: Czw Maj 28, 2026 22:34   

Strix aluco napisał/a:
Na pewno się w kwestii żywienia nie urodzi, bo zamykam ten temat ze swojej strony.
Nikt już w tej materii niczego rewolucyjnego nie wymyśli.

Rewolucja nie miala prawa bytu, bo zanim wymyslono dietetyke to ludzkosc jednak jakos intuicyjnie przetrwala a Banting pisal ksiazki o odchudzaniu nie majac o tym pojecia. Kazda dieta ma byc dopasowana do wieku, aktywnosci, stanu zdrowia, pracy, otoczenia i mozliwosci finansowych. Tematu plci nie dorzuce, bo niedawno ogladalem wywiad z profesjonalna instruktorka sportow silowych wczesniej zawodowo startujaca, ktora stwierdzila, ze wzory na zapotrzebowanie mezzcyzn i kobiet powinny byc takie same. Zawsze stosowala wzory dla mezczyzn i dlatego byla medalistka w odroznieniu od rywalek, ktore uznaly, ze kobiety sa jednak z Wenus.
Po czytaniu wybrykow marcina na temat jego superdiety calkowicie zobojetnialem na to kto czym sie katuje w imie zdrowotnosci.
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Pią Maj 29, 2026 08:51   

zyon napisał/a:
Strix aluco napisał/a:
Na pewno się w kwestii żywienia nie urodzi, bo zamykam ten temat ze swojej strony.
Nikt już w tej materii niczego rewolucyjnego nie wymyśli.

Rewolucja nie miala prawa bytu, bo zanim wymyslono dietetyke to ludzkosc jednak jakos intuicyjnie przetrwala.

Dlatego trochę pokory wobec natury nikomu nie zaszkodzi.
Doceniam zalety prostego jedzenia, tak jak dawniej i to cała filozofia.
zyon napisał/a:
Po czytaniu wybrykow marcina na temat jego superdiety calkowicie zobojetnialem na to kto czym sie katuje w imie zdrowotnosci.
U mnie jest jeszcze gorzej. Czytając to co on pisze, tracę wiarę w ludzkość.
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Pią Maj 29, 2026 10:29   

Jezu, w jaki sposób organizm pozbywa się spożytego i strawionego białka? Którędy? Przez uszy?
To jest 80 kg mięsa rocznie.
JW
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Pią Maj 29, 2026 10:56   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Jezu, w jaki sposób organizm pozbywa się spożytego i strawionego białka? Którędy? Przez uszy?
To jest 80 kg mięsa rocznie.
JW


Panie Witoldzie, może chodzi o to że nie wszystkie przemiany metaboliczne aminokwasów przebiegają z udziałem tlenu.
Nie można więc powiedzieć, że metabolizm białka to w całości utlenianie.

"Aminokwasy tracą swoje grupy aminowe w dwóch procesach biochemicznych – na drodze oksydacyjnej deaminacji, nazywanej również dezaminacją, lub w wyniku transaminacji. W wyniku dekarboksylacji mogą z kolei tracić grupę karboksylową."

Nie wiem czy to wystarczający argument, żebyście się z zyjonem nie okładali tym tematem przy kazdej okazji.
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Pią Maj 29, 2026 19:34   

Jest to jakieś tłumaczenie, karkołomne ale możliwe do przyjęcia. Tyle, że te procesy beztlenowe też zachodzą ad infinitum, aż cała spożyta masa mięsa nie zostanie zamieniona na dwutlenek węgla, wodę i mocznik. W przeciwnym wypadku, gdyby białko służyło do budowy organizmu i nie było po utlenieniu wydalane, to po roku spożywania 80 kg mięsa o tyle wzrastała by masa ciała nieszczęśnika.
JW
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 9698
Wysłany: Pią Maj 29, 2026 22:17   

Owszem, to jest bardziej prawdopodobne i moze stanowic jakas plaszczyzne wyjscia do dyskusji. Nadmienie, ze nowy przyjaciel Prezesa Tkocza, z ktorym Prezes kreci rolki na fajsbuku i rozwija ruch "optymalnych" czyli pan Jacek Safuta zwany Neo, w swojej najnowszej ksiazce pt "Mit Chorob Nieuleczalnych - Powrot Do Raju Utraconego" pisze, ze nie ma czegos takiego jak nadmiary bialka, ktore ulegaja przetworzeniu na weglowodany, tylko ze kazdy nadmiar bialka idzie na budowe nowych muskli. Wiec kto wie, nowy przyjaciel pana prezesa Tkocza moze cos odkryl i po roku bedzie wazy 80 kilo wiecej, bo na razie jak na chlopa po 50 wazy ledwie 59 kilo z tego co pamietam.
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Pią Maj 29, 2026 22:52   

zyon napisał/a:
Owszem, to jest bardziej prawdopodobne i moze stanowic jakas plaszczyzne wyjscia do dyskusji. Nadmienie, ze nowy przyjaciel Prezesa Tkocza, z ktorym Prezes kreci rolki na fajsbuku i rozwija ruch "optymalnych" czyli pan Jacek Safuta zwany Neo, w swojej najnowszej ksiazce pt "Mit Chorob Nieuleczalnych - Powrot Do Raju Utraconego" pisze, ze nie ma czegos takiego jak nadmiary bialka, ktore ulegaja przetworzeniu na weglowodany, tylko ze kazdy nadmiar bialka idzie na budowe nowych muskli. Wiec kto wie, nowy przyjaciel pana prezesa Tkocza moze cos odkryl i po roku bedzie wazy 80 kilo wiecej, bo na razie jak na chlopa po 50 wazy ledwie 59 kilo z tego co pamietam.


Waży tyle bo on na coś chory jest. Chyba na SM.
Stracił dużo tkanki mięśniowej, bo w SM wysoki poziom miostatyny nasila katabolizm komórek mięśniowych.

Gdzieś tam mi kiedyś wpadł artykuł, że w Oxfordzie czy innym Harvardzie robią próby z inhibitorami miostatyny żeby to powstrzymywać. Tyle, że z tego co wiadomo, to nie tylko stan zapalny zwiazany z SM nasila w tej chorobie aktywność tego hormonu, więc pewnie jeszcze z 20 lat te próby potrwają.

Teoretycznie jest tak, że organizm człowieka o średniej wadze 80 kg, może przyswoić 10 gramów białka/godzinę i maksymalnie zużyć z tego 80% na cele budulcowe. Załóżmy tylko teoretycznie, że połowę zużyje na budowę mięśni, to rocznie może odzyskać 17,5 kg mięśni.
Oczywiście liczę to tak, że przez 12 godzin na dobę, co godzinę zjada posiłek z ilością 10 gramów białka. Bo spać kiedyś musi.

Tyle że to obiecanki cacanki, bo najpierw by trzeba było hamować aktywność miostatyny. Bez tego mu co najwyżej brzuch tłuszczem obrośnie.

Jest to mocno nie fair, bo jak mu ktoś coś naobiecywał, to go zostawi z opuszczonymi gaciami i patafianem w garści.
Chyba że sobie to sam wydumał.
To tak jak mówił George Carlin, że nazywanie ludzi niepełnosprawnych "sprawnymi inaczej", nie poprawia ich sytuacji.

PS pisząc o probach na Oxfordzie, miałem na myśli, że oni chcą w w ten sposób zatrzymać atrofię mięśni, a nie odwrócić procesy ją powodujące. Tego się nie da zrobić.

No i druga sprawa, że musiał by też ćwiczyć siłowo i zwiększać progresywnie obciążenie. Chyba że się będzie kłuł w poślady.

Ale ciekawe to wszystko.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Pią Maj 29, 2026 23:58, w całości zmieniany 5 razy  
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 9698
Wysłany: Pią Maj 29, 2026 23:20   

Strix aluco napisał/a:
Waży tyle bo on na coś chory jest. Chyba na SM.
Stracił dużo tkanki mięśniowej, bo w SM wysoki poziom miostatyny nasila katabolizm komórek mięśniowych.

No ale on wyszedl z SM, pisze o tym w swojej pierwszej ksiazce, ktora ma juz chyba z 10 lat. Potem napisal druga poprawiona wersje pierwszej, ktora w mojej ocenie wcale nie jest lepsza. W ostatniej pisze cos, ze mimo, ze w tych ksiazkach pisal o swojej superdiecie to jednak jego osiagi silowe czy sportowe spadly, wiec napisal trzecia najbardiej radykalna. Tak, ze cos tam cwiczy, jakies takie lekko niemrawe opisy cwiczen tez sie przewijaja. Niemniej 59 kilo to dla nie niewyobrazalne jest, zwlaszcza cwiczac. Nawet jakbym sie przegonil ze 30 dni na glodowce to bym nie dobil do takiej obozowej wagi. I w tym kontekscie rozumiem nawet troche ten jego fanatyczny radykalizm, bo przy niem RAW0 jest umiarkowanym entuzjasta kaniworyzmu.
Nie wiem jaka wyjdzie z tego fuzja w polaczeniu z aktualnym Hiper Turbo ADHD prezesa Tkocza.
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Pią Maj 29, 2026 23:49   

zyon napisał/a:
Strix aluco napisał/a:
Waży tyle bo on na coś chory jest. Chyba na SM.
Stracił dużo tkanki mięśniowej, bo w SM wysoki poziom miostatyny nasila katabolizm komórek mięśniowych.

No ale on wyszedl z SM, pisze o tym w swojej pierwszej ksiazce, ktora ma juz chyba z 10 lat. Potem napisal druga poprawiona wersje pierwszej, ktora w mojej ocenie wcale nie jest lepsza. W ostatniej pisze cos, ze mimo, ze w tych ksiazkach pisal o swojej superdiecie to jednak jego osiagi silowe czy sportowe spadly, wiec napisal trzecia najbardiej radykalna. Tak, ze cos tam cwiczy, jakies takie lekko niemrawe opisy cwiczen tez sie przewijaja. Niemniej 59 kilo to dla nie niewyobrazalne jest, zwlaszcza cwiczac. Nawet jakbym sie przegonil ze 30 dni na glodowce to bym nie dobil do takiej obozowej wagi. I w tym kontekscie rozumiem nawet troche ten jego fanatyczny radykalizm, bo przy niem RAW0 jest umiarkowanym entuzjasta kaniworyzmu.
Nie wiem jaka wyjdzie z tego fuzja w polaczeniu z aktualnym Hiper Turbo ADHD prezesa Tkocza.


A tam wyszedł z SM. Obejrzałem w międzyczasie kilka krótkich filmów z nim.
Chłopina ma wyraźną poźną postać SM, pierwotnie postępującą. Taką bez wyraźnych objawów rzutów SM.
W zależności od typu czasowo występują częściowe remisje.

Przestał obciążać organizmu stresem i wysiłkiem związanym z pracą zawodową, to spowolnił progresję choroby.
Fajnie że się mu udało, ale niech przedstawia to tak jak jest.

PS nie chce mi się sprawdzać kto to ten Tkocz i jakie tam teraz te ruchy optymalne powstają itp.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Pią Maj 29, 2026 23:56, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Sob Maj 30, 2026 08:26   

Prezes Tkocz jest przedsiębiorcą pogrzebowym. Jakoś od lat się sprawdza i ciągnie ten optymalny wózek.
Spotykałem ludzi chorych na SM. W początkowej fazie zmiana żywienia na ortodoksyjną optymalną przynosiła poprawę. Niestety, po roku następowało pogorszenie. Wtenczas z kolei należało dietę zracjonalizować, zwiększyć białko, zmniejszyć tłuszcze i samopoczucie się poprawiało. Mam też okazję obserwować wieloletnią wegankę z SM, która również dobrze funkcjonuje, pracuje, ma nieliczne rzuty choroby.
To wszystko z życia wzięte, nikt mi tego nie opowiadał u Goździkowej.
Każdy sposób jest dobry, jeżeli poprawia zdrowie w tej nieubłaganej chorobie.
JW
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Sob Maj 30, 2026 09:17   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Prezes Tkocz jest przedsiębiorcą pogrzebowym. Jakoś od lat się sprawdza i ciągnie ten optymalny wózek.
Spotykałem ludzi chorych na SM. W początkowej fazie zmiana żywienia na ortodoksyjną optymalną przynosiła poprawę. Niestety, po roku następowało pogorszenie. Wtenczas z kolei należało dietę zracjonalizować, zwiększyć białko, zmniejszyć tłuszcze i samopoczucie się poprawiało. Mam też okazję obserwować wieloletnią wegankę z SM, która również dobrze funkcjonuje, pracuje, ma nieliczne rzuty choroby.
To wszystko z życia wzięte, nikt mi tego nie opowiadał u Goździkowej.
Każdy sposób jest dobry, jeżeli poprawia zdrowie w tej nieubłaganej chorobie.
JW


Tak właśnie. Lepiej się tego nie da ująć.


Dieta scricte mięsna zawiera znikome ilości folistatyny, która hamuje aktywność miostatyny.
Żółtka jaj zawierają jej sporo.
W produktach roślinnych jest bardzo dużo inhibitorów miostatyny. Ziarna kakaowca, herbata, fasola i wiele innych.
Ograniczanie się do diety carnivore będzie w wielu przypadkach błędem.
Poza tym flawonoidy czy kannabinoidy też mają pozytywny wpływ na stan chorujących na SM, a to związki czynne roślinek.
Picie kawy nie ma negatywnego wpływu.
Kontrowesje budzi nikotyna, bo u jednych nasila objawy, a u innych łagodzi.

Tak jak Pan napisał, że jeśli ktoś ma z tym doczynienia w praktyce, to zna co najmniej kilka osób z poźną postacią SM które w podobnym do Jacka Safuty wieku, funkcjonują fizycznie i psychicznie na podobnym do niego poziomie.
Nie twierdzą jednak, że wyleczyły się z SM całkowicie.
Po nim też widać, że SM ma.
Podejmowanie się w takim stanie prób nadmiernego wysiłku fizycznego może pogorszyć stan chorych na SM.
Umiarkowana aktywność fizyczna jak najbardziej.
Tak że Safuta już na Arnold Classic nie wystartuje. Prędzej zostanie wodzianką u Wojewódzkiego.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Sob Maj 30, 2026 09:31, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 9698
Wysłany: Sob Maj 30, 2026 09:44   

Strix aluco napisał/a:
A tam wyszedł z SM. Obejrzałem w międzyczasie kilka krótkich filmów z nim.
Chłopina ma wyraźną poźną postać SM, pierwotnie postępującą. Taką bez wyraźnych objawów rzutów SM.
W zależności od typu czasowo występują częściowe remisje.

Przestał obciążać organizmu stresem i wysiłkiem związanym z pracą zawodową, to spowolnił progresję choroby.
Fajnie że się mu udało, ale niech przedstawia to tak jak jest.

Owszem, ja tez mam takie wrazenie. Mozna obejrzec jego wywiad u Pospieszalskiego gdzie twierdzi, ze juz jest calkiem ok ale jak to sie mowi rzeczywiscie "&^l wszystko i wyjechal w Bieszczady", doslownie.
Z tym, ze czytajac jego ostatnia ksiazke, miedzy wierszami zrozumialem, ze mimo, ze super to jednak cos bylo nie tak, bo gdzie s tam "wyniki treningowe "byly nie tak. Dlatego teraz rewiduje swoje zalecenia z tej ksiazki "Kuchnia Neo", bo jednak to nie bylo to.
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Sob Maj 30, 2026 11:03   

zyon napisał/a:
Mozna obejrzec jego wywiad u Pospieszalskiego gdzie twierdzi, ze juz jest calkiem ok ale jak to sie mowi rzeczywiscie "&^l wszystko i wyjechal w Bieszczady", doslownie.
Z tym, ze czytajac jego ostatnia ksiazke, miedzy wierszami zrozumialem, ze mimo, ze super to jednak cos bylo nie tak, bo gdzie s tam "wyniki treningowe "byly nie tak. Dlatego teraz rewiduje swoje zalecenia z tej ksiazki "Kuchnia Neo", bo jednak to nie bylo to.


To jest nie tak, że ma SM, którego postęp albo się zatrzymał na jakimś etapie, albo progresja jest niewielka.
Może to czarowanie innych na potrzeby marketingowe, może chęć przekonania samego siebie, że choroby już nie ma.

Tak czy owak to tylko jedna z kolejnych głupawek dietyetycznych, zdrowotnych. Nawet nie wiem jak to kwalifikować.

Co do chorób autoimmunologicznych, to w temacie witaminy D w rozmowie z Adminem wrzuciłem link ze strony Weston Price, na której obszernie opisano immunomodulacyjne właściwości witamin rozpuszczalnych w tłuszczach, działających na siebie synergistycznie.

Można by zebrać w jednym miejsce wszystkie wskazówki dietetyczne dla SMowców, na zasadzie "dla każdego coś miłego".
Ale mi się nie chce. To nie jest porywający temat.


PS w ogóle nie kumam o co Safucie chodzi. Do kogo kieruje swoje słowa i w jakim celu. Czy występuje jako edukator żywieniowy ogólnie, czy to porady dla chorych, czy dla sportowców, motocyklistów, cyklistów.
Wszystko to takie bez wyraźnie zarysowanych granic czy określonych celów.
Co ma przeciętny człowiek z takimi informacjami zrobić?
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Sob Maj 30, 2026 11:17, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Sob Maj 30, 2026 13:01   

Na temat chorób autoimmunologicznych w kontekście diety, krótko i zwięźle napisał dr Wolfgang Lutz, w książce "Życie bez pieczywa".
Minimum słów, maksimum treści.
W rozdziale XI jest podrozdział "reakcje odpornościowe".
Cytat:
Reakcje odpornościowe.
Dużym problemem w trakcie dopasowywania się do nowego reżimu żywnościowego jest nadmierna aktywność układu odpornościowego. Zważywszy, że w trakcie leczenia poprawia się stan każdej tkanki, ludzie chudzi nabierają ciała, skóra staje się mocniejsza, a mięśnie, przynajmniej u osób osłabionych, nabierają siły, nie należy się dziwić, że i komórki układu odpornościowego też się wzmacniają i wytwarzają więcej substancji aktywnych niż przed podjęciem diety niskowęglowodanowej.
To zmiana pozytywna. Po zastosowaniu diety niskowęglowodanowej przeziębienia, grypy i różne pospolite infekcje zdarzają się rzadziej; rany leczą się szybciej; kobiety cierpiące na drożdżycę pochwy zwykle obserwują w tym okresie znaczna, poprawę.
Ale stymulacja układu odpornościowego może też stwarzać problemy. Zdana się, że rozpocznie on "odruchowy" atak na tkanki własnego organizmu. Osoby, które mają jakąś chorobę autoagresyjną, w trakcie leczenia dietą niskowęglowodanową zalecaną przez nas powinny kontynuować przepisaną im wcześniej terapię. Korzyści z diety niskowęglowodanowej odniosą wszyscy, również osoby cierpiące na choroby autoagresyjne. Wiadomo nam, że przynajmniej w kilku przypadkach takich chorób dieta niskowęglowodanową dała znakomite efekty, ale nie mamy żadnych dokładniejszych danych opartych na większych próbach statystycznych.
"Nieuleczalna infekcja"
Zanim zaczęliśmy stosować dietę niskowęglowodanową, obaj dość często chorowaliśmy; dopadały nas powtarzające się katary, albo przeziębienia następujące zaraz po grypie. Często zwyczajna infekcja górnych dróg oddechowych przemieszczała się w głąb płuc i powodowała zapalenie oskrzeli. Po rozpoczęciu programu wszystko się zmieniło. Od tego czasu w ogóle rzadko łapiemy jakąś infekcję, a kiedy już do tego dochodzi, to trwa ona bardzo krótko. Jednakże wiemy, że niektórzy ludzie mają dziwne wrażenie, jak gdyby byli ciągle przeziębieni, choć w rzeczywistości nie wchodzi w grę żadna infekcja, co więcej - często wcale ogólnie nie czują się źle. Stwierdziliśmy, że aby usunąć te objawy, wystarcza zwykłe leczenie z użyciem 10-12 mg kortyzonu lub prednizonu (są to steroidy hamujące działanie układu odpornościowego) przez 4-5 dni. Leki te są na receptę, należy się zatem skontaktować z lekarzem.Nazywamy ten dziwny stan "syndromem nieuleczalnej infekcji". Jej przyczyną może być to, że układ immunologiczny wzmacnia się i gwałtownie atakuje te tkanki, które przejawiają choćby najsłabsze ślady infekcji. Leki steroidowe czasowo hamują ten proces. Kiedy tkanka wraca do stanu normalnego, infekcja znika i żadne ponowne działania autoagresyjne się nie pojawiają. Są to wprawdzie tylko wnioski hipotyczne, ale krótkotrwałe zastosowanie steroidów rzeczywiście okazało się skuteczne.
Tkanki osób, które od dziecka żyją na diecie niskowęglowodanowej, są w znakomitym stanie, a tym samym nie trapi ich syndrom nieuleczalnej infekcji. Zupełnie inaczej ma się rzecz z tymi, którzy późno decydują się na zmianę trybu odżywiania. Układ odpornościowy takich ludzi jest zaprogramowany na ciągłe zwalczanie najrozmaitszych infekcji, dlatego dieta niskowęglowodanowa może wyzwolić bardzo silne reakcje tego typu - wprawdzie skuteczne w stosunku do faktycznych zagrożeń, ale niestety równie silnie i niszcząco oddziałujące na tkanki, czego organizm nie może uniknąć. W tych wypadkach niektórym chorym pomaga krótkotrwałe (kilkudniowe) przyjmowanie kortyzonu po niemal każdej infekcji.
Astma
Proces opisany powyżej całkiem dobrze pasuje do problemów z astmą oskrzelową. Należy zauważyć różnicę między spastycznym zapaleniem oskrzeli a prawdziwą astmą oskrzelową. Pierwsza z chorób ma podłoże czysto degeneracyjne: trudności z oddychaniem spowodowane są utratą tkanki płucnej kompensowaną zwężeniem oskrzeli. W tej sytuacji dieta niskowęglowodanowa jest korzystna, bo hamuje postęp dalszej destrukcji płuc i poprawia działanie tkanki płucnej jeszcze nie zniszczonej.
W wypadku prawdziwej astmy należy jednak zachować daleko posuniętą ostrożność. Dieta niskowęglowodanowa, z jej uaktywnianiem układu immunologicznego i podwyższonym poziomem hormonu wzrostu, może doprowadzić do gwałtownego nasilenia trudności z oddychaniem oraz problemów krążeniowych. Zatem, ponownie, najpierw kortyzon, potem dieta, a potem znów, być może, dawka kortyzonu. Ten schemat terapeutyczny stosuje się też do innych chorób autoagresyjnych, jak zapalenie wielostawo-we czy toczeń.
Serce i wątroba
Bardzo podobne objawy zaobserwowano u pacjentów z chorobami serca. U trzech z nich w ciągu kilku zaledwie miesięcy od rozpoczęcia diety nisko węglowodanowej pojawiło się migotanie przedsionków. Tę reakcję również przypisuje się autoagresyjnym działaniom układu immunologicznego, tym razem skierowanym przeciwko tkance mięśnia sercowego.
Takie tendencje obudzą się u większości pacjentów chorych na serce. Nawet wówczas jednak, gdy do nich dochodzi, pozytywne skutki zmiany sposobu odżywiania są na tyle duże, że liczą się bardziej niż szkody wyrządzone wskutek autoagresji. U osób chorych na serce najlepszą metodą wprowadzania diety niskowęglowodanowej jest powolne schodzenie do, początkowo, 8-10 jednostek chlebowych na dzień.Wątroba też może ucierpieć wskutek wrogich działań układu odpornościowego. Płaty tego dużego narządu zawierają znaczną liczbę białych krwinek, odpowiedzialnych za wywoływanie reakcji immunologicznych. Tak więc osoby chore na wątrobę po rozpoczęciu diety niskowęglowodanowej powinny się spodziewać komplikacji tego rodzaju. W praktyce jednak reakcję immunologiczną w stosunku do wątroby zaobserwowano tylko w bardzo specjalnych, szczególnie silnych przypadkach choroby. Jeśli dolega ci wątroba, lekarz może monitorować twój poziom gamma globuliny i na tej podstawie ocenić, czy rozpoczęcie diety spowodowało jakieś negatywne skutki. U większości pacjentów z przewlekłym zapaleniem wątroby można się spodziewać stopniowej poprawy, nie osiąganej żadnymi innymi sposobami.
Reumatyzm
Jedną z najbardziej dokuczliwych dolegliwości zaobserwowanych u osób starszych, które zdecydowały się na dietę niskowęglowodanową, są pojawiające się od czasu do czasu bóle reumatyczne. Napady te pojawiają się zazwyczaj w czasie jakiejś choroby wirusowej, albo wkrótce po niej, ponieważ każda infekcja stymuluje wydzielanie przeciwciał. Zazwyczaj wystarczy brać kilka miligramów prednizonu przez kilka dni - to powinno położyć kres dolegliwościom. I znów radzimy skonsultować się z lekarzem, ponieważ jest to lek na receptę.
Szczepionki
Szczepienia robi się, aby zapobiec infekcjom. Współczesny średni poziom zdrowia człowieka najwyraźniej nie zapewnia mu zdrowej egzystencji bez szczepionek. Zlikwidowanie ospy było niewątpliwie wielkim sukcesem medycyny, do którego nie doszłoby pewnie, gdyby szczepionka przeciw tej chorobie nie została wprowadzona na całym świecie. Z czasem, prawdopodobnie, podobny sukces czeka nas też w wypadku innych chorób.
Układ odpornościowy osób, które zdecydowały się na dietę nisko- węglowodanową staje się silniejszy. W wypadku tych ludzi reakcje na szczepionkę mogą być znacznie silniejsze, od oczekiwanych. Często zdarza się, że reakcja układu odpornościowego jest tak gwałtowna, że wymaga powstrzymania lekiem steroidowym. Gdyby do takiej sytuacji doszło, skontaktuj się z lekarzem, który powinien przepisać ci małą dawkę prednizonu lub kortyzonu.
Nawrót choroby obserwowany u pacjentów z wrzodziejącym zapaleniem okrężnicy po szczepieniu przeciwko chorobom roznoszonym przez kleszcze wskazuje na istnienie jakiegoś związku przyczynowego między nimi. Tym samym osoby z chorobami immunologicznymi powinny raczej obejść się bez niektórych szczepionek i nie ryzykować nienormalnej reakcji układu odpornościowego, która może pogorszyć stan zdrowia. Przy należytej ostrożności można uniknąć zarażenia się od innych. Ze środków profilaktycznych wypada wymienić częste mycie rąk, unikanie korzystania ze wspólnych telefonów i innych sprzętów biurowych, unikanie zatłoczonych miejsc - zwłaszcza w czasie szerzenia się grypy i przeziębień. Oczywiście, obecność dzieci trochę te sprawy komplikuje.

Zaś w rozdziale IV, podrozdział "cukrzyca typu I", czytamy:
Cytat:
Osoby cierpiące na cukrzycę typu I muszą stale badać stężenie cukru we krwi. Dziś służą do tego podręczne paski testów glukozowych, a nawet jeszcze bardziej nowoczesne, małe cyfrowe urządzenia pomiarowe.

Sądzimy, że cukrzyca insulinozależna pod pewnymi względami bardzo przypomina stwardnienie rozsiane (MS - multiple sclerosis). Prawdopodobnie tak jak ono, powstaje wskutek infekcji wirusowej, nie dość szybko zwalczonej przez układ odpornościowy, który osłabiony został wcześniej nadmiernym spożyciem węglowodanów. Układ odpornościowy atakuje nie tylko samego wirusa, ale także tkankę przezeń uszkodzoną. W cukrzycy insulinozależnej tkanką tą są komórki beta trzustki. W stwardnieniu rozsianym jest to tkanka osłonki mielinowej włókien nerwowych. W cukrzycy insulinozależnej trzustkowe komórki beta trzustki. W stwardnieniu rozsianym jest to tkanka osłonki mielinowej włókien nerwowych. W cukrzycy insulinozależnej trzustkowe komórki beta są poddane szczególnemu stresowi u osób spożywających duże ilości węglowodanów, ponieważ taki sposób odżywiania wymusza na nich ciągłą produkcję insuliny. Z czasem układ odpornościowy zaczyna postrzegać uszkodzoną tkankę jako strukturę obcą, co w końcu może doprowadzić do dobrze poznanych reakcji autoimmunologicznych organizmu. Współczesna ortodoksyjna medycyna nie uznaje oficjalnie takiego punktu widzenia, ale znakomicie pasuje on do faktów.
Spójrzmy na to inaczej. Wielu z nas doświadczyło kiedyś dokuczliwego przeziębienia czy infekcji, która po prostu nie chciała minąć, nawet po antybiotykach. Jest to typowy przykład choroby autoagresyjnej rozwijającej się w tkankach z powodu osłabionego układu odpornościowego. Silny układ odpornościowy powinien bez trudu eliminować pospolite choroby wirusowe i bakteryjne w możliwie najkrótszym czasie. Stwierdziliśmy, że w niektórych wypadkach te uciążliwe objawy infekcji ustępują po 3-5 dniowym podawaniu średnich dawek kortyzonu lub prednizonu (leków immunosupresyjnych).
Jak się to dzieje? Prednizon lub kortyzon hamuje działanie układu odpornościowego, co można zrobić stosunkowo bezpiecznie pod warunkiem, że infekcja wirusowa została zwalczona. Leki chwilowo powstrzymują autoagresyjną destrukcję tkanek. To pozwala tkance na wyleczenie, a kiedy leki zostają odstawione, układ immunologiczny rozpoznaje uzdrowioną tkankę jako "swoją" i objawy ustępują. Kiedy jednak leczenie takie nie skutkuje, wtedy zaczyna się w pełni rozwinięta choroba autoimmunologicz-na, taka jak cukrzyca typu I lub stwardnienie rozsiane.
Jest to dość paradoksalne zawirowanie wewnątrz skomplikowanego świata układu odpornościowego. Nadmierne spożycie węglowodanów zaburza równowagę hormonalną i w ten sposób osłabia układ immunologiczny, który obraca się przeciw tkankom własnego organizmu, zmienionym w trakcie przedłużającej się infekcji, której organizm nie był w stanie zwalczyć dość szybko.

Jest to w zasadzie pełna informacja zarówno dla tych, u których choroba z autoagresji zdążyła juz rozwinąć skrzydła, jaki i dla tych, u których nie wyrządziła jeszcze wielkich szkód.

Prosta, zrozumiała dla każdego instrukcja postępowania w takich przypadkach. Bez za przeproszeniem pieprzenia o tym co jedzą Hunza, Hadza, sradza, czy jeść rośliny czy zwierzęta, czy pić wodę z lodowca czy z sadzawki.

I nic więcej nie potrzeba. Żadnych Safutów u Rymanowskiego czy innych cudów na kiju.

Reakcja układu odpornościowego jest zależna od ilości zjadanych węglowodanów w dłuższej perspektywie czasowej, a nie od tego zjemy marchewkę, batata czy papaje.
Zbędne są tu wszelkie skrajności. Niczego nie zmienią. Są tylko fanaberiami.

Na początku książki Wolfgang Lutz zaznaczył, że najkorzystniej jest utrzymywać spożycie węglowodanów na poziomie 74 gramów węglowodanów lub nieco więcej.
Zmniejszenie ilości węglowodanów poniżej tej ilości nie daje żadnych korzyści zdrowotnych bez względu na rodzaj schorzenia.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Sob Maj 30, 2026 13:07, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 9698
Wysłany: Sob Maj 30, 2026 14:38   

Strix aluco napisał/a:
To jest nie tak, że ma SM, którego postęp albo się zatrzymał na jakimś etapie, albo progresja jest niewielka.
Może to czarowanie innych na potrzeby marketingowe, może chęć przekonania samego siebie, że choroby już nie ma.

Tak czy owak to tylko jedna z kolejnych głupawek dietyetycznych, zdrowotnych. Nawet nie wiem jak to kwalifikować.

Jak w kazdej dyskusji , nasz zasob wiedzy zalezy od ogolnego stanu "nauki" (cokolwiek to znaczy) oraz doswiadczen jednostkowych. To co wg jednych jest niemozliwe dla innych jest, pamietam, ze ktorys z noblistow powiedzial, ze "kiedy wszyscy mowia nie da sie, nie da rady nagle przychodzi ktos, kto o tym nie wie i to robi". U Solomona Snydera, w ktorego laboratorium Candace Pert odkryla te tzw "molekuly emocji" czyli receptory opioidowe bylo napisane przed wejsciem "kwestionuj autorytety".
Dlatego on sobie poradzil, bo to co opisal w pierwszej ksiazce, zderzenie z procedurami to jak horror.

W kazdym razie istnieje inna ksiazka, (jezeli zeszlo na SM), ma tytul "Fenomenalna Kuracja ddr.Wahls", i jak nazwa wskazuje jej autorka jest doktor WAhlc, zawodowa lekarka i osoba ogolnie zorientowana w tym co pisze. Z tego co pamietam juz poruszala sie na tym lozku grawitacyjnym czy jakos tak (nie chce mi sie sprawdzac)i ona wyszla z tego. Nie wiem na ile % ale z tego co pamietam to zyje i robi wyklady.
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
marcin458 

Dołączył: 15 Paź 2016
Posty: 2010
Wysłany: Sob Maj 30, 2026 14:47   

To w końcu haj karb czy loł karb ? Lutz przecież propaguje low carb.
Pozdrawiam
Marcin
Ostatnio zmieniony przez marcin458 Sob Maj 30, 2026 14:51, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Sob Maj 30, 2026 15:25   

marcin458 napisał/a:
To w końcu haj karb czy loł karb ? Lutz przecież propaguje low carb.
Pozdrawiam
Marcin

Wolfgang Lutz propagował low carb tylko dlatego, że wtedy nie był jeszcze znany częściowy weston, który leczy wszystko 30 razy szybciej niż low carb.
Gdyby Lutz znał metodę częściowego westona to jego książka nosiła by tytuł "życie na częściowym westonie".
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Sob Maj 30, 2026 15:34   

zyon napisał/a:
Strix aluco napisał/a:
To jest nie tak, że ma SM, którego postęp albo się zatrzymał na jakimś etapie, albo progresja jest niewielka.
Może to czarowanie innych na potrzeby marketingowe, może chęć przekonania samego siebie, że choroby już nie ma.

Tak czy owak to tylko jedna z kolejnych głupawek dietyetycznych, zdrowotnych. Nawet nie wiem jak to kwalifikować.

Jak w kazdej dyskusji , nasz zasob wiedzy zalezy od ogolnego stanu "nauki" (cokolwiek to znaczy) oraz doswiadczen jednostkowych. To co wg jednych jest niemozliwe dla innych jest, pamietam, ze ktorys z noblistow powiedzial, ze "kiedy wszyscy mowia nie da sie, nie da rady nagle przychodzi ktos, kto o tym nie wie i to robi". U Solomona Snydera, w ktorego laboratorium Candace Pert odkryla te tzw "molekuly emocji" czyli receptory opioidowe bylo napisane przed wejsciem "kwestionuj autorytety".
Dlatego on sobie poradzil, bo to co opisal w pierwszej ksiazce, zderzenie z procedurami to jak horror.

Można zamiennie używać słowa "wiedza" zamiast "nauka".
Nauka brzmi pospolicie. Wiedza bardziej dostojnie.
Jakikolwiek przymiotnik nie dodamy do nauki, to nadal będzie brzmieć pospolicie. Za to wiedza może być np. tajemna.

Sorry, ale trudno się powstrzymać od sarkazmu.

zyon napisał/a:
W kazdym razie istnieje inna ksiazka, (jezeli zeszlo na SM), ma tytul "Fenomenalna Kuracja ddr.Wahls", i jak nazwa wskazuje jej autorka jest doktor WAhlc, zawodowa lekarka i osoba ogolnie zorientowana w tym co pisze. Z tego co pamietam juz poruszala sie na tym lozku grawitacyjnym czy jakos tak (nie chce mi sie sprawdzac)i ona wyszla z tego. Nie wiem na ile % ale z tego co pamietam to zyje i robi wyklady.

Według streszczenia tej książki, Whals zastosowała dietę paleo, czyli dietę z rodziny diet niskowęglowodanowych.

Dlatego z low carb jest jak z bigosem w dowcipie:

Wiesz dlaczego najgorzej jest się najeść rano bigosu?
Bo cokolwiek byś potem przez cały dzień nie zjadł, a potem ci się wieczorem odbije, to ci się odbije bigosem.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Sob Maj 30, 2026 15:36, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Sob Maj 30, 2026 16:50   

zyon napisał/a:
Jacek Safuta zwany Neo, w swojej najnowszej ksiazce pt "Mit Chorob Nieuleczalnych - Powrot Do Raju Utraconego"

Nie ma żadnego raju utraconego.
Wysłuchałem w przyspieszonym tempie filmu w którym Jacek Safuta był gościem u Pospieszalskiego.
Ilość mitów jaką tam naprodukował, jest przytłaczająca.
Podam jeden z jaskrawych przykładów. Gdybym chciał wymienić wszystkie, to by mi dnia brakło.
Safuta twierdzi, że wilki w naturze nie chorują na nowotwory. U niektórych dziko żyjących psowatych liczba nowotworów procentowo jest ogromna. Czasem sięga ponad 40%. To jest 2 razy więcej, niż ogólna średnia u ludzi, którzy w przytłaczającej większości odżywiają się wysokoprzetworzonymi i wysokowęglowodanowymi produktami.

To jest kanał, który ma zgomadzić jak najwięcej widzów i doskonale to rozumiem. Dlatego te treści muszę być kontrowersyjne. A że nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, to już tak w szołbiznesie jest.
Na filmy o Bondzie idzie się dla rozrywki. Gdyby pokazywały prawdziwą pracę wywiadu, to by ludzie wychodzili z kina po 15 minutach.
Masatatsu Oyama, tworca karate shotokan, został zapytany, dlaczego nie kręci się filmów o takim karate jakie ono w rzeczywistości jest. Odpowiedział, że nikt by tego nie chciał oglądać, bo prawdziwe karate jest nudne. To ciężka systematyczna praca, a nie widowiskowe mordobicia.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Sob Maj 30, 2026 16:53, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
marcin458 

Dołączył: 15 Paź 2016
Posty: 2010
Wysłany: Sob Maj 30, 2026 19:49   

Strix aluco napisał/a:
marcin458 napisał/a:
To w końcu haj karb czy loł karb ? Lutz przecież propaguje low carb.
Pozdrawiam
Marcin

Wolfgang Lutz propagował low carb tylko dlatego, że wtedy nie był jeszcze znany częściowy weston, który leczy wszystko 30 razy szybciej niż low carb.
Gdyby Lutz znał metodę częściowego westona to jego książka nosiła by tytuł "życie na częściowym westonie".

Nie no Grzegorz oczywiście sie musze z tobą zgodzić.Jest niezaprzeczalnym faktem że gdyby Lutz znał częściowego westona to na mur beton nadał by taki tytuł swojej książce.Biedaczek obwinał węglowodany gdy tylko przetworzone zmienione są szkodliwe a naturalne zdrowe pełnoziarniste czy z owoców i warzyw są bez zarzutu.Ale on nie wiedział... xD
Pozdrawiam
Marcin
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Sob Maj 30, 2026 20:13   

marcin458 napisał/a:
Strix aluco napisał/a:
marcin458 napisał/a:
To w końcu haj karb czy loł karb ? Lutz przecież propaguje low carb.
Pozdrawiam
Marcin

Wolfgang Lutz propagował low carb tylko dlatego, że wtedy nie był jeszcze znany częściowy weston, który leczy wszystko 30 razy szybciej niż low carb.
Gdyby Lutz znał metodę częściowego westona to jego książka nosiła by tytuł "życie na częściowym westonie".

Nie no Grzegorz oczywiście sie musze z tobą zgodzić.Jest niezaprzeczalnym faktem że gdyby Lutz znał częściowego westona to na mur beton nadał by taki tytuł swojej książce.Biedaczek obwinał węglowodany gdy tylko przetworzone zmienione są szkodliwe a naturalne zdrowe pełnoziarniste czy z owoców i warzyw są bez zarzutu.Ale on nie wiedział... xD
Pozdrawiam
Marcin

Oczywiście, że nieprzetworzone są dobre.
Jeśli ich udział w całości energii z pożywienia nie przekracza 30-40%.
Jest to średni udział węglowodanów u wszystkich wszystkożerców żyjących w warunkach naturalnych.
I mimo że są to gatunki bardzo zróżnicowane, to i małpiatki prowadzące nadrzewny tryb życia i świnie pekari ryjące w ziemi zachowują podobne proporcje makroskładników.
Tak to natura fajnie urządziła.

Możesz zachować takie proporcje ryjąc po półkach w supermarkecie. To nie jest trudne.
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Sob Maj 30, 2026 20:15, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 9698
Wysłany: Nie Maj 31, 2026 22:01   

Strix aluco napisał/a:
Według streszczenia tej książki, Whals zastosowała dietę paleo, czyli dietę z rodziny diet niskowęglowodanowych.

Streszczenia wystarczaja zaledwie do tego zeby zdac mature nie czytajac lektury ale nie sa nawet podstawa do dyskusji. Streszczenie ponad 300 stronicowej ksiazki w paru zdaniach nie dotyka nawet pobieznie problemu. Owszem, jest przedstawiana jako paleo advocate ale przeciez autorzy ksiazek o paleo np Laurel Cordain czy Rob Wolff opisuja calkiem rozne diety. Tak czy siak Terry Wahls jest profesorem i jej ksiazka to juz nie jest samouk Safuta jezeli ktos szuka czegos "z autorytetem". Safute u Pospieszalskiego polecam przesluchac w calosci a nie na wyrywki, bo kluczowe sa czesto szczegoly, jego ksiazke ( te pierwsza) tez warto, bo uswiadamia ona jak dzis dziala ten system. Zreszta ksiazki Safuty maja bardzo obszerna bibliografie i sa wrecz zawalone linkami najczesciej do pubmedu i pism pokroju NEJM. Mozna sie z niego smiac ale dokonal gigantycznej kwerendy
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Pon Cze 01, 2026 15:29   

zyon napisał/a:
Strix aluco napisał/a:
Według streszczenia tej książki, Whals zastosowała dietę paleo, czyli dietę z rodziny diet niskowęglowodanowych.

Streszczenia wystarczaja zaledwie do tego zeby zdac mature nie czytajac lektury ale nie sa nawet podstawa do dyskusji. Streszczenie ponad 300 stronicowej ksiazki w paru zdaniach nie dotyka nawet pobieznie problemu. Owszem, jest przedstawiana jako paleo advocate ale przeciez autorzy ksiazek o paleo np Laurel Cordain czy Rob Wolff opisuja calkiem rozne diety. Tak czy siak Terry Wahls jest profesorem i jej ksiazka to juz nie jest samouk Safuta jezeli ktos szuka czegos "z autorytetem". Safute u Pospieszalskiego polecam przesluchac w calosci a nie na wyrywki, bo kluczowe sa czesto szczegoly, jego ksiazke ( te pierwsza) tez warto, bo uswiadamia ona jak dzis dziala ten system. Zreszta ksiazki Safuty maja bardzo obszerna bibliografie i sa wrecz zawalone linkami najczesciej do pubmedu i pism pokroju NEJM. Mozna sie z niego smiac ale dokonal gigantycznej kwerendy


Nie chce mi się już czytać książek na temat żywienia.
To by był masochizm.

Bez względu na to, czy zmianę diety na paleo nazwiemy protokołem postępowania, czy użyjemy innego fikuśnego określenia, to będzie to tylko zmiana sposób odżywiania.

Co do Jacka Safuty u Pospieszalskiego, to przesłuchałem całość jeszcze raz.
Sam przyznasz, że 99% tego o czym mówi słyszałeś bądź czytałeś o tym tysiąc razy.

Poza jedną istotną rzeczą o której mówi wprost. Tzn. o tym, że Hadza zawdzięczają dobrą kondycję selekcji naturalnej. W tej grupie 1500 osób nie ma chorób, wad genetycznych, bo śmiertelność noworodków jest wysoka. Jedne źródła podają 20% inne 25%. Wszystkie słabe dzieci umierają w krótkim czasie. Przeżywają najsilniejsze.
Jest to też istotne ze względu na duże ryzyko wad wrodzonych związane z chowem wsobnym, który przy tak małej i hermetycznej grupie powodował by coraz większą ilość tychże wad, gdyby nie tak wysoka umieralność noworodków i nieco starszych dzieci.

Masajowie rozwiązywali ten problem przez porywanie kobiet z innych plemion. Kolokwialnie rzecz ujmując, dawnymi czasy kradli bydło i kobiety innym ludom.
Dlatego u nich śmiertelność noworodków była nieco niższa.
U Inuitów jest zwyczaj, że każdemu gościowi z innych wiosek, plemion, czy przybywających skądkolwiek, proponuje się żeby spał z kobietą z ich wioski, jest związany właśnie z tym, żeby zapobiegać zjawisku wad wrodzonych, związanych z chowem wsobnym.
Ten zwyczaj u Inuitów przetrwał do czasów obecnych.

Podobnie zresztą było u rdzennych mieszkańców innych regionów świata. Takie zwyczaje były charakterystyczne dla niektórych plemion żyjących w Ameryce Południowej, Australii i Oceanii.

Skąd oni o tym wiedzieli? A no tak jak Żydzi, z obserwacji. Bo przecież nie z badań genetycznych.

Europejskie rody królewskie i arystokratyczne były na tyle głupie, żeby w imię konwenansów zawierać związki w obrębie blisko spokrewnionych ze sobą osób.
Skutki tego są dobrze znane. Niemal każdy europejski ród królewski/arystokratyczny był obciążony licznymi wadami genetycznymi.

Przypomniało mi to o tym, że muszę ponownie nabyć książkę „Bóg, geny i przeznaczenie” Steve'a Jonesa, którą komuś pożyczyłem dawno temu i nawet nie pamiętam komu, a jest bardzo ciekawa.
W tej tematyce jest jedną z kilku najciekawszych.

Wybacz, że nie odniosłem się do kwestii dietetyczych związanych z Whals i Jackiem Safutą, ale ile można wałkować to samo.
Zresztą sam Jacek Safuta jednak trochę zaprzecza sam sobie, twierdząc, że zdrowie zależy niemal całkowicie od tego co się je. Po czym wyjeżdża z czynnikiem selekcji naturalnej.
Sam jest zresztą obciążony genetycznymi predyspozycjami do SM i zdaje sobie sprawę, że ktoś inny bez takich predyspozycji na SM nie zachoruje, nawet jedząc byle co, żyjąc byle jak.
Dlatego Azjaci mają bardzo niską zachorowalność na SM. Bo jest bardzo mało osób z genetycznymi predyspozycjami ku temu. Jest tam też znikoma ilość związków mieszanych z Europejczykami, u których te genetyczne predyspozycje są najczęstsze.
A unikają słońca, żywią się całkowicie inaczej niż lud Hadza.
Jeszcze jedna kwestia. Średnia długość życia u Hadza to nieco powyżej 60 lat.
Safuta opisuje to, jak żyją sobie w zdrowiu do starości, a potem nagle przenoszą się do krainy wiecznych łowów i zbieractwa.
Dokładnie taki sam schemat występuje u Inuitów i Masajów, co zostało dość dobrze opisanie w cytowanych tu przeze mnie kronikach etnologicznych już w latach 80. XIX wieku.
U wszystkich jest to wiek około 60 lat. W niektórych przypadkach w okolicach 70 lat. I to wydaje się górną granicą.


Nie jest to pewnie satysfakcjonująca odpowiedź, bo na forum o diecie, większość oczekuje rewelacji na temat tego, że wszstkie choroby biorą się z tego co się zjada.
Nie wszystkie. Jakaś część na pewno, ale nie wszystkie.

PS kto oglądał film Ostatni Mohikanin lub Tańczący z wilkami, ten zauważył, że białe kobiety nie były zabijane przez Indian, tylko brane w niewolę w celu asymilacji i rodzenia dzieci.
Jest to też związane potrzebą różnorodności genetycznej, która zapobiega wadom genetycznym.
Kiedy nie było przybyszów z zewnątrz, to albo porywano kobiety z innych wiosek, szczepów, albo takie porwania inscenizowano.
To był też sprawdzian dla wojownika, żeby zakraść się do innej wioski i porwać swoją wybrankę.
Było to często łatwe, bo dziewczynie było obojętne czy będzie rodzić dzieci temu czy tamtemu, a jak jeszcze porywacz był przystojny i odważny, a w jej wiosce nie było urodziwych chłopaków, to już w ogóle nie miała oporów.

Jeszcze należało by dodać, że przypadki w których Indianie mordowali białe kobiety i dzieci, to były akty odwetowe za masakry Indian.
Bywały przypadki, w których biali mordowali białe kobiety i dzieci, po to żeby zrzucić winę na Indian i sprowokować odwet wojska na Indianach.

PS2 nie jest to usprawiedliwienie dla rozpowszechnionego na zachodnie ruchu swingersów. Ci są tylko zwykłymi zbokami. Pewnie potomkami zdegenerowanej genetycznie arystokracji. :evil:
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Pon Cze 01, 2026 15:52, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Wto Cze 02, 2026 09:39   

Generalnie mordowanie kobiet jest bez sensu. Jeżeli młode, to mogą dać radość zwycięzcom, rodzić dzieci i zajmować się domem, jeżeli stare, to mogą wspomagać młodych i opiekować się potomstwem zwycięzców. Narażam się feministkom, ale taka jest brutalna logika wojny. Po potrzebie oddychania, picia, jedzenia, potrzeba współżycia płciowego jest kolejną najsilniejszą potrzebą.
Nasz wielki antropolog Bronisław Malinowski opisywał życie Trobriandczyków. Oni nie przyjmowali do wiadomości, że dzieci biorą się w wyniku aktu płciowego. Wierzyli, że to jakiś duch zsyła dziecko do organizmu kobiety. Jako dowód podawali, że była pewna kobieta tak brzydka, że żaden mężczyzna nie chciałby z nią sypiać. A jednak urodziła sześcioro dzieci, więc musiała począć z ducha. ;D
Morał z tego taki, że instynkt płciowy jest bardzo silny i przełamuje wszelkie uprzedzenia oraz podziały rasowe.
W przypadku chowu wsobnego Habsburgów, wynikał on ze szmalu. Chcieli gromadzić jak najwięcej dóbr we własnym gronie i to ich zdegenerowało. Nie tylko ich, ale chodziło o szmal.
JW
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Wto Cze 02, 2026 11:52   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Generalnie mordowanie kobiet jest bez sensu. Jeżeli młode, to mogą dać radość zwycięzcom, rodzić dzieci i zajmować się domem, jeżeli stare, to mogą wspomagać młodych i opiekować się potomstwem zwycięzców. Narażam się feministkom, ale taka jest brutalna logika wojny. Po potrzebie oddychania, picia, jedzenia, potrzeba współżycia płciowego jest kolejną najsilniejszą potrzebą.
Nasz wielki antropolog Bronisław Malinowski opisywał życie Trobriandczyków. Oni nie przyjmowali do wiadomości, że dzieci biorą się w wyniku aktu płciowego. Wierzyli, że to jakiś duch zsyła dziecko do organizmu kobiety. Jako dowód podawali, że była pewna kobieta tak brzydka, że żaden mężczyzna nie chciałby z nią sypiać. A jednak urodziła sześcioro dzieci, więc musiała począć z ducha. ;D
Morał z tego taki, że instynkt płciowy jest bardzo silny i przełamuje wszelkie uprzedzenia oraz podziały rasowe.
W przypadku chowu wsobnego Habsburgów, wynikał on ze szmalu. Chcieli gromadzić jak najwięcej dóbr we własnym gronie i to ich zdegenerowało. Nie tylko ich, ale chodziło o szmal.
JW


Hihi. Imperatywy biologiczne zmieniają się w zależności od okoliczności.
To dlatego nie znaleziono grobów wojowniczych Wikingów, którzy koło tysięcznego roku n.e. założyli osady w kanadyjskiej Nowej Funlandii.
Przypłynęli, zostawili trochę swoich potomków wśród lokalnej ludności i odpłynęli.
Dlatego 500 lat później, przybysze z Europy z konsternacją zauważali nieliczne przypadki Indian z jasnymi oczami, włosami blond i jasną karnacją.

Co do monarchii w Europie, to największe zasługi w rozprzestrzenianiu się chorób genetycznych miała królowa Wiktoria. Zwana zresztą babcią Europy.
W największym stopniu przyczyniła się do rozprzestrzenienia między innymi hemofilii.
Na pogrzeb króla Edwarda VII w 1910 roku przybyły rodziny królewskie z całej Europy i było to spotkanie niemal samych kuzynów.
Trochę śmieszno, a trochę straszno.

Natomiast zmiany genetyczne, które powodują SM, były pierwotnie korzystne, bo chroniły pasterzy przed patogenami przenoszonymi przez zwierzęta hodowlane. https://www.national-geog...a-240110014720/
Zmiany te, same w sobie nie powodują SM.
Natomiast są bardzo ciekawe zależności, które z ciekawości kiedyś analizowałem.
Wraz ze wzrostem stosowania antybiotyków i masowych szczepień liczba przypadków tej tajemniczej wtedy choroby w Europie, wzrosła na tyle, że badacze w tejże Europie zaczęli dociekać czym ona jest i jaka może być jej przyczyna.
Wcześniej była to przypadłość rzadka.
Nie bez przyczyny procent wyszczepialności koreluje z ilością przypadków SM. Od Norwegii poczynając, która ma najwyższą wyszczepialność i najwyższy odsetek SM.
Ale żeby nie koncetrować się na Skandynawii, bo to można łatwo podważyć, twierdząc, że oni tam mają najwięcej osób z predyspozycjami genetycznymi.
To lećmy w bardzo odległy rejon.
Gwałtowny wzrost wyszczepialności w Turcji, spowodował gwałtowny wzrost zachorowań na SM.

Oczywiście to herezje, więc szukają winowajców wśród wirusów.
https://gazetalekarska.pl/szczepionka-moze-wyeliminowac-stwardnienie-rozsiane-sm/
Cytat:
5 stycznia jedna z firm ogłosiła, że rozpoczęła testowanie kandydata na szczepionkę mRNA u ludzi. Niejasne pozostaje, dlaczego u tak niewielu osób zarażonych wirusem rozwija się stwardnienie rozsiane (u mniej niż 1 na 10 tys.)

Ktoś czai baze? Tylko 1 na 10 000 zarażonych wirusem Epsteina-Barra choruje na SM, ale trzeba szczepić na grandę, bo:
Cytat:
Odkrycie naukowców z Bostonu sugeruje, że szczepionka przeciwko temu patogenowi może znacznie zmniejszyć częstość występowania SM. Spośród 10 mln osób, u 955 rozwinęło się SM, zazwyczaj ok. 10 lat po pobraniu pierwszej próbki.
Tylko jedna osoba spośród tych, którzy zachorowali na stwardnienie rozsiane, uzyskała negatywny wynik testu na obecność przeciwciał przeciwko wirusowi Epsteina-Barra, kolejne 34 osoby nie były zarażone, gdy pobrano pierwszą próbkę krwi, ale zaraziły się, zanim zdiagnozowano u nich SM.

Ciekawe o ile wzrosła by ilość przypadków SM po wprowadzeniu takich masowych szczepień przeciwko wirusowi Epsteina-Barra.
Zapewne wszyscy ci którzy zachorowali na SM, zaraziło się w przeszłości setkami innych wirusów.
Ile możliwości do opracowywania kolejnych szczepionek na kolejne wirusy, które mogą powodować SM.

Szczepić się na co się tylko da, panowie i panie. SM czyha na niezaszczepionych. :evil:
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Wto Cze 02, 2026 11:53, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 9698
Wysłany: Wto Cze 02, 2026 12:35   

Strix aluco napisał/a:
Nie chce mi się już czytać książek na temat żywienia.
To by był masochizm.

Mi tez juz nie ale co przeczytalem to moje. Ta akurat jest o SM wiec przeczytalem z ciekawosci, bo ta kobita ponoc ma pojecie. Czy kest tam cos wyjatkowego...chyba nie. Albo nie pamietam. Standardy.
Strix aluco napisał/a:
Co do Jacka Safuty u Pospieszalskiego, to przesłuchałem całość jeszcze raz.
Sam przyznasz, że 99% tego o czym mówi słyszałeś bądź czytałeś o tym tysiąc razy.

Oczywiscie. Chodzi mi o samo podejscie, przesluchiwanie "na przewijaniu:" nie jest sila rzeczy podstawa wyjscia do dyskusji. Wiem ze teraz sa tysiace podcastow i w zasadzie zycia nie starczy zeby to wszystko odsluchac, ale czasami jak mi ktos tam cos podsyla to zeby byc w temacie to ogladam na przyspieszonym tempie, zyskuje sie czas nie tracac meritum.
Strix aluco napisał/a:

Wybacz, że nie odniosłem się do kwestii dietetyczych związanych z Whals i Jackiem Safutą, ale ile można wałkować to samo.
Zresztą sam Jacek Safuta jednak trochę zaprzecza sam sobie, twierdząc, że zdrowie zależy niemal całkowicie od tego co się je. Po czym wyjeżdża z czynnikiem selekcji naturalnej.
Sam jest zresztą obciążony genetycznymi predyspozycjami do SM i zdaje sobie sprawę, że ktoś inny bez takich predyspozycji na SM nie zachoruje, nawet jedząc byle co, żyjąc byle jak.
Dlatego Azjaci mają bardzo niską zachorowalność na SM. Bo jest bardzo mało osób z genetycznymi predyspozycjami ku temu. Jest tam też znikoma ilość związków mieszanych z Europejczykami, u których te genetyczne predyspozycje są najczęstsze.
A unikają słońca, żywią się całkowicie inaczej niż lud Hadza.

Oczywiscie, ja mimo ze przeczytalem wszystkie jego ksiazki to jestem raczej krytyczny. W ogole pan Jacek najpierw jednym posunieciem stracil z piedestalu slynnych Hunzow, twierdzac z palca, ze to wszystko o do tej pory napisano to bajki (sam nigdy tam nie edac nawet) a potem wzial na piedstal Hadza. Lud, ktory jest tak zapozniony cywuilizacyjnie, ze nawet wlasnych naczyn do gotowania nie odkryl w toku ewolucji. Poza tym leza i sie opier-laja calymi dniami, doprawdy wzory ;D
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
Witold Jarmolowicz 
Site Admin

Pomógł: 57 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10060
Wysłany: Wto Cze 02, 2026 12:52   

Powszechnie uznaje się, że najwięcej zwyrodnialców seksualnych jest wśród Anglosasów.
A jednak Anglosascy awanturnicy podbijając Amerykę mordowali Indian, ale się nad nimi nie znęcali.
Natomiast to Hiszpanie pławili się w okrucieństwach.
Cytat:
"Krótka relacja o wyniszczeniu Indian" dominikanin Bartolomé de Las Casas 1552 r.
Chrześcijanie [hiszpańscy] ... wchodzili do wiosek i nie przepuszczali dzieciom, starcom ani kobietom ciężarnym czy położnicom, ale rozpruwali im brzuchy i ćwiartowali, jak gdyby natknęli się na baranki zamknięte w swoich zagrodach. Zakładali się o to, który z nich jednym cięciem przetnie człowieka przez pół... Odrywali za nóżki niemowlęta od piersi matek i roztrzaskiwali im głowy o skały. Inni rzucali je na wznak do rzeki śmiejąc się i szydząc... Robili długie szubienice i wieszali po trzynastu na raz - na cześć i chwałę naszego Zbawiciela i dwunastu apostołów - tak, że wisielcy prawie dotykali nogami ziemi, a podkładając drzewo i ogień palili ich żywcem.
 
     
Strix aluco 

Dołączył: 20 Gru 2024
Posty: 1660
Wysłany: Wto Cze 02, 2026 13:58   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Powszechnie uznaje się, że najwięcej zwyrodnialców seksualnych jest wśród Anglosasów.
A jednak Anglosascy awanturnicy podbijając Amerykę mordowali Indian, ale się nad nimi nie znęcali.
Natomiast to Hiszpanie pławili się w okrucieństwach.
Cytat:
"Krótka relacja o wyniszczeniu Indian" dominikanin Bartolomé de Las Casas 1552 r.
Chrześcijanie [hiszpańscy] ... wchodzili do wiosek i nie przepuszczali dzieciom, starcom ani kobietom ciężarnym czy położnicom, ale rozpruwali im brzuchy i ćwiartowali, jak gdyby natknęli się na baranki zamknięte w swoich zagrodach. Zakładali się o to, który z nich jednym cięciem przetnie człowieka przez pół... Odrywali za nóżki niemowlęta od piersi matek i roztrzaskiwali im głowy o skały. Inni rzucali je na wznak do rzeki śmiejąc się i szydząc... Robili długie szubienice i wieszali po trzynastu na raz - na cześć i chwałę naszego Zbawiciela i dwunastu apostołów - tak, że wisielcy prawie dotykali nogami ziemi, a podkładając drzewo i ogień palili ich żywcem.


To prawda. Hiszpanie są nadzyczaj łagodni w czasach pokoju.
Jednak każdą okazję do mordowania wykorzystują do maksimum. Mimo że zamiłowanie do corridy jakoś nie pasuje mi do łagodnego charakteru.
Franco podczas wojny domowej wymordował procentowo w stosunku do ogółu ludności, więcej Hiszpanów niż Hitler Niemcow czy Stalin obywateli ZSRR.
Ale też dlatego, że po obu stronach byli ludzie skłonni do mordowania.

Cytowaną przez Pana książkę pobieżnie czytałem pod koniec lat 90., bo była w biblioteczce ojca. Nie zwróciłem wtedy na datę wydania. Dopiero teraz sprawdziłem w internecie.
1956 rok. Trochę w szoku jestem.

Jakimi krętymi ścieżkami rozwijają się tematy.
Od wywiadu z Jackiem Safutą, doszliśmy do Franco.
I wbrew pozorom nie odbiegliśmy jakoś bardzo od głównego tematu. :evil:
Ostatnio zmieniony przez Strix aluco Wto Cze 02, 2026 13:59, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Akademia Zdrowia Dan-Wit informuje, że na swoich stronach internetowych stosuje pliki cookies - ciasteczka. Używamy cookies w celu umożliwienia funkcjonowania niektórych elementów naszych stron internetowych, zbierania danych statystycznych i emitowania reklam. Pliki te mogą być także umieszczane na Waszych urządzeniach przez współpracujące z nami firmy zewnętrzne. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej o celu stosowania cookies oraz zmianie ustawień ciasteczek w przeglądarce.

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template modified by Mich@ł

Copyright © 2007-2026 Akademia Zdrowia Dan-Wit | All Rights Reserved